Nasze pierwsze telefony komórkowe

Pamiętasz swój pierwszy telefon? Dzwonił, odbierał SMS-y i nic więcej? A może był to już smartfon z dostępem do sieci i milionami aplikacji? Ostatnio w redakcji wzięło nas na wspomnienia naszych pierwszych komórek. Zobaczcie i przeczytajcie, z czym musieliśmy się zmagać lata temu. Oto przewodnik po cmentarzysku technologii.
Sony Ericsson T610 Sony Ericsson T610 fot. Ericsson

Sebastan Górski - Ericsson T10s

Powiedzieć o mojej pierwszej komórce, że miała wyświetlacz jest określeniem nieco na wyrost. Na oszołamiającym "ekranie" monochromatycznym o rozdzielczości 101 x 33 piksele dało się w trzech rzędach zapisać po 12 znaków. Plastikowa klapka zakrywająca klawiaturę nie była oczywiście aktywna, zatem nie mogłem zaszpanować przed kolegami odbierania rozmów jak na filmach. Książka adresowa mieściła 99 pozycji (porównajcie sobie to ze swoją listą znajomych na Facebooku). Zegar, budzik i kalkulator. Oto cała lista aplikacji. Dzwonki? Oczywiście jeszcze monofoniczne. Za to bateria spokojnie wytrzymywała tydzień w stanie czuwania.

Sony Ericsson T610 Sony Ericsson T610 Alexander Yesafov

Sebastan Górski - Sony Ericsson T610

Kilka lat później moja druga komórka miała już kolorowy wyświetlacz! To jeden z pierwszych telefonów wyprodukowanych przez joint-venture Ericssona z Sony. Ekran o przekątnej 1,8 cala (128 x 160 pikseli) prezentujący 65 tysięcy kolorów - w tamtych czasach to budziło respekt. Pojawił się wielokierunkowy joystick do wygodnej nawigacji po menu. Przełom nastąpił również w sekcji audio, gdzie można było usłyszeć polifoniczne dzwonki. Mało tego, pojawiły się nawet pierwsze proste gry (wyobrażacie sobie granie na wyświetlaczu 1,8 cala? To coś jak granie na dzisiejszych smartwatchach). Bateria - ponad 300 godzin w stanie czuwania!

Ericsson GF768 Ericsson GF768 fot. Christos Vittoratos/Wikipedia

Robert Kędzierski - Ericsson GF768

Model zbliżony do T10s. Miał jeszcze mniejszy ekran mieszczący... jedną linię składającą się z dziesięciu znaków. Rozdzielczość dałoby się zapewne podać w stosowanej dziś formule, ale nie ma to większego sensu. Piksele składające się na litery i cyfry było po prostu gigantyczne, współczesne parkomaty są pod tym względem bardziej zaawansowane.

Głównym powodem zakupu GF768 była klapka. W roku 1998 dawała mi poczucie niebywałej nowoczesności. Oprócz tego urządzenie oferowało niewiele: wysyłało wiadomości, pozwalało ustawić alarm.  Irytującego dźwięku nie dało się zignorować.

NEC e228 NEC e228 fot. NEC/Hutchison 3G UK Ltd

Robert Kędzierski - NEC e228

Telefon wyprzedzał swoje czasy i na tle urządzeń dostępnych u polskich operatorów prezentował się niezwykle atrakcyjnie. Miał duży i kolorowy ekran (2,2 cala, 176 x 220 pikseli), wbudowany aparat - i to z przodu. Mógł służyć do wideorozmów - i chociaż w polskich warunkach było to niemożliwe to sama świadomość, że mógłbym całkowicie mi wystarczała. Podobnie jak możliwość korzystania z karty Memory Stick Duo (dziś już niemal zapomnianego standardu).

To co najbardziej zachwycało w Necu e228 to jego multimedialność. Odtwarzał pliki wideo (mp4), miał przeglądarkę WAP. Zakupiony rok przed powstaniem YouTube nie dawał zbyt wielu szans na obejrzenie ciekawego filmu. Liczyły się jednak jego kosmiczne jak na owe czasy możliwości. Telefon kupiony w poczuciu absolutnego zachwytu - pomimo słabej baterii i niezwykle powolnego działania. W zasadzie niewiele dzieliło go od wczesnych smartfonów.

Trium Mars Trium Mars fot. oldphonesringtones/ YouTube

Kamil Mizera - Mitsubishi Trium Mars - tytan SMS-ów

Mój pierwszy telefon w życiu to dumny produkt japońskiej technologii: Mitsubishi Trium Mars. Trafił w moje ręce z najbardziej prozaicznej przyczyny: był jednym z najtańszych na rynku. Trudno sobie dokładnie przypomnieć, który był to rok, 2000, 2001? Co to była za maszyna! 120 gram żywej wagi, wyświetlacz wielkości ziarnka grochu, 100 kontaktów do zapisania (jak to się wydawało wówczas dużo!) oraz monochromatyczna grafika. I te obrazki przy kolejnych funkcjach w menu - wymalowane czarnymi kropkami. Jedną z większych zalet tego urządzenia był czas działania na baterii, a wad - gumowe, wystające klawisze. Ale jakże pieściły one palce, gdy próbowałem spalić telefon pisząc dziesiątki, setki SMS-ów. I to w czasach, gdy wysłanie jednego to był spory koszt i pisało się je bez spacji i znaków interpunkcyjnych, by zaoszczędzić. Telefon był niemal niezniszczalny i służył mi wiernie całe liceum. Do dziś leży w jakimś pudle.

Siemens C55 Siemens C55 fot. Tolek Banan/ YouTube.com

Kamil Mizera - Siemens C55 - przetrwał wszystko co mógł

Ach, jakiż to był skok technologiczny w stosunku do mojej pierwszej komórki! Lekki, bez antenki, znanej wówczas marki, w pięknym, błękitnym kolorze, z większym choć wciąż mikroskopijnym wyświetlaczem. Był to telefon, który dociągnął ze mną niemal do końca studiów, a trzeba podkreślić, że jest to wyczyn. Niestety, dość szybko plastikowe klawisze zaczęły odmawiać posłuszeństwa. W pewnym momencie odpadł klawisz funkcyjny menu! Ale czy to oznaczało, że telefon jest "do wyrzutki"? Nie! Dawne komórki były nie do zdarcia. Wystarczyła zapałka by móc dalej go obsługiwać i poczuć się jak właściciel palmtopa. Wśród największych zalet tych urządzeń było to, że były to tak proste i tanie telefony, że nie  trzeba było przejmować się zupełnie ich ochroną. Bumpery, specjalne powłoki na ekran, obudowy - a na co to komu? Telefon miał dzwonić i odbierać SMS-y. Póki to robił uznawany był za sprawny. Większość czasu i tak spędzał na biurku lub w kieszeni, bo co właściwie można zrobić z tak "zaawansowaną" technologią? Dzielny Siemens C55 dokonał swego żywota w okolicach 2008 roku. Ale wciąż go wspominam z rozrzewnieniem.

Nokia 5110 Nokia 5110 ot. Dominic Alves/Flickr.com/CC BY 2.0

Daniel Maikowski - Nokia 5110

Moim pierwszym telefonem komórkowym była legendarna już dziś Nokia 5110, którą otrzymałem "w spadku" od mojego szanownego rodziciela. Zresztą, w taki sam sposób stałem się również właścicielem mojej drugiej, trzeciej i czwartej komórki (czy dziś jeszcze ktoś używa słowa "komórka"?)

Nokia 5110 mogłaby dziś trafić do encyklopedii pod hasło  "telefon-cegła", ale 17 lat temu jej gabaryty zupełnie mi nie przeszkadzały. Charakterystyczną cechą tego modelu była wystającą z obudowy antena, którą  fińskim inżynierom udało się na szczęście ukryć w obudowie kolejnych modeli Nokii.

Telefon służył mi  głównie do grania w Snake'a. Rzadziej do wysyłania SMS-ów, i jeszcze rzadziej do wykonywania połączeń , które pod koniec lat 90-tych były bardzo drogie. Pamiętam, że alternatywą dla dzwonienia było wówczas puszczanie tzw. "sygnałów", zwanych gdzieniegdzie "głucholcami". No cóż - takie to były czasy.

Samsung SGH-C100 Samsung SGH-C100 fot. Tolek Banan/YouTube.com

Daniel Maikowski - Samsung SGH-C100

Samsung C100, który trafił w moje ręce na lata przed pierwszymi smartfonami z serii Galaxy. Cóż to był za telefon! Kolorowy wyświetlacz, ekran o rozdzielczości 128x128 pikseli, WAP i bardzo wytrzymała bateria o pojemności 800 mAh (sic!). Aparatu oczywiście nie było, ale w 2003 roku był on pieśnią przyszłości.

Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak... polifoniczne dzwonki. Na przerwach wraz z kolegami przesyłaliśmy sobie nasze ulubione melodie w formacie MIDI  - przez port podczerwieni IrDA. Samsung C100 obsługiwał również język Java, a to oznaczało, że na telefonie mogłem zainstalować kilka dodatkowych gier i aplikacji (a raczej pre-aplikacji). Pamiętając przy tym jednak, że telefon dysponował 1,7 megabajtami wbudowanej pamięci.

Siemens C35i Siemens C35i fot. domena publiczna

Bartłomiej Pawlak - Siemens C35i

Moim pierwszym telefonem był używany Siemens C35i z 2000 roku. Nigdy wcześniej żaden elektroniczny gadżet nie sprawił mi tyle radości. Pamiętam moment wysłania pierwszego SMS i pierwsze samodzielnie wykonane połączenie. Oczywiście trwało jedynie kilkanaście sekund, bo rozmowy były przecież horrendalnie drogie.

Moją ulubioną grą (bodajże jedną z trzech dostępnych) był labirynt. Wędrując między jego ścianami (i zerkając co chwila na mapkę) czułem się jakbym grał co najmniej w GTA.

Gry oczywiście nie prezentowały się nadzwyczaj okazale, bo wyświetlacz (oczywiście monochromatyczny) miał rozdzielczość 101 x 54 pikseli i był bardzo mały. Cóż, wtedy nie przeszkadzało mi również, że wyświetlał treść SMS-ów w maksymalnie pięciu liniach. Ważne było że mogłem zapisać "aż" 100 kontaktów.

Motorola SLVR L7 Motorola SLVR L7 fot. matalyn / Wikimedia Commons

Bartłomiej Pawlak - Motorola SLVR L7

Drugi telefon kupiłem w 2006 roku. Był to prawdziwy przełom w porównaniu do starego Siemensa. Doskonale pamiętam jak pierwszego dnia zabawy odsłuchiwałem kolejno wszystkie dzwonki dostępne w komórce.

Specyfikacja techniczna robiła wtedy na mnie ogromne wrażenie. W książce telefonicznej mogłem zapisać 1000 kontaktów, a pamięć wewnętrzna miała 11 MB pojemności. Tyle tylko, że mogłem dołożyć nawet 1 GB za pomocą zewnętrznej karty SD.

Najważniejszy był jednak ekran. To aż 1,9 cala przestrzeni upakowanej po brzegi kolorowymi pikselami. Tych w pionie było 220, a w poziomie 176. Warto zaznaczyć, że w przeciwieństwie do Siemensa był to ekran skierowany wertykalnie.

Więcej o:
Komentarze (75)
Nasze pierwsze telefony komórkowe
Zaloguj się
  • nikifor666

    Oceniono 1 raz 1

    "Co to była za maszyna! 120 gram żywej wagi(...)"

    GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!! GRAMOW!!!

  • liczna_rodzina_prezesa

    Oceniono 1 raz 1

    Bosch 509 w Plusie, straszny chłam, bateria słaba. Potem Nokia w Tak-Taku: 1,99 pln za minutę w pon-pt 8-18 i 0,99 pln wieczorami i w weekendy. Bez naliczania sekundowego.

  • trybunaluda

    Oceniono 1 raz 1

    Sony J5! piękny design i na tamte czasy kawal innowacji. Kiedy wszyscy mieli dzwonki w trybie "8a1,8a1,8b1,4a1,16c2,8p,16p,16c2,8p" tamten umozliwia nagrac kilka sekund piosenki. Te miny kiedy zazdrosci i zaskoczenia kiedy ktos dzwonil do ciebie,a tu leci muzyka :)

  • gj61

    Oceniono 7 razy 1

    Bosch. Firma nie tylko od wiertarek i innych zmywarek. Miał ktoś z Was telefon Bosch? Nie pamiętam symbolu, chyba były tylko dwa. Ja miałem z monochromatycznym ekranem, potem chyba pojawił się już z kolorowym, ale może coś mi się "pomerdało". Dawno to było bardzo... :-))) Pozdrowienia.

  • remo29

    0

    Pierwszy prywatny to Panasonic GD90 - przy służbowej Nokii 1610 wyglądał jak szczyt miniaturyzacji. Pięć dzwonków, żadnej gry, bateria trzymała ruski miesiąc.

  • xezaq

    Oceniono 2 razy 0

    Na przełomie wieków ówczesna Era GSM oferowała darmowe pierwsze 5 sekund rozmowy. Nie trzeba było bawić się w "głucholce", można było normalnie pogadać, jak człowiek.

  • qqbek

    Oceniono 2 razy 0

    Pierwszy? Motorola d520, ale miałem ją niecały rok. Potem cud miniaturyzacji (mieścił się w kieszonkę na kondomy we Wranglerach) - Bosch 909 Dual. Boscha miałem 3 lata (dwa razy psuł się na gwarancji, trzeci raz zepsuł się już po gwarancji i nie opłacało się go naprawiać).

  • harry_callahan

    0

    pierwszy telefon? motorola z wyciaganą antenką. Nie pamiętam symbolu. Drugi to już była Nokia 5110.

  • speedy13

    0

    Mój pierwszy tel. to Alcatel One Touch Easy w 1997. Był niezbyt duży ale pękaty i ciężki. Na wyświetlaczu mieściły się chyba 3 wiersze tekstu. Nie było to istotne, gdyż nie było jeszcze sms. Zabawną cechą był akumulator, który wyglądał trochę jak 3 połączone bateryjki R6. I nie tylko wyglądał. Jeśli rozładował się w czasie i miejscu gdzie nie było możliwości podładowania, na mieście, na wyjeździe itp., można było zastąpić go trzema bateriami R6 kupionymi w pierwszym lepszym kiosku. Trzymały krócej, ale przynajmniej można było się skomunikować.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX