28 robotów na 10 tys. pracowników? W Niemczech jest ponad... 300

Piotr Skwirowski
- Szansą dla polskiego przemysłu jest robotyzacja i automatyzacja produkcji - przekonuje Michael Kern, dyrektor Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jesteśmy z tym daleko w tyle, nie tylko za Niemcami, ale też za krajami naszego regionu. Będzie jednak lepiej.

Według danych, na które powołuje się Michael Kern, o ile na 10 tys. pracowników zatrudnionych w sektorze produkcyjnym w skali globalnej przypada średnio 69 robotów przemysłowych, o tyle w Polsce wskaźnik ten wynosił w 2015 r. ok. 28 robotów na 10 tys. zatrudnionych. W porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej to wciąż niewiele, bo w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech wskaźnik ten sięgał w tym samym czasie odpowiednio: 93, 79, 57. To dlatego zdaniem dyrektora Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej robotyzacja i automatyzacja produkcji jest szansą dla polskiego przemysłu i przepustką do podnoszenia produktywności. - W okresie ostatnich dwóch lat obserwujemy coraz większe zainteresowanie ze strony polskich firm produkcyjnych technologiami automatyzacji produkcji, oferowanymi przez dostawców z Niemiec - zaznacza Michael Kern.

Nasze wyniki gospodarcze sprzyjają inwestycjom zagranicznym

Kern był gościem wtorkowej prezentacji raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową. Z raportu wynika, że inwestycje zagraniczne to wciąż niewyczerpany potencjał Polski.

- Polska gospodarka po raz ostatni doświadczyła recesji w 1991 r., kiedy PKB spadł o 7 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z najdłuższych okresów nieprzerwanego wzrostu gospodarczego na świecie przy jednoczesnym osiągnięciu wysokiego poziomu stabilności. Dobra passa skutkowała m.in. napływem inwestycji zagranicznych - przekonuje Deloitte.

Polska gospodarka rozwija się nieprzerwanie od 26 lat, co jest rekordem wśród krajów Unii Europejskiej. Na dodatek jest to rozwój dynamiczny – w ostatnich dwudziestu latach PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) rósł w średnim tempie 6 proc. rocznie. To najlepszy wynik w regionie Europy Środkowej. Polska, w porównaniu z innymi krajami, w niewielkim stopniu odczuła skutki światowego kryzysu finansowego oraz kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. - Wielkość rynku wewnętrznego była czynnikiem stabilizującym, ale mniej istotnym niż odpowiedzialna polityka monetarna, sprawny nadzór nad rynkiem finansowym i elastyczny kurs walutowy. Wsparciem dla koniunktury była także obniżka podatków w latach 2007-2008 i napływ funduszy UE - ocenia Deloitte.

25 lat polskiego wzrostu25 lat polskiego wzrostu Deloitte

Zagraniczny kapitał napędza nasze PKB

Firma przekonuje, że głównym czynnikiem dynamicznego i stabilnego rozwoju Polski są inwestycje i napływający kapitał. W latach 2010-15 ich udział w tworzeniu PKB Polski był znacząco wyższy niż w innych krajach Europy Środkowej. Wyjątkiem pod tym względem była Bułgaria. – Spadek inwestycji w 2016 r. dotknął cały region i wynikał przede wszystkim z opóźnień w wydatkowaniu funduszy UE oraz podwyższonej niepewności. W 2017 r. i następnych latach najważniejsze instytucje finansowe prognozują ożywienie w aktywności inwestycyjnej - przekonuje Julia Patorska, ekonomistka Deloitte.

Eksperci Deloitte twierdzą, że według większości indeksów mierzących konkurencyjność gospodarczą i rozwój społeczny, Polska ustępuje w regionie jedynie Czechom. - Potencjałowi siódmej największej gospodarki UE, którą jest Polska, wciąż jednak daleko do wyczerpania. Ważnym powodem jest niższa produktywność niż w wysokorozwiniętych krajach UE oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. W ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry. Mimo to wciąż nasycenie kapitałem jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach - twierdzi Deloitte.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne a PKBBezpośrednie inwestycje zagraniczne a PKB Deloitte

Atrakcyjna Bułgaria, ale Polska też niczego sobie

Liderem w przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w latach 2004-15 była Bułgaria, ale najbardziej korzystna struktura napływającego kapitału wystąpiła w Czechach, w Polsce i na Słowacji. Relatywnie niska wartość kapitału produkcyjnego w Polsce sprzyja też osiąganiu wysokich stóp zwrotu z podjętych inwestycji. – Krańcowa produktywność kapitału, czyli dodatkowa produkcja z każdej zainwestowanej złotówki czy euro, jest w Polsce niemal czterokrotnie wyższa niż w krajach strefy euro, a także wyższa niż na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech. W pozostałych krajach Europy Środkowej też istnieją znaczne rezerwy do poprawy produktywności, a zatem atrakcyjne możliwości inwestycyjne. Zwłaszcza w relacji do obecnych warunków rynkowych w Eurolandzie oraz prowadzonej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny - mówi Julia Patorska.

Zdaniem Deloitte przedsiębiorcy, w tym niemieccy,  którzy stanowią największą grupę inwestorów zagranicznych w Polsce - doceniają kwalifikacje, produktywność i motywację pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców. - Potencjał Polski pod względem atrakcyjności inwestycyjnej jest nadal bardzo duży. Potwierdza to fakt, że wielkość kapitału przypadająca na pracownika jest u nas nawet cztery razy niższa niż w krajach wysokorozwiniętych i dwa razy niższa niż w Czechach - czytamy w raporcie.

Według Deloitte do szczególnie atrakcyjnych inwestycyjnie branż w Polsce należy przetwórstwo przemysłowe, gdzie trafiło dotąd blisko 230 mld zł kapitału zagranicznego. Stanowi to jedną trzecią ulokowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. Oprócz tego inwestorzy koncentrowali się na branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz handlu samochodami. W ostatnich latach coraz większe znaczenie zyskuje sektor nowoczesnych usług dla biznesu, który według danych Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych rozwija się w tempie 20 proc. rocznie i do 2020 r. ma zatrudniać 300 tys. osób. W 2016 r. w polskich miastach działało około 1000 centrów nowoczesnych usług dla biznesu (w tym 676 zagranicznych), w których pracę znalazło już około 200 tys. osób.

Według prognoz w nadchodzącym czasie szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszyć się będą nadal przede wszystkim przetwórstwo przemysłowe, jak również sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Więcej o:
Komentarze (15)
28 robotów na 10 tys. pracowników? W Niemczech jest ponad... 300
Zaloguj się
  • bkiton

    Oceniono 14 razy -2

    Trzeba obiektywnie stwierdzić, że największy postęp w atomatyzacji nastąpił w polskim sejmie.
    Nikt już nawet nie czyta, co piszą w tych ustawach, tylko z automatu głosują.

    A potem głowią się, jak to naprawić (już bez automatu).

  • kamuimac

    Oceniono 11 razy -3

    po co w polsce automatyzacja - polaczek za 1500 na rękę jest tańszy niż jakikowliek robot - nie bez powodu wszyscy przenoszą montownie do polski bo polski katolickofaszystowski chłop pańszczyniany nadaje sie tylko do pracy w montowni

  • kemor234

    Oceniono 11 razy -5

    Ale tylko w Polsce jest taki jeden ... robot.
    Ponoć nawet błogosławiony. I łono, które go wydało. I pierś nawet, która go wykarmiła. Prawie święty, niezwykle sprawny i wydajny. Pióro i podPIS, pióro i podPIS. Tak przez dzień cały. A nawet noc. Pióro i podPIS, pióro i podPIS.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX