Coraz bliżej powstania polskiej agencji ratingowej. Będzie mniej afer podobnych do Getbacku?

Próchnik to ostatnia z pierwszych pięciu spółek wciąż notowanych na GPW

Próchnik to ostatnia z pierwszych pięciu spółek wciąż notowanych na GPW (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

W przyszłym roku ma w końcu zacząć działać - po pięciu latach od narodzin pomysłu - agencja ratingowa budowana przez GPW, PFR i BIK. Być może dzięki temu afer w rodzaju Getbacku będzie mniej. Mówił o tym na Twitterze Marek Dietl, prezes GPW.

„Rzeczpospolita” zorganizowała w czwartek „tweetupa” z szefem GPW. Kto chciał, mógł wysłać na Twitterze zapytanie do Marka Dietla. Prezes GPW między innymi krótko skomentował aferę z Getbackiem i zapowiedział uruchomienia zapowiadanej od dawna agencji ratingowej.

Jego zdaniem afera z Getbackiem była czymś incydentalnym – to jeden przypadek na ponad tysiąc.

Niemniej oczywiście należy zrobić wiele, by nawet tak rzadkie przypadki się nie powtarzały. Dlatego Prezes GPW, w odpowiedzi na kolejne pytanie od użytkownika Tweetera, powrócił do pomysłu powołania nowej agencji ratingowej.

Ma ona ruszyć w przyszłym roku. Jej zarejestrowanie pozwoli „posegmentować inwestrom Catalist w oparciu o klasy ryzyka”, czyli mówiąc prościej pozwoli inwestorom uzyskać wiedzę o tym, jak bardzo ryzykowane są obligacje, które zamierzają kupić.

Z pewnością cieszy fakt, że powstanie nowa agencja ratingowa, która będzie wystawiać oceny spółkom notowanym na GPW i emitowanym przez nie obligacjom. Dotąd ponad 90 proc. papierów wartościowych na naszej giełdzie nie jest ocenianych przez agencje ratingowe. Nowa polska agencja – z tańszymi cenami usług niż ma zagraniczna konkurencja – ma szansę to zmienić. Papierów z ocenami będzie więcej.

Jednak trochę martwi, że tak długo musimy czekać na powołanie nowej instytucji. Pomysł narodził się gdzieś w 2014 roku. Wtedy ówczesny prezes giełdy Adam Maciejewski powołał do życia Instytut Analiz i Ratingu (IAiR). To była tak naprawdę w założeniach agencja ratingowa. Instytut miał przyznawać polskim obligacjom i spółkom ratingi, czyli miał robić dokładnie to samo, co ma robić nowa instytucja zapowiadana teraz przez Dietla, a wcześniej między innymi jego poprzedniczkę Małgorzatę Zaleską.

Pięć lat na uruchomienie nowej instytucji przez GPW to naprawdę kompromitujący wynik.

Tekst pochodzi z blogu „PortalTechnologiczny.pl”

Maciej Panek: Byłem na dnie, gdy otworzyłem firmę posiadającą obecnie 3 tys. samochodów [NEXT TIME]

Te zwierzęta żyją w lasach, rozpoznasz je bez problemu?
1/16Na początek coś naprawdę łatwego. Na zdjęciu jest:
Zobacz także
  • Zakupy Nowelizacja ustawy o zakazie handlu coraz bliżej. Ma uregulować m.in. kwestię placówek pocztowych
  • Donald Trump Potężny spadek inwestycji zagranicznych w USA. Jak w czasach dużego kryzysu
Komentarze (1)
Coraz bliżej powstania polskiej agencji ratingowej. Będzie mniej afer podobnych do Getbacku?
Zaloguj się
  • komentarz.24

    0

    Bardzo dobry pomysł, ale...
    Oglądając pracujące przedsiębiorstwo (mury, maszyny i magazyny...), widzimy tylko majątek, którego wartości nie znamy, ale nie widzimy żadnych zobowiązań, za które ten majątek powstał i które go nadal obciążają - na przedsiębiorstwo patrzymy jednym okiem (lewym, po stronie aktywów).
    Oglądając sprawozdanie finansowe widzimy zapisane w nim zobowiązania, ale nie widzimy majątku i nie wiemy, czy w ogóle istnieje, ani jaką ma wartość. Znowu patrzymy jednym, tym razem prawym okiem, po stronie pasywów.
    Aby prawidłowo wykonać ocenę ryzyka, należy zobaczyć przedsiębiorstwo dwojgiem oczu, czyli musimy przekształcić formę sprawozdawczą sprawozdania na formę analityczną, a następnie dokonać wyceny rzeczywistej wartości majątku, aby odsiać ten bezwartościowy, nie przynoszący żadnych korzyści, a blokujący płynną gotówkę.
    Dlatego nie wystarczy powołać zespół analityków, albo stworzyć procedurę lub program do liczenia wskaźników. To będzie tylko mieszanie liczbami, czasami wprowadzającymi w błąd. Sednem dobrego szacowania ryzyka jest właściwe oszacowanie rzeczywistej wartości majątku. A to, niestety kosztuje i to dużo, gdyż nie można tego zrobić bez rzeczywistych oględzin i rzeczywistej wyceny majątku (lewym okiem).
    Jest to pułapka, w którą wpadają wszyscy analitycy, którym obcięto wydatki na wycenę majątku. A skutki ich błędów zawsze ponoszą inwestorzy lub ubezpieczyciele, którzy te wydatki obcięli.
    Przykład: jedna ze spółek na GPW powstała jako "obudowa" dla majątku wirtualnego ("Wartości niematerialne i prawne") o wartości 20 mkPLN, co stanowiło 51 % wartości całego majątku spółki. Głównym składnikiem tego wirtualnego majątku, był kupiony znak towarowy, wyceniony przez biegłego na 21,3 mPLN, przy czym wyceny dokonano na podstawie przychodów PLANOWANYCH w pięciu PRZYSZŁYCH latach działalności. Tak wyceniony znak, w zestawieniu z rzeczywistą sytuacją spółki, która ani nie sprzedawała, ani nie miał zysków, nie miał żadnej wartości. Jaka była wartość tej spółki i jej przyszłość? Żadna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje