Punkty karne "chodzą" w internecie po 200 zł za sztukę

W internecie kwitnie handel punktami karnymi za wykroczenia drogowe. - To niepotrzebne nabijanie kabzy oszustom. Lepiej już powiedzieć, że nie pamięta się, kto siedział za kółkiem. Zapłaci się wtedy mandat, a nie straci punktów - tłumaczy Marek Kąkolewski z policji.
Jeżeli fotoradar zrobił ci niewyraźne zdjęcie, a masz już sporo punktów i boisz się, że stracisz prawo jazdy, możesz znaleźć kogoś, kto weźmie je na swoje konto. Oczywiście nie za darmo. Cena na dziś to ok. 200 zł za punkt, ale bywało i zdecydowanie więcej.

"Kupię 10 punktów za 2 tys. zł" - znaleźliśmy ogłoszenie na jednym z forów. "Punkty karne najtajniej: 170 zł" - widniało na innym.

Polak potrafi

- To dowód, że Polak potrafi kombinować. Przeglądałem fora internetowe. To skandal, że młodzi ludzie oszukują tych kierowców i naciągają ich na bardzo wysokie koszty - mówi Marek Kąkolewski z Komendy Głównej Policji



Według niego zdecydowana większość zdjęć, które robią fotoradary jest czytelna, więc z tymi kierowcami nie ma problemu. Co z tymi, na których nie można, z różnych względów, zobaczyć twarzy kierowcy? - Policja szuka właściciela po numerze rejestracyjnym, po wezwaniu ma on obowiązek powiedzieć, kto kierował samochodem - tłumaczy policjant.



W tym momencie do gry wchodzi ten spryt Polaka, o którym wspominał Kąkolewski. Punktami handluje się na potęgę, choć nie jest to jeszcze skala tak wielka jak zachodnich krajach UE, gdzie pieniądze przepływające przez tą szarą strefę oblicza się już w milionach euro. Według "Gazety Wyborczej" tylko w samej Hiszpanii sprzedaje się miesięcznie punkty za 30 mln euro.

Jest inny sposób

Okazuje się jednak, że wcale nie musi tak być, a sposób ominięcia niewygodnego przepisu podaje sam... policjant.

- Jeżeli wezwanie trafia do osoby nawet po miesiącu, to ma ona prawo zapomnieć kto kierował samochodem, zwłaszcza, kiedy z samochodu korzysta kilka osób - mówi Kąkolewski.

- Po co kombinować, szukać pomocy u innych, dawać oszustowi w łapę. Jeżeli nie pamiętam, kto kierował samochodem, zdjęcie jest zamazane, to kłania się artykuł 65 kodeksu wykroczeń, który mówi, że kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi wiadomości, co do okoliczności czynu, to grozi za to mandat karny w wysokości od 20 do 500 zł, ale nie ma za to punktów karnych. Rachunek ekonomiczny jest prosty - wyjaśnia Kąkolewski.

Inaczej widzi to dziennikarz portalu moto.pl. - Powinniśmy dostawać zdjęcia tylko wtedy, gdy można rozpoznać, kto kierował samochodem - mówi Jan Kopacz, - Inaczej otwieramy furtkę do nielegalnych działań. A z takiej możliwości w naszym kraju na pewno ktoś skorzysta - dodaje.

Do trzech lat pozbawienia wolności grozi za handlowanie punktami karnymi. Według policji trudno jednak wykryć sprawców tego procederu.