FuturICT, czyli co boli konkretną część świata

Mirosław Bartołd
09.01.2012 17:03
A A A Drukuj
Chcemy zbudować "Planetarny system nerwowy", który pozwoli nam spojrzeć na to, co boli konkretną część świata. To pomoże nam prognozować przyszłe wydarzenia, takie jak wybuch kryzysu. I pomoże politykom podejmować decyzje - mówi magazynowi Next prof. Paul Lukowicz z Niemieckiego Centrum Sztucznej Inteligencji.

Projekt FuturICT jest jednym z sześciu ”flagowych projektów Unii Europejskiej”. Pod koniec przyszłego roku dwa z tych projektów otrzymają od Komisji Europejskiej po 1 mld euro na rozwój.

Mirosław Bartołd: Czym jest projekt, nad którym pan pracuje?

Prof. Paul Lukowicz: To specjalna platforma, taka, jak np. internet. Z tym, że w internecie buduje się takie usługi jak strony www, serwisy społecznościowe, komunikatory typu Skype. Na FuturICT natomiast będzie można budować narzędzia, które będą zbierać dane z całego świata i je zinterpretują. To pomoże prognozować przyszłe wydarzenia.

Skąd FuturICT zaczerpnie dane?

Między innymi z sieci. Internet to dziś ”cyfrowy cień świata”. Tu można nie tylko znaleźć informacje o tym, co się dzieje na kuli ziemskiej. Tu się to czuje. Bo na takich serwisach jak Facebook czy Twitter ludzie dzielą się nie tylko informacjami, ale i emocjami.Jeśli wpisy z takich serwisów posegregujemy geograficznie, to otrzymamy mapę emocji świata.Nigdy wcześniej nie mieliśmy dostępu do tak olbrzymich zasobów danych. Ale tego nawału informacji nikt dziś nie umie w sposób zautomatyzowany zinterpretować, czyli nikt nie umie powiedzieć jakie mogą być konsekwencje konkretnych wydarzeń.

Jak te dane zautomatyzować?

Najpierw trzeba je zebrać. Chcemy wybudować sieć specjalnych obserwatoriów kryzysowych, okalającą cały glob. Będą one tworzyć coś, co nazwaliśmy ”Planetarnym Systemem Nerwowym”. Każde takie obserwatorium będzie zbierać dane ze swojej części świata. Chodzi o wskaźniki makroekonomiczne, prognozy pogody, wzrost przestępczości, wpisy na Twitterze, Facebooku, artykuły prasowe itp. Później system połączy te wszystkie dane, ”włoży” je w konkretne modele matematyczne, które zwrócą nam odpowiedź: co może się wydarzyć w najbliższej przyszłości.

Takich modeli jest bardzo dużo. Skąd wiadomo który z nich wybrać?

Nad tym jeszcze pracujemy. Idea jest jednak taka, żeby komputer sam wiedział, z którego modelu skorzystać.

I żeby przepowiedział nam kryzys?

Zrobił prognozę. Ale takie prognozy nie tylko podpowiedzą nam, kiedy uderzy kryzys. Nad FuturICT współpracują ze sobą socjologowie, informatycy, psychologowie, kryminolodzy, statystycy, ekonomiści... Będzie więc można np. szybciej i dokładniej zbierać niektóre wskaźniki makroekonomiczne.

Na przykład?

Nastroje konsumenckie. Pokazują one jak bardzo ludzie są skłonni do zakupów i do konsumpcji. Dziś bada się to za pomocą ankiet. Ale jeśli zadamy komuś pytanie, czy woli oszczędzać, czy wydawać, to nie odpowie nam całej prawdy, bo sam jej nie zna. Jeśli natomiast wszyscy ludzie będą mieć np. GPS w telefonie, to będziemy mogli określić, ilu z nich bywa w sklepach luksusowych, ilu z tanią odzieżą, a ilu kupuje tylko żywność.

Będą protesty w obronie prywatności

Wszystkie te dane będą zbierane anonimowo. Czyli system będzie wiedział, że ktoś właśnie wszedł do sklepu z używaną odzieżą, ale nie będzie miał pojęcia kto to zrobił. Kto z takich informacji mógłby skorzystać? Np. politycy. Zanim podniosą podatki będą mogli sprawdzić, jakie może to mieć konsekwencje. Będą mogli sprawdzić, czy w najbliższym czasie czeka nas kryzys, jakie są nastroje społeczne, czy za dwa tygodnie np. nie wybuchną zamieszki...Ale idea jest taka, żeby do tych informacji miał dostęp każdy. Dzięki temu będzie można np. zainstalować na smartfonie aplikację, która wyświetli komunikat: ”W Meksyku rozprzestrzenia się wirus grypy. Ty najprawdopodobniej zachorujesz za dwa tygodnie”.

Nie boi się pan, że dostęp do takich informacji może wywołać panikę?

To jedno z największych pytań, jakie sobie stawiamy: jak ludzie zareagują na takie prognozy. Moim zdaniem przyniesie to więcej dobrego niż złego.Już dziś mamy dostęp do olbrzymiej bazy danych, która na wyciągnięcie ręki jest w internecie. Sam lubię w czasie rozmowy weryfikować to, co mi mówią ludzie. Gdy ktoś mi podaje jakieś dane, to często biorę swojego iPhone'a i je sprawdzam. Gdy dostaniemy dostęp nie tylko do danych, ale do ich interpretacji, to raczej wykorzystamy to narzędzie do dobrych celów, np. do kontroli polityków. Choć oczywiście nie mogę wykluczyć, że ktoś znajdzie sposób na inne wykorzystanie naszej platformy.