Jednocyfrowe bezrobocie? Tak, ale tylko w połowie kraju

Rekordowo niskie bezrobocie według danych z Urzędów Pracy i jego lekki wzrost, gdy wziąć pod uwagę wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – takie dane o rynku pracy przedstawił Główny Urząd Statystyczny.

9,5 proc. wyniosła w kwietniu oficjalna stopa bezrobocia w Polsce. To oznacza spadek o 0,5 pp. miesiąc do miesiąca (z poziomu 10,0 proc.) i o 1,6 pp. rok do roku (z poziomu 11,1 proc.). Kwiecień zwykle jest dobrym miesiącem na rynku pracy ze względu na rosnące zatrudnienie w sezonowych branżach, takich jak np. budownictwo czy turystyka. Ta zasada potwierdziła się i w tym roku.

Co dalej? Dalej powinno być tylko lepiej – twierdzą analitycy, zgodnie prognozując, że pod koniec roku bezrobocie będzie jeszcze niższe niż obecnie. O ile niższe? Tu już nie ma pełnej zgody. Optymiści mówią o poziomie „nieco powyżej 8 proc.”, ostrożniejsi przewidują, że stopa bezrobocia zejdzie w okolice 9 proc.

W komentarzach do danych GUS można przeczytać, że wreszcie zostawiamy za sobą erę dwucyfrowego bezrobocia. Jednak to spostrzeżenie jest prawdziwe tylko wtedy, gdy na Polskę patrzymy jako na całość. W ośmiu województwach stopa bezrobocia wciąż przekracza 10 proc., a w pięciu – nawet 12 proc. Najlepsza sytuacja jest w województwie wielkopolskim (6,0 proc.), najgorsza – w warmińsko-mazurskim (15,6 proc.).

Równocześnie Główny Urząd Statystyczny opublikował dane z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. Są one lekko opóźnione w stosunku do rejestrowych, bo opisują sytuację na rynku pracy w pierwszym kwartale 2016 r. – a więc najsłabszym ze względu na sezonowe wahania. I te dane też nie wyglądają źle. W pierwszym kwartale tego roku wskaźnik bezrobocia według BAEL wyniósł 7,0 proc. To oznacza wzrost o 0,1 pp. w stosunku do poprzedniego kwartału, ale równocześnie spadek o 1,6 pp. (z poziomu 8,6 proc.) w porównaniu z okresem styczeń-marzec 2015 r.

Co ważne, według BAEL w Polsce nie ma aż tak wielkich enklaw bezrobocia, na jakie wskazują dane rejestrowe. W województwach, w których o pracę jest najłatwiej (lubuskie, małopolskie, opolskie, śląskie i wielkopolskie), realna stopa bezrobocia wynosi od 5,3 do 5,8 proc. Natomiast tam, gdzie sytuacja wygląda najgorzej (województwo lubelskie, świętokrzyskie, podkarpackie i warmińsko-mazurskie) wbrew swojej woli nie pracuje od 10 do 10,8 proc. mieszkańców. To oznacza, że w rejonach najbardziej dotkniętych bezrobociem pracy nie ma co dziewiąta osoba zainteresowana jej podjęciem, a nie co szósta, jak mówią dane oficjalne. To spora różnica.

Jak to liczą urzędy a jak BAEL?

Czym dokładnie różnią się dane rejestrowe od danych BAEL? Według oficjalnych statystyk bycie bezrobotnym jest równoznaczne z posiadaniem statusu bezrobotnego w Urzędzie Pracy. Bezrobotnym przestaje więc być osoba, która znajdzie pracę, ale np. ktoś, kto nie potwierdzi gotowości do podjęcia pracy, zostanie wykreślony z rejestru, mimo że nadal nie będzie pracował.

Z kolei według metodologii BAEL formalna rejestracja w urzędzie nie ma żadnego znaczenia. Bezrobotną jest każda osoba w wieku 15-74 lata, która równocześnie spełnia trzy warunki:
- w tygodniu, w którym przeprowadzano badanie, nie pracowała
- aktywnie poszukiwała pracy
- była gotowa podjąć pracę w ciągu dwóch tygodni następujących po tygodniu badania.

Bezrobotnym według BAEL nie jest więc ktoś, kto pracuje na czarno (nie spełnia pierwszego warunku) ani osoba, która wprawdzie nie pracuje, ale też pracować nie ma zamiaru (trzeci warunek). Generalnie tego typu badanie lepiej opisuje rzeczywistość niż dane rejestrowe, choć trzeba pamiętać, że powstaje w oparciu o ankiety, a nie twarde dane. Wiarygodność wyniku zależy więc od prawdomówności respondentów.

Komentarze (2)
Jednocyfrowe bezrobocie? Tak, ale tylko w połowie kraju
Zaloguj się
  • gazeta_login

    0

    "Bezrobotnym przestaje więc być osoba, która znajdzie pracę". Dobrze, że autor podał definicję bezrobotnego wg Urzędu Pracy. Warto dodać, że dla urzędu pracą jest każda czynność, którą jakiś podmiot udokumentuje na świstku papieru. Czyli np. sklepikarz da bezrobotnemu zarobić 20 zł przy noszeniu skrzynek z kartoflami, co trwało pół godziny. Wystawia umowę śmieciową. Automatycznie bezrobotny przestaje być bezrobotny, czyli musi się wyrejestrować, albo zapłaci karę. A następnego dnia musi znowu się rejestrować. Po dwóch dniach sąsiad da bezrobotnemu zarobić 20 zł za koszenie trawnika - znowu trzeba jechać do urzędu aby się wyrejestrować a dzień później po skoszeniu trawy znowu rejestrować. To, co bezrobotny zarobi (20 zł) akurat wyda na dojazd do urzędu. W rezultacie narobi się, najeździ, naskłada dokumentów i nie zarobi ani grosza. Po co takie przepisy stworzono? Aby się nie opłacało rejestrować. I większość ludzi się nie rejestruje, tylko żyje z marnych chałtur, bez ubezpieczenia. Zaś politycy chwalą się, że maleje bezrobocie. Polska prawie 30 lat po obaleniu komuny.

  • marekzy

    0

    Nie mm nic ciekawego do powiedzenie w tej sprawie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX