Snapchat, WhatsApp i Tinder - to z tych aplikacji korzysta twoje dziecko

Rynek mobilnych aplikacji to prawdopodobnie nie tylko najszybciej rozwijający się obecnie obszar social media, ale również najbardziej perspektywiczny. Każdego dnia w sklepach z aplikacjami mobilnymi pojawiają się nowe programy służące do natychmiastowej komunikacji. Jeśli do tej pory nie znaliście WhatsApp, Tindera ani Snachchata, już niedługo z pewnością o nich usłyszycie. Dlaczego? Bo to z nich bardzo chętnie korzystają młodzi ludzie.

Szerszy dostęp do mobilnego Internetu na całym świecie sprawia, że użytkownicy coraz częściej rezygnują z tradycyjnych rozmów telefonicznych oraz wysyłania wiadomości tekstowych na rzecz nowych, bardziej interesujących sposobów komunikacji. Okazuje się, że z nowych kanałów korzystają głównie młodzi, zaś szalenie popularny do tej pory Facebook, jest coraz gęściej zaludniony przez osoby z wyższego przedziału wiekowego. Nastolatkowie nie chcą po prostu, aby ich rodzice lub dziadkowie oglądali lub umieszczali komentarze pod publikowanymi przez nich treściami. Poza tym, dla wielu z nich Facebook stał się po prostu niemodny i zbyt ?mainstreamowy?, co dla przechodzących okres buntu automatycznie wyrzuca go z orbity ich zainteresowań. Jednocześnie nie chcą oni rezygnować z możliwości szybkiej wymiany poglądów i zdań ze swoimi rówieśnikami. Właśnie dlatego, miliony młodych użytkowników migrują do innych aplikacji, które umożliwiają prywatną komunikację ze znajomymi. Przyjrzyjmy się więc bliżej bliżej trzem najpopularniejszym programom, które zdążyły już uzależnić większość swoich użytkowników.

Snapchat - wyślij i zapomnij

Snapchat to popularna aplikacja, którą możesz pobrać na iPhone'a lub telefon z systemem Android. Wykorzystuje się ją głównie do czatowania ze znajomymi za pomocą zdjęć, wideo lub tekstów. To po prostu klasyczny komunikator, w którym oprócz zwykłego tekstu w prosty sposób można dodać dodatkowe medium. Nie brzmi zbyt innowacyjnie, prawda? Skąd więc wziął się jego fenomen i rosnąca popularność?

Unikatową cechą Snapchata jest to, że poszczególne treści ulegają "autodestrukcji" już kilka sekund po tym jak zobaczy je odbiorca. Dla przykładu, jeśli z kimś czatujesz i wyślesz tej osobie zdjęcie, zostaje ono automatycznie i bezpowrotnie usunięte kilka sekund po otwarciu wiadomości. Żadnego archiwum, żadnych pozostałości - wszystko czym użytkownicy się dzielą jest ?tu i teraz?.

Największy odsetek użytkowników Snapchata stanowią nastolatki oraz ludzie młodzi (18-25 lat), którzy na co dzień korzystają również z innych kanałów social media i nierzadko są uzależnieni od swoich smartfonów. Ze względu na fakt, że wszystkie wpisy ulegają zniszczeniu po przeczytaniu, Snaochat przyczynił się do zjawiska zwanego sextingiem. Polega ono na tym, że nastolatki robią prowokujące zdjęcia lub wideo i wysyłają je do znajomych. Są przy tym bardzo liberalni, wiedząc, że treści po kilku sekundach znikną na zawsze. Doprowadziło (i wciąż zresztą doprowadza) do licznych kontrowersji, zwłaszcza iż z opcji tej najchętniej korzystają młodzi znacznie poniżej 18 roku życia, jednak sam mechanizm działania aplikacji w żaden sposób nie pozwala na ograniczenie tego procederu. Problem pozostanie więc najprawdopodobniej nierozwiązany.

I choć główna zasada internetu brzmi ?jeśli umieścisz w sieci jaką treść, zostanie ona tam na zawsze - nawet jeśli ją usuniesz?, Snapchat zdaje się w efektywne sposób ją naginać. Istnieją wprawdzie sposoby pozwalające na zapisanie treści publikowanych nawet przy pomocy tej aplikacji, jednak fakt używania jakiegokolwiek programu do zrzutów ekranu natychmiast jest odnotowywany przez aplikację. Jeśli drugiej osobie to nie odpowiada, może po otrzymaniu prywatnej wiadomości o całym procederze, natychmiast zakończyć rozmowę.

Popularność Snapchata sprawiła, że pracownicy Facebooka zdecydowali się na stworzenie własnej aplikacji tego typu o nazwie Facebook Poke. Okazało się, że jest to jednak praktycznie bezpośrednia kopia Snapchata, co wywołało zresztą ostrą krytykę ze strony wielu użytkowników. W ciągu dwóch tygodni od wypuszczenia aplikacji na rynek, nie udało jej się nawet zdobyć miejsca na liście Top 100 na iTunes. W między czasie, Snapchat nadal zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce. Zuckerberg próbował wykupić aplikację za sumę około 3 miliardów dolarów; do transakcji jednak nie doszło.

WhatsApp - wiadomości za darmo

 

WhatsApp, FacebookFot. R.Kędzierski

 

WhatsApp to mobilna aplikacja dostępna na systemy iOS (iPhone i iPad), Android oraz Blackberry oraz Windows Phone pozwalająca na wysyłanie wiadomości tekstowych do innych użytkowników. Aplikacja szybko zyskała znaczną popularność - aktualnie, korzysta z niej ponad 450 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie (więcej niż z Twittera). Większość ludzi korzystających z aplikacji mieszka w Europie, Indiach lub Ameryce Łacińskiej.

Sama idea funkcjonuje już jednak od dobrych kilkudziesięciu lat, czym program się więc wyróżnił? Aplikacja pozwala na wysyłanie wiadomości tekstowych zupełnie za darmo. Zgadza się, w 100% za darmo, żadnych dodatkowych opłat ani ukrytych kosztów. Jak to możliwe? Dzieje się tak dlatego, że informacje przekazywane są poprzez połączenie z Internetem, z pominięciem tradycyjnych łącz usługodawców telekomunikacyjnych. Pierwszy rok użytkowania jest bezpłatny, a każdy kolejny kosztuje tylko $0.99 rocznie.

Aplikacja ta jest szczególnie popularna wśród użytkowników iPadów, głównie dlatego, że za ich pomocą nie można po prostu wysyłać klasycznych SMS-ów. Przy pomocy WhatsApp nie ma z tym jednak żadnego problemu. Co ciekawe, wszystkie przychody z aplikacji pochodzą wyłącznie od użytkowników uiszczających roczną opłatę. Aplikacja unika wyświetlania wszelkiego rodzaju reklam. WhatsApp został niedawno wykupiony przez Facebooka za oszałamiające 19 miliardów dolarów; wychodzi na to, że za każdego użytkownika firma zapłaciła 42 dolary. Jak widać, Mark Zuckerberg, wiąże z tą aplikacją wielkie nadzieje. I w końcu nie bez powodu, bo pomimo braku nowych propozycji, WhatsApp bije pośród młodych rekordy popularności. Pozbawieni własnych środków, pragnący uniezależnienia się od rodziców lub nie chcący po prostu płacić za coś, co w ich mniemaniu jest podstawą sieciowej egzystencji, aktywnie przyczyniają się do rosnących słupków aplikacji.

Tinder - randka w kilka sekund

 

TinderFot. Tinder

 

Tinder to prosta w użyciu aplikacja służąca do randkowania online. Została wypuszczona na rynek amerykański we wrześniu 2013 roku i od pewnego czasu zaczyna w błyskawicznym tempie zyskiwać popularność na całym świecie. Także w Polsce. Nie jest to jednak klon znanych nam Sympatii czy eDarling - to całkowicie nowe podejście do tematu spotykania się z innymi, oparte o maksymalnie uproszczony schemat. A że coraz więcej współczesnych związków zaczyna się w internecie właśnie, nie dziwi fakt, że na fali rosnącego trendu, także i ten program zdołał się wypromować.

Tinder pozwala na wyselekcjonowanie potencjalnych partnerów na podstawie lokalizacji i wieku. Wykorzystanie aplikacji polega na przeglądaniu zdjęć kolejnych użytkowników (profile składają się wyłącznie ze zdjęć, informacji na temat wieku oraz imienia) znajdujących się w wyznaczonym przez nas zasięgu (np. 20 km). Jeśli dana osoba przypadnie nam do gustu, wystarczy kliknąć na zielone serce, jeśli nie, na czerwony krzyżyk (albo odpowiednio przeciągnąć zdjęcie w prawo lub w lewo). Jeśli dwie, znajdujące się w pobliżu osoby wybiorą serce, zostają o tym poinformowane przez komunikat "It's a Match!".

Kolejnym krokiem jest rozpoczęcie konwersacji i potencjalnie umówienie się na randkę. Profile na Tinderze są połączone z Facebookiem, więc prawdopodobieństwo natrafienia na oszusta jest dość niskie. Oczywiście należy zachować ostrożność, ale zdecydowana większość użytkowników to osoby o prawdziwych profilach.

W czasach, w których młodzieżowy przekaz coraz mocniej opiera się na pełnej seksualizacji niemal wszystkich dziedzin życia, rosnąca popularność Tindera wcale nie dziwi. Choć w tym medium głównie dominują mężczyźni szukający możliwości przygodnego, jednorazowego seksu, fakt, iż aplikacja szybko poszerza swój zasięg pośród obu płci, świadczy o tym, że nie są w tym wcale odosobnieni. Dające się co chwila słyszeć protesty krytykujące ten sposób zawierania płytkich relacji, giną jednak w komunikacyjnym szumie, wytwarzanym przez coraz szersze grono użytkownika Tindera.

Nastolatki są jednymi z lepszych trendsetterów. Warto obserwować, w gdzie skupiają się ich zainteresowania. Mark Zuckerberg zdaje sobie z tego sprawę, dlatego już teraz "zbroi się" na przyszłość.

Grupa Tense

Więcej o:
Komentarze (4)
Snapchat, WhatsApp i Tinder - to z tych aplikacji korzysta twoje dziecko
Zaloguj się
  • dar61

    Oceniono 6 razy 2

    Po „... W między czasie ..." odpa dłem od te go pele tonu.

  • svetn

    Oceniono 12 razy 2

    Nie rozumiem idei ściągania i bawienia się tymi g*wnianymi aplikacjami... Po co to? Co to komu daje? I mówię to jako 17-latek, a nie gość pod 50-kę nie umiący obsłużyć tabletu.

  • cynabel

    Oceniono 8 razy -8

    A już niedługo będą korzystać z aplikacji mobilnej AdMission... kupony promocyjne i możliwosć zarobku w bezpieczny i rozsądny sposób. Już nie mogę się doczekać premiery. Myślę, że powinniście dodać też Instagrama...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX