Nowa Zelandia jest naprawdę zdesperowana, aby ściągać pracowników. Opłaci przelot i pobyt kandydatom z całego świata

Naprawdę zdeterminowana jest Nowa Zelandia, by ściągać do pracy ludzi z zagranicy. Opłaci przelot i pobyt kandydatom z każdego miejsca na świecie, byle tylko przybyli na rozmowę kwalifikacyjną i rozejrzeli się po stolicy kraju.

Stolica Nowej Zelandii, Wellington, jest regionalnym centrum technologii i innowacji. Nazywana jest wręcz „Silicon Welly”, co ma oczywiście nawiązywać do amerykańskiej „Silicon Valley”, czyli Doliny Krzemowej.

Silicon Welly rozwija się w szybkim tempie, zaczyna brakować tam ludzi po pracy w zawodach technicznych. Rząd we współpracy z firmami rekrutacyjnymi  postanowił uruchomić więc program Looksee Wellington, w ramach którego zafunduje przeloty i pobyt w Wellington kandydatom do pracy z całego świata. Nowozelandczycy szukają m.in. programistów, dyrektorów kreatywnych czy analityków. Podczas czterech dni (8-11 maja br.) kandydaci będą przechodzić rozmowy o pracę (przynajmniej trzy), będą uczestniczyć w spotkaniach i badaniach.

Zła wiadomość jest taka, że takich luksusów dostąpi „tylko” 100 osób. Najpierw trzeba się zarejestrować w programie Looksee Wellington i stworzyć tam swój profil – do niego załączyć CV, odpowiedzieć na kilka pytań. Do bazy będą mieli dostęp pracodawcy, którzy będą dawać kandydatom „nominacje”. To między innymi ich liczba będzie miała wpływ na to, czy kandydat zostanie ostatecznie zaproszony w maju do Nowej Zelandii. Niemniej – warto spróbować. Rejestracja trwa do 20 marca.

 

Nowa Zelandia ma problem z rękami do pracy nie tylko w branży technologicznej. - Musimy sięgać po zagranicznych pracowników, ponieważ zbyt wielu mieszkańców jest pod wpływem narkotyków lub z powodu lenistwa nie chce pracować - zasugerował nawet we wrześniu ówczesny premier kraju, John Key. Tylko w 2015 r. do Nowej Zelandii, gdzie mieszka 4,5 mln osób, przeprowadziło się rekordowe 69 tys. imigrantów. Kolejne 200 tys. uzyskało tymczasowe wizy.

Więcej o:
Komentarze (121)
Nowa Zelandia jest naprawdę zdesperowana, aby ściągać pracowników. Opłaci przelot i pobyt kandydatom z całego świata
Zaloguj się
  • jackreacher

    Oceniono 25 razy 11

    Nie ma sie co tak podniecac, to jest tylko hurtow wersja "head hunting". Wiele firm na calym swiecie oferuje kandydatom nawet lepsze warunki zeby zachecic do rozmowy kwalifikacyjnej. Powrotny bilet pierwsza klasa i zakwaterownie w piecio gwiazdkowym hotelu nie jest rzadkoscia. Niestety tak jak w tej Nowozealandzkiej kampanii zalapac sie moga tylko nieliczni sprawdzeni specjalisci a takich wsrod czytelnikow gazety jest raczej niewielu. A wsrod personelu gazety jeszcze mniej...

  • nie_mam_facebooka

    Oceniono 12 razy 6

    Kraj moich marzeń. Szkoda, że jestem filologiem polskim. Nikt w świecie nie potrzebuje zasranych znawców zasranego języka z zasranego kraiku, gdzie ma sie w tyłku zwykłych ludzi, a czci się zbrodniarzy i wariatów.

  • welcometopoland

    Oceniono 12 razy 6

    programistów, dyrektorów kreatywnych czy analityków.

    zajebiste zawody produkujące nic z niczego za kupę kasy (analytik liczy ileż to Klientów dzięki durnym reklamom kreatywnego się sprzedało)

  • Czupakabros

    Oceniono 12 razy 6

    Nie liczcie na pisowców. To społeczne i edukacyjne dno. Jak by za darmo kase dawali to by sie zastanowili. Ale do pracy? I na takie stanowiska?

  • pjck

    Oceniono 6 razy 4

    Czyli nic ciekawego. 100 uzdolnionych programistów, analityków itp. przyjmie każdy kraj.

  • marold77

    Oceniono 3 razy 3

    Nowa zelandia jest tak bardzo zdesperowana że z tej deseperacji zwiększyła ilość wymaganych punktów dla potencjalnych rezydentów ;)
    www.tradestaff.co.nz/blog/job-seeker-news/what-does-new-zealands-job-market-look-like-in-2017/

  • freud44

    Oceniono 3 razy 3

    Wkurza. Na portalach zagranicznych piszą jasno: 100 informatyków, perfekt angielski i poważny egzamin online. Gazeta.pl - jeśli wam ciasno w glowkach to może do Sakiewicza i Karnowskiego?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX