Skoczył z wieży Eiffla, aby przetestować swój spadochron. Zginął na miejscu. Ci wynalazcy poświęcili życie dla swoich wynalazków

Każdy wynalazca marzy o tym, aby zapisać się w historii. Stworzyć coś, z czego jego potomni będą dumni. Niestety, życie wynalazcy nie jest usłane różami. Przekonali się o tym nasi bohaterowie, który w pogoni za nieśmiertelnością, stracili życie.
Walerian Abakowski i aerowagon Walerian Abakowski i aerowagon fot. domena publiczna (via Wikimedia Commons)

Walerian Abakowski

W 1921 roku młody radziecki wynalazca Walerian Abakowski skonstruował aerowagon - eksperymentalny pojazd szynowy dużej prędkości, który został wyposażony w silnik lotniczy oraz śmigło ciągnące. Aerowagon miał być pojazdem, z którego korzystaliby ważni radzieccy politycy.

24 lipca 1921 roku aerowagon odbył swoją dziewiczą podróż z Moskwy do Tuły. W pojeździe znalazł się sam Abakowski, jak również grupa moskiewskich oficjeli. Aerowagon dotarł do Tuły bez przeszkód. Jednak w drodze powrotnej do Moskwy pojazd wykoleił się. W wypadku zginęli wszyscy pasażerowie.

4 lutego 1912 roku Franz Reichelt - austriacki krawiec, który zawsze pragnął zostać wynalazcą, miał przetestować swoje najnowsze dzieło. Mężczyzna stworzył własną wersję dzisiejszego spadochronu, jednak ta w niczym nie przypominała znanego wszystkim sprzętu. Wynalazek Reichelta wyglądał jak wielki płaszcz umocowany na stelażu. Austriak postanowił sprawdzić działanie swojego spadochronu na własnej skórze - skacząc z wieży Eiffla. I chociaż pierwsza próba miała być przeprowadzona przy pomocy manekina, Reichelt przechytrzył wszystkich i zaufał swojemu dziełu. Jak się miało okazać - trochę za bardzo. Lot krawca, który zainteresował Paryżan tłumnie zgromadzonych przy wieży, trwał krótko i skończył się tragicznie. Jego przebieg możecie zobaczyć na nagraniu dostępnym m.in. na Wikipedii 4 lutego 1912 roku Franz Reichelt - austriacki krawiec, który zawsze pragnął zostać wynalazcą, miał przetestować swoje najnowsze dzieło. Mężczyzna stworzył własną wersję dzisiejszego spadochronu, jednak ta w niczym nie przypominała znanego wszystkim sprzętu. Wynalazek Reichelta wyglądał jak wielki płaszcz umocowany na stelażu. Austriak postanowił sprawdzić działanie swojego spadochronu na własnej skórze - skacząc z wieży Eiffla. I chociaż pierwsza próba miała być przeprowadzona przy pomocy manekina, Reichelt przechytrzył wszystkich i zaufał swojemu dziełu. Jak się miało okazać - trochę za bardzo. Lot krawca, który zainteresował Paryżan tłumnie zgromadzonych przy wieży, trwał krótko i skończył się tragicznie. Jego przebieg możecie zobaczyć na nagraniu dostępnym m.in. na Wikipedii fot. domena publiczna/PD-US (via Wikimedia Commons)

Franz Reichelt

W 1912 roku austriacki krawiec i wynalazca postanowił przetestować stworzony przez siebie kombinezon-spadochron. Franz Reichelt wierzył, że jest to przełomowy wynalazek, który w przyszłości mógłby zostać wykorzystany m.in. przez pilotów.

Reichelt długo poszukiwał odpowiedniego miejsca do przeprowadzenia skoku. W końcu uznał, że idealnie nadaje się do tego Wieża Eiffla. Austriak przez wiele miesięcy bezskutecznie prosił paryskie władze o wydanie pozwolenia na skok. Takie pozwolenie otrzymał dopiero wtedy, gdy zapewnił, że obiektem testowym dla jego spadochronu będzie nie człowiek, ale manekin.

4 lutego odbyła się próba. Tuż przed skokiem Reichelt zmienił zdanie i sam ubrał się w kombinezon. Na nic zdały się prośby i apele ze strony przyjaciół i zgromadzonej publiczności. Austriak wyskoczył z pierwszego poziomu Wieży Eiffla i zginął na miejscu.

Philadelphia Public Ledger Philadelphia Public Ledger fot. Wikimedia Commons

William Bullock

William Bullock był amerykańskim wydawcą i wynalazcą, który w 1863 roku opatentował i skonstruował maszynę rotacyjną do dwustronnego drukowania. Jego wynalazek w krótkim czasie zrewolucjonizował branżę poligraficzną, a przede wszystkim dziennikarstwo (umożliwiał drukowanie do 30 tys. arkuszy papieru w ciągu doby).

Niestety historia Bullocka nie ma szczęśliwego zakończenia. W 1867 roku wynalazca udał się do Filadelfii, aby zainstalować jedną ze swoich maszyn rotacyjnych w redakcji gazety "Philadelphia Public Ledger". Podczas uruchamiania urządzenia pojawiły się mały problem. Bullock postanowił rozwiązać go kopniakiem wymierzonym w szwankujący element. W efekcie maszyna zmiażdżyła mu nogę.

Zabił go jednak nie sam wypadek, ale jego następstwa. Do rannej nogi dostały się bakterie gnilne, które wywołały gangrenę. Bullock zmarł podczas operacji amputacji nogi.

H.L. Hunley, nazwany tak na cześć swojego twórcy, była jedną z pierwszych łodzi podwodnych i jednocześnie pierwszym okrętem podwodnym, który z sukcesem zaatakował i zatopił wrogi okręt. Jednak zanim do tego doszło wynalazek zabił swojego twórcę. Podczas wojny secesyjnej Horace Lawson Hunley - inżynier walczący po stronie Konfederacji, stworzył kilkuosobowy okręt podwodny napędzany siłą rąk. Chociaż jednostka była zawodna i miała problemy z wypoziomowaniem, 15 października 1863 roku Hunley postanowił wyruszyć nią w rejs próbny. Niestety dla budowniczego była to ostatnia podróż - okręt zatonął, a cała załoga zginęła. Mimo tego nie był to koniec wojennych działań H.L. Hunley. Okręt wyłowiono, a następnie wysłano w kolejną misję, która zakończyła się połowicznym sukcesem - cel ataku został zniszczony, ale jednostka zatonęła po raz kolejny. Wydobyto ją dopiero w 2000 roku
H.L. Hunley, nazwany tak na cześć swojego twórcy, była jedną z pierwszych łodzi podwodnych i jednocześnie pierwszym okrętem podwodnym, który z sukcesem zaatakował i zatopił wrogi okręt. Jednak zanim do tego doszło wynalazek zabił swojego twórcę. Podczas wojny secesyjnej Horace Lawson Hunley - inżynier walczący po stronie Konfederacji, stworzył kilkuosobowy okręt podwodny napędzany siłą rąk. Chociaż jednostka była zawodna i miała problemy z wypoziomowaniem, 15 października 1863 roku Hunley postanowił wyruszyć nią w rejs próbny. Niestety dla budowniczego była to ostatnia podróż - okręt zatonął, a cała załoga zginęła. Mimo tego nie był to koniec wojennych działań H.L. Hunley. Okręt wyłowiono, a następnie wysłano w kolejną misję, która zakończyła się połowicznym sukcesem - cel ataku został zniszczony, ale jednostka zatonęła po raz kolejny. Wydobyto ją dopiero w 2000 roku fot. domena publiczna/PD-Art (via Wikimedia Commons)

Horace Lawson Hunley

Horace Lawson Hunley był inżynierem marynarki wojennej Skonfederowanych Stanów Ameryki, który służył w czasie wojny secesyjnej. Jest uznawany za twórcę pierwszej bojowej łodzi podwodnej, która na jego cześć została ochrzczona imieniem H. L. Hunley

W czasie pierwszych testów łodzi doszło do wypadku, w wyniku którego śmierć poniosło pięciu członków załogi. Winowajcą okazał się przepływający obok statek, który zatopił jednostkę. Sam Hunley nie znajdował się jednak wówczas na pokładzie S.L. Hunley.

Niestety amerykański wynalazca nie zdołał oszukać przeznaczenia. 15 października 1863 roku Hunley postanowił przejąć kontrolę nad swoją łodzią, w czasie rutynowych testów przeprowadzanych przez załogę. Podczas próby wynurzenia doszło do wypadku, w wyniku którego śmierć poniósł zarówno Hunley, jak i pozostali członkowie załogi.

To nie był jednak koniec łodzi H.L. Hunley. Rok później, jednostka ta, jako pierwsza łódź podwodna w historii amerykańskiej marynarki wojennej, zatopiła wrogi statek USS Housatonic. Po udanym ataku jednostka zatonęła po raz kolejny. Wydobyto ją dopiero w 2000 roku.

Każdy wynalazca marzy o tym, żeby zapisać się na kartach historii wynalazkiem, który zmieni oblicze świata. Niestety, postęp wymaga ryzyka. Ci ludzie nie bali się go podejmować, ale przyszło im zapłacić za to najwyższą cenę. Niemiecki inżynier, nazywany pionierem techniki rakietowej, Max Valier. Valier został zapamiętany jako współtwórca samochodu i sań o napędach rakietowych, ma swój wkład w rozwój lotów kosmicznych. Jednak zamiłowanie do techniki zgubiło inżyniera. W maju 1930 roku testował w swojej pracowni nowy model silnika. W trakcie testów doszło do wybuchu, a wynalazca zginął na miejscu Każdy wynalazca marzy o tym, żeby zapisać się na kartach historii wynalazkiem, który zmieni oblicze świata. Niestety, postęp wymaga ryzyka. Ci ludzie nie bali się go podejmować, ale przyszło im zapłacić za to najwyższą cenę. Niemiecki inżynier, nazywany pionierem techniki rakietowej, Max Valier. Valier został zapamiętany jako współtwórca samochodu i sań o napędach rakietowych, ma swój wkład w rozwój lotów kosmicznych. Jednak zamiłowanie do techniki zgubiło inżyniera. W maju 1930 roku testował w swojej pracowni nowy model silnika. W trakcie testów doszło do wybuchu, a wynalazca zginął na miejscu fot. Georg Pahl/CC BY-SA 3.0 DE (via Wikimedia Commons)

Max Valier

Max Valier był niemieckim inżynierem, wynalazcą oraz pionierem techniki rakietowej. W latach 1928-1929 wraz z Fritzem von Oplem i Friedrichem Wilhelmem Sanderem pracował na konstrukcją samochodów i samolotów o napędzie rakietowym. Dla von Opla była to okazja do wzbudzenia szumu medialnego wokół jego firmy. Valier liczył natomiast, że uda mu się zainteresować techniką rakietową innych naukowców.

W styczniu 1930 roku Valier uczestniczył w pierwszym zakończonym sukcesem wystrzeleniu rakiety napędzanej paliwem płynnym. W kwietniu tego samego roku odbył natomiast pierwszą jazdę próbną samochodem rakietowym napędzanym paliwem płynnym - Valier-Heylandt Rak 7 .

Kilka miesięcy później Valier zginął w swojej pracowni w Berlinie, w czasie prac nad swoim kolejnym rakietowym silnikiem napędzanym alkoholem. Jego uczeń kontynuował projekt swojego mistrza  i kilka lat później opracował nową usprawnioną wersję silnika Valiera.

Irlandzki biznesmen i budowniczy statków, Thomas Andrews Jr. był dumny, gdy w 1907 roku zlecono pracę mu nad statkiem, którego nazwę zna chyba każdy. Chodzi o słynnego Titanica. Andrews bardzo dokładnie przejrzał plany statku i nie był z nich do końca zadowolony. Postulował, aby transatlantyk był wyposażony w 46 szalup ratunkowych (zamiast zaledwie 20) i miał podwójny kadłub, który mógł go uchronić przed tragicznymi efektami zderzenia z górą lodową. Niestety jego uwagi nie zostały pozytywnie rozpatrzone i jednostka wyruszyła w pierwszy rejs w uboższej wersji. Jednym z pasażerów feralnego rejsu był właśnie Thomas Andrews. Jego ciała nigdy nie odnaleziono Irlandzki biznesmen i budowniczy statków, Thomas Andrews Jr. był dumny, gdy w 1907 roku zlecono pracę mu nad statkiem, którego nazwę zna chyba każdy. Chodzi o słynnego Titanica. Andrews bardzo dokładnie przejrzał plany statku i nie był z nich do końca zadowolony. Postulował, aby transatlantyk był wyposażony w 46 szalup ratunkowych (zamiast zaledwie 20) i miał podwójny kadłub, który mógł go uchronić przed tragicznymi efektami zderzenia z górą lodową. Niestety jego uwagi nie zostały pozytywnie rozpatrzone i jednostka wyruszyła w pierwszy rejs w uboższej wersji. Jednym z pasażerów feralnego rejsu był właśnie Thomas Andrews. Jego ciała nigdy nie odnaleziono fot. F.G.O. Stuart/domena publiczna (via Wikimedia Commons)

Thomas Andrews Jr.

Na początku XX wieku Thomas Andrews Jr. uznawany był z jednego z najzdolniejszych konstruktorów statków na świecie. Przez wiele lat związany był ze stocznią Harland & Wolff, dla której zbudował  m.in. słynny parowiec HMT Olympic.

Dziełem życia Andrewsa Jr. miał być jednak inny statek - Titanic. W 1912 roku jeden z największych parowców w historii, wypłynął w dziewiczy rejs z Southampton do Nowego Jorku. Na pokładzie Titanica znalazło się ponad 2000 pasażerów, a także jego konstruktor.

Niestety rejs legendarnego statku zakończył się tragicznie. Titanic zderzył się z górą lodową i zatonął. Zginęło 1500 pasażerów. Sam Andrews nie uczestniczył w ewakuacji. Postanowił honorowo pozostać na swoim statku.

W tym miejscu warto odkłamać popularny mit. Przez dekady powtarzano hasło jakoby Thomas Andrews Jr. nazwał Titanica "niezatapialnym statkiem". Sam konstruktor nigdy jednak nie wypowiedział jednak tych słów. Powiedział jedynie, że "ryzyko zatonięcia istnieje", choć jest ono "czysto teoretyczne".

Niemiecki konstruktor i pilot, Otto Lilienthal zapisał się w historii jako pierwszy człowiek, który wzbił się w powietrze za pomocą własnoręcznie stworzonego szybowca. Pomysły i konstrukcje Lilienthala zostały później wykorzystane do stworzenia pierwszego samolotu przez braci Wright. Prace konstruktora były spełnieniem marzeń mitycznego Dedala - jego notatniki wypełniały szkice ptaków i ptasich skrzydeł. W końcu po wielu próbach udało mu się stworzyć działający szybowiec, na którym uniósł się w powietrze i bezpiecznie wylądował. Jednak 9 sierpnia 1986 roku, podczas jednej z rutynowych prób swojej lotni, wpadł w komin termiczny, czego skutkiem był upadek z wysokości 15 metrów i złamanie kręgosłupa. Ponoć Lilienthal powiedział wtedy, że ''pewne niewielkie poświęcenia należy ponieść''. 10 sierpnia już nie żył Niemiecki konstruktor i pilot, Otto Lilienthal zapisał się w historii jako pierwszy człowiek, który wzbił się w powietrze za pomocą własnoręcznie stworzonego szybowca. Pomysły i konstrukcje Lilienthala zostały później wykorzystane do stworzenia pierwszego samolotu przez braci Wright. Prace konstruktora były spełnieniem marzeń mitycznego Dedala - jego notatniki wypełniały szkice ptaków i ptasich skrzydeł. W końcu po wielu próbach udało mu się stworzyć działający szybowiec, na którym uniósł się w powietrze i bezpiecznie wylądował. Jednak 9 sierpnia 1986 roku, podczas jednej z rutynowych prób swojej lotni, wpadł w komin termiczny, czego skutkiem był upadek z wysokości 15 metrów i złamanie kręgosłupa. Ponoć Lilienthal powiedział wtedy, że ''pewne niewielkie poświęcenia należy ponieść''. 10 sierpnia już nie żył fot. Biblioteka Kongresu/domena publiczna (via Wikimedia Commons)

Otto Lilienthal

Otto Lilienthal, to jeden z najsłynniejszych konstruktorów szybowców w historii. Niemcowi przypisuje się znaczne zasługi w dziedzinie rozwoju lotnictwa. Wystarczy wspomnieć, że wiele z jego projektów zostało wykorzystanych i rozwiniętych przez słynnych Braci Wright. Na jego cześć przyznawany jest również medal za wybitne osiągnięcia w szybownictwie.

Lillenthala uznaje się powszechnie za pierwszego człowieka, który wzbił się w powietrze za pomocą skonstruowanego przez siebie szybowca. Miało to miejsce 12 sierpnia 1868 roku. W ciągu kolejnych lat, Lillenthal odbył wiele udanych lotów na swoich szybowcach. Niestety jeden z takich lotów zakończył się tragedią.

9 sierpnia 1896 roku, podczas rutynowych prób lotniczych, Lillenthal spadł na ziemię z wysokości 15 metrów, doznając złamania kręgosłupa. Przyczyną wypadku było powstanie tzw. komina termicznego. "Pewnie niewielkie poświęcenia należy ponieść" - miał powiedzieć konstruktor po przewiezieniu do szpitala. Następnego dnia zmarł.

Wśród wynalazców, którzy zostali zabici przez swoje wynalazki jest wielu wielbicieli lotnictwa. Niestety, na tej liście znajdują się także Polacy. Chociaż tryumfy święcili jeszcze za czasów II Rzeczpospolitej, to ich nazwiska są nam doskonale znane - chodzi o dwóch przyjaciół - pilota Franciszka Żwirkę i uznanego inżyniera Stanisława Wigurę. Ówcześnie duet był uznawany za bohaterów narodowych po wygraniu w zawodach lotniczych Challenge w 1932 roku. Jednak zwycięski samolot RWD-6, którego twórcą był Wigura stał się też zabójcą. Kilka tygodni po zawodach dwuosobowa załoga samolotu zginęła w katastrofie nieopodal Cieszyna. Przyczyną były złe warunki pogodowe i uszkodzenie skrzydła Wśród wynalazców, którzy zostali zabici przez swoje wynalazki jest wielu wielbicieli lotnictwa. Niestety, na tej liście znajdują się także Polacy. Chociaż tryumfy święcili jeszcze za czasów II Rzeczpospolitej, to ich nazwiska są nam doskonale znane - chodzi o dwóch przyjaciół - pilota Franciszka Żwirkę i uznanego inżyniera Stanisława Wigurę. Ówcześnie duet był uznawany za bohaterów narodowych po wygraniu w zawodach lotniczych Challenge w 1932 roku. Jednak zwycięski samolot RWD-6, którego twórcą był Wigura stał się też zabójcą. Kilka tygodni po zawodach dwuosobowa załoga samolotu zginęła w katastrofie nieopodal Cieszyna. Przyczyną były złe warunki pogodowe i uszkodzenie skrzydła fot. domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe (via Wikimedia Commons)

Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura

Ta historia ma również swój polski akcent. Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura, to bodaj najsłynniejsze postacie polskiego lotnictwa. W sierpniu 1932 dwaj piloci odnieśli spektakularne zwycięstwo na Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych Challenge w Berlinie.  Pokonali w nich ponad 40 zespołów z całego świata. Sam Wigura był współkonstruktorem samolotu RWD-6 (SP-AHN, który pozwolił dwójce Polaków przejść do historii.

Żwirko i Wigura nie nacieszyli się jednak długo swoim zwycięstwem. Kilka tygodni później udali się swoim RWD-6 na meeting lotniczy do Pragi. W czasie lotu napotkali na niezwykle gwałtowną burzę, w wyniku której samolot stracił skrzydło i runął na ziemię. Polscy piloci zginęli na miejscu.

Ale budowa aerowagonu nie była jedyną próbą przyśpieszenia pojazdu lądowego przez wykorzystanie części samolotu. Niestety kolejna również skończyła się tragicznie dla twórcy dziwnego pojazdu. Na początku lat 70. amerykański inżynier, Henry Smolinski postanowił stworzyć latający samochód. Pomysł był prosty - Smolinski połączył silnik lotniczy, śmigło i płat nośny Cessny Skymaster z Fordem Pinto. Swój pojazd nazwał AVE Mizar, na cześć gwiazdy Mizar z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. Wynalazca dopiął swego - latający samochód wznosił się w powietrze i mógł lądować. Jednak podczas próbnego lotu 11 września 1973 roku coś poszło nie tak - na skutek uszkodzenia skrzydła AVE Mizar spadł na ziemię zabijając swojego twórcę i jego współpracownika 
Ale budowa aerowagonu nie była jedyną próbą przyśpieszenia pojazdu lądowego przez wykorzystanie części samolotu. Niestety kolejna również skończyła się tragicznie dla twórcy dziwnego pojazdu. Na początku lat 70. amerykański inżynier, Henry Smolinski postanowił stworzyć latający samochód. Pomysł był prosty - Smolinski połączył silnik lotniczy, śmigło i płat nośny Cessny Skymaster z Fordem Pinto. Swój pojazd nazwał AVE Mizar, na cześć gwiazdy Mizar z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. Wynalazca dopiął swego - latający samochód wznosił się w powietrze i mógł lądować. Jednak podczas próbnego lotu 11 września 1973 roku coś poszło nie tak - na skutek uszkodzenia skrzydła AVE Mizar spadł na ziemię zabijając swojego twórcę i jego współpracownika fot. Doug Duncan/CC BY-SA 3.0 (via Wikimedia Commons)

Henry Smolinski

Henry Smolinski to amerykański inżynier, który porzucił swoją dotychczasową  pracę i założył własną firmę o tajemniczej nazwie Advanced Vehicle Engineers. Celem Smolinskiego było wyprodukowanie i wypuszczenie na rynek pierwszego latającego samochodu.

W 1973 roku Advanced Vehicle Engineers zbudowała dwa pierwsze modele swoich maszyn, które stanowiły hybrydę samolotu Cessna Skymaster i Forda Pinto. Latająca część pojazdu została skonstruowana tak, aby można było ją od niego odczepić.

Seryjna produkcja latających samochodów miała rozpocząć się już w 1974 roku. Kilka miesięcy wcześniej Smolinski wraz z pilotem Haroldem Blakem odbyli testowy lot w swoim pojeździe. W czasie tej próby samolotowe skrzydło oderwało się od pojazdu. Smolinski i Blake zginęli na miejscu.

Więcej o:
Komentarze (22)
Skoczył z wieży Eiffla, aby przetestować swój spadochron. Zginął na miejscu. Ci wynalazcy poświęcili życie dla swoich wynalazków
Zaloguj się
  • astronombosy

    Oceniono 14 razy -6

    Boszzzee... Co to za artykuł? Mniej się nie dało napisać?

  • mer-llink

    Oceniono 29 razy -5

    Skandaliczny plagiat, Redakcjo!
    P. Red. D.M. ściągnął(ęła) sobie cynicznie pomysł i materiały z youtuba.
    Takie złodziejstwa należy tępić, a nie wrzucać na stronę, Gazeto!
    I jeszcze podpisywać czyjeś rzekome "ałtorstwo".

    Zresztą: zamiast "wrzucać" - może z hukiem wyrzućcie bezczelną osobę D.M. (no, chyba że jest spowinowacona z kimś ważnym, no to wtedy nie wyrzucicie, ale warto przynajmniej napiętnować....)

  • wiesscar

    Oceniono 3 razy -1

    pisalem ze beda latajace samochody,
    pisalem ze w samolotach pasazerskich beda kapsuly ratunkowe ktore w razie klopotow na spadochronach opadna na ziemie/wode,
    nic odkrywczego, tak idzie rozwoj techniki i technologii, kwestia opozniajaca sa koszty badan,

  • jaceq

    Oceniono 8 razy 0

    Krawiec rządzi! 4 lutego 2012 widzieliśmy jego ducha na Wieży - mglista sylwetka wspinająca się po konstrukcji i za 20 minut silny podmuch wiatru. Teraz to już nie ma czego jeździć do Paryża - tyle tam ciapatych, że się rzygać chce.

  • pocalujta_wujta

    Oceniono 3 razy 1

    Jka chcecie zeby uzywac tych gownianych slajdow w gazeta.pl to chociaz zrobcie ten przycisk "dalej" w dwoch miejscach jak to robi sie profesjonalnie gdzieindziej (jeden na gorze przy naglowku). Czlowiek szuka jak pijany tego jedynego bo musi przeleciec nad tekstem o roznej dlugosci by dotrzec do tego ktorego szuka.

    Nie uczyli projektantow ston Gazeta.pl jak sie projektuje strone zeby wygodnie sie po niej poruszac?

  • jestem-tu

    Oceniono 1 raz 1

    To nie jest pierwszy latający samochód, były inne wcześniejsze. I nie można tego nazwać latającym samochodem, to samolot dopuszczony do kołowania po drogach publicznych. Latający samochód to startuje z zapełnionego parkingu. Nie ma takich jeszcze

  • xsawer

    Oceniono 3 razy 1

    "Polscy piloci zginęli na miejscu."
    Gwoli ścisłości Stanisław Wigura nigdy nie był pilotem.

  • gawor4

    Oceniono 1 raz 1

    dlaczego ten Austriak uparł się skakać z wieży Eiffla ?
    Jakby skakał z dowolnego mostu, to by przeżył.

  • nietyp

    Oceniono 10 razy 2

    " założył własną firmę o tajemniczej nazwie Advanced Vehicle Engineers."
    Panie redaktorze... Jak się zna tylko j. rosyjski, to każdy inny język będzie tajemniczy.
    Na pana potrzeby tłumaczę, że te tajemnicze słowa oznaczaja, że ta firma miała konstruować zaawansowane technologicznie pojazdy... Ot i cała tajemnica.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX