Polska branża kosmiczna może urosnąć do wartości 70 mln euro. Ale potrzebne jest większe wsparcie państwa

CloudFerro realizuje największy jak dotąd kontrakt polskiej branży kosmicznej, wart 15 mln euro. Takich umów możemy mieć znacznie więcej, ale branża potrzebuje większego wsparcia państwa. I to wcale nie przez dotacje. Finansowanie dłużne to główny problem. Ale nie jedyny.

Maria Mazurek: Czy polskie firmy kosmiczne mają się o co bić? Jakie pieniądze są do zgarnięcia przez tę branżę?

Maciej Krzyżanowski, prezes CloudFerro: Branża kosmiczna jest relatywnie dużą branżą w Europie i składa się z kilku części. Jedną z nich jest część związana z budowaniem satelitów i wystrzeliwaniem ich. Nie umiem dokładnie ocenić jej wielkości, ale jest to biznes wielkości wielu miliardów euro rocznie. Jest też druga część, w której my działamy, to są rozmaite usługi, związane z obserwacją Ziemi i ta branża w ciągu najbliższych kilku lat ma przekroczyć w Europie 1,5 mld euro.

Skoro polska gospodarka to jest małe kilka procent gospodarki europejskiej, myślę, że w najbliższych latach możemy marzyć o jednej dwudziestej z tego 1,5 mld euro. Czyli byłoby to jakieś 70 mln euro rocznie. To trzeba porównywać do budżetów poszczególnych krajowych agencji kosmicznych – w Niemczech ten budżet to ponad miliard euro, w Polsce jest to niecałe 20 mln zł. Z tego, co rozumiem, obecne władze Polskiej Agencji Kosmicznej walczą o to, by jej budżet zbliżył się do kwoty adekwatnej do wielkości polskiej gospodarki.

Niedawno ruszyła platforma CREODIAS, której CloudFerro jest operatorem. Kontrakt na budowę i obsługę tej platformy, który podpisaliście z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) w konsorcjum z m.in. polską firmą Creotech, ma wartość 15 mln euro. To największa umowa w historii polskiej branży kosmicznej. Ale obok polskich firm, konkurencyjne platformy dla ESA budują też inne, znacznie większe podmioty. Jak takie małe firmy są w stanie wygrywać międzynarodowe przetargi obok gigantów takich jak Airbus?

 - Mamy już trochę doświadczenia we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, która przeprowadziła testowe wdrożenie podobnego rozwiązania - EO Cloud i ten kontrakt też wygraliśmy. W związku z tym, kiedy pojawił się Copernicus DIAS, to w naturalny sposób myśleliśmy o użyciu wiedzy i doświadczeń, które zgromadziliśmy wcześniej. Jednocześnie też trochę wiedzieliśmy, na których elementach klientowi, czyli ESA, może najbardziej zależeć. Wszystko to pozwoliło nam skonstruować dobrą ofertę. A jeśli chodzi o konkurencję ze strony wielkich firm, to nam jest wprawdzie w pewnych polach trudniej, bo mamy mniej kapitału, mniej ludzi czy mniej historii. Z drugiej strony jednak jesteśmy bardziej skoncentrowani. To, czego akurat zażyczyła sobie ESA, to jest rdzeń naszej działalności, a nie jeden z wielu projektów. To daje nam przewagę. Tak samo jak krótsze ścieżki decyzyjne w niektórych sytuacjach.

 

Na czym więc polega platforma CREODIAS, czemu ona służy?

- To jest platforma, która ma pozwolić, żeby do danych obserwacyjnych Ziemi, generowanych przez satelity Sentinel był łatwy dostęp i łatwo było je przetworzyć. Satelity zostały wysłane w Kosmos przez Unię Europejską w ramach programu Copernicus, który ma służyć temu, żeby Unia stała się jednym z głównych graczy w dziedzinie obserwacji satelitarnej Ziemi.

Jak już są satelity, jak spływają olbrzymie ilości danych, to trzeba jeszcze sprawić, żeby te dane były jeszcze łatwo dostępne dla potencjalnych użytkowników. UE chodzi o użytkowników, którzy wygenerują jakąś kolejną wartość dodaną, to znaczy będą potrafili wydobyć z danych treści, które będą mogli sprzedać swoim klientom. Służy to wszystko rozwojowi rynku usług związanych z obserwacją Ziemi.

Satelita Sentinel-3Satelita Sentinel-3 fot. ESA/ATG medialab

Jest też nadzieją Unii, że w te dane zajrzą uczniowie szkół z nauczycielami. Każdy użytkownik może zajrzeć na platformę na stronie creodias.eu i obejrzeć sobie na przykład swoją działkę rekreacyjną na Mazurach, zobaczyć, jak ona wyglądała w ubiegłym tygodniu, a jak rok temu. Może sprawdzić sobie postęp budowy Południowej Obwodnicy Warszawy.

Dotychczas było tak, że by móc użyć tych danych, trzeba było je sobie ściągnąć z hubów. A żeby je ściągnąć, to trzeba je mieć gdzie ściągnąć, czyli trzeba mieć własną infrastrukturę, dyskową, serwerową. To oznacza inwestycje w sprzęt, miejsce, łącza, co stawia barierę wejścia. Bez poważnej kwoty pieniędzy na starcie nie daje się rozpocząć analizy tych danych. Z CREODIAS można to robić. Same dane można obejrzeć za darmo, a za stosunkowo niewielkie pieniądze można kupić infrastrukturę obliczeniową w chmurze, to jest nasza infrastruktura. Celem jest to, żeby cała ta część związana z przetwarzaniem danych stała się w ramach CREODIAS samowystarczalna. Był to zresztą wymóg zamawiającego.

Czyli jeśli mamy pomysł na firmę sprzedającą usługi związane z przetwarzaniem danych satelitarnych, to możemy skorzystać z ułatwienia, jakim jest CREODIAS. A czy jest szansa, żeby z waszego rozwiązania korzystało też państwo - ministerstwa czy państwowe agencje?

- Potencjał jest olbrzymi, na przykład działalność instytucji związanych ze wspólną polityką rolną UE, jak ARMiR w Polsce. Na przykład statystki rozłożenia upraw, które teraz robione są drogą ankietową, można niemal natychmiast zrobić na podstawie zdjęć satelitarnych. Można obserwować, jak się zmienia wegetacja, można monitorować na bieżąco efekty suszy. Można ścigać samowolki budowlane. To wymaga współpracy między biznesem kosmicznym a państwem. Wydaje się, że państwo jest zainteresowane, więc piłka pewnie jest po naszej stronie. Jest tylko problem z tym, że  są wypracowane określone metody zbierania danych przez administrację, a dane satelitarne nie są wymienione z imienia w ustawach.

Mówi pan o tym, że w działalności, którą zajmuje się CloudFerro, na początku trzeba ponosić niemałe koszty związane z infrastrukturą. Jak wygląda finansowanie w tej branży? Czy pojawiają się chętni inwestorzy?

- My na razie nie jesteśmy zainteresowani inwestorami, dajemy sobie radę, natomiast to, czego potrzebujemy i czego byśmy oczekiwali, to finansowanie dłużne. Z tym jest kiepsko. Oczywiście mamy współpracujące banki, które jakoś nas kredytują, ale na przykład bardzo chętnie byśmy postawili w leasingu nasz sprzęt, czyli serwery, komputery. I tutaj się zaczynają problemy, bo można wyleasingować samochód, którego nie potrzebujemy, natomiast jeśli chodzi o nasz sprzęt, to firmy leasingowe nie wiedzą,  jak go wycenić. I to jest poważna rzecz, bo budowanie infrastruktury to spora część naszego budżetu.

Może to miejsce pomoc państwa?

- BGK ma program gwarancji de minimis, który ułatwia uzyskanie kredytu, jak się jest niewielką firmą. I to jest świetne. Ale czasami trafiają się totalne absurdy. BGK ma też inną propozycję, kredyt technologiczny, który jest przeznaczony na inwestycje pod zaawansowane rozwiązania. Jeśli ktoś wdraża usługi, które są innowacyjne, wnoszące dużo nowej wartości na polski rynek, to może wystąpić do BGK o refundację części kredytu. Żeby o nią wystąpić, trzeba dostać promesę kredytową z jakiegoś innego banku.

Myśmy oczywiście wystąpili o taką promesę i dowiedzieliśmy się, że gdyby to był zwykły kredyt inwestycyjny, to pewnie dałoby się go zabezpieczyć naszym sprzętem, ale przypadku kredytu BGK trzeba mieć pewne zabezpieczenie w łatwo zbywalnych dobrach,  jak nieruchomości czy samochody. Nasza firma takich dóbr nie ma i mieć nie będzie, bo ich nie potrzebuje, zostają więc tylko nieruchomości udziałowców.

A my akurat do takiego kredytu idealnie pasujemy, jesteśmy firmą technologiczną, wprowadzamy nowe technologie, zatrudniamy ludzi z bardzo wysokimi kwalifikacjami, podkręcając średnie zarobki w Polsce, do tego jesteśmy firmą z polskim kapitałem i kompetencjami. Rozmawiałem ze znajomymi działającymi w tego typu biznesach i wszyscy się z tym problemem zetknęli. Tu jest na pewno miejsce na pomoc państwa, ja bym bardziej oczekiwał pomocy w tej dziedzinie niż w dotacjach.

Dotacje to nie jest dobry sposób na wsparcie młodego biznesu?

Do dotacji trzeba przygotować bardzo dokładny plan tego, co się chce zrobić, ten proces trwa dwa-trzy lata, a technologia nieustanie się zmienia. Jeśli jednak dotację się dostanie, to trzymać się planu, co wiąże ręce. To nie jest dobry system. Lepszym systemem jest kreowanie rynku poprzez bycie pierwszym klientem – i tego bym zresztą oczekiwał na przykład od Polskiej Agencji Kosmicznej. Budowanie rynku w ten sposób jest o niebo lepsze niż dotacja. Gorąco namawiam stronę rządową do kupowania usług, bycia takim pierwszym klientem, który pozwoli niektórym dziedzinom w ogóle wystartować. Amerykanie robią tak regularnie, podobnie Europejska Agencja Kosmiczna.

Jak się popatrzy na gigantów branży w Europie, to te firmy żyły w znacznej części z sektora publicznego. Satelity były wysyłane, bo potrzebowało ich wojsko i inne służby, a sektor prywatny dopiero później się w to włączał.

A rynek pracy? Wiele polskich firm, z różnych branż, narzeka od dawna na problem ze znalezieniem pracowników.

Widzimy to samo, pozyskanie fachowej kadry to kolejny problem. Firmy naszej branży wyrywają sobie fachowców, trzeba o nich dbać. Programistów czy administratorów IT jest zdecydowanie za mało. Co ciekawe, jest jeszcze takie zjawisko, zupełnie dla mnie nowe, że kiedy czasami trzeba pracownika wysłać na jakiś czas za granicę, to okazuje się, nikt nie chce jechać. Bo oni w Polsce zarobią niewiele mniej niż za granicą, a koszty życia są tam znacznie wyższe.

Branża kosmiczna w Polsce to jak na razie małe firmy. Czy jest u nas miejsce na powstanie dużego podmiotu, taką ikonę na miarę polskiego SpaceX?

- To między innymi wymaga zamówień, tego, żeby i sektor prywatny, i sektor rządowy kupowały usługi. Jak się popatrzy na gigantów branży w Europie, to te firmy żyły w znacznej części z sektora publicznego. Satelity były wysyłane, bo potrzebowało ich wojsko i inne służby, a sektor prywatny dopiero później się w to włączał. Od tego się zaczyna. Ale jak już mówiłem, małe firmy też mają pewne przewagi nad tymi wielkimi.

Jakie CloudFerro, jak na razie niewielka firma, ma plany rozwoju?

Ponieważ jesteśmy młodą firmą, to co roku przynajmniej dwukrotnie zwiększamy obroty. W tym roku ten rozwój będzie jeszcze szybszy, bo zakładamy wzrost trzy-czterokrotny. Oczywiście dalej trudno będzie to tempo utrzymać.

Działalność kosmiczno-klimatyczna to jest jakieś dwie trzecie naszego biznesu. W tej niszy jesteśmy dobrze rozpoznawani, mamy dobrą renomę i patrząc na potencjalną wielkość tego biznesu, jeśli naprawdę obroty z tym związane mogą iść w dziesiątki milionów euro, no myślę, że część z tych pieniędzy musi pójść na infrastrukturę związaną z przetwarzaniem danych satelitarnych.

Więcej o:
Komentarze (41)
Polska branża kosmiczna może urosnąć do wartości 70 mln euro. Ale potrzebne jest większe wsparcie państwa
Zaloguj się
  • byann

    Oceniono 10 razy 10

    Był taki kawał o Albanii (jeszcze za Enwera Hodży), widać aktualny u nas:
    Ogłoszenie na pierwszej stronie w gazecie:
    Jutro wystrzelimy pierwszą albańską rakietę w Kosmos.
    Wzywamy wszystkich patriotów na plac centralny do naciągania gumek!

  • byann

    Oceniono 13 razy 9

    ZSRR - kosmonauci.
    USA - astronauci.
    Chiny - tajkonauci.
    Polska - będą kaczkonauci?

  • jac ben

    Oceniono 8 razy 4

    Ale przecież Pan Premier już zapowiedział, że branża kosmiczna jest dla naszego kraju kluczowa. Wkrótce wszystkie zaangażowane kraje uznają też naszą przewodnią rolę w programie kosmicznym. Kosmicznym Programie Ewangelizacyjnym....

  • rasta-mw

    Oceniono 7 razy 3

    Jesteśmy chyba jedynym europejskim krajem nie posiadającym własnego satelity, czy to rządowego czy prywatnego. Ale za to ego mamy kosmiczne :)

  • franekz

    Oceniono 5 razy 3

    Hostują zdjęcia u siebie- taka ich "kosmiczność". Dali w łapę żeby dostać kontrakt, bo inaczej nie widzę sensu podobnej platformy, hostowanej jedynie w Polsce przez maleńką firmę hostingową.

  • xsawer

    Oceniono 3 razy 3

    Jeśli firma zapewni bez trybu miejsce w kapsule zwykłemu posłowi jestem gotów przeznaczyć na nią swój 1% odpisu podatkowego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX