IFA 2011: wszyscy mają wszystko

Nuda. To słowo chyba najlepiej opisuje tegoroczne targi IFA w Berlinie. Tylko kilka miejsc naprawdę rzucało na kolana. Reszta była jednowymiarowa i bez wyrazu. Dlaczego?

Informacyjny tajfun


Jednym z powodów przez, który targi takie jak IFA 2011 nie rzucają już na kolana jest lepszy przepływ informacji. Większość dziennikarzy, z którymi miałem okazję rozmawiać na miejscu, twierdziła, że prawie niczym nie zostali zaskoczeni. Ba! Wiadomości o niektórych, wielkich premierach, docierały do nich nawet przed konferencjami prasowymi.

To trochę tak jakby usiąść do lektury najlepszego kryminału w historii, znając tożsamość mordercy. Lektura będzie przyjemna, to pewne, ale raczej nie wstrzymamy oddechu na ostatnich dwóch stronach.

Informacyjny tajfun jaki przeszedł przez skrzynki pocztowe dziennikarzy i media społecznościowe oczywiście jest nie do powstrzymania. To samonapędzająca się machina. Producenci chcą być zauważeni więc piszą i zapowiadają swoje nowości jeszcze przed targami. Kolejni robią to samo, więc ci pierwsi przyspieszają. I tak bez końca. A goście targów jadą na miejsce zobaczyć coś, co już w zasadzie znają.

Równia technologiczna


Drugim i o wiele bardziej odczuwalnym powodem tej elektronicznej nudy jest fakt, że w tym roku mało kto miał coś wyjątkowego. W kwestii telewizorów, które najbardziej mnie interesowały, przed peleton nowości wysunęła się tylko Toshiba. Jej trójwymiarowy panel ZL2 nie wymagający używania okularów był faktyczną nowinką z prawdziwego zdarzenia. Nie tylko technologicznie, ale i handlowo. Panel wejdzie do sprzedaży jeszcze w tym roku i będzie pierwszym telewizorem tego typu, o takich rozmiarach sprzedawanym seryjnie.

ZL2

Inna sprawa, że będzie kosztował 8000 euro (około 33 tysięcy złotych), więc w ciągu roku kupi go pewnie kilka osób. Ale Toshiba pokazała chociaż coś czego nie ma konkurencja. Pozostali producenci (np. Philips) też romansują z 3D bez okularów, ale Japończycy wchodzą z nim do sprzedaży. Z większością innych nowinek był jeden problem - mieli je wszyscy.

Od chociażby ekrany dotykowe. Najbardziej widoczne były one na stoisku LG.

Pentouch TV

Nic dziwnego, było to jedno z najlepiej zorganizowanych i najbardziej efektownych miejsc na tegorocznych targach IFA. LG po prostu miało pomysł na swoje stoisko (3D, 3D i jeszcze raz 3D!) i wdrożyło go z zabójczą precyzją. Ekrany dotykowe Pentouch TV były dobrze wyeksponowane i dzięki temu oblegane przez rzesze ciekawskich fanów nowinek.

Koniec końców trudno jednak nazwać nowinką ekran dotykowy, który nawet nie reaguje na nasz dotyk, a tylko specjalne rysiki. Identyczny sprzęt miał zresztą na swoim stoisku chociażby Samsung, a nawet mniejsi producenci tacy jak Vestel czy Hannspree (tylko prototyp, który raczej nie wejdzie do sprzedaży - fot. na początku artykułu).

Inny przykład - kamery 3D. Rok temu, gdy trójwymiar był nowością w całości, a kamer 3D dla przeciętnego użytkownika jeszcze nie było, firmy takie jak Panasonic czy Sony mogły chwalić się pierwszymi na świecie, dwuobiektywowymi kamerami w przystępnych cenach. Dzisiaj próbują robić to samo, ale w jaki sposób można podchodzić do ich oferty z zachwytem, gdy takie same produkty widać na stoiskach JVC czy Medion?

Kamery 3D

Z telewizorami trójwymiarowymi jest jeszcze gorzej. Prawie każdy, duży producent eksponował je w tym roku jako jedne z głównych gwiazd programu. I o ile w przypadku LG wyszło to znakomicie, bo jak już wspominałem całe stoisko było podporządkowane trzeciemu wymiarowi, o tyle u innych firm było po prostu nudno. Wszystko to widzieliśmy już wielokrotnie, a w tym roku oglądaliśmy jeszcze w wersji zmaksymalizowanej - na każdym kroku! Panele 3D na IFA 2011 to już nie tylko domena Panasonica, Sony, LG, Samsunga, Philipsa, Toshiby i Sharpa. Co to, to nie. Swój wkład w technologię trójwymiarową miała Hama, Vestel i cała rzesza chińskich producentów, których nazw nawet nie sposób spamiętać.

Ci ostatni burzą nawet marzenia wielkich koncernów na dominację w sektorze nietypowego sterowania telewizorami.

Sterowanie iPadem

Samsung może próbować przekonywać nas,  że jego aplikacje do sterowania telewizorem za pomocą komórki są rewolucyjne. LG może dalej promować ruchowego pilota Magic tłumacząc jak bardzo zmieni on podejście do funkcji Smart TV. Panasonic może po raz kolejny ustawiać te same panele podpięte do iPada, sugerując, że to rewolucja. Tylko co z tego, skoro w mniejszej i skromniejszej hali zapewne mało komu w Polsce znana firma ChangHong (największy producent telewizorów w Chinach), prezentuje panel Smart TV z funkcjami rozpoznawania ruchów imitującymi sensor Kinect firmy Microsoft?

Kinect z Chin

Być może właśnie dlatego coś tak banalnego i mało odkrywczego jak ekran OLED zakładany na głowę Sony HMZ-T1, robiło furorę. Akurat tego na chińskich stoiskach nie było, a żaden z dużych konkurentów Japończyków też niczego podobnego nie pokazał. Sony mogło więc poszczycić się czymś wyjątkowym. Ku radości lekko już znudzonych gości.

HMZ-T1

Wszyscy mają wszystko...

Właśnie takie były tegoroczne targi IFA w Berlinie. Przepełnione nowym sprzętem, który tak naprawdę nie był bardzo rewolucyjny. W najlepszym wypadku ciekawy. Oferty wystawców nie różniły się bardzo od siebie, więc nic dziwnego, że w tak wielu relacjach widać skupianie się na gadżetach i dodatkach. Problem polega bowiem na tym, że jeśli wszyscy mają wszystko, to tak naprawdę nikt nie ma niczego wybitnego. Właśnie dlatego chodząc po halach tegorocznych targów IFA zamiast przecierać oczy z zachwytu, ziewałem ze znudzenia.


Szymon Adamus

Więcej o: