Miały być sukcesem, dziś niemal nikt z nich nie lata. Oto sześć lotnisk, które okazały się wielką klapą

Historia każdego z tych lotnisk zaczynała się od wielkich planów, jednak rzeczywistość okazała się brutalna. Dziś miejsca te świecą pustkami, bo nikt nie chce z nich latać. Oto sześć lotnisk, które okazały się wielką klapą.
Lotnisko Castellón-Costa Azahar, Hiszpania Lotnisko Castellón-Costa Azahar, Hiszpania fot. Sanbec (wikimedia.org), licencja: CC Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Castellón-Costa Azahar (Hiszpania)

Port lotniczy położony jest na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii, ponad 30 km od 180-tysięcznego miasta Castelló de la Plana, ponad 100 km od Walencji i 250 km od Barcelony. 

Zaplanowano go i wybudowano z pompą, a huczne otwarcie odbyło się na kilka miesięcy przed hiszpańskimi wyborami parlamentarnymi w 2011 roku. Autorom inwestycji najwyraźniej zależało na czasie, bo w chwili otwarcia port nie miał ani zgody na operacje lotnicze, ani umowy z żadną linią lotniczą.

Efekt był łatwy do przewidzenia - lotnisko ponad 4 lata czekało na pierwszy komercyjny lot, który odbył się dopiero we wrześniu 2015 roku. Na niewiele zdały się jednak starania władz lotniska, bo dziś port stoi niemal pusty - lata z niego ledwie kilka samolotów. Stałe połączenia z Castellón-Costa Azahar ma jedynie Londyn (Stansted i Luton) oraz Bukareszt, a w 2020 roku do tego grona dołączy Wiedeń i Marsylia.

Wybudowanie Castellón-Costa Azahar kosztowało ponad 150 mln euro (642 mln zł) i stało się w Hiszpanii przykładem marnotrawstwa pieniędzy. Jego symbolem jest ogromny, kosztujący kilkaset tysięcy euro pomnik umieszczony przed samym wejściem do terminala.

Lotnisko Ciudad Real z okna samolotu podczas startu Lotnisko Ciudad Real z okna samolotu podczas startu fot. Template:Africa Twin / public domain

Ciudad Real (Hiszpania)

Hiszpania ma najwyraźniej pecha do lotniczych inwestycji, bo Castellón-Costa Azahar to niejedyny znany przykład nieudanego lotniska na Półwyspie Iberyjskim. Drugim jest lotnisko-widmo - położony prawie 200 km na południe od Madrytu port Ciudad Real.

Lotnisko powstało w 2009 roku, a rok później zaczęło przyjmować pierwsze loty międzynarodowe. Inwestycja kosztowała prywatną firmę CR Aeropuertos gigantyczne pieniądze - 1,1 mld euro (ok. 4,7 mld zł).

Za tę kwotę wybudowano m.in. terminal przygotowany do obsługi 10 mln osób rocznie i jeden z najdłuższych pasów startowych w Europie o długości 4100 m mogący przyjąć każdy samolot. Zadbano również o dobry dojazd, bo w zamyśle Ciudad Real mógł być zapasowym lotniskiem dla Madrytu. Port połączono z linią kolejową wysokich prędkości Madryt - Sewilla.

Niestety wszystkie operacje lotnicze wstrzymano w 2012 roku z powodu bankructwa CR Aeropuertos - właściciela i operatora inwestycji. Lotnisko zostało ostatecznie sprzedane za zaledwie 56 mln euro (ok. 240 mln zł), wciąż jednak stoi kompletnie puste.

Port lotniczy Montreal-Mirabel - terminal przed rozbiórką Port lotniczy Montreal-Mirabel - terminal przed rozbiórką fot. Yvan leduc / wikimedia / CC BY-SA 3.0 / https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

Montreal-Mirabel (Kanada)

Trzeci przykład pochodzi już spoza Europy, a konkretnie z Kanady. Właśnie tam, 39 km od Montrealu w 1975 roku powstał port Montreal-Mirabel. Lotnisko było gigantyczną inwestycją - miało pomieścić ponad 50 mln pasażerów rocznie i być o największym portem lotniczym na świecie (powierzchniowo), gotowym całkowicie zastąpić główne lotnisko miasta - Montreal-Dorval. 

Ostatecznie planowana rozbudowa Montreal-Mirabel nie doszła do skutku (np. zamiast 6 pasów startowych ukończono 2), a z lotniska niemal nikt nie chciał latać (przeciwna przenosinom była m.in. linia Air Canada). Ogromnym problemem Mirabel była odległa lokalizacja i słaby dojazd do centrum miasta. Komunikacja autobusowa była źle zorganizowana, brakowało (planowanej) kolei dużej prędkości oraz autostrady.

W latach 1975 - 1997 władze przymusowo przekierowywały tam wszystkie loty międzynarodowe (z wyłączeniem USA) z i do Montrealu. Decyzja była kompletnie nietrafiona. W efekcie wiele linii lotniczych zrezygnowała z latania do Montrealu lub przekierowała loty do Toronto. Co więcej, przesiadki w Montrealu na loty krajowe lub do USA oznaczały dla pasażerów zmianę lotniska na położony 50 km dalej Dorval. Okazało się też, że ruch lotniczy w Montrealu nie rósł tak dynamicznie, jak przewidywano.

Megalotnisko Mirabel nigdy nie osiągnęło planowanego ruchu. Władze zdecydowały się ostatecznie na zniesienie nakazu korzystania z uciążliwego portu przenosząc cały ruch pasażerski z powrotem na Dorval (które przemianowano na Montreal-Pierre Elliott Trudeau). W 2002 roku, z powodu braku pasażerów, konieczne było zamknięcie wielkiego hotelu lotniskowego Chateau Aeroport-Mirabel.

Ostatecznie w 2004 roku zakończono loty pasażerskie, a po 10 latach (z powodu wysokich kosztów utrzymania) wyburzono terminal pasażerski (na zdjęciu) i częściowo zlikwidowano okoliczną infrastrukturę, co kosztowało ponad 15 mln dolarów. Dziś dawne megalotnisko obsługuje połączenia cargo i służy szkółkom lotniczym. W oczach Kanadyjczyków jest przykładem fatalnego planowania i marnotrawstwa pieniędzy publicznych.

Lotnisko w Radomiu. Lotnisko w Radomiu. Fot. Andrzej Michalik / Agencja Gazeta

Radom-Sadków (Polska)

Polskim przykładem lotniska, które okazało się zupełną porażką jest oczywiście Radom-Sadków. Niewielki port położony 4 km od centrum Radomia przez lata był obiektem kpin wśród Polaków.

Plany powstania portu lotniczego dla 200-tysięcznego miasta na południu Mazowsza sięgają jeszcze 2006 roku, kiedy to MON wyznaczył pod ziemię pod budowę cywilnego lotniska. Wszystkie zezwolenia uzyskano do 2011 roku, a w 2012 roku przeprowadzono badania środowiskowe. W 2014 roku port został otwarty. Pierwsze połączenia miały wystartować niedługo później, ale tak się nie stało.

Ostatecznie od 2015 roku Radom-Sadków obsługiwał kilka stałych tras, jednak żadna z nich nie wytrzymała próby czasu. Dla przykładu, z Radomia do Rygi latały łotewskie linie Air Baltic, jednak połączenie skasowano po 79 dniach. Ostatnie regularne trasy (Sprint Air) do Pragi, Lwowa i Gdańska zamknięto w październiku 2017 roku. Od tamtego czasu lotnisko stało niemal puste.

W połowie 2018 roku właściciel portu Radom-Sadków złożył wniosek o upadłości i został przejęty przez przedsiębiorstwo PPL. W 2020 roku lotnisko ma zostać otwarte (po przebudowie) jako Port Lotniczy Warszawa-Radom.

Wizualizacja terminalu lotniska Gdynia-Kosakowo Wizualizacja terminalu lotniska Gdynia-Kosakowo fot. materiały prasowe Portu lotniczego Gdynia-Kosakowo

Gdynia-Kosakowo (Polska)

Kolejny przykład z polskiego podwórka to port lotniczy Gdynia-Kosakowo. Gdyńskie lotnisko powstało jeszcze przed II wojną światową, jednak przez niemal cały okres swojego istnienia było wykorzystywane głównie na potrzeby wojskowe. Dopiero w 2006 roku zdecydowano, że port zostanie kompletnie przebudowany i przeznaczony do obsługi ruchu cywilnego. 

Gdynia-Kosakowo miała duży potencjał, aby stać się zapasowym lotniskiem dla Trójmiasta i gdańskiego portu im. Lecha Wałęsy. Tak się jednak nie stało. Pierwsze prace zaczęły się jeszcze w 2007 roku, jednak ostatecznie nigdy nie zostały ukończone. Budowa lotniska została zablokowana w 2014 roku, a więc w końcowych etapach inwestycji. Gwoździem do trumny gdyńskiego portu był ciągnący się latami spór z Komisja Europejską o finansowanie portu.

Gdynia-Kosakowo, jako jedno z nielicznych lotnisko w Polsce ma dwa utwardzone pasy startowe (beton 2,5 km + asfaltobeton 0,8 km). Port jest niemal gotowy, jednak do tej pory nie poleciał z niego żaden pasażer. Dziś na terenie lotniska odbywa się m.in. festiwal Open'er.

View of the Berlin Brandenburg airport's construction site, Brandenburg, Germany. View of the Berlin Brandenburg airport's construction site, Brandenburg, Germany. fot. Olaf Tausch / CC BY 3.0 / Wikimedia / https://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en

Berlin-Brandenburg (Niemcy)

Ostatni z portów na liście co prawda ma jeszcze szanse na lotniczą "karierę", ale już teraz jest wzorcowym przykładem na to, jak lotnisk nie należy budować. Lotnisko Berlin-Brandenburg (BER) jest położone w południowej części Berlina i już 8 lat temu miało przejąć ruch od pozostałych portów w stolicy Niemiec - przestarzałego Berlina-Tegel (TXL) i Berlin-Schönefeld (SXF).

Plany postania tego lotniska ciągnęły się bowiem przez prawie 15 lat, a budowa zaczęła się w 2006 roku. Otwarcie zostało zaplanowane na październik 2011 roku, ale termin ten był stale przekładany z powodu wykrywania kolejnych to usterek i niedoróbek.

W tle przewijały się kolejne afery, splajtowała firma budująca systemem zabezpieczeń przeciwpożarowych, a testy pokazywały, że port wciąż jest niegotowy do obsługi podróżnych. To właśnie niewłaściwie działające systemy przeciwpożarowe i oddymiania przyczyniły się w głównej mierze do klapy tej ogromnej inwestycji. Na dodatek w 2017 roku zbankrutowała linia Air Berlin, która miała stworzyć z budowanego lotniska swoją bazę.

Na ten moment oficjalną datą otwarcia lotniska dla ruchu pasażerskiego jest październik 2020 roku, o czym przekonywał ostatnio dyrektor spółki zarządzającej berlińskimi portami lotniczymi. Niemieckie media - podobnie, jak było to w przypadku poprzednich terminów - podchodzą do tej deklaracji nieufnie.

Więcej o:
Komentarze (293)
Miały być sukcesem, dziś niemal nikt z nich nie lata. Oto sześć lotnisk, które okazały się wielką klapą
Zaloguj się
  • shtalman

    Oceniono 108 razy 100

    Do tej czołówki sukcesów pędem biegnie PiS-dzielski port CPK im Baranów Kaczyńskiego

  • fiqumiku

    Oceniono 74 razy 68

    Szkoda, że nie ma pomysłu na lotnisko we Wloszczowej. Wraz z nowoczesnym peronem Wloszczowa mogłaby stać sie ważnym europejskim węzłem przesiadkowym na miarę Atlanty w USA. Buhahaha.
    Tak właśnie marnotrawią pieniądze politycy, którzy nie przepraciwali uczciwie nawet jednego dnia w życiu

  • wawiak80

    Oceniono 72 razy 68

    Zakładam że władze z PIS zrobią wszystko aby z Radomia ludzie zaczęli latać. Najpierw zamkną Okęcie. Jak to nie pomoże to zamkną Modlin a potem Łódź. Radom głównym lotniskiem dla Warszawy i basta.

  • szmulkacenbogen

    Oceniono 51 razy 45

    Spokojnie, towarzysz Balbina już wyciągnął wnioski - najruchliwszy port lotniczy zostanie zamknięty, radomski rozbudowany a pomiędzy Łodzią a Warszawą powstanie kosmodrom. Do 2035 kiedy to Niemcy będą już oglądać nasze światła wsteczne przekop Mierzei Wiślanej zostanie przedłużony do Balatonu w bratnich Węgrzech co da nieskończone możliwości lądowania wodnopłatów.

  • cehaem

    Oceniono 37 razy 35

    Brakuje jeszcze Babimostu, pardon, Green Mountain International. Z ktorego lataja w 90% urzednicy zalatwiajacy sprawy w Wawie. O, pardon, ostatnio jakis czarter zaczal latac do Turcji...

  • zbieg-z-ciemnogrodu

    Oceniono 36 razy 34

    CPK Baranow - barany wysiadac

  • drdr2

    Oceniono 30 razy 28

    lecialem raz do Radomia, 4 pasażerów plus załoga, to dopiero ślad węglowy... zrobiłem błąd idąc do kibelka po locie, gdy po chwili wyszedłem, wszystkie taksówki z postoju odjechały nie mając nadziei na pasażera

  • starblast

    Oceniono 31 razy 27

    Polskie lotnicze klapy dziwnym trafem zapoczątkowane w latach 2005-2007 kiedy rządziła kacza banda. Kontynuowana przez następców bo umów zawartych przez głupków nie da się cofnąć. Mierzeja ma być nieopłacalna, zwrot inwestycji za circa 450 lat. Centralny Port Lotniczy w Baranowie też jest odradzany, ale władza musi wywalić na coś hajs. Kacza inżynieria wyjątkowo nieudana.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX