Gazeta.pl Next >  Biznes >  Rewolucji w podatkach raczej nie będzie. Związanej z nią podwyżki płac też. PiS odcina się od reformy

Rewolucji w podatkach raczej nie będzie. Związanej z nią podwyżki płac też. PiS odcina się od reformy

A A A
Poseł PiS Adam Abramowicz

Poseł PiS Adam Abramowicz

Płaca plus, podatek minus - tak projekt wielkich zmian w opodatkowaniu i oskładkowaniu pensji Polaków reklamowali jego autorzy ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. W miejsce podatków dochodowych oraz składek m.in. na ZUS i NFZ, miałby się pojawić podatek przychodowy. PiS odciął się od tego pomysłu.

ZPP pokazało projekt w środę w Sejmie, na zapowiadanym z pompą od wielu dni posiedzeniu parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego.

Mielibyśmy zarabiać więcej

 „Nowy ład podatkowy”, bo tak mówiono o zawartych w nich propozycjach, oznaczać miałby zastąpienie podatków dochodowych PIT oraz składek na ZUS, NFZ, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, podatkiem od funduszu płac. Stawka tego podatku miałaby początkowo wynosić 27 proc. Z czasem, być może 25 proc. Podatek od funduszu płac miałby obniżyć koszty pracy i radykalnie uprościć rozliczenia. Dziś, według autorów tego pomysłu, podatek i wszelkie składki pożerają 60 proc. naszych pensji. Po wprowadzeniu podatku przychodowego mielibyśmy zarabiać na rękę o 22 proc. więcej niż dziś. To projekt od lat forsowany przez Centrum im. Adama Smitha.

Zmiana objęłaby też opodatkowanie działalności gospodarczej. I tu w miejsce podatków dochodowych pojawiłby się podatek od przychodów. Większe firmy, które dziś płacą podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) oddawałyby fiskusowi 1,49 proc. swoich przychodów. Banki 0,49 proc. W przypadku firm, które dziś płacą PIT, stawki zależałyby od rodzaju prowadzonej działalności. Mieściły by się w przedziale między 1,5 i 15 proc. Dla przykładu od przychodów z działalności handlowej podatek wynosiłby 1,5 proc. Składki na ZUS miałby spaść do 550 zł. Natomiast w przypadku małych firm łączne obciążenia, czyli podatki i składki, sięgałyby 15 proc. Wszystko to oznaczałoby zdaniem autorów projektu obniżenie obciążeń i uproszczenie systemu. Podatek od firm świadczących usługi publiczne wynosiłby 550 zł miesięcznie. Dywidendy objęte byłyby 27 proc. stawką podatku.

Ponadto emerytury i renty zostałyby unettowione, czyli byłyby wyższe. Byłaby też tylko jedna stawka VAT - 16,25 proc.

Zdaniem ZPP wszystko to się spina, kasa państwa nie ucierpiałaby na tych zmianach. Ba, mogłaby nawet lekko zyskać. - Nowy system jest prosty, szczelny i przejrzysty - mówił w czasie środowej prezentacji projektu Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP. - Według naszych wyliczeń jest też co najmniej neutralny z punktu widzenia budżetu państwa. Powinien jednak doprowadzić do trwałego wzrostu gospodarczego na poziomie średnio 7-8 proc., wzrostu zamożności szerszego kręgu społeczeństwa, a w efekcie do poprawy stanu finansów publicznych - dodał. Mówił też, że o ile dziś z podatków do budżetu państwa trafia 334,1 mld zł, to po zmianach kwota ta mogłaby podskoczyć do nawet 347,6 mld zł. - Wzrost wpływów ma pochodzić z eliminacji patologii w podatku VAT o 10 proc. oraz ze związanego z ograniczeniem szarej strefy wzrostu Funduszu Płac o 5 proc., co da łącznie 13,6 mld zł - twierdzi ZPP.

PiS i rząd się odcinają

Autorzy projektu bardzo chcieli, żeby po jego stronie stanęli posłowie PiS i ministrowie. Udziału w niej odmówił jednak wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, wcześniej anonsowany przez organizatorów. Na środowej prezentacji nie pojawił się też niespodziewanie Henryk Kowalczyk, minister w kancelarii premier Szydło, który był wielkim orędownikiem zastąpienia PIT i składek na ZUS jedną daniną.

Zwolennikiem, a nawet współautorem koncepcji, zdawał się być przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego, poseł Adam Abramowicz z PiS, w środę prostował jednak doniesienia niektórych mediów, że jest to projekt wspierany przez rządowy i  PiS. - To inicjatywa własna posła Abramowicza. Ponadpartyjna, nie nasza - miał stwierdzić Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu z PiS.

To prawdopodobnie grzebie projekt.

Ekonomista: To nierealne

Są też już pierwsze krytyczne głosy ekonomistów - Jest to pomysł nierealny. Podatek przychodowy szkodzi wzrostowi gospodarczemu oraz nie przyniesie tak dużych wpływów do budżetu jak zakłada ZPP - skomentował Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. Tłumaczył, że podatek przychodowy ma kaskadowy charakter - jest naliczany przy każdej transakcji, więc im więcej razy dany towar zostanie kupiony i sprzedany przez kolejne firmy zanim trafi do konsumenta, tym bardziej będzie opodatkowany. - Ta cecha podatku przychodowego premiuje wielkie molochy, które kontrolują produkcję, dystrybucję i sprzedaż - ponieważ wszystko odbywa się w ramach jednej firmy nie jest opodatkowane. Tracą natomiast małe, niezależne przedsiębiorstwa - przekonuje ekonomista.

Jego zdaniem podatek przychodowy zniechęca też do inwestycji. - W podatku CIT firmy, które więcej inwestują, przyczyniając się do rozwoju polskiej gospodarki, płacą niższy podatek. Przy podatku przychodowym firmy będą płaciły podatek niezależnie od tego czy inwestują czy nie - tłumaczył Aleksander Łaszek. - Zamiana dochodu na przychód jako podstawę opodatkowania wywoła olbrzymie zmiany w strukturze przedsiębiorstw, zapewniając wiele zleceń dla prawników i doradców podatkowych. Firmy zorganizowane jako holdingi będą się konsolidować, by uniknąć podatków płaconych od transakcji miedzy firmami przez nie kontrolowanymi. Duże firmy będą przejmować małe, by uniknąć podatku od kupowanych od nich dóbr. Firmy będą występować jako pośrednicy, a nie właściciele dóbr, by uniknąć przychodów i podatków z nimi związanych - przewiduje ekspert FOR.

 ###

Polecamy
Komentarze (48)
Rewolucji w podatkach raczej nie będzie. Związanej z nią podwyżki płac też. PiS odcina się od reformy
Zaloguj się
  • Oceniono 12 razy 10

    a ja sie ciagle zastanawiam czemu skladki sa dzielone miedzy pracodawce i pracownika?
    ktos kto dostaje 1800 na reke czyli 2500 brutto mysli ze pracodawca to hiena bo placi tylko 1800 a 700 w ramach podatkow
    a dziwnym zbiegiem okolicznosci 2500 brutto to dla pracodawcy wydatek 3000 zlotych bo 700 zlotych skladek placi pracownik plus 500 pracodawca
    no ale lepiej wyglada ze panstwo zabiera "tylko" 700 zlotych z pensji 2500 niz 1200 z 3000 prawda?

  • Oceniono 7 razy 3

    W tym kraju od zawsze tak było że ilekroć pojawiał się jakiś pomysł nie pozbawiony sensu, zaraz został skrytykowany przez tzw. ekspertów.
    Czyli tak jak jest obecnie, jest dobrze, drodzy ekonomiści?
    Składki ZUS, "prostota" systemu podatkowego jest OK?
    Pojęcie "pensja brutto" cokolwiek to oznacza, jest OK?
    To jak ma w końcu być? Niższe i prostsze podatki czy wyższe i bardziej skomplikowane? Bo już można się pogubić w waszej logice, drodzy ekonomiczni eksperci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX