Horizon: Zero Dawn - graficzne fajerwerki i postapokaliptyczna przygoda [RECENZJA]

Daniel Maikowski
Horizon: Zero Dawn to nie tylko pokaz graficznych możliwości PlayStation 4 Pro, ale również jedna z najbardziej wyczekiwanych premier ostatnich miesięcy. Czy studio Guerrilla Games i tym razem podołało wyzwaniu?

Horizon: Zero Dawn to gra akcji z elementami RPG, rozgrywająca się w otwartym postapokaliptycznym świecie, opanowany przez robotyczne dinozaury. Świecie, w którym ludzie ponownie zorganizowali się w plemiona i powrócili na łono natury.

Bohaterką gry jest Aloy, rudowłosa dziewczyna, która w wyniku niewyjaśnionych okoliczności zostaje wydalona ze swojego plemienia i - wraz z przybranym ojcem Rostem - wiedzie życie wyrzutka. To właśnie wielka determinacja Aloy, aby odkryć przyczyny utraty swojego domu, stanowi oś fabularną gry. 

Horizon: Zero DawnHorizon: Zero Dawn fot. Daniel Maikowski

Nowy wspaniały świat?

Świat Horizon: Zero Dawn pełen jest pięknych i zróżnicowanych obszarów - pustyń, sawann, śnieżnych wzgórz oraz innych zakątków “starożytnej” cywilizacji. Cudzysłów został tu użyty celowo, ponieważ ów "starożytny świat", to w rzeczywistości ruiny wieżowców, zniszczone ulice, wraki samochodów oraz szczątki olbrzymich maszyn.

W połączeniu z roślinnością, która zmieniła wszystko w post-apokaliptyczne pomniki przyrody, daje nam to możliwość przebywania w wyjątkowym i unikalnym uniwersum.

Uwierzcie mi na słowo - niejednokrotnie zatrzymacie się podczas wykonywania kolejnego zadania, aby zobaczyć skąpany w słońcu krajobraz lub ogromny szczyt górski, w którym tkwi coś, co przypomina robotyczną ośmiornicę.

Gra studia Guerrilla jest jednym z elementów kampanii promującej konsolę PlayStation 4 Pro, która umożliwia  rozgrywkę w rozdzielczości 4K i technologii HDR. Horizon: Zero Dawn w pełni wykorzystuje możliwości nowego sprzętu Sony. Wystarczy spojrzeć na wyłaniające się zza wzgórza słońce, aby zakochać się w oprawie graficznej tego tytułu.

Jednocześnie nie trzeba martwić się również o utratę płynności rozgrywki w przypadku standardowej wersji PS4. Również w tym wypadku gra radzi sobie wyśmienicie i przez większość czasu utrzymuje stabilne 30 klatek na sekundę. Horizon: Zero Dawn to, obok Uncharted 4, zdecydowanie najładniejsza gra na konsolę Sony.

Horizon: Zero DawnHorizon: Zero Dawn fot. Daniel Maikowski

Kto łukiem wojuje...

Rozgrywka opiera się o typowe dla otwartego świata mechanizmy. Mamy do dyspozycji ogromną mapę, która aż roi się od misji do wykonania. Niektóre z nich są obowiązkowe i popychają fabułę do przodu, a inne mają za zadanie wydłużyć nieco czas rozgrywki.

Na swojej drodze spotkamy mnóstwo osób, które poproszą nas o pomoc. Czasem będziemy musieli kogoś odnaleźć, przynieść ważny przedmiot, a innym razem pozbyć się nękającej miejscową ludność mechanicznej bestii.  

W trakcie rozgrywki zdobywać będziemy punkty doświadczenia, które zamienimy na umiejętności przydatne do radzenia sobie z coraz silniejszymi przeciwnikami. Ponadto Aloy na swojej drodze będzie również zbierała rośliny i przedmioty, które posłużą jej do przygotowania mikstur oraz przedmiotów, w tym specjalnych rodzajów amunicji.

Główną bronią w grze jest łuk. Na pozór jest to oręż, który nie wzbudza dużego respektu, ale w rękach Aloy łuk stanowi śmiertelne zagrożenie. Szczególnie że do dyspozycji otrzymujemy strzały, które wybuchają, rażą prądem lub podpalają naszych wrogów. Łuk jest również bronią precyzyjną. Przyciskając odpowiedni przycisk na kontrolerze, uruchamiamy system Focus, który pozwala przeskanować przeciwnika i odkryć jego słabe punkty oraz rodzaj amunicji, na którą jest szczególnie wrażliwy.

Oddanie celnego strzału w czuły punkt znacznie przyspieszy pokonanie przeciwnika. Ponadto, już na początku gry dostajemy dwie inne ciekawe bronie: “ropecaster” - dzięki któremu możemy związać i powalić nawet największych przeciwników oraz “tricaster” - który pozwala nam zastawiać elektryczne pułapki paraliżujące naszych wrogów.

Horizon: Zero DawnHorizon: Zero Dawn fot. Daniel Maikowski

Sztuka kamuflażu

W przeciwieństwie do wielu popularnych gier z gatunku, Horizon: Zero Dawn daje nam dużą swobodę, jeśli chodzi o sposób rozprawiania się z przeciwnikami. Sama obecność broni nie oznacza wcale, że musimy wbiec na pole walki z wojennym okrzykiem i, wciskając na oślep kolejne przyciski, rozpocząć krwawą jatkę.

Tutaj możemy szczegółowo zaplanować swoje działania, tak, aby z finezją (i sporą satysfakcją) - krok po kroku - pozbyć się każdej przeszkody na naszej ścieżce. W grze możemy się bezszelestnie skradać, korzystając z osłony w postaci gęstej czerwonej trawy, w której możemy ukryć się przed wrogiem i zaplanować atak. O poziomie kamuflażu informuje nas ikona znajdująca się u góry ekranu, która pokazuje, jak głośno się poruszamy, i w jakim stopniu jesteśmy widoczni dla wrogów. Po wciśnięciu odpowiedniego przycisku, Aloy porusza się schylona, stawiając ostrożnie każdy krok.

Znajdując się w ukryciu, Aloy może np. rzucić w przeciwnika kamieniem, aby odwrócić jego uwagę lub gwizdać, a następnie zwabić go w zasadzkę. Mechanika gry pozwala nam również na przejmowanie kontroli nad niektórymi rodzajami robotycznych bestii. Przy odpowiedniej wprawie możemy więc  zawczasu zastawić elektryczną pułapkę, schować się w trawie, rzucić kamieniem, a następnie zaczekać aż nieświadomy wróg padnie rażony prądem, a my dopełnimy formalności, zadając mu śmiertelny cios. W tej grze ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia oraz zmysł taktyczny.

Oprócz łuku i kilku innych rodzajów broni, mamy do dyspozycji włócznię, której użyjemy podczas walki na krótki dystans. Możemy zadać szybki cios o mniejszej sile rażenia lub ciężki cios, który wymaga więcej czasu, ale skutkuje znacznie większymi obrażeniami. Walka w Horizon: Zero Dawn to zdecydowanie jedna z największych zalet tej gry. Każdorazowo możemy podchodzić do starć w inny sposób, czerpiąc z nich dużą frajdę.

Horizon: Zero DawnHorizon: Zero Dawn fot. Daniel Maikowski

Udany debiut

Studio Guerilla, jako debiutant gatunku, nie ustrzegło się jednak kilku potknięć. Postaci, które spotkamy na naszej drodze, są bliźniaczo do siebie podobne, przez co chwilami miałem wrażenie, że za każdym razem rozmawiam praktycznie z tą samą osobą.

Momentami zawodzi również sztuczna inteligencja przeciwników, która jest zdecydowanie zbyt pobłażliwa dla naszych błędów. Maszyny, które zwabimy w zasadzkę, nie zauważą nas nawet wtedy, gdy znajdują się wyciągnięcie reki.

Fabuła jest na tyle interesująca, żeby utrzymać naszą motywację do podążania do finału gry, ale nie będziemy jej rozpamiętywać przez kolejne lata. Również system rozwoju postaci jest bardzo uproszczony i nie stanowi wyzwania samego w sobie. I

Innym niuansem, który niepotrzebnie komplikuje rozgrywkę, jest system szybkiej podróży. Przemierzając mapę, odkrywamy ogniska, które stają się punktami szybkiej podróży. Niestety nie możemy przemieszczać się pomiędzy nimi w dowolny sposób. Wcześniej musimy zaopatrzyć się w przedmiot, który pozwoli skorzystać z tej opcji.

To niedociągnięcia nie zmieniają jednak faktu, że Horizon: Zero Dawn to jedna z najbardziej intrygujących premier ostatnich miesięcy. Dla studia Guerrilla to z kolei głęboki oddech po latach spędzonych w ciasnych objęciach serii "Killzone". Twórcy poradzili sobie w nowym dla siebie gatunku znakomicie. Teraz czekamy na więcej. Kolejna część przygód rudowłosej Aloy wydaje się bowiem kwestią czasu.

Więcej o: