Atak na Pawła Adamowicza. K. Liedel: "Boję się, że będzie na siłę szukanie winnych"

Boję się, że będzie na siłę szukanie winnych, bo taka jest niestety polska rzeczywistość. Tak wynika z historii tego typu zdarzeń w naszym kraju - mówi Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa Collegium Civitas, były dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Odpowiadał pan w swojej karierze z zabezpieczenie niejednej imprezy w naszym kraju. Czy według pana popełniono błędy podczas zabezpieczania imprezy w Gdańsku, podczas której doszło do ataku na prezydenta Pawła Adamowicza?

Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa Collegium Civitas, były dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego: Na razie jest jeszcze za wcześnie, by jednoznacznie wyciągać tego typu wnioski. Na pewno doszło do tragedii, prezydent został śmiertelnie raniony, więc zaistniała jakaś luka w systemie bezpieczeństwa, ale na tym etapie wydaje mi się, że jest za wcześnie, by odpowiedzieć na pytanie, kto zawinił.

Jakie wnioski pan wyciągnął po obejrzeniu nagrania z momentu ataku, które są publicznie dostępne?

Widać, że napastnik przyjął tutaj procedurę planowania. Wszedł w posiadanie identyfikatora, wykorzystał go, żeby znaleźć się w otoczeniu prezydenta i dokonać tego ataku. Jeśli gdziekolwiek szukalibyśmy jakiś luk w tym systemie, to być może właśnie w systemie dystrybucji albo kontroli identyfikatorów. Nie wiemy, czy ta przepustka została sfałszowana, czy ukradziona, czy napastnik wszedł legalnie w jego posiadanie. Tutaj śledztwo będzie na pewno prowadzone w tym kierunku.

Czy sam prezydent Paweł Adamowicz był niewystarczająco chroniony? Wcześniej osobiście zbierał pieniądze na ulicach Gdańska.

Czym innym jest zabezpieczenie tej imprezy, a czym innym jest bezpieczeństwo osobiste samego prezydenta. Paweł Adamowicz nie korzystał z osobistej ochrony i ci, którzy tam zabezpieczali imprezę, mówię tu o firmie ochroniarskiej i o policji, to oni byli dedykowani do tego, żeby zapewnić bezpieczeństwo i porządek wszystkim uczestnikom tego wydarzenia. Dlatego większość ochroniarzy patrzyła się w stronę publiczności, żeby reagować na ewentualne wtargnięcie na scenę, albo żeby zapanować nad tłumem. Ochrona nie była dedykowana osobiście prezydentowi. Taktyka ochrony osobistej jest zupełnie inna niż patrole ochroniarskie podczas imprezy masowej.

Ochrona była odwrócona w zupełnie inną stronę niż scena, tak przynajmniej wygląda to na nagraniach. Sam zwraca pan także na to uwagę.

To nie była ochrona prezydenta. Taktyka ochrony VIP-a to jest zupełnie inny mechanizm. Bardzo często jest tak, że osoby publiczne biorą udział w imprezach masowych i widzimy, że oprócz ochrony czy policji na miejscu pracują też osobiści ochroniarze.

Czy reakcja firmy ochroniarskiej była zbyt wolna?

Trzeba do tego typu oceny podchodzić bardzo ostrożnie. My bardzo często podchodzimy do takich wydarzeń z perspektywy filmów i wyreżyserowanych tam reakcji. Realne życie wygląda inaczej, bo mechanizm wyparcia jest tak silny, że w sytuacji kryzysowej ludzie zaczynają najpierw zastanawiać się, czy nie jest to np. element widowiska, czy choćby prezydent się nie potknął. Brak reakcji, zaskoczenie, niedowierzanie, to są naturalne reakcje psychologiczne.

Przez 27 lat odbyły się tysiące tego typu imprez. Nikt przecież nie mógł sądzić, że dojdzie takiego ataku z nożem i to jeszcze na scenie.

To prawda, że nie było w Polsce tego typu incydentów. Bezwzględnie zawsze trzeba brać pod uwagę najgorszy scenariusz. Jeżeli wydajemy pieniądze na ochronę i zabezpieczenie imprez, to nie robimy tego tylko na pokaz. Robimy to po to, żeby wykluczyć zagrożenie. Zawsze ochrona powinna być motywowana nie tylko przepisami, ale analizą ryzyka.

Czy procedura zabezpieczenia tego typu imprez teraz się diametralnie zmieni?

Dużo będzie zależało od wyników śledztwa. Po pierwsze będzie ono dotyczyło samego napastnika, a po drugie procedur. Boję się, że będzie na siłę szukanie winnych, bo taka jest niestety polska rzeczywistość. Tak wynika z historii tego typu zdarzeń w naszym kraju. Najważniejsze jest jednak wyciągnięcie mądrych, analitycznych wniosków.

Więcej o: