Państwowy właściciel to zły właściciel. Ma w nosie oszczędności Kowalskiego

Marcin Kaczmarczyk
Kupowanie akcji spółek, w których znaczący pakiet akcji ma skarb państwa to akt naprawdę dużej odwagi. Nie ma na naszej giełdzie dużej spółki zarządzanej przez prezesów wybieranych przez polityków, której akcje podrożały w ciągu minionych 12 miesięcy.

Jeżeli ktoś wpadł na pomysł, by rok temu zainwestować w akcje jakiejkolwiek znanej polskiej spółki, w której najwięcej do gadania ma skarb państwa i wyznaczeni przez niego menedżerowie, to zrobił poważny błąd. Akcje wszystkich tych firm potaniały w ciągu minionych 12 miesięcy.

Czasem te spadki były potężne. Kto kupił z początkiem czerwca 2015 roku akcje np. PKP Cargo, Energii lub Bogdanki, ten do dzisiaj stracił około 60 proc. wartości zainwestowanych środków. Kto uwierzył w polską miedź z KGHM, ten pozbył się w ciągu roku połowy swoich oszczędności, a kogo przyciągnęła siła marki PZU lub PKO BP, ten może się teraz zastanawiać, dlaczego wartość kupionego rok temu pakietu akcji spadła o niecałe 30 proc.

Złym pomysłem było nawet kupienie akcji Orlenu lub Lotosu. Akcje tych spółek spadły w ciągu 12 miesięcy co prawda „tylko” odpowiednio o 2,78 proc. i 1,42 proc., ale nadal to była strata. Nie zarobiliśmy na wzroście ich kursu.

Trudne czasy, prywatne lepsze

Zarządy państwowych spółek nie miały ostatnio łatwo. Globalne lęki o Chiny, Brexit i wzrost stóp procentowych w USA wpływały na spadki wartości również spółek, którymi kierowały. Od początku czerwca 2015 roku do teraz WIG20 stracił niecałe 27 proc., WIG30 niecałe 26 proc., a WIG niecałe 19 proc. Na tym tle wspomniane wyniki Lotosu i Orlenu wyglądają całkiem dobrze. Szczególnie wiele na całym świecie traciły koncerny surowcowe – a tak wyszło, że to w Polsce głównie firmy ze znaczącym udziałem skarbu państwa.

Czytaj też: W pierwszej połowie maja przez spadki cen węgla koksowniczego wiele straciło JSW. 

Jednak nasze państwo zamiast pomóc spółkom, których posiada duże pakiety akcji, jeszcze im to życie utrudniało. Banki zostały np. obciążone nowym podatkiem bankowym. Firmy energetyczne stały się istotnym elementem układanki mającej na celu uratowanie polskiego górnictwa. Troska o zyski mniejszościowych właścicieli ich akcji (a więc pieniądze prywatnych inwestorów giełdowych, w tym drobnych) nie ma teraz dla skarbu państwa największego znaczenia.

Czytaj też: Zobacz co stało się z kursem PGNiG, kiedy poinformowano o tym, że zakupi elektrociepłownię od Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Prywatne firmy na GPW radzą sobie lepiej. Na przykład wśród spółek z indeksu WIG20 akcje Eurocashu, wielkiej sieci hurtowni, w której większościowy pakiet akcji należy do portugalskiego inwestora, zyskały ponad 30 proc., mimo że to firma, która może wiele stracić przez podatek handlowy. Wśród spółek chemicznych państwowe wylądowały na minusie, papiery dwóch prywatnych zyskały – w tym sprzedanego niedawno Ciechu. Wśród energetycznych straciły wszystkie, gdzie skarb państwa ma decydujący głos – wzrósł kurs wyłącznie akcji Kogeneracji, grupy elektrociepłowni kontrolowanej przez francuski koncern EDF.

Tak więc dla inwestora giełdowego jedno jest pewne – państwowe znaczy tyle, co gorsze.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"

Komentarze (2)
Państwowy właściciel to zły właściciel. Ma w nosie oszczędności Kowalskiego
Zaloguj się
  • janmikolaj1

    Oceniono 1 raz -1

    Za to prywatni właściciele firm bardzo sobie poważają oszczędności Kowalskiego, szczególnie banki i firmy ubezpieczeniowe. Wcale nie chodzi im o to by te oszczędności Kowalskiego zagrabić.

  • aa1000

    0

    Lotos niebawem zostanie "rozsławiony" na koszulkach polskich piłkarzy ręcznych [wiadomy duet zapewne się dogada - związek już liczy kasę], a akcje po Olimpiadzie poszybują jak nasze orły.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX