Argentyna na krawędzi, tysiące miejsc pracy zagrożone. A prezydent podwyższa podatek od eksportu

Od kilku miesięcy w Argentynie pogłębia się kryzys gospodarczy i dlatego tamtejsze władze wprowadzają środki oszczędnościowe i nowe podatki, walcząc z jego skutkami. Prezydent tego kraju zapowiedział ostatnio zlikwidowanie kilku ministerstw oraz wprowadzenie podatku od eksportu.

Słabe wyniki gospodarcze tego kraju i silny amerykański dolar wymuszający spłatę w większości denominowanych w twardej walucie długów, wywarły olbrzymią presję na argentyńskie peso. W efekcie, w przeciągu dziewięciu ostatnich miesięcy, waluta ta straciła na wartości do "zielonego" aż 50 proc.  

Postępujący kryzys zaufania wywindował inflację na niebotyczny dla nas poziom 30 proc. W zeszłym tygodniu celem jej - choć częściowego - stłumienia, bank centralny wprowadził najwyższe obecnie na świecie (poza Wenezuelą) stopy procentowe. Rząd szukając porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w zamian za przekazanie 50 mld dolarów pomocy, znacznie obniżył cel deficytu budżetowego i  zapowiedział redukcje i łączenie ministerstw oraz obniżkę płac. Zmniejszą się też wydatki na inwestycje publiczne. Wszystko to pociągnie za sobą redukcje zatrudnienia (mówi się o kilku tysiącach pracowników).

Jednym z elementów walki o wpływy budżetowe jest podniesienie podatków eksportowych między innymi na zboża i soję do wysokości 4 peso za dolara wpływów eksportowych oraz 3 peso za dolara na inne towary wysyłane na rynki międzynarodowe. A trzeba pamiętać, że Argentyna jest jednym z liczących się na świecie eksporterów zbóż, soi, mięsa wołowego i innych. Dodatkowe ich opodatkowanie może więc wywrzeć presje na wzrosty cen tych produktów na rynkach światowych. 

Tymczasem rząd chce, by pozyskane środki pozwoliły krajowi osiągnąć zrównoważony budżet w przyszłym roku (z wyłączeniem kosztów obsługi długu), zamiast poprzedniej prognozy mówiącej o 2,6 proc. deficycie. 

Czytaj więcej: Koniec z nadwyżkami. Minister finansów spodziewa się "lekkiego" deficytu w budżecie po sierpniu

Traci nie tylko Argentyna

Pomimo wrześniowych rozmów argentyńskiego rządu i MFW w sprawie pakietu ratunkowego, sytuacja na argentyńskim rynku finansowym jest wciąż fatalna. Wyprzedaż peso czy obligacji uderzają już nie tylko w zwykłych Argentyńczyków, ale i grube ryby światowej finansjery. 

Przykładowo, jak podaje Financial Times, jeden z największych inwestorów na rynku obligacji firma Franklin Templeton straciła na handlu argentyńskimi obligacjami ponad 1,2 mld dol. Tego co będzie się działo na rynku nie przewidzieli też jednak eksperci takich firm zarządzających pieniędzmi inwestorów jak BlackRock, Goldman Sachs AM czy Pimco. 

Przecena peso

W minionym tygodniu, Argentyna podwyższyła stopy procentowe do 60 procent, ale jej waluta i tak straciła na wartości. Dlatego zarządzający funduszami są ostrożni przy nabywaniu obligacji argentyńskich obawiając się jeszcze bardziej narazić na ryzyko. 

Także agencja ratingowa Standard & Poor's ostrzegła w miniony piątek, że może obniżyć rating kredytowy Argentyny, obawiając się, że nienajlepsza sytuacja z peso może zagrozić rządowemu programowi gospodarczemu. 

Więcej o:
Komentarze (36)
Argentyna na krawędzi. Prezydent wprowadza... podatek od eksportu
Zaloguj się
  • equinox1976

    Oceniono 21 razy 7

    Eryk Łon z RPP widział ostatnio Turcję jako przykład do naśladowani. Polityka, dumna, nacechowana patriotyzmem doprowadziła wg Łona do ustalenia kursu waluty na korzystnym dla eksporterów poziomie. Ciekaw jestem co powie dziś o Argentynie.
    ps. Ta zgraja pisowskich oszołomów w RPP zamierza tolerować nawet 4% inflacji bez podnoszenia stóp. kazdy sobie odpowie gdzie bedzie polski złoty, ceny na stacjach paliw i cała reszta. ich to nie rusza. W grudniu premia za nic nierobienie i zadowleni. Inflacja Glapciowi i łonowi niestraszna

  • remo29

    Oceniono 20 razy 6

    Wkrótce młodzież nadęta będzie mogła przećwiczyć to, co ich dziadkowie. Jak się nie chce słuchać mądrych, to zostaje kop w dudę.

  • uridium

    Oceniono 4 razy 4

    Elementarz

    Kryzysy są w ekonomii zjawiskiem naturalnym i nie są niczym złym. Keynsizm znalazł na to lekarstwo w postaci interwencjonizmu państwowego, łagodzącego skutki (społeczne głównie) kryzysu - większe zlecenia państwowe w celu podtrzymania spadającego popytu.
    Problem w tym, że etatowi politycy (pasożyty potrafiące wyłącznie żyć z cudzego) szybko się połapali, że rezerwy budżetowe przeznaczane na interwencje w czasie kryzysu, można przeżreć, tj. kupić za nie głosy motłochu w zamian za 'programy społeczne' i podzielić między siebie rozwijając biurokrację.
    Powoduje to stałe zadłużanie, erozję gospodarki i spadek jej efektywności, a jak przychodzi kryzys - bankructwo.
    Dokładnie to realizuje PiSSolidarna szum.o.wina pod hasłem 'dobrej zmiany'.
    I zapowiada więcej!

  • adkrawczyk

    Oceniono 6 razy 4

    a co tam zbankrutują se 5 raz, i tak będą im pożyczać i tak w kółko Macieju

  • tedek1

    Oceniono 14 razy 4

    "wywindował inflację na niebotyczny dla nas poziom 30 procent"

    Nie niebotyczny bo sa jeszcze osoby zyjace ktore pamietaja czasy hiperinflacji,a i i stopa % roczna w Poslce jeszcze 20 lat temu - była zblizona:
    REFERENECYJNA: 1998 - 26 lutego - 24,00%; 95 r. - 31%

    Na początku 1990 roku, gdy NBP ustalił stopę redyskontową na najwyższym poziomie w historii: 49 proc. w skali kwartału (do czerwca 1990 roku wyznaczane na trzy miesiące ), a więc 196 proc. rocznie. Choć do czerwca spadła ona do 28 proc. w skali roku, to w kolejnych miesiącach ponownie rosła, by na początku 1991 roku wynosić 60 procent. Dopiero od sierpnia 2002 roku ma ona wartość jednocyfrową.

  • my_kroolik

    Oceniono 16 razy 4

    I dalej nie rozumieją, że permanentne deficyty budżetowe połączone z populistyczną polityką, gwarantują powtarzające się co parę lat kryzysy?

  • xyz13579

    Oceniono 4 razy 2

    Niedawno na twitterze toczyła się taka oto dyskusja. Po jednej stronie czterech bezczelnych i aroganckich ekonomistów mBank Research, z drugiej zaś pan, przeciwnik zadłużania. Pan zadaje "wilczkom" pytanie: "kto będzie te długi spłacał i kiedy?" Bank...erzy- poza Islandią w żadnym kraju nie odpowiadali karnie za swoje działania- odpowiadają panu:" Nikt. Dług publ. jest na ogół rolowany". Pan nie zapytał niestety -a co jak się nie uda zrolować? (patrz Argentyna). Może i dobrze, bo mógłby usłyszeć- to masz pan problem. Oni przecież swoje zarobią. Pozdrawiam szefostwo mBanku. Nawet nie chce się wam udawać.

  • strach_sie_bac

    Oceniono 12 razy 2

    Polska za 20 lat a może i krócej, jeżeli przy władzy będzie pisbolszewia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX