Partnerem serwisu jest IBM

IBM

CC: Idoru

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)
02.02.2012 09:05
A A A Drukuj
Idoru Idoru
W świecie, w którym wszyscy udają, wciąż nie umarł kult autentyczności.

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, mówi stare przysłowie, ale trzeba było dopiero wynaleźć internet, żeby zobaczyć jak bardzo jest prawdziwe. Dziś możesz być sieciowym fenomenem z milionami odsłon na youtube; jutro będą wieszać na tobie psy całe armie hejterów. Ostatnio taki los stał się udziałem piosenkarki Lany Del Rey - jej klimatyczny singiel Video Games z nasyconym nostalgicznymi obrazkami teledyskiem bił rekordy popularności. Po jakimś czasie okazało się, że intrygujący image Lany (łącznie z jej zmysłowymi ustami) został wykreowany przez sztab specjalistów; wielu dotychczasowych fanów poczuło się oszukanych i oburzyło.

Fascynujące, jak silny jest wciąż kult autentyczności. I to w świecie, w którym praktycznie wszyscy noszą maski i udają kogoś innego niż są w rzeczywistości. Zasłuchiwałem się piosenką Video Games już po tym internetowym śledztwie i cóż, poruszyła mnie, bez względu na to, czy jest "prawdziwa" czy "wyprodukowana". Muzyka, podobnie jak fotografia, fałszuje rzeczywistość. To narzędzie do programowania ludzi, wystarczy podłożyć dramatyczne dźwięki pod materiał filmowy i już zmienia się cały przekaz; nasze emocje są podatne na manipulację. Kto ma smyczki, ten ma władzę.

Byle tylko oszustwo się nie wydało.

Uczciwość fikcji

Philip K. Dick nienawidził androidów, bo "oszukiwały" udając ludzi; nie przeszkadzały mu zaś "uczciwe" roboty. Podobnie musi drażnić "oszustwo" wykreowanej Lany, chociaż od lat znane są idolki wirtualne. To koncept z science-fiction, który szybko został zrealizowany. W animowanym s.f. Macross+ z 1994 roku jedną z bohaterek była wirtualna idolka Sharon Apple, sztuczna inteligencja ukazująca się w czasie koncertów jako hologram. Dwa lata później  ukazała się powieść Idoru Williama Gibsona, opowiadająca o podobnej wirtualnej piosenkarce Rei Toei. Życie doścignęło fikcję: w tym samym roku karierę na japońskim rynku muzycznym rozpoczęła DK96, znana też jako Kyoko Date. Na zachodzie w tym czasie popularność zdobywała niestniejąca poza ekranem komputera Lara Croft, bohaterka gry Tomb Raider.

Zwykle za tymi sztucznymi bytami stoją jacyś ludzie. Można sprawdzić w Wikipedii, kto naprawdę śpiewa i gra w wirtualnym zespole Gorillaz. Ale pojawiła się nowa generacja cyfrowych idoli. Gdy śpiewa animowana dziewczyna nazywająca się Hatsune Miku, nikt nie stoi z mikrofonem za kurtyną. Jej głos jest generowany przez oprogramowanie Vocaloid, na podstawie próbek głosu aktorki Saki Fujita. Miku ma tysiące oddanych fanów, choć żaden z nich nie ma najmniejszej szansy się z nią spotkać.

Czy przyszłość należy do cyberidolek? Mają same zalety - ich fikcja jest uczciwa, więc podejmujemy z nimi czystą grę. Co ważne dla wytwórni - są „grzeczne” i nie staną się bohaterkami skandali. I wreszcie - nigdy nie przeminą i nie rozczarują  fanów swoimi ludzkimi cechami.  Najwyżej się znudzą, jak Kyoko Date, o której dziś mało kto pamięta - nie ma nawet własnego hasła w Wikipedii.

Łaska fanów na pstrym koniu jeździ.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów