Rząd obiecywał setki kilometrów nowych dróg w tym roku. Może ich być nawet o 25 proc. mniej

Robert Kędzierski
Zamiast 440 km dróg ekspresowych w tym roku do użytku może trafić zaledwie 325 km. To o 25 proc. mniej niż obiecywano nam w lutym - donosi "Rzeczpospolita". Problemy mogą być coraz większe.

Budowa dróg ekspresowych w Polsce napotyka w tym roku kłopoty, przez co liczba odcinków oddanych do użytku spada względem prognoz. Zamiast obiecywanych w lutym 440 km nowych tras w tym roku gotowych ma być zaledwie 325 km, czyli o 25 proc. mniej - donosi "Rzeczpospolita".

Dziennik wylicza odcinki, z którymi wykonawcy mają problemy. Poślizg na budowie trasy S7 Chęciny - Jędrzejów wynosi już niemal rok. Droga jest budowana trzeci rok. Wykonawca tłumaczy się odmiennymi od wskazanych w zamówieniu warunkami drogowymi.

Równie duże kłopoty dotyczą odcinka Poznań Wronczyn - węzeł Głuchowo na trasie S5. Prace mają zostać ukończone w tym roku, czyli 10 miesięcy po planowanym terminie. Nie ma jednak pewności, że opóźnienia się nie zwiększą.

Budowa S5 w GłuchowieBudowa S5 w Głuchowie GDDKiA

Robotnicy na kilka miesięcy praktycznie zeszli z budowanego odcinka. Dopiero po intensywnych protestach mieszkańców przerażonych tym, że przez kolejne lata będą musieli używać objazdów, roboty znów ruszyły. "Wyborcza" określa budowę tej liczącej zaledwie 16 km trasy jako "jedną z największych drogowych porażek XXI wieku w Wielkopolsce".

Opóźnienia dotykają też odcinka S8 Marki - Kobyłka. Umowa z wykonawcą została zerwana. Powodem było m.in. nierealizowanie zadań objętych kontraktem oraz nieregulowanie płatności dla podwykonawców.

Wyższe koszty oznaczają kolejne opóźnienia

Dla branży sporym problemem są rosnące ceny. Kontrakty podpisane dwa, trzy lata temu często powinny być renegocjowane. Zarówno koszty materiałów jak i pracy wyraźnie bowiem wzrosły, choć np. zdaniem GUS, w 2017 roku ten wzrost był stosunkowo niewielki i wyniósł kilka procent.

Firmy budowlane przytaczają jednak inne dane. Przedstawiciele Budimexu, cytowani przez Murator.plus, twierdzą, że w 2017 roku "cena asfaltu wzrosła o 32 proc., kruszyw granitowych o 20 proc., prętów zbrojeniowych o 19 proc., a betonu towarowego o 14 proc. Do tego o ok. 20 proc wzrosły też koszty robocizny oraz usług".

Czytaj też: Dwa wiadukty na budowanym odcinku autostrady A1 do wyburzenia.

NIK ostrzega, że grozi nam kryzys

Najwyższa Izba Kontroli już w kwietniu ostrzegała, że poprzednim razem tak duży wzrost cen zakończył się katastrofą. Tylko 2011 r. (w czasie kumulacji inwestycji drogowych przed Euro 2012) ceny stali wzrosły o 8 proc., a asfaltu o 26 procent. Między 2009 a 2012 stal zdrożała z 1600 zł do 2500 zł za tonę, co znacząco przekładało się na koszty wykonywania inwestycji. Firmom budowlanym trudno było przewidzieć aż takie zmiany cen, co ostatecznie doprowadziło do poważnych problemów branży. Miejmy nadzieję, że to, co obecnie dzieje się na rynku budowlanym, nie zwiastuje powtórki tego scenariusza.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

***

Co łączy iPoda z filmem "2001: Odyseja Kosmiczna"?

Więcej o:
Komentarze (132)
Rząd obiecywał setki kilometrów nowych dróg w tym roku. Może ich być nawet o 25 proc. mniej
Zaloguj się
  • hotin

    Oceniono 62 razy 24

    Za rządów Tuska rzecz nie do pomyślenia,by były jakiekolwiek poślizgi z inwestycjami.Co za wredny ten PiSowski rząd-prawda redaktorku?

  • gromek1

    Oceniono 36 razy 18

    ale w sgmencie pomniki będzie 200% wykonania!

  • dyzma55

    Oceniono 36 razy 14

    Gadanie i burzenie idzie b. sprawnie. Z budowaniem czegokolwiek jest już znacznie gorzej. Powtórka z rozrywki.

  • hunter4

    Oceniono 17 razy 9

    rozejrzyjcie sie co pis zbudowal przez 5 lat rzadzenia w czasach prospertity oprocz neinawisci?

  • fajny_zajety

    Oceniono 10 razy 8

    Największe inwestycje budowlane będą 2021 - 2024 potem nastąpi bardzo duży spadek inwestycji. Problem będzie miała partia co wygra wybory po 2024. Teraz "niech żyje bal" jest koniunktura i trzeba wydawać wszystko jak leci na inwestycje i prezenty dla ludu. Później partia co wygra w 2024 dostanie mocne baty bo inwestycje i pieniądze z Unii się skończą , a i programy socjalne typu : obniżone emerytury, 500 +, 300 + trzeba będzie ograniczać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX