Dom, który grzeszy inteligencją

Czy nafaszerowany elektroniką dom pewnego dnia wymknie się spod naszej władzy i przejmie kontrolę nad naszym życiem? A może nie? Może to narzędzie emancypacji kobiet, bo w domu, który sam się sprząta, inny będzie podział obowiązków?

Wyobraź sobie. Wstajesz rano, rolety odsłoniły już poranne słońce, w kuchni czeka świeżo zaparzona kawa, radio gra ulubioną muzykę - nie, to nie partner zerwał się z łóżka przed tobą, to twój dom zauważył twoją pobudkę.

Zobacz infografikę:

Wracasz z pracy - w łazience czeka już na ciebie napełniona wodą wanna, w kuchni mikrofalówka właśnie skończyła podgrzewać obiad, a w ogrodzie trawnik sam zaczął się podlewać.

W takich domach mieszka dziś coraz więcej Polaków. Ochrzczono te domy inteligentnymi, choć ich mądrość ogranicza przecież widzimisię właściciela. Ot, po prostu komputery sterują wszystkim, czego dusza państwa zapragnie.

- System ogranicza jedynie wyobraźnia jego użytkownika - rozmarza się Michał Kowalczyk, właściciel wrocławskiej firmy Nexwell Engineering, producenta instalacji inteligentnych domów.

A w praktyce? - Możemy sterować wszystkimi urządzeniami elektrycznymi, które podłączymy do systemu.

- Na razie standardem instalacji jest sterowanie światłami, roletami i ogrzewaniem - opowiada Sebastian Małecki z poznańskiej firmy Master. - Wśród nowości dużą popularnością cieszą się np. sterujące całym domem panele dotykowe z możliwością wideokonferencji.

Dzięki nim z każdego pokoju możemy się porozumieć z osobą, która dzwoni właśnie do drzwi.

- Dziś inteligentny dom to jeszcze zabawka, bajer, ale za kilka lat te instalacje staną się standardem - nie mają wątpliwości przedsiębiorcy.

Argumenty za? Inteligentny dom to wygoda, bezpieczeństwo, ale i oszczędności.

- Pierwszy z brzegu przykład. Dawniej było tak, że zanim z naszych kranów zaczęła się lać ciepła woda, trzeba było chwilę odczekać. Teraz każdy ma w domu pompę cyrkulacyjną, która cały czas jest włączona i tłoczy ciepłą wodę. Tyle że to kosztuje, bo pompa działa na prąd. System inteligentnego domu wyłącza pompę, gdy nie ma nas w domu, a nawet może wyłączać ją, gdy śpimy - opowiada Michał Kowalczyk.

Ewolucja narządów, ewolucja narzędzi

Właściciele „mądrzejszych” domów dzielą się na trzy kategorie - twierdzą sprzedawcy.

Pierwsza to gadżeciarze. W dłoni najnowszy iPhone, w torbie lub torebce iPad, a w garażu lśniący nowością samochód z satelitarną nawigacją. Dom nie może odstawać od tych standardów, a skoro na rynku są już nowe „ trendy instalacje”, gadżeciarz musi je mieć. Będzie więc godzinami surfował po internecie, przesiadywał na stronach firm z inteligentnymi domami i porównywał ich oferty, by potem na spotkaniu z firmą nie dać się zaskoczyć niczym i zabłysnąć swoją wiedzą. Wszak gadżeciarz kupuje świadomie i na możliwościach tego, co kupił, zna się jak nikt. Tym różni się od zwykłego kupującego.

Druga grupa to młode rodziny. Właśnie stawiają swój pierwszy, upragniony dom, który ma być idealny. Są świeżo albo kilka lat po ślubie. Na świecie pojawiły się już ich dzieci albo teraz na nie czekają. Dom, w którym zamieszkają, ma więc być najlepszy, bezpieczny i nowoczesny. No i taki, żeby sąsiedzi wiedzieli, że obok wybudował im się ktoś równy statusem, a koledzy z pracy patrzyli z zazdrością. Każda dodatkowa funkcja sprawi, że dom zyska w ich oczach.

I w końcu emeryci. Ci, którzy na starość nie muszą liczyć każdego grosza, ale wreszcie mogą odżyć, ciesząc się drugą młodością. Zazwyczaj żegnają się ze starym mieszkaniem gdzieś w centrum miasta i skoro nie muszą już codziennie dojeżdżać do pracy, szukają czegoś na przedmieściach albo nawet na wsi, gdzie jest zielono i spokojnie. Ale nawet tu chcą, by ich domy były wyładowane elektroniką. W końcu starość nie radość i na nich też przyjdzie moment, w którym trudniej będzie przemieszczać się z pokoju do pokoju, słuch już będzie nie ten, a wejście po schodach stanie się jak wyprawa na Kilimandżaro. Lepiej więc, by dom zrobił za nich wtedy tak dużo, jak tylko się da.

Dr. Grzegorza Pochwatkę, specjalistę od psychologii nowych technologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, sposób, w jaki zmieniają się nasze domy, w ogóle nie dziwi.

- Już od dawna etap ewolucji narządów zastąpiliśmy ewolucją narzędzi. To naturalne, że dążymy do tego, by zwiększać komfort swojego życia. Człowiek czyni tak od początku swojego istnienia - tłumaczy.

Tym bardziej że inteligentny dom daje właścicielowi nie tylko komfort, ale także poczucie bezpieczeństwa. Nowoczesne instalacje w takich budynkach mają oczywiście alarmy. Są one standardem już w większości nowo budowanych domów. Te w inteligentnych nie tylko skontaktują się z policją, gdy ktoś spróbuje się do nich włamać, ale nawet wyślą nam SMS-a z taką informacją. Mało tego, powiadomią nas także o tym, że do naszych drzwi dobijał się listonosz albo krótką chwilę pukała sąsiadka. Zdjęcie gościa wyświetli nam się na panelu dotykowym w domu po naszym powrocie albo obejrzymy je sobie w internecie.

Suma wszystkich strachów

Domem możemy zresztą zarządzać przez SMS-a albo tablet skonfigurowany z systemem działającym w budynku. Jedną wiadomością możemy odciąć prąd w gniazdku, do którego rano podłączaliśmy żelazko i teraz nie pamiętamy, czy na pewno je odłączyliśmy. Ale tym samym SMS-em możemy też odłączyć dzieciom telewizor i komputer, jeśli właśnie mają czas na naukę, ale spędzają go na zabawie.

- I to już jest wątpliwe rozwiązanie - zaznacza dr Pochwatko. - Nikt z nas nie lubi być obserwowany i kontrolowany na każdym kroku. Irytuje nas to i bardzo źle się z tym czujemy. Każdy potrzebuje wolności. Badania pokazują, że kiedy ludziom uświadamia się, że mogą być obserwowani, bardziej zwracają uwagę na każdy swój ruch. Nie zachowują się naturalnie, a dom powinien być miejscem, w którym możemy poczuć się swobodnie.

Dr Pochwatko wyjaśnia, że takie kontrolowanie dzieci, a nawet żony lub męża, może zupełnie zniszczyć relacje w rodzinie.

- Jedna ze stron może czuć się w tym domu uwięziona - tłumaczy. - Albo wyobraźmy sobie sytuację, w której nadopiekuńcza mama kontroluje każdy krok swojego syna, podglądając w pracy, co też właśnie porabia jej dziecko, i wydając mu polecenia, co ma teraz robić, a czego nie. Do czego taka sytuacja doprowadzi? Do wychowania młodego człowieka, który zupełnie nie potrafi się odnaleźć, dopóki ktoś nie powie mu, co ma robić.

Dla socjologa prof. Tomasza Szlendaka, kierownika Zakładu Badań Kultury na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, inteligentny dom jest sumą strachów teraźniejszości.

- To ma być remedium na dwie nasze obsesje: kontrolę i bezpieczeństwo - tłumaczy. - Łatwo sobie jednak wyobrazić, że na dłuższą metę taki dom może nas całkowicie uwięzić. Może już poza nim nigdzie nie będziemy się czuć bezpiecznie? Może nie będziemy potrafili już funkcjonować w zwyczajnym domu bez elektronicznych możliwości? Albo dojdzie do sytuacji, w której uznamy, że nie ma już po co wychodzić z domu, skoro mamy tam wszystko?

fot. Nexwell

fot. Nexwell

Prof. Szlendak boi się tego, jak mocno skomputeryzowane domy ingerują w naszą prywatność. - Już dziś po uruchomieniu komputera nie jesteśmy w stanie w pełni go kontrolować, bo np. samodzielnie się aktualizuje, mimo że może my wcale nie chcemy aktualizacji. Podobnie może być z wypełnionymi komputerami domami, które same łączą się z siecią. Do tego jeszcze możliwość włamania się do systemu z zewnątrz - to pewnie nie jest wykluczone.

Jego zdaniem wątpliwy jest też pomysł mieszkania w domach wypełnionych kamerami. To odwrócenie trendu, który rozwijał się od lat po drugiej wojnie światowej. Do tego momentu cała rodzina żyła często w jednym pomieszczeniu, razem np. na 20 m kw. Po wojnie rosła powierzchnia domów i mieszkań, a wraz z tym pojawiła się przestrzeń intymna i zaczęto wydzielać pokoje dziecięce.

- A my teraz chcemy wejść do nich z kamerami? To chory pomysł, by dom sprawował nad nami kontrolę - mówi prof. Szlendak.

- Czy trochę pan nie przesadza z tym strachem przed nowymi technologiami?

- Wszelkie innowacje trzeba wprowadzać z głową. Na pewno inteligentny dom ma też sporo zalet. Może to np. kolejny krok w emancypacji kobiet, bo w domu, który sam się sprząta, inny będzie podział obowiązków? Może taki dom pozwoli nam też lepiej wyrażać swoją osobowość? Skoro dziś możemy w nim, sterując światłem, zmieniać kolor ścian, to może w przyszłości nasze domy będą codziennie zmieniać się zależnie od naszego nastroju, tak jak codziennie zmieniamy strój, który na siebie zakładamy?

 

Podyskutuj o domach przyszłości: facebook.com/madrzejszy.swiat

Więcej o: