Epidemia odry w USA zaczęła się w Disneylandzie - kto nie zaszczepił swoich dzieci?

Google, IBM, Pixar, Cisco - wielkie firmy pracujące z najnowocześniejszymi technologiami i kształtujące to, jak wygląda współczesny świat. Intuicyjnie zakładamy że pracują w nich ludzie inteligentni i będący na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie. Jednak analiza, jaką przeprowadziło pismo Wired wydaje się poddawać w wątpliwość zdrowy rozsądek i wiedzę pracowników tych technologicznych gigantów.

Od grudnia w USA rozwija się epidemia odry. Rozpoczęła się w Disneylandzie, gdzie pojawił się człowiek, który zaraził się za granicą. Chorych jest już ponad 120 osób, z czego zdecydowana większość w Kalifornii - tam, gdzie znajduje się Krzemowa Dolina i gdzie siedzibę ma wiele firm związanych z nowymi technologiami.

Dlatego Wired przyjrzał się 12 firmom, których pracownicy zostawiają swoje dzieci w należących do przedsiębiorstwa ośrodkach. Wyniki są bardzo niepokojące - w połowie przedszkoli i żłobków na odrę zaszczepionych jest za mało dzieci, by powstrzymać tam rozprzestrzenianie się choroby. Jeśli w danej grupie zaszczepionych jest wystarczająco dużo osób, to tak zwana ?odporność stada? sprawia, że choroba nie może swobodnie się rozprzestrzeniać i wygasa. Odra należy do bardzo zakaźnych chorób, przenosi się drogą kropelkową, więc w jej przypadku zaszczepionych powinno być ok. 92-94% populacji.

Tymczasem w dwóch placówkach należących do Google'a, jednej należącej do IBM, dwóch Cisco i jednej Pixara zaszczepionych przeciwko odrze było mniej 92 procent dzieci. W Pixarze to zaledwie około 67%, w Cisco - niespełna 60%.

Równie ciekawa jak lista nieszczepiących jest lista firm, których pracownicy swoje dzieci szczepią. Na jej szczycie znajduje się Oracle, a zaraz dalej - Gilead Sciences i Genentech. To firmy biotechnologiczne ściśle związane z produkcja leków. Tam procent zaszczepionych dzieci bliski jest 100. Zadaje to kłam twierdzeniom organizacji zwalczającym szczepienia, według których pracownicy przemysłu farmaceutycznego nie szczepią swoich dzieci, bo wiedzą jakie to rzekome świństwa kryją się w szczepionkach. Jak widać - szczepią.

Pojawianie się przypadków odry w USA na przełomie 2014/2015Rys. CDC

Wykres pokazuje rozwój epidemii odry w USA od ekspozycji w Disneylandzie. Wysokość słupka to liczba przypadków ujawniających się danego dnia.

Jak to się dzieje, że najwyższej klasy specjaliści pracujący w wielkich i nowoczesnych firmach narażają swoje dzieci na bardzo poważne choroby? W Kalifornii obowiązuje (jeszcze, bo planowane są zmiany) prawo, które pozwala na nieszczepienie dzieci z powodów medycznych, religijnych lub z "osobistych przekonań". O ile pierwszy powód nie budzi wątpliwości - są ludzie, którzy szczepieni być nie mogą - o tyle dwa kolejne są bardziej niż wątpliwe. Znowu, wbrew mitom szerzonym przez przeciwników szczepień (czy, jak coraz częściej się ich nazywa ?zwolenników chorób?), w populacji działa tak zwana odporność grupowa. W dużym zbiorowisku znajdą się zawsze niezaszczepione jednostki, ale jeśli pozostali są szczepieni, to ?osłaniają? niezaszczepionych przed zakażeniem. To szczególnie ważne dla małych dzieci, które jeszcze nie mogą otrzymać szczepionki - w przypadku odry muszą czekać aż osiągną 13-14 miesiąc życia. W tym czasie są narażone na zakażenie.

Natomiast ani względy religijne ani ?osobiste przekonania? nie uzasadniają ryzykowania zdrowiem i życiem dzieci.

Śmiertelnie niebezpieczna

Życiem? Czy to nie przesada? Według WHO odra pozostaje jedną z głównych przyczyn śmierci małych dzieci na świecie. W 2013 roku zmarło na nią 145 700 osób - w większości dzieci poniżej 5. roku życia. Jednocześnie szczepienia w latach 2000-2013 zapobiegły 15,6 milionom zgonów (dane WHO), co czyni szczepionkę przeciwko odrze jedną z najbardziej efektywnych. Samą chorobę przechodzi się z wysoką gorączką i uciążliwą wysypką, jednak prawdziwym zagrożeniem są powikłania: zapalenia mózgu, opon mózgowych, płuc, mięśnia sercowego i pojawiające się po kilku latach podostre stwardniające zapalenie mózgu prowadzące zwykle do upośledzenia działania układu nerwowego i śmierci.

Więc tak, odra to śmiertelnie niebezpieczna choroba - na 1000 chorych dzieci umrze 1 lub 2. Mało? Cóż, jest sposób na to, by nie umarło żadne. To MMR - skojarzona szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce podawana dzieciom w wieku około 13-14 miesięcy. Jak każda szczepionka może wywoływać niepożądane odczyny - najczęstszy z nich (dotyczący 10% dzieci) to gorączka, złe samopoczucie i wysypka mijające po kilku dniach. Są i groźniejsze odczyny, ale stanową one znikomy odsetek przypadków.

Pechowo moment podawania szczepionki MMR zbiega się w czasie z momentem, kiedy rodzice zauważają pierwsze objawy autyzmu u dzieci. Występuje tu korelacja czasowa, ale nie przyczynowo-skutkowa.

Niestety w 1998 roku lekarz Andrew Wakefield opublikował w piśmie Lancet pracę, która dowodziła związku szczepionki MMR z autyzmem. Wyniki jego badań poddano w wątpliwość, a później udowodniono Wakefieldowi oszustwo - fałszowanie wyników badań oraz próbę zarobienia na wzbudzeniu paniki poprzez udziały w firmach produkujących testy i alternatywne szczepionki. Pracę oficjalnie wycofano, a Wakefield został wykreślony z rejestru lekarzy.

Mleko się jednak rozlało - nieprawdziwa informacja o szkodliwości szczepionki rozeszła się po świecie i rozpoczęła modę na nieszczepienie dzieci. Argumenty naukowe zostały uznane przez ruchy zwolenników chorób za spisek firm farmaceutycznych. A, jak dobrze wiadomo, dobrze przygotowane i emocjonujące kłamstwo rozchodzi się znacznie lepiej niż nudna prawda.

Skuteczność szczepień przeciwko odrze w latach 1950-2004Rys. Green Book - zmodyfikowane przez Ewę Krawczyk (Sporothrix)

Bogaci i głupi

I w ten właśnie sposób wracamy do Kalifornii i Doliny Krzemowej. Silne ruchy wywodzące się ideologicznie jeszcze z kultury new age mają tam duży wpływ na bogatą klasę średnią. Efekt jest doskonale widoczny - inżynierowie, programiści i inni specjaliści niezwiązani z branżą medyczną przyjmują argumenty przeciw szczepionkom. Ci, którzy siedzą w branży medycznej i zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i faktycznego stanu rzeczy szczepią swoje dzieci.

Jednak ?disneylandzka? epidemia odry ma jedną zaletę - pokazała bogatym Amerykanom, że szczepionki są potrzebne. Uruchomiła też szereg ostrych reakcji skierowanych przeciwko antyszczepionkowej modzie - zdecydowanie za szczepionkami wypowiedział się nawet Barack Obama mówiąc w wywiadzie dla telewizji NBC: "Rozumiem, że niektórzy rodzice mogą mieć różne obawy, ale nauka jest niepodważalna". Hillary Clinton napisała na Twitterze: ?Nauka nie ma wątpliwości: ziemia jest okrągła, niebo jest błękitne, a szczepionki działają. Chrońmy wszystkie nasze dzieci.?. Ruchy zwolenników chorób po raz pierwszy napotkały zdecydowaną reakcję mediów i samego społeczeństwa.

Zaczęto przyglądać się danym, które pokazały, że w szkołach prywatnych wyższy jest procent dzieci, które nie zostały zaszczepione z powodu ?osobistych przekonań? ich rodziców. Mówi się też o zaostrzeniu przepisów - obecnie przy zapisie dziecka do szkoły trzeba dowieść, że jest szczepione, ale aż w 20 stanach istnieją furtki pozwalające uniknąć szczepień z przyczyn pozamedycznych. Być może zostaną zamknięte.

Również lekarze coraz częściej informują rodziców, że nie będą przyjmowali - ze względów bezpieczeństwa - niezaszczepionych dzieci. Ma to szczególne uzasadnienie w przypadku odry, którą pacjent zakaża już na dwa dni przed wystąpieniem pierwszych objawów.

A tymczasem w Europie...

Polacy wykazuję się dużym rozsądkiem - wśród dzieci do 12 roku życia szczepionych jest 95%, co jest jednym z najlepszych wyników na świecie. Można mieć nadzieję, że to, co dzieje się w USA wyhamuje również w Polsce rozwój ruchów zwolenników chorób.

Jak czytamy na stronie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego:

W Polsce przed wprowadzeniem szczepień przeciw odrze (lata 1965-1974) liczba rejestrowanych przypadków kształtowała się od 70 000 do 130 000 w latach pomiędzy epidemiami oraz od 135 000 do 200 000 w latach epidemicznych. W tym okresie epidemie pojawiały się regularnie, co 2-3 lata. W wyniku epidemii umierało 200-300 dzieci, a tysiące miało ciężkie powikłania wymagające długotrwałej hospitalizacji.
Obowiązkowe szczepienia przeciw odrze wprowadzono w 1975 r.
Powiększająca się liczba zaszczepionych dzieci przyczyniła się do spadku liczby rejestrowanych przypadków odry. W latach 90-tych odnotowywano od kilkuset do kilkudziesięciu przypadków między epidemiami oraz około 2 200 przypadków w czasie ich trwania. Epidemie pojawiały się coraz rzadziej. W 2005 r. zanotowano tylko 13 przypadków odry. W czasie wzrostu zachorowań w 2009 r. zanotowano 114 przypadków zachorowań, a już w 2010 r. - 13 przypadków zachorowań, w 2011 r. - 39 przypadków zachorowań, w 2012 r. i 2013 r. odpowiednio, 70 i 88 przypadków zachorowań. W 2014 r. na odrę zachorowało 110 osób.
Liczba przypadków zachorowań na odrę w Polsce jest kilkakrotnie razy niższa w odniesieniu do wielu krajów Unii Europejskiej, m.in. Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec, czy Włoch.

Nie można jednak zakładać, że jesteśmy bezpieczni. W Niemczech również rozprzestrzenia się odra, a przypadków jest więcej niż w USA. Tylko w styczniu było ich ponad 250. Tu jednak przyczyna jest inna - to głównie przypadki pojawiające się wśród emigrantów z Bałkanów, którzy nie byli szczepieni. W dodatku w Niemczech poziom wyszczepienia populacji przekracza 95%, podczas gdy w USA to około 91%, a więc nie dość, by powstrzymać dużą epidemię.

Nie możemy więc czuć się bezpieczni, bo kilkaset kilometrów od nas żyją setki ludzi, którzy mogą zarazić nas i nasze dzieci. Nie dajmy się ogłupić zwolennikom chorób. Dla naszego i naszych dzieci dobra.

 

Przeczytaj też:

"Najczęściej nie szczepią dzieci dziennikarki i piosenkarki, panie, które wypadają dobrze przed kamerami" [WYWIAD]

Antyszczepionkowcy: Więcej jest powikłań poszczepiennych niż skutków chorób, na które się szczepi. Lekarz: To bzdury!

Choroby zakaźne

 

Ten tekst nie jest materiałem opłaconym, sponsorowanym ani w inny sposób wykupionym.

Więcej o:
Komentarze (440)
Epidemia odry w USA zaczęła się w Disneylandzie - kto nie zaszczepił swoich dzieci?
Zaloguj się
  • vald

    0

    Jak mogą nas zarazić nieszczepieni, skoro jesteśmy zaszczepieni przeciwko danej chorobie? Trochę logiki. Nieszczepieni zarażają przede wszystkim siebie i innych nieszczepionych.

  • tsunami1

    0

    Umieralność na odrę wynosi 0,1 do 1000 osób chorych na nią. Na grypę wynosi 1x1000. Ile z was zwolennicy szczepionek szczepi swoje dzieci na grypę?

  • black.joanna

    0

    www.facebook.com/stowarzyszeniestopnop/posts/996829633677798

  • zenek1958

    Oceniono 1 raz 1

    Już na początku XXw. zauważono, że również w świecie mikrobów jest walka o pokarm, walka o życie.
    Zauważony antagonizm w świecie mikrobów, odkryte narzędzia walki miedzy mikrobami doprowadziły naukowców do odkrycia przeciwbakteryjnie działającej penicyliny.
    Może nie mają racji współcześni lekarze naukowcy, którzy obwiniają rodziców dzieci nieszczepionych o współcześnie występujące wirusowe zakażenia.
    Może wieloletnie, beztroskie aplikowanie antybiotyków przeciwbakteryjnych pacjentom doprowadziło do niszczenia bakterii w ich organizmach i do ekspansji zakażeń grzybiczych i wirusowych.
    Może to lekarze doprowadzili do coraz częściej pojawiających się zakażeń grzybiczych i wirusowych we współczesnej populacji ludzkiej?
    Inne spojrzenie na zakażenia:
    plus.google.com/117320399961685087772/posts/Nb8pAfHv55G
    system.salon24.pl/539153,odchudzanie-spanie-cybernetyka

  • Michal Stepien

    0

    Dziennikarzom GW polecam obejrzenie mapy - gdzie jest Disneyland w Santa Ana, a gdzie Dolina Krzemowa koło San Francisco.

  • w.o.z.w

    0

    Chorych 120 osób to nie epidemia. to artykół z nieumiejętną reklamą kompanii farmaceutycznych w stylu żryj tabletki placebo żryj. a leków na choroby nigdy nie wypuścimy na rynek. bojkotujcie głupi polacy pseudoleki z reklam, i tego co wam polecają lekarze, bo wyzrowiejecie na przeziębienia bez niepotrzebnych pigułek. od roku zdrowieję w tym samym tempie bez leków przy "chorobach" i epidemia jeszcze mnie nie dopadła ani żadnego mojego znajomego - nigdy.

  • joasiajot

    Oceniono 1 raz 1

    "Andrew Wakefield opublikował w piśmie Lancet pracę, która dowodziła związku szczepionki MMR z autyzmem" - chyba trafniejszym określeniem byłoby "rzekomo dowodziła"? Dowód to dowód, tymczasem w tej pracy było oszustwo, a nie dowód.

  • a_l_e_x

    Oceniono 7 razy 1

    Tak, wszystko się zgadza. W Google, IBM Cisco pracują ponadprzeciętnie inteligentni rodzice. I właśnie z tego powodu nie szczepią swoich dzieci. Jakby choć jeden z was szaraków przeczytał kiedyś ulotkę od szczepionki która ma być podana waszym dzieciom to też byście nie zaszczepili. Proponuję poczytać co nieco o metodach produkcji szczepionek oraz o skutkach ubocznych ich podawania

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX