Kiedy wypadniesz z technoobiegu? Wkrótce!

Czy ludzi, którzy dorastali wraz z internetem też czeka wykluczenie z cyfrowego obiegu? Obawiam się, że wypadną z gry prędzej, niż im się wydaje

Jedno jest pewne - mózg nieużywany psuje się, gnuśnieje i, choć tu naukowcy nie są zgodni, prawdopodobnie staje się bardziej podatny na postępującą z wiekiem degenerację. Kłopot w tym, jak się zmusić do aktywności. Nie przypadkiem jesteśmy leniwi z natury, ewolucja bowiem zadbała o to, by przeżyli tylko ci, którzy wykonują konieczne do przetrwania minimum. Zbędny wydatek energii przez tysiąclecia oznaczał jedno - usunięcie genów nadaktywnego osobnika z puli populacji.

Przeczytaj felieton Rafała Kosika: Nigdy nie wypadnę z technoobiegu!

Dlatego założenie, że pokolenie ludzi urodzonych w latach 70. i później nie będzie dotknięte plagą cyfrowego wykluczenia, to zdecydowanie nadmiar optymizmu. Na razie czujemy się bezpieczni - Internet w dzisiejszej postaci powstał za naszego życia, znamy go na wskroś, pamiętamy wojny przeglądarek z połowy lat 90., napsterową rewolucję muzyczną, bańkę internetową początku XXI wieku, powstanie Gmaila i YouTube'a. To nasze sprawy, nasze życie i nasz świat.

Ale na pokolenie dzisiejszych prawie 40-latków czyha nowe zagrożenie - wykluczenie przez zniechęcenie. Przykład? Proszę bardzo - Facebook. Dla ludzi przed trzydziestką to coś równie oczywistego jak e-mail. Nie ma cię tam, to nie ma cię wcale. Tymczasem wśród urodzonych dekadę wcześniej istnieje spora grupa kręcących nosem. Tłumaczenia są różne: „nie mam na to czasu”, „po prostu nie potrzebuję”, „nie chcę, żeby wszyscy o mnie wszystko wiedzieli”, „wszyscy tam są, ja nie muszę”. Część z tych ludzi stopniowo orientuje się, że bez profilu na FB omija ich spora część życia, i nadrabia straty, ale wielu wybiera dumne wygnanie. Tak, to właśnie pierwsza grupa nowych wykluczonych.

Jesteś na Facebooku? Nie, nie czuj się za pewnie. Bo czy korzystasz aktywnie z Twittera? Nie jako nowego RSS-a, ale jako miejsca zdobywania informacji i wyrażania opinii. Wielu tego nie robi, bo nie potrzebuje. O, właśnie - to kolejna tura samowykluczających się. Tych, którzy nie nadążają za światem. I nie jest ważne, jak to sobie tłumaczą - ważne, że nie ma ich tam, gdzie toczy się życie.

Dumni mogą być z siebie ci, którzy korzystają z dobrodziejstw serwisów społecznościowych, wiedzą, co w sieci piszczy, i generalnie czują się na czasie. Ale ostrożnie - i na was przyjdzie pora. Zauważycie w pewnym momencie, że nie bawi was kolejna sieciowa moda. Lokalizujecie się w Foursquare? Po co? Głupie to, niepotrzebne i niebezpieczne? No właśnie, każdy ma serwis, usługę czy trend, na którym polegnie.

Tak to już jest - z wiekiem tracimy elastyczność, przestajemy czuć potrzebę korzystania z tego, co najnowsze. Jedni nie potrzebują Internetu, bo mają telewizję i gazety. Inni nie chcą nawigacji GPS, bo jest przecież atlas. Kolejni sprawdzają pocztę e-mail raz na tydzień, bo ważne rzeczy załatwiają przez telefon. Są i tacy, którzy nie lubią smartphone'ów, w życiu nie zagrali w FarmVille, nie odwiedzają Kwejka.

Nie zastanawiaj się, czy pozostaniesz na fali. Pomyśl, kiedy z niej spadniesz. Bo to nieuniknione.

Podyskutuj o  wyzwaniach przyszłości: facebook.com/madrzejszy.swiat

Piotr Stanisławski, dziennikarz Gazeta.pl. W praczasach, gdy z domu można się było łączyć co najwyżej przez modem 56k, współzakładał portal Gazeta.pl. Przez osiem lat, wraz z rosnącą szybkością łączy poszerzał też swoją wiedzę i doskonalił umiejętności w tygodniku „Przekrój”. Dziś wraca do świata istniejącego w domenie Gazeta.pl, by sprostać czasom, w których 150 megabitów unosi się w powietrzu wokół.

Czy obawiasz się, że przestaniesz nadążać za technologiami i zasilisz armię cyfrowo wykluczonych?
Więcej o: