Gazeta.pl Next >  stary-next >  Zdradzi cię szybki oddech

Zdradzi cię szybki oddech

09.07.2012 21:49
A A A
Czy technologia może wypłoszyć przestępców z naszych ulic, lotnisk, dworców i innych miejsc publicznych? Jest taki plan, by zanim zrobią coś złego, namierzyły ich kamery i detektory "złych intencji". A przy okazji rośnie miliardowy biznes

- Zarejestrować przestępstwo potrafi każda kamera. Sztuka polega na tym, by zarejestrować zachowanie wskazujące na zamiar popełnienia takiego czynu - powtarza John Frazzini, były agent specjalny FBI, później detektyw prowadzący dochodzenia na zlecenie amerykańskiego Senatu. Dziś jest szefem firmy Behavioral Recognition Systems (BRS Labs), która za 2 mln dolarów ma wyposażyć San Francisco w system monitoringu. Ponoć najlepszy na świecie.

Przeczytaj także:

CCTV: co widzą oczy służb?

Monitoring na początek obejmie 12 stacji metra. Na każdej rozmieszczone zostaną 22 kamery przesyłające sygnał do centralnego komputera wyposażonego w sztuczną inteligencję. Przewaga nowego systemu nadzorczego nad setkami innych wykorzystywanych na świecie jest taka, że do minimum ogranicza on udział człowieka. Analizą obrazu zajmie się maszyna sterowana siecią neuronową. Ma obserwować ludzi i na podstawie analizy ich zachowania przewidywać, czy zamierzają popełnić przestępstwo. Jeśli uzna, że dzieje się coś podejrzanego, postawi na nogi strażników. Ci zajmą się nieszczęśnikiem, który podpadł komputerowi.

Ten system inteligentnego monitoringu nazywa się AISight i jest chroniony ponad 50 patentami. Dwa miesiące temu, podczas dorocznych targów Counter Terror Expo w Londynie, AISight otrzymał główną nagrodę. Kamery potrafiące rozpoznać osobę, która dopiero zamierza zdetonować bombę lub ukraść portfel, zrobiły furorę wśród policjantów i przedstawicieli rozlicznych służb bezpieczeństwa.

Nie spoć się na lotnisku

Troska służb znacznie się nasiliła po zamachach na World Trade Center z 11 września 2001 r. Od tego czasu obroty firm z sektora bezpieczeństwa publicznego rosną błyskawicznie. Nowinką są technologie, które mają zawczasu identyfikować wrogie intencje „złych ludzi”. Przydadzą się tu: kamery, mikrofony, a także rozmaite gadżety na miarę XXI w., na przykład detektory mierzące na odległość (za pomocą mikrofal) rytm serca, urządzenia optyczne śledzące ruch gałek ocznych czy też kamery na podczerwień rejestrujące zmiany temperatury skóry na policzkach. Nagły wzrost tętna, rumieniec na policzkach czy też obfity pot na czole mogą stać się niedługo okolicznościami obciążającymi podczas kontroli na lotnisku.

Jeszcze większą przyszłość wróży się technologiom, dzięki którym dane zebrane przez wymienione wyżej urządzenia będą wrzucały do baz biometrycznych z fotografiami twarzy, odciskami palców, skanami tęczówek i być może jeszcze próbkami głosu. Wtedy lotniskowe, stadionowe i wszelkie inne służby będą od razu wiedziały, z kim mają do czynienia. Według opublikowanego niedawno raportu Homeland Security potencjalni nabywcy takich technologii, które wprowadzają nas w „nowy, wspaniały świat” powszechnej inwigilacji, gotowi byliby wydać na nie w zeszłym roku łącznie 750 mln dolarów. Ale już w 2016 r. wartość zamówień może sięgnąć 3,2 mld dolarów.

Firma BRS Labs powstała w 2005 r. właśnie na tej wzbierającej fali troski o dobro obywateli. Wkrótce założyła filie w Londynie, Barcelonie i Sao Paulo. Jak rozpoznaje zachowanie podszyte złymi intencjami? Najogólniej mówiąc, wyjaśnia jej szef John Frazzini, jest to uczynek odmienny od tych, do których przyzwyczaiła się kamera systemu AISight.

Po zainstalowaniu przez kilka pierwszych tygodni pilnie obserwuje ona otoczenie, rejestrując wszystkie typowe sytuacje. Wszystko, co znajdzie się w jej polu widzenia, jest analizowane i zapamiętywane przez sztuczny mózg. A ten zwraca uwagę na każdy szczegół - do jego pamięci trafiają informacje o obiektach, przedmiotach, kształtach, kolorach. Zapamiętuje, z jaką średnią prędkością i w jakim kierunku przemieszczają się pojazdy na ulicach czy też ludzie poruszający się po centrum handlowym lub lotnisku.

Dopiero gdy zaznajomi się z otoczeniem, przystępuje do nadzoru. Jego uwagę przykuwa każda sytuacja, która odbiega od zapamiętanej normy. Wtedy reaguje. Podnosi alarm, gdy ktoś postawi torbę w miejscu, w którym nigdy wcześniej to się nie zdarzało albo gdy zauważy człowieka, który nagle zaczął biec, przedzierając się przez tłum. Oczywiście nie potrafi ocenić, czy jest to spóźniony pasażer, czy też kieszonkowiec. Wyjaśnienie tego pozostawi zaalarmowanym służbom.

Frazzini podkreśla, że pojedyncza kamera potrafi śledzić i analizować równocześnie 300 nietypowych zdarzeń. - Takie inteligentne maszyny wyposażone w sieci neuronowe są dokładniejszymi i uważniejszymi obserwatorami aniżeli ludzie - komentuje. System AISight opracowano głównie po to, by miał na oku potencjalnych terrorystów, ale można go wykorzystać do bardziej przyziemnych celów, na przykład - monitorowania prób omijania bramek w metrze. Łamiącego prawo delikwenta łatwo będzie zidentyfikować i wlepić mandat. Uwolnione od żmudnych czynności obserwacyjnych służby ochrony będą miały więcej czasu na takie szybkie interwencje.

BRL Labs nie narzeka na brak klientów. Rozbudowana wersja systemu o wartości kilku milionów dolarów została wcześniej zamówiona przez miasto Houston. Sztuczny mózg wyposażony w kilkadziesiąt oczu ma też strzec nowego wieżowca World Trade Center w Nowym Jorku.

Przeczytaj także:

Interfejsy zmądrzały. Z maszyną gadaj po ludzku

Firma nie chwali się, gdzie dokładnie pracują jej urządzenia. Z prozaicznego powodu: większość klientów sobie tego nie życzy. Ze strony internetowej można się jednak dowiedzieć, że mniejsze zestawy składające się z kilku kamer i obsługiwane przez wcześniejsze wersje systemu AISight pracują w wielu krajach świata. Zainstalowano je w niektórych muzeach, parkach rozrywki, obiektach turystycznych, portach, obiektach wojskowych i budynkach rządowych. Cel jest zawsze ten sam: w ułamku sekundy zidentyfikować podejrzanie zachowującego się obywatela.

Wykrywacz złych zamiarów

Zbliżony projekt był realizowany również w Europie. Nazywał się SAMURAI i zakończył się w zeszłym roku, jednak bez przedstawienia produktu komercyjnego. Koordynowali go naukowcy z Wielkiej Brytanii. Unia Europejska wsparła go kwotą 2,5 mln euro.

Jeszcze bardziej ambitny cel przyświeca badaniom zleconym przez amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) - urząd utworzony przez prezydenta George'a Busha miesiąc po zamachach z 11 września 2001 r. W ramach projektu o nazwie FAST (od ang. Future Attribute Screening Technology) naukowcy pracują nad urządzeniami, które można określić wykrywaczami złych zamiarów.

W tym zestawie są oczywiście kamery, ale nie tylko. Składa się on z detektorów potrafiących zarejestrować z odległości kilku metrów m.in.: ruchy gałek ocznych, mruganie powiek, zmiany wielkości źrenicy, rytm bicia serca i szybkość oddychania, drżenie głosu. Na ich podstawie komputer określa poziom stresu u obserwowanego człowieka. Po co? Ponieważ zdaniem autorów projektu poziom napięcia nerwowego jest znacznie wyższy u osoby zamierzającej popełnić czyn przestępczy.

Krytycy uważają, że 20 mln dolarów - tyle do tej pory kosztował FAST - to pieniądze wyrzucone w błoto. „Cały ten pomysł zakładający, że ciało człowieka zdradzi jego niecne intencje, nie jest wart funta kłaków. Połowa ludzi przechodzących przez punkty kontroli jest w stresie, a jak się okaże, że zaczniemy być sprawdzani, czy przypadkiem nie pocimy się zbyt intensywnie, poziom stresu wrośnie jeszcze bardziej. W efekcie im mniej komfortowo ktoś się będzie czuł w takiej sytuacji, tym bardziej będzie podejrzany” - mówi John Verdi z działającej w USA pozarządowej organizacji Electronic Privacy Information Center, która ujawniła ostatnio, że FAST został już przetestowany w jednym z amerykańskich miast. DHS odmówił informacji, gdzie to było i ile osób zostało sprawdzonych przez detektory.

Pomysłodawcy projektu bronią się, że maszyny mają jedynie pomóc służbom bezpieczeństwa w tym, co te czynią od dawna: ocenianiu zamiarów ludzi na podstawie ich zachowania. Na większości amerykańskich i niektórych europejskich lotniskach od paru lat pasażerowie są wnikliwie obserwowani przez oficerów, którzy zostali przeszkoleni przez ekspertów od mowy ciała. Był wśród nich światowej sławy psycholog Paul Ekman, emerytowany profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego, który od pół wieku zajmuje się fizjologią kłamstwa.

Według niego ukryte myśli i zamiary zdradzają trwające ułamki sekund zmiany w mimice, które nazwał mikroekspresjami. Ekman twierdzi, że osoba po odpowiednim treningu może dostrzec takie mikroekspresje i w ten sposób wykryć kłamcę. Pomocne są też inne sygnały: zaczerwieniona twarz, potliwość, mruganie, ton głosu. Wprowadzanie detektorów ma jedynie przyspieszyć i zautomatyzować takie obserwacje.

Głos i stopa - nie do podrobienia

Kolejny krok to systemy łączące funkcję inteligentnego monitoringu z biometrią. Fotografie twarzy czy próbkę głosu można będzie wrzucić do policyjnej bazy danych, by już po chwili mieć w ręku szczegółowe informacje o osobie. W dobie smartfonów i mobilnego internetu nasz głos szybko zyskuje na wartości jako niepowtarzalny i niemożliwy do podrobienia znak rozpoznawczy. Działające już komercyjne systemy identyfikacji głosowej pozwalają na przykład dokonywać operacji bankowych za pomocą komend wydawanych przez telefon. Najnowocześniejsze urządzenia do analizy głosu poddają analizie ponad sto jego cech. W zasadzie się nie mylą.

Przeczytaj także:

A w chmurze rośnie sobie sztuczna inteligencja...

Człowiek jest niepowtarzalny. Do jego identyfikacji można wykorzystać nawet odcisk stopy. Nad wdrożeniem tej idei pracuje zespół biologów i lekarzy pod kierunkiem Robina Cromptona z uniwersytetu w Liverpoolu. To ten sam badacz, który analizował odciski stóp naszych przodków sprzed 3,6 mln lat zachowane w Laetoli w Tanzanii, dochodząc do konkluzji, że pozostawiły je osobniki dwunożne.

Crompton wykorzystał do badań rezonans magnetyczny, rekonstruując z jego pomocą kształt spodniej części stopy. - Jej odcisk jest cechą niemal tak charakterystyczną jak linie papilarne. To, jak się poruszamy, ma wpływ na ułożenie kości, mięśni i stawów w kończynach dolnych - wyjaśnia naukowiec. Pierwsze aplikacje biometryczne opracowywane w Liverpoolu mają być gotowe już za dwa lata. Jeden z pomysłów to podest z czujnikami wrażliwymi na nacisk stopy.

Co ciekawe, w tym miejscu pomysł Cromptona zbliża się do nowych planów twórców programu FAST. Zainspirowani konsolą Nintendo Wii Fit myślą o zainstalowaniu w podłodze sensorów namierzających tych, którzy podczas kontroli zbyt nerwowo przestępują z nogi na nogę.

Wszak wiercipięta także może mieć coś do ukrycia. Inaczej stałby spokojnie.

 

Andrzej Hołdys jest dziennikarzem naukowym i popularyzatorem nauki. Publikuje m.in w "Wiedzy i Życiu", "Polityce", "Gazecie Wyborczej", "Wprost".

Skomentuj:
Zdradzi cię szybki oddech
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX