Co będzie, gdy bankowiec zostanie prezydentem? "Zadekretuję, by za każdą nową ustawę, dwie inne zostały uchylone"

Steen Jakobsen, główny ekonomista Saxo Bank, znanego duńskiego banku inwestycyjnego, słynie z wyrazistych i oryginalnych komentarzy. W jednym z najnowszych rozważa, jaką politykę by prowadził, gdyby został prezydentem.

- W ramach moich licznych podróży odwiedzam rocznie ponad 30 krajów i jedno z pytań, które słyszę najczęściej, to "co byś zrobił, gdybyś był prezydentem?". Ponieważ nie cofam się przed żadnym wyzwaniem przez lata starałem się dopracować „program prezydenta Jakobsena”, który ostatecznie przyjął następującą postać - rozpoczyna swój komentarz człowiek kojarzony z rynkowymi i makroekonomicznymi prognozami pisanymi często tak, by zostały odebrane, jako kontrowersyjne.

Rdzeń programu polityczno-gospodarczego „prezydenta” Jakobsena sprowadza się do czterech punktów. Po pierwsze, przez całą kadencję nie przejawi absolutnie żadnej inicjatywy. Po drugie, zadekretuje, by za każdą nową ustawę przyjętą przez parlament dwie inne zostały uchylone. Zadecyduje też, by stopa wzrostu w sektorze publicznym na najbliższe dziesięć lat, była co najmniej zerowa - zatem żadnych nowych wydatków publicznych. No i jego zdaniem inwestycje w podstawowe badania naukowe i wojsko mają rosnąć proporcjonalnie do PKB.

Dobrze, gdy politycy nic nie robią

Steen Jakobsen w swoim oryginalnym komentarzu próbuje przekonać nas do przedstawionego, nie oszukujmy się, że bardzo radykalnego programu.

- Istnieją liczne dowody na to, że program, w ramach którego politycy nic nie robią, to najlepsze lekarstwo dla każdej gospodarki. W Grecji i we Francji system polityczny utrudnia prowadzenie działalności i tworzenie miejsc pracy. W Belgii, w której przez dwa lata nie było żadnego rządu, wszystkie wskaźniki makroekonomiczne w tym okresie uległy wyraźnej poprawie - zauważa. Dlatego bezczynność polityków jest cenna. To duża wartość.

Gospodarka, jak twierdzi Jakobsen, napędzana jest strukturami na poziomie mikro. To m.in. małe przedsiębiorstwa, ambitni nauczyciele i przedsiębiorcy, którzy dążą do opracowania lepszych produktów, idei i systemów.

Jakobsen bardzo wierzy w siłę rynku - zwłaszcza wtedy, gdy składa się głównie z małych i średnich firm. Żyjemy jego zdaniem w czasach za dużych ingerencji rządu, banków centralnych i ekonomistów. Za mało mamy natomiast studentów, małych i średnich przedsiębiorstw, zachęt gospodarczych i podstawowych badań naukowych.

- W ten weekend na okładce The Economist widniał tytuł: „Wolność słowa zagrożona”. Osobiście dorzuciłbym: „podobnie jak wolny handel, wolne rynki i wolne myślenie” - dodaje.

Dla polityków jest bezlitosny. - Moja bezczynność podczas całej kadencji umożliwi społeczeństwu dokonanie kroku naprzód i dostrzeżenie niestosowności spektaklu, w ramach którego politycy z parciem na szkło stale domagają się naszej uwagi z kompletnie niewłaściwych przyczyn i słuchają samych siebie zamiast ustanawiać cele, które dany kraj powinien osiągnąć za 10, 20 i 30 lat - twierdzi.

Steen JakobsenSteen Jakobsen Fot: Saxo Bank

Jedna ustawa zamiast dwóch starych

Problemem każdego kraju jest dzisiaj, wg ekonomisty z duńskiego banku, przesadna biurokracja i papierologia. Chce uprościć system sądownictwa. Odwołuje się przy tym do przykładu konstytucji Stanów Zjednoczonych. - Amerykańska konstytucja liczy sobie raptem 4 543 słów - mniej niż wiele moich artykułów! To najstarsza i najkrótsza spisana konstytucja znaczącego kraju na świecie - pisze.

Bardzo ważne jest, twierdzi Jakobsen, by wszystkie zapisy w ustawach wymagały określenia terminu ich wygaśnięcia, o ile nie zostaną wcześniej ustawowo przedłużone. Zasada ta, przypomina, pochodzi z czasów republiki rzymskiej, kiedy to prawo senatu do pobierania specjalnych podatków i kierowania siłami wojska było ograniczone, zarówno pod względem czasu, jak i zakresu.

Za dużo świadczeń socjalnych

Program 500+ z pewnością Jakobsenowi by się nie spodobał. - Absolutnie jasne jest dla mnie, że demokracja i wzrost gospodarczy są zagrożone w momencie, gdy 50 proc. populacji to beneficjenci świadczeń socjalnych. W takiej sytuacji grupa ta ma doskonały powód, by nie dążyć do żadnych zmian, nawet pomimo faktu, iż dla społeczności ogółem - w tym również dla osób żyjących z zasiłków - takie rozwiązanie to czysta strata netto! - argumentuje.

Jego zdaniem demokracja jest najsłabsza wówczas, gdy społeczeństwo staje się bierne, a głosowanie za utrzymaniem status quo staje się normą.

Czytaj też: Zwykli ludzie mają dość. W stosunku do PKB zarabiają najmniej w historii. Tymczasem zyski korporacji są rekordowo wysokie. Tak pisał Jakobsen w marcu.

Więcej środków na badania naukowe, edukację i wojsko

Oba te sektory - jak uważa Jakobsen - powinny rosnąć proporcjonalnie do PKB. Badania, ponieważ z licznych opracowań wiemy, że im lepszy jest stan podstawowych badań naukowych i średni poziom wykształcenia ludności, tym wyższy jest poziom innowacyjności, produktywności i zatrudnienia (co z kolei obniża koszty świadczeń socjalnych).

Najbogatsze państwa świata mają jedną wspólną cechę: ponadprzeciętny poziom wykształcenia. Szwecja, Norwegia, Dania, Holandia, Singapur, Niemcy, Australia, Kanada - wszystkie te kraje odnotowują dobre wyniki w zakresie edukacji, a ich zamożność to nie przypadek.

A wojsko? Tutaj wydatki powinny rosnąć z kilku powodów. Najważniejszy, na który wskazuje główny ekonomista Saxo Banku, to fakt, iż silna armia zmniejsza prawdopodobieństwo, że będziemy musieli kiedyś jej użyć.

Ale to nie wszystko. - Nic tak skutecznie nie zniechęca do konfliktów niż potencjał obronny przeciwnika. Wydatki na wojsko idą również w parze z wysokorozwiniętą technologią i powiązaną z nią innowacyjnością. Wreszcie najbardziej produktywna przyczyna: wojsko to jeden z najlepszych sposobów na szkolenie młodzieży - uczy, że dyscyplina i praca zespołowa nieuchronnie przekładają się na siłę zarówno armii, jak i tożsamości państwowej - tłumaczy Steen Jakobsen.

Na koniec: dobra, czy zła wiadomość?

Pod koniec oryginalnego komentarza ekonomista z banku inwestycyjnego stara się jak najprościej zdiagnozować przyczyny globalnej stagnacji. Wszystko, jego zdaniem, zależy od prostoty i przejrzystości. - Ludzie nie są przyzwyczajeni do pamiętania więcej niż trzech rzeczy naraz, przez co potrzebują swoistych ram: zachęty i kierunku; wizji i produktywności; wykształcenia i podstawowych badań naukowych - pisze.

I dlatego - uważa - brakuje nam wolnego rynku, wiary w podział pracy i mobilności społecznej. Mamy za to najniższą produktywność w historii, rekordowy poziom nierówności, największe rządy i interwencje banków centralnych.

Pada przy tym jeszcze jedno bardzo ważne zdanie. - Na koniec pragnę podkreślić, że nigdy i nigdzie nie będę kandydował na prezydenta.

Martwić się, czy cieszyć?

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"

Więcej o:
Komentarze (28)
Co będzie, gdy bankowiec zostanie prezydentem? "Zadekretuję, by za każdą nową ustawę, dwie inne zostały uchylone"
Zaloguj się
  • irocx

    Oceniono 3 razy -3

    "W Grecji i we Francji system polityczny utrudnia prowadzenie działalności i tworzenie miejsc pracy. " - gdzie są ci mityczni Tworzyciele Miejsc Pracy, skoro na całym świecie zwalnia się i redukuje etaty?

  • norman67

    Oceniono 2 razy -2

    Po co banksterom prezydentura, nigdzie tyle nie ukradną, co w banku.

  • poljack

    Oceniono 4 razy -2

    Petru dopiero byłby wielkim prezydentem .

  • agnrodis

    Oceniono 1 raz -1

    Przyczyna globalnej stagnacji jest to, ze banki ( zwlaszcza te Amerynanskei) wszystko rozkradly i zostawily ludzi bez pieniedzy i bez pracy. Ci co nie maja pieniedzy nie kupuja, a to zabija przemysl, no i spirala idzie w dol. Banki i to przede wszystkim banki, sa przyczyna upadku swiatowej ekonomii!!!

  • agnrodis

    Oceniono 3 razy -1

    To znaczy tylko tyle, ze facet jest idiota!

  • as.pik

    Oceniono 2 razy 0

    To, że takie poglądy uważa się za kontrowersyjne, jest miernikiem stopnia upadku naszej cywilizacji.

  • arend_dickmann

    Oceniono 2 razy 0

    Na prezydenta Polski go! W historii naszego kraju nie raz władzę sprawowali obcokrajowcy i niekiedy całkiem dobrze im to szło. Tym bardziej, że struktura władzy w I RP niewiele różniła się od współczesnego systemu prezydenckiego. Do tego jeszcze system demokracji większościowe przestawić na demokrację konsensualną, ordynację sejmu i senatu ze sobą zamienić (do sejmu JOWy, a do senatu większościowa), zakazać budżetu z deficytem i sytuacja w kraju mogłaby się bardzo szybko zmienić na lepsze.

  • g.k.marek

    Oceniono 6 razy 0

    Następny bankster od "dziadowskiego państwa"?

  • megaron2

    Oceniono 6 razy 0

    Fajny program, gdy się chce być prezydentem takiej Szwajcarii, czy Danii. A czy to samo pasuje do takiej Ukrainy, z uzbrojoną po zęby Rosją za płotem? Albo Serbii, czy Albanii z 18% bezrobociem? A co do tej Belgii, to brak sprawnego rządu był jedną z przyczyn zamiany tego kraju w matecznik terrorystów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX