Nowe dane GUS o bezrobociu wciąż wyglądają nieźle, ale pewne ryzyko jest coraz bardziej widoczne

Bezrobocie mamy wciąż bliskie rekordowo niskich poziomów - wynika z najnowszych danych GUS. Wygląda to nieźle, ale dziurę na polskim rynku pracy zaraz przestaną wypełniać Ukraińcy.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w grudniu stopa bezrobocia wyniosła 6,6 proc., nieco więcej, niż miesiąc wcześniej (6,5 proc.). Ogólnie jednak, w zasadzie przez cały miniony rok bezrobocie ładnie nam spadało. W styczniu było to 8,5 proc., w czerwcu już 7,0 proc., a w listopadzie 6,5 proc. 

Jak spadało bezrobocie w 2017 rokuJak spadało bezrobocie w 2017 roku gazeta.pl / GUS

Spada bezrobocie, ale wakatów wciąż więcej niż przed rokiem

Wygląda też na to, że mimo wszystko pracodawcy powoli zapełniają wakaty. Liczba nowych ofert pracy także w ostatnim czasie spada - w ubiegłym miesiącu było ich 97,2 tys., podczas gdy w listopadzie 130,2 tys., w październiku 153,2 tys., a we wrześniu 156 tys. W porównaniu z ubiegłym rokiem nowych ofert pracy wciąż jest jednak więcej, w grudniu ten wzrost wyniósł 7,3 proc.  

Problem z pracownikami to jedna z najważniejszych bolączek firm. Wymieniają to jako główną barierę w rozwoju przedsiębiorcy z niemal wszystkich sektorów gospodarki. Pisaliśmy na ten temat tutaj.  Mocno doskwiera to między innymi branży budowlanej.

Więcej na ten temat: Niepokojące sygnały z branży budowlanej. "Boom może przynieść ofiary"

"Potencjał migracyjny Ukrainy wyczerpuje się"

Częściowo tę dziurę na polskim rynku pracy zasypywali imigranci z Ukrainy - a przynajmniej takie było podejrzenie i nadzieje części ekonomistów. Wygląda jednak na to, że ta fala migracji powoli wygasa. Wskazują na to inne dane, które opublikował GUS w oparciu o dane Straży Granicznej. W grudniu polską granicę przekroczyło o 5,3 proc. mniej Ukraińców niż przed rokiem.

Przyjazdy z Ukrainy do PolskiPrzyjazdy z Ukrainy do Polski źródło: GUS

W całym 2017 roku zanotowaliśmy jeszcze wzrost, ale o zaledwie 1,4 proc., mniejszy niż w latach poprzednich. - Dane potwierdzają, że potencjał migracyjny Ukrainy wyczerpuje się, a obserwowane w ostatnich latach wzrosty liczby migrantów, które rozwiązywały problem braku pracowników i ograniczały przyrost wynagrodzeń, nie będą raczej utrzymane - napisali ekonomiści PKO BP w komentarzu.

Czytaj też: Są nowe dane z GUS. Przeciętne wynagrodzenie w Polsce to już prawie 5 tys. zł brutto

Rośnie za to imigracja z Białorusi - w całym ubiegłym roku aż o 16,5 proc. Mimo tego wzrostu, Białorusinów przyjeżdża jednak do nas znacznie mniej, niż Ukraińców. W 2017 roku osobowy ruch graniczny (czyli liczba przekroczeń granicy) z Białorusi wyniósł nieco ponad 4 mln, w przypadku Ukrainy to ponad 10,4 mln.

+++

Rafał Masny: Przez trzy lata na pensje przeznaczaliśmy 15 proc. zysków, reszta szła na inwestycje [NEXT TIME]

Więcej o:
Komentarze (87)
Nowe dane o bezrobociu wciąż wyglądają nieźle, ale pewne ryzyko jest coraz bardziej widoczne
Zaloguj się
  • marcel2761

    Oceniono 28 razy 24

    w firmie, w której pracuję większość gramotnych Ukrainców po zdobyciu papierów wyjechała. Kierunek Niemcy i Szwecja.

  • tojaaaa

    Oceniono 22 razy 18

    A może nasi super pracodawcy zaczną w końcu zatrudniać Polaków w wieku 50 plus? Bo mimo, ze brakuje rak do pracy takich ludzi nie chcą przyjmować.

  • 91kasienka

    Oceniono 11 razy 9

    Niech mnie nie rozśmieszają tak niską stopą bezrobocia, bo to jest tylko bezrobocie niezgłoszone. Od prawie pół roku poszukuję pracy i chodzę na rozmowy kwalifikacyjne i widzę jak to jest naprawdę. Na prawie każdej rozmowie przyszły pracodawca mówi Ci, że masz szczęście bo zostałeś wybrany do rozmowy spośród ok 50-100 i więcej osób na jedno miejsce. Rozmowa nie zaczyna się od tego co potrafisz, jakie masz wykształcenie, tylko od ile chcesz na rękę. Poszukują wszędzie osób mających przynajmniej rok doświadczenia na danym stanowisku (nie trzeba już nikogo wdrażać do pracy) i oferują najniższą krajową. Taki proceder jest zarówno na stanowisko biurowe, kasjera, praktykanta , czy nawet sprzątacza. Takie mamy niskie bezrobocie, że na stanowisko sekretarki w wydawnictwie uczelni uważającej się za najlepszą w kraju ubiegało się ponad 200 osób. Na rozmowę kwalifikacyjną zostało zaproszonych 57 osób. Na wszystkich kandydatów dyrektor wydawnictwa poświęcił niecałe 1,5 godziny. Rozmowa wyglądała następująco: jak się nazywasz? ile masz lat? (30 lat to za stara osoba na to stanowisko) na jakie cierpisz choroby? (co to w ogóle za pytanie) ile chcesz na rękę? (na odpowiedź 1600 zł (taką podałam bo na wyższe kwoty uprzedzili mnie poprzedni kandydaci, że za dużo) usłyszałam czemu tak dużo, przecież najniższa krajowa nie jest zła. Rozmowa oczywiście była prowadzona w języku angielskim. Mając takie realia na naszym rynku pracy nie dziwię się, że większość osób ucieka za granicę. Prace w budownictwie, natomiast okupują Ukraińcy nie dlatego, że Polacy nie chcą w nim pracować, tylko pracodawcy wolą Ukraińców ze stawką 4-5 zł za godzinę. Znam osobę, która była chętna się zgodzić pracować na czarno za 7 zł na godzinę w budowlance, by zarobić na rodzinę. Usłyszał, że jednak Ukrainiec będzie lepszy. Skończyło się tym, że pracuje też w budownictwie tyle, że w Niemczech.

  • maly_obibok

    Oceniono 8 razy 8

    To tylko efekt statystyczny, urzędy nie chcą rejestrowac a poza tym kolejne 150 tys. Polaków wyjechało. Znalezienie solidnej pracy lub zmiana na trochę lepszą dalej graniczy z cudem.

  • hefajstos1

    Oceniono 6 razy 6

    Większość naszych pracodawców chce za najniższe z możliwych wynagrodzeń dostać pracownika, który będzie pracował po 10-12 godzin dziennie, będzie dyspozycyjny przez 7 dni tygodnia i będzie całował po rękach pracodawcę Polaka z wdzięczności.

  • piotre1987

    Oceniono 7 razy 5

    Miałem to samo na języku jak komentarze poniżej za te 1500 zł na ręke czyli 380 euro to nawet ukraińcą sie nie chce pracować, janusze biznesu narzekaja narzekaja ale chałupy jedna po drugiej rosna jak na drożdżach rynek aut luksusowych rosnie jeszcze bardziej a ci że koszty płacy że ciężko, masakra jakaś. Przy takim niby braku pracowników przy takim niskim bezrobociu place powinny wystrzelic jak z procy ale w cąłym 2017 roku realnie wzrosły tylko o 3 % poczytajcie realnie w duzych firmach w małych stoja w miejscu może lekko idą najniższa bo nawet ukrainiec do pracy nie przychodzi. propaganda sukcesu i jek januszy ma cel jeden sprowadzić jeszcze milion ukrów ale chyba oni już kumają ze przy tych kosztach życia 1500 to mniej niz 500 na ukrainie.

  • alef.omega

    Oceniono 11 razy 5

    Trzeba się będzie przeprosić z "ciapatymi", bo kto będzie robił na Sówerena?
    Ale i oni przybędą, pobędą i wybędą...
    TU naśladuję Magazyniera, którego pamiętam ze studenckich praktyk robotniczych (kto żył i studiował w komunie, wie co to było). Magzynier, w obowiązkowej beretce z antenką, wydawał nam między innymi wodę sodową w butelkach i dając nam tę wodę mówił tak:
    "zapi..erdalata, to nie opi..erdalajta się, wpi..erdalajta i wypi..erdalajta"
    To był zdrowy trzon klasy robotniczej, który dzięki tym praktykom poznawaliśmy.

  • kartownik

    Oceniono 7 razy 5

    To, że potencjał emigracyjny Ukrainy nie jest przesadnie wielki było i jest oczywistością. Również i to, że większość Ukraińców traktuje i będzie traktowała Polskę jako przedsionek do dalszej emigracji na zachód. Białorusinów jest z kolei tylko 10 milionów, chętnie wyjeżdżają do pracy do Rosji a do tego PKB nas głowę jest ponad dwa razy wyższe niż na Ukrainie. Więc nie do każdej roboty przyjadą. . Również kraje bałtyckie otwierają swój rynek pracy dla Ukraińców i Białorusinów. W niedługiej perspektywie możemy oczekiwać załamania się demograficznego Ukrainy. W momencie upadku ZSRR żyło na Ukrainie prawie 53 milionów ludzi. Obecnie pod rządami władz w Kijowie jest na pewno mniej niż 35 milionów. Wiarygodnych danych o ilości urodzeń na Ukrainie jakoś brak. Zapewne jest dramatycznie niska. Choćby model emigracji z Ukrainy wyglądał tak , że 1/3 całego kolejnego rocznika emigruje do Polski, 1/3 do Rosji a 1/3 do innych państw a na Ukrainie nikt nie pozostaje to i tak nie mielibyśmy w Polsce pełnej zastępowalności pokoleń. W zeszłym roku urodziło się w Polsce „rekordowe” 403 tysiące dzieci. Za Jaruzelskiego rodziło się regularnie ponad 650 tys (rekordowo prawie 730 tys) i były to ostanie lata, w których mieliśmy liczebność dzieci na poziomie liczebności rodziców. Narody naszej części Europy „po zwycięskiej transformacji ku wolności” staczają się szybko w niebyt.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX