"Der Spiegel": kosmopolici kontra populiści, czyli kryzys Zachodu

Społeczeństwa zachodnie są głęboko podzielone na kosmopolityczne elity i populistycznie nastawioną większość. Jeśli nie uda się tej przepaści zasypać, liberalna demokracja zostanie zmieciona przez rewolucję.

Autor eseju opublikowanego w najnowszym wydaniu tygodnika "Der Spiegel", Romain Leick, nawiązuje do trwającej od sześciu tygodni fali protestów we Francji, którą określa mianem "wojny, która wstrząsnęła całą Europą".

W swoich rozważaniach niemiecki dziennikarz powołuje się między innymi na najnowszą publikację francuskiego autora Christophe'a Guilluy "No Society".

"Narody Zachodu rozpadają się na dwa światy: tych na górze i tych na dole, na zamożnych i potrzebujących, zadowolonych z siebie i nieszczęśliwych, kosmopolitycznych i mocno osadzonych w swoim środowisku, mobilnych i osiadłych, progresywnych, otwartych i - nie da się obejść bez tego strasznego słowa - populistów", czytamy w "Spieglu".

Populizm nowym proletariatem

"Populizm jest tym, czym przez dziesięciolecia był proletariat: zagrożeniem dla jednych, nadzieją dla innych. Walka klasowa stała się walką o kulturę", pisze Leick.

Jego zdaniem, wydarzenia prowadzące do skrajnej polaryzacji społeczeństw mnożą się. Autor wymienia brytyjskie referendum na temat wystąpienia z Unii Europejskiej, zwycięstwo Donalda Trumpa nad jego liberalną konkurentką w USA, implozję klasycznego systemu partyjnego we Francji, sukcesy Alternatywy dla Niemiec w RFN, nową koalicję rządową we Włoszech oraz polityczne blokady w Holandii, Belgii, Skandynawii czy Hiszpanii.

Pęknięcie dzielące społeczeństwa pod względem socjalnym i politycznym jest jeszcze stosunkowo świeże, jest skutkiem globalizacji postępującej od połowy lat 90.

Polaryzacja: metropolie kontra peryferie

Naprzeciw siebie stoją dwa obozy, które mają ze sobą niewiele wspólnego, pisze Leick. Po jednej stronie znajdują się "metropolie, błyszczące wystawy globalizacji i jej brata bliźniaka - wielokulturowości, gdzie obok siebie mieszkają nowa burżuazja i kolorowa różnorodność migrantów".

"A po drugiej stronie są peryferie małych i średnich miast, dawnych obszarów przemysłowych i dalekich regionów wiejskich. Tam koncentrują się środowiska, które dawniej niewiele łączyło: robotnicy, zwykli urzędnicy, zatrudnieni na śmieciowych umowach, rolnicy, drobni przedsiębiorcy i emeryci; wszyscy złączeni wspólnym poczuciem podwójnej niepewności - finansowej i kulturowej", czytamy w "Spieglu".

Członkowie tej drugiej grupy "są niewidoczni, o nich się nie mówi, żyją świadomi ironicznego i pogardliwego spojrzenia ze strony tych, którzy posiadają większy intelekt, są lepiej wykształceni, bardziej mobilni i nowocześni, lub przynajmniej za takich się uważają".

Leick zaznacza, że to właśnie oni stanowią większość społeczeństwa. We Francji stanowią 60 proc. - powtarza za Guilluy.

Od Skandynawii do Morza Śródziemnego, od USA do Europy Środkowej dostrzec można podobne symptomy rewolucji. "Karta zdrowia pacjenta pokazuje śmiertelne zagrożenie - kres liberalnej demokracji, takiej, jaką znamy", ostrzega autor.

Zanik klasy średniej

Powołując się na Guilluy, Leick zwraca uwagę, że rosnącą polaryzacja między "prostym narodem" a elitami prowadzi do zaniku klasy średniej, która dotychczas stanowiła "solidny fundament" demokracji.

"Upadek klasy średniej jest wielką brudną tajemnicą globalizacji" - cytuje dalej Leick, dodając, że dotyczy to całego Zachodu. Bez warstw średnich nie ma spoiwa, które cementuje społeczeństwo.

Dziennikarz "Spiegla" zwraca uwagę, że dawniej rewolucje wybuchały zawsze w miastach. Dziś rewolucyjny potencjał gromadzi się poza metropoliami: "bez świadomości klasowej, bez przywództwa i organizacji" i stanowi największe od końca II wojny światowej zagrożenie dla liberalnej demokracji.

Leick wyjaśnia, że część dawnej klasy średniej, przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem, przyłączają się do warstwy górnej społeczeństwa, jeśli nie pod względem ekonomicznym, to przynajmniej moralnie i kulturowo. To ta warstwa dominuje kulturowo, a ich bronią jest stawiany przeciwnikom zarzut faszyzmu, rasizmu i ksenofobii.

Większa część klasy średniej, borykająca się z lękiem przed degradacją swoją i swoich dzieci, "stapia się stopniowo z warstwami ludowymi, dziś nazywanymi populistycznymi". "Naród piętnowany jest przez elitę jako plebs. Niedoinformowany, nieuświadomiony, nieracjonalny i moralnie podejrzany", pisze Leick.

Migracja zaostrzyła kryzys

Migracja zaostrzyła "dramatycznie" sytuację, uważa autor eseju. Jak zaznacza, kontrola granic i przepływu migrantów spotyka się z powszechną akceptacją. Sondaże są jednoznaczne: we Francji tylko 11 proc. pytanych dostrzega pozytywne skutki migracji, w Niemczech 18 proc. Około połowa badanych jest zdania, że przyjęto za dużo obcych.

A przecież powodzenie integracji migrantów zależy od gotowości niższych warstw społeczeństwa do ich przyjęcia, pisze Leick. Przybysze nie wchodzą przecież do warstwy wyższej. Ta dysponuje środkami by stworzyć "niewidzialne granice" i odgrodzić się od obcych w swoich dzielnicach, szkołach i zawodowych karierach, co nie przeszkadza im propagować ideału otwartego społeczeństwa, czytamy w "Spieglu".

Otwarte społeczeństwo mitem

Otwarte społeczeństwo jest zdaniem Leicka "największym fake newsem ostatnich dziesięcioleci". Jego zdaniem nie istnieje coś takiego jak "open society". Paryż uważa się za miasto otwarte, ale miasto, gdzie metr kwadratowy mieszkania kosztuje 10 tys. euro nie jest miastem otwartym, tylko zamkniętym.

Politycznym wyzwaniem na przyszłość jest "integracja własnego narodu", a nie dyskusje o integracji imigrantów. "Uważam, że problemem zachodnich demokracji i zachodnich elit jest to, że zapomniały one o własnym narodzie", pisze Guilluy, cytowany przez Spiegla". "Na tym polega zdrada", dodaje.

Intelektualna rewolucja, której domaga się Guilluy, musi się rozpocząć od "przywrócenia politycznego zaufania". "To oznacza po prostu troskę o własny naród. Poszukiwanie nowego stabilnego kompromisu pomiędzy otwartym a zamkniętym społeczeństwem - między metropoliami i peryferiami", tłumaczy autor.

Żółte kamizelki we Francji pokazały, jak szybko i z jakim skutkiem może rozlać się po ulicach przemoc i jak poważnie może ona zagrozić pałacom. By uniknąć wojny domowej, konieczny jest powrót do "common decency" a więc do dobrych obyczajów lub "przyzwoitego populizmu". "W XXI wieku elity muszą ponownie nauczyć się współżyć ze swoim narodem", konkluduje Romain Leick w najnowszym "Spieglu".

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

Więcej o:
Komentarze (164)
"Der Spiegel": kosmopolici kontra populiści, czyli kryzys Zachodu
Zaloguj się
  • asperamanka

    Oceniono 38 razy 30

    Lektura artykułu nasuwa refleksję, że kosmopolityczne elity jednak doskonale - jak widać - wiedzą, jaka jest diagnoza. Bo przecież tekst napisał przedstawiciel tych elit, a nie populistycznego plebsu. Te elity natomiast nie wiedzą, jaka jest terapia. Wydaje się im, że wystarczy przestawienie akcentów i propaganda, by wszystko zostało mniej więcej po staremu.

    Otóż nie wystarczy. Na Zachodzie następuje ubożenie znaczących części społeczeństw, wynikające w dużej mierze z globalizacji i przenoszenia produkcji do tanich krajów. Elity zapatrzone wcfetysz PKB zapomniały, ze dobrobyt buduje wytwórczość, a nie mityczny sektor usług który nabija to statystyczne PKB, ale jego istota to wzajemne sprzedawanie sobie hamburgerów i T-shirtów wytworzonych w Azji, które FOB Szanghaj kosztują $10 za tuzin, ale przewiezione do Francji z doklejoną metką domu mody wychodzą po $100 za sztukę, dzięki czemu PKB rośnie, tylko pracy i dobrobytu na dole od tego nie przybywa. Zrozumiał istotę problemu Trump usiłujący przywrócić w USA te blue collar jobs wyeksportowane do Chin, ale nie elity Zachodniej Europy.

    I będzie gorzej, o czym już w artykule mowy nie ma, bo stoimy przez rewolucją automatyzacyjną która zmiecie miliony miejsc pracy w krajach rozwiniętych. Sam transport autonomiczny to miliony bezrobotnych byłych kierowców ciężarówek, autobusów i taksówek, a to tylko jeden z sektorów.

    Kapitał musi się posunąć, trzeba też zacząć serio rozmawiać o jakiejś formie dochodu gwarantowanego dla tych milionów potencjalnie bezrobotnych. I trzeba też rozwiązać problem migrantów, którzy kulturowo do społeczeństw Zachodu nie przystają i ich asymilacja nie ma szans. Prawdopodobnie, brutalnie mówiąc, trzeba ich wysłać na Madagaskar, bo jeśli nie, to za 10 lat znajdą się tacy, którzy ich wyślą do Treblinki przy aplauzie tłumu.

    Krótko mówiąc, nie wystarczy przestawiać akcenty. Od czasów rzymskich rozwiazanie jest znane. Trzeba dać ludowi chleba i igrzysk, bo jak nie, to lud sam sobie je weźmie, tylko w mniej estetyczny sposób.

  • farcry3

    Oceniono 27 razy 19

    "Upadek klasy średniej jest wielką brudną tajemnicą globalizacji" To efekt neoliberalizmu, prywatyzacji zysków i upubliczniania strat. Po każdym kryzysie ludzie traca pracę, domy, wpadają w spirale długów a ten symboliczny 1% ma dopisane do swoich kont kolejne zera. - kosztem pozostałych 99%, Wszystko dzięki politykom, rządom i bankom centralnym. To są świetne warunki do wyhodowania kolejnego Hitlera albo Stalina. Praca za miske ryżu a nagradzany jest kapitał. Korporacjonizm - firmy potężniejsze od państw wpływają realnie rządzenie i tworzenie prawa ( korzystnego dla siebie rzecz jasna). Diagnoza jest prosta i czytelna. Nie trzeba być ekspertem. Wystarczy znać historię na poziomie gimnazjum,

  • marian_koniuszko

    Oceniono 25 razy 13

    Zostałem porażony dwukrotnie:
    1. przeczytałem w Gazecie, że państwo powinno zająć się swoim narodem a nie sponsorowanym przez bankierów i 1% elity finansowej "otwartym społeczeństwem"
    2. komentarze przynajmniej na stan obecny są co najmniej na poziomie artykułu

  • single_malt

    Oceniono 17 razy 11

    oosbiscie nic nowego w tym tekscie dla siebie nie widze , wiadomo o tym od 20 lat, od chwili gdy Chiny pokazaly reszcie swiata co oznacza slowo globalizacja.
    Oczywiscie zasobne spoleczenstwa zachodu nie moga sie z tym pogodzic - gorzej wyksztalcona polowa jest juz na przgranej pozycji ale i ta druga tzw lepsza nie ma powodow do optymizmu.

    Najgorsze ze nie widac recepty na pokonanie tego impasu cywilizacyjnego znanymi metodami - prawdopodobnie osiagamy wlasnie punkt "of no return" z ktorego nie ma dobrego wyjscia . beda tylko zle i mniej zle.

  • blumkwist

    Oceniono 14 razy 10

    @farcry3
    Dobrze powiedziane... to jest rozpisany na części proces pauperyzacji klasy średniej i generalnie całego społeczeństwa. Oprócz efektu nadymania się owego 1% obrzydliwie bogatych, chodzi tu o odebranie politycznej mocy społeczeństwu...bo ludzie których pozbawia się wolności finansowej, stają się łatwym żerem manipulacji i nacisków państwa zza którego wyziera pan z grubym portfelem.

  • mppmpp

    Oceniono 13 razy 7

    Opisane w artykule mechanizmy są oczywiste dla każdego znającego historię. Jak elity się nie nawrócą na prawdziwą demokrację, to lud nawróci elity siłą. W powietrzu czuć proch i krew od dobrych kilku lat. Pozdrawiam.

  • facio60

    Oceniono 16 razy 6

    Niektórzy ludzie omamieni propagandą (w Polsce przez GW i TVN) a także zwykli, nawiedzeni, wyobrażają sobie, że państwo to taki twór, który w określonych przypadkach (przez nich samych definiowwanych) wszystko może. Tak jest właśnie z owymi "uchodźcami" a tak naprawdę w większości imigrantami ekonomicznymi i zwykłymi przestępcami, którzy przybyli do Europy TYLKO w celu dojenia naszych systemów socjalnych względnie prowadzenia swoich brudnych interesów. W świecie następują bardzo dynamiczne zmiany - USA powoli traci na znaczeniu i przywództwie światowym, trwa ostre współzawodnictwo ekonomiczne. Kiedy spojrzy się na taką Koreę Płd, która w latach 60 tych była na poziomie Polski a dzisiaj jest światową potęgą, wcześniej na Japonię a obecnie Chiny, widzimy że aby sprostać tej konkurencji, Europa musi dokonać potężnego wysiłku innowacyjnego. Na to potrzebne są pieniądze i niestety ale duży udział państwa. Pieniądze są w dużej mierze marnotrawione na zaspokojenie potrzeb ludzi obcych kulturowo, którzy w dużej mierze są potencjalną bombą z opóźnionym zapłonem, poprzez wnoszenie i często wymuszanie swoich zwyczajów nie mających nic wspólnego z etosem pracy i kulturą jaką znamy i potrzebujemy. Mało tego, aby zapewnić bezpieczeństwo, sypie się kolejne miliardy w systemy bezpieczeństwa - policję, agencje, wywiad wewnętrzny, itp, itd. Tak jak w sporcie, nauce, czy każdej innej dziedzinie, nie ma tak, że ktoś idzie sobie spcerkiem i przegania innych, którzy dążą do celu w pocie czoła. A my, czyli Europa, szastamy pieniędzmi, które nie zostaną spożytkowane dla poprawy naszego bytu. Bez aktywnej roli państwa, w szczególności w dziedzinie badań naukowych, sukcesów nie będzie. A państwa są mocno zadłużone, występuje niechęć do mnożenia wydatków. Wydaje się na to, co ma zapewnić spokój - w przypadku Francji czy Szwecji - daje się coraz więcej roszczeniowej rzeszy przybyszów. Ich to i tak nie zaspokoi, bo przy niemal zerowym nakładzie pracy, chcieliby żyć tak jak ich rówieśnicy - rdzenni obywatele.
    Pieniądze nie wiszą na drzewie, tylko muszą być wypracowane. A kto pracuje - no wiadomo. Efekt jest taki, że przykręca się tej grupie ludności śrubę, aby finansować te wydatki. A to podniesie się akcyzę, nałoży opłaty środowiskowe. Trudno znaleźć inne tytuły, bo podwyższenie skali podatkowej to zbyt ryzykowny manewr dla rządzących gdziekolwiek. I tak właśnie dzieje się we Francji, która zmierza do jakiejś drastycznej rewolucji i zmian. Bogatych nie obciąży się dodatkowo, bo wiadomo; mają wpływy, finansują partie, wyniosą się z kapitałem gdzie indziej. Protest żółtych kamizelek to właśnie protest zwykłego obywatela Francji (zauważmy, że protestują niemal sami rodowici Francuzi, a w przypadku zwykłych zadym, czyni to ludność napływowa). Być może ludzie ci nie zdają sobie sprawy JESZCZE dlaczego dzieje im się coraz gorzej, lub poprawność polityczna nie pozwala na jasne wyartykułowanie problemu. Zauważmy, że we wszystkich państwach, które zostały dotknięte kryzysem imigracyjnym (niejako na własne życzenie), pojawiły się problemy, niemal nieznane wcześniej. Przecież takiej Szwecji niemal nikt nie traktuje już jako bardzo rozwiniętego i bezpiecznego państwa, co było nie do pomyślenia jeszcze 5 lat temu. W Niemczech niemal codziennie toczy się debata jak sprostać problemom tworzonym przez nowo przybyłych. W ostatnich dniach głośno jest tam o sylwestrze w Kolonii (znowu), gdzie płonęło mieszkanie w wysokościowcu, a potem wybuchły zamieszki z udziałem ponad 50 osób. Musiano wysłać 20 kilka radiowozów z funcjonariuszami ubranymi w odzież kuloodporną i bronią maszynową. A kilka dni temu w Bawarii, grupa 16-19 letnich wyrostków z Afganistanu, Syrii i Iranu wyruszyła z dworca miasto, tłukąc każdego spotkanego na swojej drodze człowieka.

  • aja_88

    Oceniono 6 razy 6

    trafne obserwacje ,jak się nie dba o tych najsłabszych,najbiedniejszych a dodatkowo sprowadza książęta orientu(na zasiłek) to zaczynają wybory wygrywać kaczyńskie itp

  • wlodzimierz.krzysztofik

    Oceniono 7 razy 5

    Poziom sił wytwórczych (czyli mówiąc językiem współczesnym, rozwój techniczny i technologiczny) musi być w harmonii ze stosunkami społecznymi, czyli zasadami rządzącymi społeczeństwem. Chora ideologia "globalizacji" i jeszcze groźniejsza "szkoła" Chicagowska doprowadziły do sytuacji, gdy szalony rozwój techniki, technologii i produkcji zderzył się z cofaniem stosunków społecznych do ery feudalizmu. Dawną arystokracją zastąpili bogacze, reszta jest jak przed Rewolucją Francuską. 1% bogatych na "zachodzie" nie potrzebuje już wcale żadnych społeczeństw. Najlepiej jakby nas wszystkich zagazowali, co nie jest tak całkiem wykluczone. Im są potrzebni tylko tani pracownicy a wkrótce tanie roboty. Mamy do czynienia z największym w historii świata napięciem społecznym, eksplozja będzie jak nigdy dotąd. Prawdopodobnie skończy się to wojną po której nic nie zostanie. A wszystko to tylko i wyłącznie dla cyferek na ekranie, bo to nawet o realne pieniądze już nie chodzi. Obłęd.

    p.s. Początek wpisu oparty o prawo sformułowane przez Karola Marksa. Dziś to on się ze śmiechu w trumnie przewraca, a kapitalizm sam sobie grób kopie. Wystarczyło tylko socjalizm zlikwidować, to był najlepszy pomysł na rozwalenie kapitalizmu. Bez konkurencji, sam zjada właśnie swój ogon. Piszę o tym od dziesięciu lat, do redaktorów Spiegla dotarło dopiero teraz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX