Po 38 latach pracy 1867 zł netto. Płace w budżetówce "poniżej biologicznego przetrwania"

Rząd i samorządy są największym pracodawcą w Polsce. W 2017 r. zatrudnienie w całej administracji publicznej wyniosło 428,3 tys. osób. Podczas sobotniej manifestacji organizowanej przez OPZZ wielu z nich domaga się wyższych wynagrodzeń.

Na manifestacji zjawią się między innymi pracownicy oświaty, służby zdrowia, szeroko rozumianych usług publicznych oraz pracownicy cywilni wojska – a więc przede wszystkim budżetówka. To pochodna faktu, że w sektorze budżetowym płace są zamrożone od 2010 roku, a w niektórych zawodach nawet od 13 lat. 

Płaca "poniżej biologicznego przetrwania"

Związkowcy z OPZZ chcą w sobotę zapytać rząd, dlaczego nie jest wzorem dobrego pracodawcy i pracownicy budżetówki zarabiają często poniżej minimum socjalnego, a nawet "poniżej biologicznego przetrwania".

Przesada? Niekoniecznie. Jak wynika np. z ostatniego sprawozdania szefa Służby Cywilnej, inspektor ochrony środowiska zarabia teraz 1588 zł netto, kontroler weterynaryjny dostaje przelew wysokości 1680 zł, a kontroler transportu drogowego 1990 zł.

Wynagrodzenia w administracji publicznej w 2016 r.Wynagrodzenia w administracji publicznej w 2016 r. GUS

Niskie zarobki nauczycieli

Mało zarabiają nauczyciele. - Dzisiaj mamy konkurencję ze strony Lidla, Biedronki czy Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie, które na plakatach proponują 4,7 tys. zł brutto. A pensja nauczyciela stażysty na starcie wynosi 2,2 tys. zł. To jest dramat z punktu widzenia przyszłości edukacji, bo ci, na których szkoła czeka, nie przyjdą do zawodu – mówił niedawno w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

W kwietniu rząd wprowadził co prawda podwyżki dla nauczycieli, ale zdecydowanie nie spełniają one ich oczekiwań. Pensje w oświacie wzrosły o 5,35 proc., co w praktyce oznacza, że ich powiększenie od 95 do 168 zł netto.

Minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli kontraktowych wynosi tym samym 2487 zł brutto, mianowanych 2824, a dyplomowanych 3317 zł. 

Strażak i policjant – też biednie

Starszy kierowca ratownik zarabia np. 1950 zł na rękę, a dowódca zastępów w komendach miejskich i powiatowych np. 2120 zł.

To dużo poniżej przeciętnego wynagrodzenia w firmach zatrudniających powyżej 9 osób, które regularnie mierzy GUS. Wynosi ono teraz 4798,30 zł brutto, a więc 3409,82 zł netto.

W Policji też nie ma, delikatnie mówiąc, kokosów. 1939 złotych na czysto otrzymuje kursant (1. grupa zaszeregowania), czyli funkcjonariusz, który przebywa na tzw. stacjonarnym szkoleniu podstawowym. Na stanowisku referenta (3. grupa) średnia miesięczna pensja wzrasta do 3165 zł netto.

Dzielnicowy na rękę dostaje natomiast 3491 zł, a detektyw 3748 zł. Te pensje nie zachęcają raczej do wyjątkowego poświęcenia w walce z przestępczością.

Paradoksalnie na niskie zarobki narzekają nawet w prokuraturze, choć tutaj problem  dotyka głównie nie samych prokuratorów, ale pracowników, którzy wspierają ich pracę.

Dramat w kulturze 

Bardzo niskie są płace w kulturze. Niektóre przykłady tutaj są wręcz szokujące. I tak np. młodszy bibliotekarz z 29-letnim stażem pracy i średnim wykształceniem otrzymuje przelew w wysokości 1655 zł. Po 38 latach pracy bibliotekarz zarabia już 1867 zł netto, a kustosz z doktoratem po 7 latach 1439 zł.

Nie ma np. instytucji kulturalnej w Małopolsce, gdzie wynagrodzenie dla pracowników przekraczałoby 3000 zł brutto, nie licząc kadry zarządzającej – mówił niedawno dla „GDP” Andrzej Rybicki, przewodniczący Rady Sekcji Krajowej Pracowników Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ „Solidarność”.

Koszty życia coraz wyższe 

Zamrożenie pensji w budżetówce powoduje, że od lat te wynagrodzenia realnie spadają – w tym te, których przykłady podaliśmy powyżej. To potwierdzają choćby liczby z drugiej edycji raportu "Portfel statystycznego Polaka" Krajowego Rejestru Długów opracowanego na podstawie badań Kantar Millward Brown. Jego wyniki opublikowano z początkiem września.

Według deklaracji ankietowanych kwoty comiesięczny rachunków, w porównaniu do badania z 2015 roku, wzrosły aż o 61 proc.

- Dla porównania, pensja minimalna w tym okresie wzrosła jedynie o 20 proc., a przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw według GUS wzrosło o 23 proc. Widać dysproporcję. Przy czym warto zaznaczyć, że prezentowane przez nas dane to wynik deklaracji Polaków, a nie statystycznych wyliczeń. Typowe gospodarstwo domowe musi uiścić miesięcznie 1572 zł opłat z tytułu 9 rachunków, ale gdyby wziąć pod uwagę wszystkie możliwe zobowiązania, w tym również największe, jakim jest rata kredytu hipotecznego, którą opłaca już 19 proc. respondentów, to koszty te mogą sięgnąć 4663 zł – komentował wyniki badania Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Skromna propozycja rządowa 

OPZZ chce by wynagrodzenia w budżetówce wzrosły o co najmniej 12 proc. Najnowsze propozycje rządowe są niższe.

O 2,3 proc. ma wzrosnąć w przyszłym roku tzw. kwota bazowa, od której liczy się wynagrodzenia w sferze budżetowej. Taką podwyżkę dostaną wszyscy urzędnicy – 550 tys. osób.

Oprócz tego kilkadziesiąt tysięcy pracowników zatrudnionych w 21 urzędach i inspekcjach, w tym m.in. w Sanepidzie, inspekcji farmaceutycznej i weterynaryjnej ma trafić dodatkowe 2 proc. Dzięki temu dostaną oni w przyszłym roku o 4,3 proc. więcej.

A największe podwyżki – 6,3 proc. – otrzyma 12 tys. pracowników 16 urzędów wojewódzkich.

Ta propozycja nie podoba się związkowcom. Nie tylko dlatego, że jest dużo niższa od ich postulatów. Ustalenie procentowo wzrostu prac w oparciu o kwotę bazową spowoduje, że największe podwyżki dostaną kierownicy i dyrektorzy, a najmniejsze zwykli urzędnicy. Kierownik z pensją 5 tys. zł dostanie np. 315 zł podwyżki, a podlegający mu pracownik tylko 126 zł. Związkowcy chcieli, by najwięcej otrzymali najmniej zarabiający.

Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ!

Emilian Kamiński: Żeby nie być frustratem, zacząłem sam organizować sobie życie [NEXT TIME]

Więcej o:
Komentarze (322)
W sobotę wielka manifestacja budżetówki. Związkowcy z OPZZ mają dość
Zaloguj się
  • rockman

    Oceniono 54 razy 24

    Wywalić połowę urzędasów, niech się wezmą za jakąś normalną pracę co przynosi zyski a nie siedzenie za biureczkiem, picie kawki i ploteczki z gminy. Drugiej połowie podnieść płacę o 100%. Solved

  • napletekgandalfa

    Oceniono 25 razy 13

    Budżetówka? Ludzie wciąż piszą że średnia GUSowska ma się nijak do realnych zarobków Polaków.

  • partia_niewidzialnych

    Oceniono 20 razy 12

    Słynne "wcale nie pijemy kawki tylko ciężko pracujemy" to nie jest problem. Problemem jest to, że ta "niezbędna i ciężka" praca wynika z bezsensownych przepisów, których trzeba bezwzględnie przestrzegać. Problem ten można rozwiązać tak:
    1. Ponieważ nie da się przemodelować całego prawa naraz, trzeba wybrać 20% przepisów, na które urzędnicy poświęcają 80% czasu. Zasada Pareto, jak zawsze i wszędzie.
    2. W tym celu należy wysłać ankieterów do modelowych urzędów. W każdym województwie jest podobnie, więc wystarczy sprawdzić np. 2 urzędy wojewódzkie, 20 powiatów, 100 gmin. Ankieterzy zajmą się chronometrażem: będą przez miesiąc, lub więcej w przypadku nietypowego sezonowego obciążenia pracą, notować dwie rzeczy: co konkretnie robi teraz urzędnik, jeśli chodzi o zadania służbowe, i z jakich przepisów jego zdaniem to może wynikać. Ankieterzy wrzucają wyniki na centralny serwer.
    3. Następnie do gry wkraczają prawnicy. Każdy z nich identyfikuje przepisy, z których wynika największe obciążenie pracą, jednocześnie weryfikując opinie urzędników nt. podstawy prawnej i niezbędności.
    4. Szef prawników tworzy raport: zidentyfikowaliśmy 30% przepisów, które generują 85% pracy urzędników.
    5. Szef szefa prawników powołuje zespół, który wśród tych 30% identyfikuje te, których nie można usunąć z prawa ze względu na harmonizację z UE lub inne celowe i zasadne potrzeby.
    6. Zostaje 20% przepisów, które generują 80% pracy urzędników. Partia rządząca przygotowuje ustawy, które je uchylają. Powstaje plan obligatoryjnych zwolnień 60% urzędników (będą różnice wynikające z zaokrągleń, nie da się zwolnić 0,75 człowieka).
    7. Urzędnicy zostają zwolnieni. Pozostałe 40% zarabia 100% więcej. 20% oszczędności wraca do podatników.
    8. W kwestii działań osłonowych: najszybciej będzie chyba z tych pań zrobić opiekunki do dzieci. Niech dostaną darmowe studia i kursy. Silniejsze i sprawniejsze - do opieki nad starszymi ludźmi.

  • unterhose

    Oceniono 14 razy 8

    Głupota totalna, artykuł nie mówi prawdy. Glina 1939 na rękę to jest mało? Dokładamy do tego wyprowiantowanie, dodatek mieszkaniowy, dodatek mundurowy, dodatek dojazdowy. Do tego emerytura wcześniejsza, dodatek emerytalny, dodatek za efektywność, dodatek za odznaczenia, można mnożyć. Jeśli tak jest źle, to czemu największe lewusy, osoby nieprzygotowane zawodowo do życia pchają się na te budżetowe stołki? Za mało, to idź jeden z drugim kopać rowy melioracyjne

  • smiki48

    Oceniono 8 razy 6

    bezczelnością jest porównywanie płac w policji i administracji. Początkujący policjant nie mający żadnego doświadczenia dostaje wynagrodzenie znacznie wyższe niż główny specjalista z wieloletnim stażem w inspekcji ochrony środowiska. A jak dodamy do tego uprawnienia emerytalne i pewność zatrudnienia to okaże się że policjanci zarabiają po sprowadzeniu do wspólnego mianownika zarobków, co najmniej cztery razy więcej. A głównym celem policjantów jest dotrwanie do emerytury. Sam zgłaszałem kradzieże z włamaniem i praktycznie podając sprawców na tacy (monitoring, zostawione przez sprawcę potwierdzenia zakupu kartą) i policjantka nic nie zrobiła, nawet nie chciała przyjąć dowodów i oczywiście sprawę umorzono.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX