Przetarg MSZ: Wiele ofert, zwycięzca tylko jeden

Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozstrzygnęło przetarg na oprogramowanie. Nie jest istotne, kto wygrał, bo przetarg dotyczył "oprogramowania Microsoft". Amerykańska firma po prostu musiała zarobić. To nie pierwszy taki przetarg, ale warto o nim wspomnieć, aby uświadomić sobie, jak poważnym problemem polskiej administracji jest zjawisko o nazwie "vendor lock-in".
We wrześniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło przetarg na oprogramowanie. W ogłoszeniu o zamówieniu napisano wprost, że dotyczy ono dostawy licencji oprogramowania Microsoft, a dokładniej przedmiotem zamówienia jest...



...zakup licencji, licencji uzupełniających oraz aktualizacja licencji na oprogramowanie Microsoftu wykorzystywane obecnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (...) w ramach trzyletniego programu licencyjnego Microsoft Enterprise wraz z opieką serwisową w ramach usługi Premier Support na okres 12 miesięcy (z możliwością przedłużenia) oraz obsługa tego programu na rzecz Zamawiającego.

Ministerstwo nie starało się nawet robić wrażenia, że rozpisuje przetarg na oprogramowanie pocztowe, biurowe serwerowe itd. W ogłoszeniu dano wprost do zrozumienia, że MSZ chce kupić oprogramowanie Microsoftu. W SIWZ jest, co prawda, mowa o dopuszczaniu rozwiązań równoważnych, ale w kontekście przedstawionych wymagań wydaje się to bez znaczenia.



Przetarg został już rozstrzygnięty, o czym wspomniał m.in. serwis Prawidłowe Przetargi Publiczne IT w tekście pt. Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozstrzyga przetarg na 13 mln. zł.



Wybrano ofertę firmy Lumena opiewającą na kwotę 13332325,92 zł. Oczywiście zostały zakupione towary firmy Microsoft. Gdyby przetarg wygrała inna firma, to również zarobiłby Microsoft. Tutaj można postawić rewolucyjne pytanie: czy kwota zakupu mogłaby być o wiele niższa, gdyby Ministerstwo zrezygnowało choć w części programów Microsoftu? Odpowiedzi szybko nie usłyszymy, bo ministerstwo daje szansę tylko Microsoftowi.



Dlaczego wybrano ofertę firmy Lumena? Samo ministerstwo twierdzi, że...



W Ministerstwie Spraw zagranicznych od ponad 16 lat używane jest oprogramowanie systemowe i użytkowe firmy Microsoft, jako standard wyposażenia informatycznego zarówno dla Centrali, jak i dla wszystkich placówek zagranicznych.

W ten sposób ważny polski urząd otwarcie przyznaje się do faktu, że uzależnił się od jednej amerykańskiej firmy i w najbliższej przyszłości nie zrobi nic, aby to zmienić. To niezbyt dobry sygnał, o czym szerzej pisze na łamach PPIT dr Tomasz Barbaszewski.



Barbaszewski zwrócił uwagę na to, że niemiecki Minister Spraw Zagranicznych Frank Walter Steinmeier otwarcie poparł wolne oprogramowanie. Niemieckie Miniserstwo Spraw Zagranicznych migruje na Linuksa. Dzięki temu tnie się koszty, kończy się z uzależnianiem się od Microsoftu i wspiera się mniejsze firmy, także europejskie. Tymczasem polski MSZ w tytule przetargu od razu wskazuje zwycięzcę.



MSZ jasno dał to zrozumienia, że w Polsce można mówić o tzw. vendor lock-in - uzależnieniu od jednego dostawcy, który może dyktować swoje warunki. Oczywiście władze unikają mówienia tego wprost i wolą termin "neutralność technologiczna".



Według kolejnych polskich wiceministrów odpowiedzialnych za informatyzację neutralność oznacza "brak dyskryminacji dla określonych rozwiązań". Skoro tak, to nie można dyskryminować Microsoftu, czyli nie można pochopnie wykluczać go z urzędów. W ten sposób polska administracja od lat jest zależna od Microsoftu i to w imię neutralności technologicznej (!). To genialne tłumaczenie było powtarzane za rządów PiS i jest powtarzane przez przedstawicieli rządu PO.



W tym miejscu warto zaznaczyć, że vendor lock-in to nie tylko polski problem. Występuje on w różnych krajach i na różnych rynkach. Dotyczy instytucji państwowych, firm, a także konsumentów indywidualnych. Co jednak istotne - można się przed nim bronić, a instytucje państwowe powinny szczególnie o to dbać.



Jedną z form ochrony przed vendor lock-in jest sięganie po otwarte standardy. Przykładowo UKE w ostatnim czasie sięgnął po Jabbera i teraz może korzystać z komunikatorów od różnych dostawców. Gdyby administracja publiczna w Polsce całkowicie przeszła na format dokumentacji ODF, mogłaby zamawiać pakiety biurowe od różnych firm.



To tylko teoria, bo uzależnieniem od Microsoftu władze się nie przejmują. Dlatego możemy obserwować te dziwne przetargi, w których ofert jest wiele, ale zwycięzca zawsze ten sam.



Więcej na ten temat w oryginalnym artykule:
Przetarg MSZ: Wiele ofert, zwycięzca tylko jeden