Najdziwniejsza broń palna sprzed ponad stu lat. 11 unikalnych zdjęć

Robert Kędzierski
24.11.2014 22:07
A A A
Najdziwniejsza broń używana ponad sto lat temu

Najdziwniejsza broń używana ponad sto lat temu (Fot. rockislandauction.com)

Broń palna na przestrzeni dziejów przybierała czasem naprawdę dziwne formy. Wszystko przez ciągłe dążenie do doskonałego spełniania określonych funkcji. Innych rozwiązań wymagali marynarze walczący na rozkołysanych okrętach, innych strażnicy więzienni narażeni na atak z zaskoczenia. Jak zatem wyglądała najdziwniejsza broń pod koniec XIX w? Sprawdziliśmy. Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękujemy firmie Rock Island Auction Company z USA.
Zobacz zdjęcia (11)
Komentarze (46)
Zaloguj się
  • Oceniono 137 razy 127

    Wypadałoby sprostować ogromną ilość nieprawdziwych informacji zawartych w podpisach pod slajdami.

    Slajd nr 1. "specjalną kasetkę na naboje, która umożliwiała wystrzelenie kilku pocisków po kolei bez potrzeby ich ładowania przez lufę." Proszę kiedyś spróbować załadować nabój bocznego zapłonu (tzw. pinfire) "przez lufę". Jeśli się to Autorowi uda i przeżyje ten eksperyment, niech nam opisze swoje wrażenia (jeśli będzie miał czym).

    Slajd nr 2 "Jest to bardzo rzadki rodzaj broni". Wcale nie taki znów rzadki. Zastosowanie bagnetu do broni krótkiej było dość częste. Wbrew pozorom miało swój sens. Ponadto: "według angielskiego nazewnictwa pałasza". Coo?? Chodzi o angielski "backsword" czy może o "singlestick"? W obydwu przypadkach to jednak całkiem coś innego. Wg angielskiego nazewnictwa ten bagnet nazywa się po prostu: "knife" a nie żaden pałasz.

    Slajd nr 4. Rozszerzenie lufy nie miało bynajmniej ułatwić "oddawanie celnym strzałów" na... pokładzie rozkołysanego falami okrętu, ale służyło zmniejszeniu szansy na zablokowanie się w lufie śrubek, nakrętek, gwoździ i czym tam to cudactwo nabijano. Tego typu broń w założeniu miała być niecelna, tzn. uniemożliwiała oddanie celowanego strzału. Zasięg rażenia (kątowy) miał znaczenie, a nie "celność na pokładzie okrętu" (dobrze chociaż, że nie "statku")

    Slajd nr 5. Najmniejszym kalibrem świata nie jest Kolibri (pocisk o średnicy ok. 2.7 mm - a NIE 2 mm jak napisali), ale szwajcarski MiniGun (ok. 2,34 mm) o energii wielokrotnie mniejszej od typowych wiatrówek. www.swissminigun.ch/ammunition.html Penetrację deski na 4 cm możemy sobie również między bajki włożyć: energia kinetyczna ok. 4J przy 200 m/s. Typowa wiatrówka ma 4 razy więcej i penetruje deskę góra na 5 mm. Chyba, że spróchniałą i zżartą przez korniki.

    Slajd nr 8. To nie jest "miniaturowy pistolet Shattuck amerykańskiej firmy Mossberg", tylko miniaturowy pistolet model Unique amerykańskiej firmy C.S. Shattuck produkowany przed 1915 rokiem. Firma Mossberg powstała dopiero w 1919. Oczywistą bzdurą jest, że "nacisk na spust powodował obrót bębna i wystrzał." To jest pistolet, więc nie ma bębna. Do załadowania należało odchylić lufy do dołu i tylko i wyłącznie to łączyło go z niektórymi rewolwerami (typu top-break, np. S&W Mod. 3). Mechanizm kolejnego zwalniania 4 iglic (bo tyle miał) był w tym pistolecie bardzo ciekawy. Natomiast prawdziwy rewolwer Shattucka kalibru ,32 można obejrzeć tutaj: www.littlegun.info/arme%20americaine/artisan%20s/a%20shattuck%20hatfield%20gb.htm - bardzo ciekawy ze względu na sposób odchylania bębna.

    Slajd nr 9. "służył najprawdopodobniej do ręcznego przeładowywania." Nie "najprawdopodobniej". Nie był to pistolet automatyczny.

    Slajd nr 11. "Francuski pistolet kieszonkowy zaprojektowany w roku 1883". Miał bęben? Miał. Zatem nie pistolet, a rewolwer (autor zdaje się konsekwentnie używać tych dwóch słów zamiennie, jako synonimów. Pewnie dla autora "statek", "okręt" i "łódź" to są też synonimy). I największa bzdura na koniec: Booth zastrzelił Lincolna wcale nie z "podobnej" broni, ale z jednostrzałowego Deringera model Philadelphia całkiem sporego kalibru. Pistolet Jacquesa E. Turbiauxa jest o 20 lat późniejszy, niż zamach na Lincolna.

    Reszty tych bzdur już mi się nie chce komentować. Z pewnością nie jest to warte 99 groszy za miesiąc.

  • Oceniono 57 razy 39

    Redaktorze, NIE MA czegos takiego, jak "miniaturowy pistolet kalibru 22 mm" (ani tym bardziej 32 mm). Kaliber amerykanskiej broni strzeleckiej podaje sie w czesciach cala (dopiero w ostatniej dekadzie mozna coraz czesciej spotkac kaliber w milimetrach). Tzw "22", to 0.22 cala, czyli odpowiednik kalibru 5.56 mm (czyli kbks). Odpowiednikiem "32" (0.32 cala) jest "metryczny" kaliber 8 mm.

  • rapp_scallion

    Oceniono 22 razy 18

    Bardzo ciekawy artykuł. Działo parowe na pewno przypadnie do gustu miłośnikom steampunku.

  • pocalujta_wujta

    Oceniono 6 razy 6

    "W sosnową deskę wbijał się na głębokość zaledwie 10-40mm.".

    A czego wiecej potrzeba zeby osiagnac rezultat? Celu nie potrzeba przebijac. Przypomne ze wlasnie w takim celu robi sie amunicje "Hollow-point" dla policji (no i cywili w USA).

  • zamaszysty.cios.w.krocze

    Oceniono 6 razy 4

    5\12 to chyba takim pistolecikiem Mlaskacz straszył Matoła w windzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX