A miało być tak pięknie. MON kupuje ułamek tego, co chciał i ogłasza sukces

Kupujemy amerykańskie wyrzutnie rakiet HIMARS. Z jednej strony to nowoczesna i bardzo potrzebna polskiemu wojsku broń. Z drugiej oznacza klęskę polskiego przemysłu zbrojeniowego i uzależnienie się od Amerykanów. Co więcej, kupujemy znacznie mniej niż chcieliśmy i - jak mówią eksperci - w wypadku wojny sprowadzona z USA broń nie wpłynie istotnie na jej przebieg.

- Z punktu widzenia wojska to ważny zakup. 20 wyrzutni i nie więcej niż 300 pocisków to stosunkowo niewiele, ale odzyskujemy jednak zdolności atakowania oddalonych celów, które straciliśmy dwie dekady temu po wycofaniu radzieckich systemów - mówi Michał Likowski, redaktor naczelny miesięcznika "RAPORT-wto".

Dodaje natomiast: - Z punktu widzenia polskiego przemysłu zbrojeniowego jest to jednak klęska. Mieliśmy produkować na licencji podstawowe pociski rakietowe, wyrzutnie, osadzać je na naszych ciężarówkach i integrować naszym systemem dowodzenia. Ostatecznie sprowadzimy wszystko z USA.

- Szczerze zastanawiam się jaki cel mają w tym Amerykanie, bo przecież muszą mieć świadomość, że uzależniając nas tak bardzo od własnego przemysłu i systemu dowodzenia, nie do końca działają na naszą korzyść. Relacje w NATO nie mogą sprowadzać się tylko do zrobienia biznesu - komentował w wywiadzie dla next.gazeta.pl generał Bogusław Pacek.

Pokazowy sukces 

Zakup systemu HIMARS został formalnie ogłoszony w niedzielę, na wspólnej konferencji premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Mariusza Błaszczaka. Wydarzenie wpisywało się w nową tradycję MON, który o ważnych wydarzeniach w zakresie zakupów informuje dobę wcześniej. Oficjalne podpisanie dokumentów ma mieć miejsce w środę, na marginesie odbywającego się w Warszawie szczytu bliskowschodniego.

Według nieoficjalnych informacji MON wcześniej bardzo naciskał na Amerykanów, aby móc podpisać umowę do końca 2018 roku. Teoretycznie wszystko było gotowe, ale sprawa została jednak odłożona w czasie. Najwyraźniej została przetrzymana do czasu odbywającego się w Warszawie szczytu. Umowę można teraz podpisać w obecności wysokiej rangi gości z Waszyngtonu.

Niedoszły program Homar był do tego wykorzystywany już wcześniej. Podczas wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie w 2017 roku minister Antoni Macierewicz triumfalnie ogłosił, że kupimy wyrzutnie rakiet od Amerykanów. Wywołał tym niemałe zaskoczenie w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, która prowadziła wówczas jeszcze negocjacje z Izraelczykami i nie chciała przesądzać o wyborze oferty z USA.

Wyrzutnia systemu HIMARS w standardowej konfiguracji wojska USA. Takie kupuje PolskaWyrzutnia systemu HIMARS w standardowej konfiguracji wojska USA. Takie kupuje Polska Fot. Lockheed Martin

Tak miała wyglądać wyrzutnia systemu Homar według PGZTak miała wyglądać wyrzutnia systemu Homar według PGZ Fot. PGZ

Z Homara została skorupa

Choć MON w swoich komunikatach twierdzi teraz, że zakup amerykańskich wyrzutni to realizacja programu Homar, to tak nie jest. Ten był znacznie szerszy, ambitniejszy, ale też droższy. To co jest realizowane obecnie, to ewentualnie skorupa homara. Opcja nisko kosztowa, która nie spełnia części formalnych wymogów stawianych pierwotnie przez wojskowych.

Podstawową różnicą jest to, że kupujemy wyposażenie dla jednego dywizjonu artylerii, a nie trzech. Oznacza to 18 wyrzutni bojowych i dwie szkolne, zamiast 56 bojowych i dwóch szkolnych. Macierewicz swojego czasu sugerował wręcz, że tych wyrzutni powinno być 160, ponieważ taki miał być wniosek ze Strategicznego Przeglądu Obronnego, przeprowadzonego w latach 2016-2017.

- Minimalne potrzeby określano na trzy dywizjony. Zakupienie teraz jednego oznacza, że uzyskamy pewną zdolność odstraszania, ale nie realnego wpływu na przebieg konfliktu zbrojnego - mówi Likowski. Po prostu 18 wyrzutni to mało. Sama ich obecność wymusza na potencjalnym przeciwniku podjęcie różnych środków zaradczych. Stwarzają bowiem ryzyko, że Polacy zaatakują jakieś cenne dowództwo, skład czy most nawet 300 km od linii frontu (choć to teoria, bo nikt nie podjedzie wyrzutnią HIMARS na linię frontu). Jednak kiedy przyjdzie co do czego i rozpocznie się otwarta wojna, to te 18 wyrzutni nie wystarczy do poczynienia wielkich szkód.

Co więcej, MON kupuje do owych 18 wyrzutni bojowych 300 rakiet (270 prostszych GMLRS o zasięgu do 70km i 30 ATACMS o zasięgu do 300 km). Wcześniej planowano zakup dwa razy większej ilości.

Odpalenie rakiety ATACMS z wyrzutni gąsienicowej M270. Będzie to pocisk o największym zasięgu w historii polskich wojsk lądowychOdpalenie rakiety ATACMS z wyrzutni gąsienicowej M270. Będzie to pocisk o największym zasięgu w historii polskich wojsk lądowych US DoD

- Ponieważ kupujemy teraz tylko jeden dywizjon, to ograniczenie ilości kupowanych z nim rakiet i wzięcie ich starszej wersji jest moim zdaniem sensowne. Skoro ma raczej odstraszać samym swoim istnieniem i służyć do treningu oraz zbierania doświadczeń, to można teraz zaoszczędzić, a w przyszłości kupić obecnie opracowywany oręż nowej generacji z o wiele większymi możliwościami operacyjnymi - zastrzega Likowski.

Nie oznacza to jednak, że nie poniesiemy w przyszłości dodatkowego kosztu wynikającego z dokupienia amunicji. MON wielokrotnie używa zwrotu, że kupowany właśnie dywizjon jest "pierwszym", co sugeruje, iż będą kolejne. Nie wiadomo jednak kiedy i w jakim kształcie. - Moim zdaniem na ewentualne dokupienie kolejnych dywizjonów musimy czekać przynajmniej na lata 2022-2025. Wcześniej prawdopodobnie nie będzie pieniędzy - ocenia Likowski. Do tego czasu może się jednak zmienić rząd, a wraz z nim plany. Tak samo jak zmieniały się na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Miał być Homar, będzie HIMARS. Czym to się różniMiał być Homar, będzie HIMARS. Czym to się różni Fot. gazeta.pl

Teraz taniej, ale potem... 

Kluczową różnicą jest jednak to, że nie kupujemy w znacznej mierze polskiego systemu Homar, ale czysto amerykański HIMARS koncernu Lockheed Martin. Założenia tego pierwszego były bardzo ambitne. Być może za bardzo.

W Polsce w fabryce MESKO miały na licencji powstawać rakiety GMLRS (poza pewnymi podzespołami, których Amerykanie nie chcą eksportować, na przykład układ naprowadzania), wyrzutnie, ciężarówki na których zostaną one ustawione (z firmy Jelcz) a wszystko miał spinać razem polski system dowodzenia dla artylerii o nazwie Topaz. Bez niego wyrzutnie HIMARS będą lepiej się nadawały do współdziałania z wojskiem USA niż polskim. Topaz jest jednym z bardziej udanych produktów polskiej zbrojeniówki i bardzo ułatwia życie artylerzystom.

Co więcej, to polskie firmy miały dostarczać różny dodatkowy sprzęt wsparcia, taki jak na przykład mobilne centra dowodzenia czy pojazdy z zapasową amunicją. Polskie firmy miały odpowiadać za serwis większości elementów całego systemu. Miały też uczestniczyć wspólnie z Amerykanami w rozwoju rakiet.

Rumuni też zamówili systemy HIMARS z USA. Pod koniec 2017 roku PGZ tak pokazywała, jakie zalety będzie miało polskie podejście w postaci programu Homar nad 'opcją rumuńską'Rumuni też zamówili systemy HIMARS z USA. Pod koniec 2017 roku PGZ tak pokazywała, jakie zalety będzie miało polskie podejście w postaci programu Homar nad 'opcją rumuńską' Fot. PGZ

Za te wszystkie dodatki trzeba dodatkowo płacić. Żadne firmy zbrojeniowe nie oddadzą swoich technologii za darmo. Był więc pewne, że w przeliczeniu na jeden dywizjon, polski Homar będzie wyraźnie droższy niż amerykański HIMARS. Tu pojawia się jednak bardzo ważne, ale mało znane i mało atrakcyjne pojęcie LCC - Life Cycle Cost, czyli koszt zakupu i utrzymania w całym okresie używania danego systemu. Dla takiego sprzętu jak wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu, to co najmniej 30 lat. Homar miał być niemal w całości serwisowany i w jakimś stopniu modernizowany w Polsce. Na HIMARS-ie zarobią tylko Amerykanie. Będziemy też od nich całkowicie zależni.

Decyzja MON o zakupie HIMARS-ów kłóci się więc z wielokrotnie składanymi przez polityków PIS deklaracji o tym, jak bardzo zależy im na polskim przemyśle zbrojeniowym. Tym, który według premiera Morawieckiego ma być "kołem zamachowym" polskiej gospodarki i źródłem innowacji. Nawet teraz minister Błaszczak publicznie deklaruje, że swoimi decyzjami "odbudowuje" polski przemysł zbrojeniowy.


Tymczasem w notującej straty PGZ panuje atmosfera - delikatnie rzecz ujmując - rozczarowania decyzjami MON w sprawie programu Homar. Oficjalnie jest cisza, nieoficjalnie płyną komentarze pełne frustracji.

- Amerykanie biznesowo, finansowo rozegrali to znakomicie. Dla nich to jest świetny interes, bo zapewnili sobie zapewne większe pieniądze z tytułu eksploatacji tego sprzętu niż ze sprzedaży. To jest bardzo jednostronna i częściowo niekorzystna umowa dla Polski z punktu widzenia nie tylko finansów, ale przede wszystkim z punktu widzenia zdolności obronnych w przyszłości - komentuje generał Pacek.

 

Miało być pięknie, jak będzie - nie wiadomo 

Ministerstwo twierdzi, że musiało podjąć taką, a nie inną decyzję, ponieważ oferta polskiego przemysłu miała znacząco przekraczać założony budżet. Nie wiadomo, ile wynosiła, jednak nieoficjalnie pojawiają się kwoty od 9 do 14 miliardów złotych. HIMARS prosto od Amerykanów to natomiast 1,5 miliarda złotych. Widać więc, że na początku rzeczywiście będzie wyraźnie taniej. Czy taniej będzie na przestrzeni 30 lat? Tego już nie wiadomo i nie sposób wyliczyć bez dostępu do dokumentacji z negocjacji pomiędzy PGZ a Lockheed Martin.

MON dodaje, że liczył się też czas. Negocjacje przemysłu z Amerykanami przeciągały się i pod koniec 2017 roku utknęły w martwym punkcie. Przedstawiciele PGZ nieoficjalnie mówią, że sojusznicy po deklaracji Macierewicza poczuli się silni i znacznie usztywnili swoje stanowisko, windując cenę i ograniczając skalę transferu technologii. Amerykanie nieoficjalnie twierdzą coś odwrotnego, zarzucając Polakom brak profesjonalizmu i nierealistyczne oczekiwania. MON postanowiło to przeciąć i w połowie 2018 roku skasowało cały program Homar w dotychczasowej formie, przystępując do negocjacji bezpośrednio z rządem USA. Obecny zakup HIMARS-ów jest tego efektem. Po drodze zmarnowano jednak kilka lat.

- To pokazuje przede wszystkim nasze problemy z planowaniem i realizacją programów zbrojeniowych. Jeszcze do 2015 roku, kiedy za całe przedsięwzięcie odpowiadało konsorcjum z Hutą Stalowa Wola na czele, wydawało się, że to się uda. Potem program przejęła jednak nieprzygotowana wówczas Polska Grupa Zbrojeniowa, zmieniano założenia i strategie negocjacyjne, a problemy pogłębiły kolejne zmiany kadrowe. Także MON rezerwował na program zbyt mało środków. W dużej mierze sami doprowadziliśmy do smutnego finału - stwierdza Likowski.

Więcej o:
Komentarze (335)
HIMARS prosto od Amerykanów. Smutny finał programu Homar
Zaloguj się
  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 48 razy 36

    Największym problemem po rządach PIS jest całkowite rozwalenie wielu sektorów gospodarki i instytucji publicznych. Wojsko zostało wręcz zmasakrowane.

  • maxthebrindle

    Oceniono 42 razy 32

    Po pierwsze - mialo być wspieranie polskiego przemyslu.
    Po drugie - podobno jest w cholerę kasy z pięknie uszczelnionego systemu podatkowego.
    Po trzecie i najważniejze - kupujemy mało, od obcych ale za to najtaniej, bo kasy brak...
    Ale ciemny lud pisowski i tak to kupi jako sukces...

  • zlotto

    Oceniono 31 razy 25

    Grunt ze papcio Anton kupil krowki dla swego Misia. Tylko misio lakomczuszek zezarl wszystkie od razu i rozbolal go zab. Straty WP to tona krowek, trzech generalow i jeden zab.

  • jtby

    Oceniono 31 razy 23

    Zdaje się, że te 300 rakiet w razie ataku Rosji, to może wywołać u nich łaskotki, a co najwyżej drobne zadrapania. O ile zdążymy je w ogóle odpalić i wiedzieć gdzie celować.
    Może od razu polecieć przekazem dla ciemnego luda, że mamy tajną broń jądrową - Mały ukrywa ją w slipach.

  • jacmenos

    Oceniono 29 razy 23

    Naprawdę nudzą mnie już te pytania ! Dlaczego nie kupili ? Dlaczego? - to wygląda na sabotaż !
    Rozbrojenie armii ? Obca agentura ? Łapówki ? - to jest już po prostu nudne ! Zapytajcie Antka
    ( tego od Mistrali za 1 USD ) i jego kolegów !

  • krynolinka

    Oceniono 22 razy 18

    Częściowo polskie miały być, no i będą, bo zapłacone, potem się biało czerwone zatknie i co, jak nie nasze!

  • chi-neng

    Oceniono 19 razy 17

    Piieniedze, ktore mialy byc na uzbrojenie, szalony Antek utopil w zespolach, podzespolach pseudo-expertow od katastrofy smolenskiej.
    Reszte wladowal w ekshumacje i odszkodowania.
    Nie pomne fazy pomnikowej, Misiewiczow i nakrecania filmow, etc....etc...
    A wszystko to DLA LECHA I JARA KACZYNSKICH!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX