Lawinowy wzrost "głodowych" emerytur. Czkawką odbija się bezrobocie i śmieciówki

Jak wynika z danych ZUS, w grudniu 2018 r. już blisko 219 tys. emerytów otrzymywało z ZUS świadczenie niższe od minimalnego ustawowego. W ciągu zaledwie siedmiu lat liczba takich osób wzrosła dziewięciokrotnie, a za 10 lat prawa nawet do emerytury minimalnej może nie mieć nawet 615 tys. emerytów. Problemy sprzed lat - wysokie bezrobocie, fala umów śmieciowych czy niedobór żłobków i przedszkoli - oraz praca "na czarno" dziś dla tysięcy osób oznaczają bardzo niskie emerytury.

Dane pokazane ostatnio przez ZUS wyglądają koszmarnie. W grudniu 2018 r. emerytury z ZUS w wysokości poniżej ustawowej emerytury (wówczas było to ok. 1030 zł brutto, dziś 1100 zł) otrzymywało 218,8 tys. osób. Siedem lat wcześniej takich emerytów było zaledwie 23,9 tys.

.. .

Dla uściślenia - mówimy o tzw. emeryturach nowo systemowych, czyli wypłacanych na zasadach z reformy emerytalnej z 1999 r. Kolejne roczniki przechodzą na emerytury na tych regułach, więc nieco siłą rzeczy coraz więcej w gronie "emerytów nowo systemowych" jest też osób z emeryturą niższą od najniższej. Jednak niepokoić może fakt, że w 2011 r. świadczenia poniżej minimalnego ustawowego poziomu otrzymywało 4,2 proc. emerytów "z nowego systemu", a w 2018 r. już 8,5 proc., Spośród emerytur przyznanych w 2018 r. już co szósta opiewała na kwotę niższą niż ustawowa emerytura minimalna. 

.. .

Najczęściej emerytury niższe od minimalnych opiewają na kwoty ok. 600-1000 zł, choć zdarzają się i te dosłownie groszowe.

.. ZUS

Jak szacuje Federacja Przedsiębiorców Polskich, już w 2020 r. osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego może być 315 tys., a w 2030 r. aż 650 tys.

Z drugiej strony, warto mieć świadomość, że w jakiejś części (niestety trudno szacować w jakiej) mówienie o emeryturach takich osób jako o "głodowych" jest pewnym nadużyciem. W tym sensie, że czasem takie osoby mają inne źródła dochodów, są na utrzymaniu małżonka itd., i nawet jeśli dostają z ZUS 300 czy 700 zł, to nie są w dramatycznej sytuacji materialnej.

Ale oczywiście sytuacja jest znacznie bardziej złożona.

Kto nie ma prawa do emerytury minimalnej?

Komu należy się gwarantowana ustawowo emerytura minimalna, a kto nawet do tej kwoty nie ma prawa? Warunkiem do emerytury minimalnej (dziś 1100 zł brutto) jest odpowiedni "staż" w opłacaniu składek ZUS - w przypadku kobiet 20 lat, dla mężczyzn 25 lat. Do stażu pracy liczą się nie tylko okresy składkowe (czyli gdy ktoś pracował i były za niego odprowadzane składki na ubezpieczenie społeczne), ale i tzw. okresy nieskładkowe (np. okresy urlopu wychowawczego, okresy pobierania zasiłków z ubezpieczenia chorobowego lub opiekuńczego, okresy pobierania wynagrodzenia za czas niezdolności do pracy itd.). 

Nawet jeśli komuś z odprowadzanych przez całe życie składek nie "wychodziłaby" emerytura na poziomie minimalnej gwarantowanej ustawowo, to jest ona podwyższana do tej wysokości, jeśli tylko emeryt wykaże staż składkowy 20 lat (dla kobiet) lub 25 lat (dla mężczyzn).

W przeciwnym wypadku taka osoba prawa do emerytury minimalnej nie ma. Jeśli więc z tego, co "uzbierała" w ZUS ze składek i kapitału początkowego (czyli ze środków sprzed reformy emerytalnej w 1999 r.) wychodzi świadczenie w wysokości np. 800 zł, 300 zł czy nawet 2 albo 4 groszy - bo i takie sytuacje się zdarzają - właśnie taką emeryturę otrzymuje.

Wina "śmieciówek"...

To, że już blisko 219 tys. osób nie ma prawa nawet do emerytury minimalnej oznacza, że te osoby nie mają stażu składkowego wymaganego do tego najniższego gwarantowanego świadczenia. Czy oznacza to, że nie przepracowały w swoim życiu 20-25 lat? 

Po części tak, ale w wielu przypadkach przyczyną jest też długoletnia praca na podstawie tzw. umów śmieciowych - np. umów o dzieło czy umów-zleceń. Przez wiele lat te pierwsze w ogóle nie były oskładkowane, a w przypadku umów-zleceń składki były naliczane tylko od pierwszej. Tymczasem pracodawcy często zawierali z pracownikiem kilka umów-zleceń, w tym pierwszą (tę ozusowaną) na raczej symboliczną kwotę.

Po pierwsze - wówczas również odprowadzane składki były bardzo niskie. Po drugie - takiej osobie do stażu składkowego (który jest kluczowy dla emerytury minimalnej) liczyło się tylko tyle, ile jej wynagrodzenie na ozusowanej umowie stanowiło w stosunku do płacy minimalnej w kraju. Co to oznacza? Przykładowo, w 2011 r. płaca minimalna w Polsce wynosiła 1386 zł. Jeśli ktoś na pierwszej ozusowanej umowie-zleceniu miał kwotę 138,60 zł, to do jego stażu składkowego nie liczył się cały rok pracy, ale tylko 1/10 roku. 

Łatwo można więc zauważyć, że długoletnia praca na podstawie umów "śmieciowych" była w stanie skutecznie zamknąć drogę do emerytury minimalnej - nawet jeśli w praktyce ktoś pracował dłużej niż 20-25 lat.

Dopiero od 2016 r. reguły ozusowania umów cywilnoprawnych zostały trochę zmienione - tzn. oskładkowane są wszystkie umowy-zlecenia do wartości wynagrodzenia minimalnego, w niektórych przypadkach ozusowane są też umowy o dzieło.

Oczywiście, być może w jakiejś części praca na nieoskładkowanych lub prawie nieoskładkowanych umowach wynikała z decyzji pracownika. W ten sposób miał bowiem trochę więcej "na rękę". Niestety, zapewne w znacznej większości przypadków wybór był zgoła inny - praca na umowie-zleceniu albo brak pracy w ogóle. 

W szczytowym momencie - w latach około 2011-2013 - jednorazowo ponad milion osób pracowało na umowach "śmieciowych". Łącznie przez rynek pracy na tego typu umowach przewinęło się znacznie większa liczba takich pracowników, ok. 2 mln

- mówi Łukasz Kozłowski, ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Trzeba mieć świadomość tego, jak funkcjonował rynek pracy około 10 lat temu. Relatywnie dużo nieoskładkowanych umów było zawieranych m.in. w sektorze zamówień publicznych. Nie stosowano tu klauzul społecznych, dominującym kryterium była najniższa cena. Z warunków kontraktów wprost wynikało, że koszty zatrudnienia muszą być minimalizowane w każdy sposób. Tylko firmy, które na to się godziły, miały możliwość uczestniczenia w tym rynku

- dodaje Kozłowski.

... ale po części też świadoma decyzja życiowa

Umowy śmieciowe, które często niewiele dokładały do wymaganego przy emeryturze minimalnej stażu składkowego, to jednak tylko jedna strona medalu. Jest i druga strona, którą symbolicznie obrazują dwa zdania z niedawnego raportu ZUS o emeryturach niższych od minimalnych:

Wśród osób pobierających w grudniu 2018 r. emeryturę przyznaną w 2018 r. w wysokości niższej niż najniższa, 49,1 proc. (51,8 proc. mężczyzn i 48,3 proc. kobiet) miało emeryturę wyliczoną jedynie z kwoty zwaloryzowanego kapitału początkowego (nie miało składek). Oznacza to, że osoby te nie odprowadziły ani jednej składki na ubezpieczenie emerytalne po 1998 r.

Niemal połowa osób, które w 2018 r. przeszły na emeryturę i okazało się, że nie mają prawa do emerytury minimalnej (czyli nie mają stażu 20-25 lat) NIE PRZEPRACOWAŁA od 1999 r. ani jednego dnia na podstawie oskładkowanej formy zatrudnienia, choćby symbolicznej umowie zlecenia. Czyli - te osoby albo w ogóle nie pracowały, albo pracowały zupełnie "na czarno", albo tylko na podstawie nieoskładkowanych umów o dzieło. 

Z czego to wynikało? Znów - można tylko gdybać, bo niestety żadnych oficjalnych statystyk nie ma. Czasem to, że ktoś dziś otrzymuje emeryturę niższą od najniższej, mogło wynikać ze świadomej decyzji o pracy przez lata poza "systemem", bez odprowadzania składek emerytalnych. Taka osoba dostawała wówczas więcej "na rękę", a w niektórych przypadkach - dzięki niskim jawnym dochodom - mogła też korzystać z różnych form pomocy socjalnej.

W niektórych sytuacjach brak prawa do emerytury minimalnej (jako konsekwencja przepracowania tylko kilku czy kilkunastu lat w swoim życiu) wynika z przyjętego modelu rodziny. Jak pokazują dane ZUS, mniej więcej co szósta kobieta z emeryturą "niższą od najniższej" mieszka na Śląsku, gdzie bodaj najmocniej zakorzeniona była "tradycja", że rodzinę utrzymywał mąż-górnik, a kobieta zajmowała się domem i dziećmi. W tym kontekście warto przypomnieć, że od marca br. osoby (siłą rzeczy głównie kobiety), które wychowały przynajmniej czworo dzieci, mają prawo do świadczenia "Mama 4 Plus" w wysokości emerytury minimalnej (lub do wyrównania obecnej emerytury do tej kwoty, jeśli otrzymywały mniej). 

W pewnej części przypadków niekoniecznie jest więc tak, że osoby z emeryturami niższymi od minimalnej nie mają za co żyć. Choćby kilkaset złotych z ZUS są dla nich tylko dodatkiem, a np. uzyskują inne dochody albo są na utrzymaniu męża.

Bezrobocie i brak żłobków

Z naszej rozmowy z jednym z ekspertów emerytalnych w Polsce wynika, że sporo osób otrzymujących bardzo niskie emerytury wcale nie ma o to "żalu". Miały świadomość, że tym poskutkuje brak składek emerytalnych.

Wydaje się jednak, że takie postawienie sprawy może być uzasadnione tylko w jakiejś części przypadków, m.in. tych naprawdę groszowych emerytur (rekordowo niską emeryturę 2 grosze miesięcznie otrzymuje osoba, która składkowała w swoim życiu przez jeden dzień). Czasem jednak rzeczywistość była bardziej skomplikowana.

Dr hab. Iga Magda ze Szkoły Głównej Handlowej zwraca uwagę na wysokie bezrobocie głównie pod koniec lat 90. i początku XXI wieku - oscylujące wokół 20 proc. - Odsetek osób, które miały dłuższe przerwy w życiu zawodowym, jest wyraźnie wyższy - mówi dr Magda. Nawet dla osób zarejestrowanych w urzędach pracy składki emerytalne były odprowadzane tylko przez pewien czas. 

Zwraca też uwagę na nie tak szybkie jak obecnie powroty kobiet na rynek pracy po urodzeniu dziecka. W takiej sytuacji kobiety nie "wyrabiały" odpowiedniego stażu składkowego.

To także kwestia braku dostępności miejsc opieki i tego, jak bardzo szybko spadła podaż tych miejsc po 1991 r. One były odbudowywane stopniowo dopiero mniej więcej od połowy lat dwutysięcznych, gdy weszły środki unijne wspierające ten proces budowy żłobków i przedszkoli. Także, dopiero w 2011 r. weszła w życie ustawa, która znacznie uprościła zakładanie żłobków

- mówi dr hab. Iga Magda. Dodaje, że problemem w części przypadków może być także brak możliwości udowodnienia w ZUS części okresów składkowych sprzed 1999 r.

Emerytura minimalna w górę

Przekornie można też powiedzieć, że po części wzrost liczby osób z emeryturami niższymi od minimalnych może być też związany ze... sporymi podwyżkami emerytury minimalnej w ostatnich latach. Po prostu świadczenia np. 900 czy 1000 zł do pewnego momentu były powyżej wartości emerytury minimalnej, ale po kolejnych podwyżkach spadły już poniżej tego progu. A jeśli ktoś nie miał wymaganego stażu składkowego, nie mógł liczyć na podniesienie jego świadczenia do wysokości emerytury minimalnej. 

Niskie emerytury są i będą faktem

Niezależnie od kwestii emerytury minimalnej i tego, kto i z jakiego powodu jej nie może otrzymać, nie da się ukryć, że już teraz świadczenie wyłącznie z ZUS raczej nie wystarczy na starość pod palmami. Trudno nie zgodzić się z tym, że nawet obecne 1100 zł brutto emerytury minimalnej (czyli ok. 934 zł netto) nie jest kwotą satysfakcjonującą.

A może być jeszcze gorzej niż jest. Jak wynika z najnowszego raportu Instytutu Badań Strukturalnych, stopa zastąpienia (czyli relacja wysokości pierwszej emerytury do ostatniej pensji) w Polsce do 2060 r. spadnie najmocniej ze wszystkich krajów Unii. Dziś to ok. 60 proc., ale w 2060 r. wyniesie według IBS tylko 24 proc. 

.. źródło: IBS

Dziś wysokość emerytur zależy od tzw. kapitału początkowego (sprzed reformy w 1999 r.) i odprowadzonych składek (od 1999 r.). W kolejnych latach coraz większe znaczenie dla wysokości emerytur ma i będzie mieć wysokość odprowadzanych składek w nowym systemie. Żeby było ich jak najwięcej, można byłoby podnieść składkę obowiązkową (ale to oznacza niższe pensje "na rękę"; zresztą taką dodatkową składką będą już wpłaty na PPK) albo dłużej pracować. 

Jak wynika z analizy Instytutu Badań Strukturalnych, przy założeniu przejścia na emeryturę zgodnie z obecnym wiekiem emerytalnym (60/65 lat), w 2060 r. ponad 60 proc. osób będzie otrzymywało świadczenia nie wyższe niż emerytura minimalna. Przy przejściu na emeryturę w wieku 67 lat (niezależnie od płci), ten odsetek wyniósłby ok. 25 proc.

.. źródło: IBS

Nawet Salomon z pustego nie naleje. Musimy mieć więcej składek, dłuższe okresy składkowe - to jest jedyny sposób na budowanie w miarę niegroszowych emerytur z ZUS

- mówi w rozmowie z next.gazeta.pl dr Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego. Zwraca też uwagę na jeszcze jedną "cechę" Polaków.

Cieszymy się, gdy nie musimy na czymś zapłacić składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, a potem się dziwimy, że tych składek nie mamy i dostajemy niskie emerytury. Często pracownicy wybierają nieozusowane świadczenia, np. nagrody jubileuszowe. Tylko w efekcie ich emerytura będzie niższa

- mówi dr Wojewódka. 

Więcej o:
Komentarze (283)
Lawinowy wzrost 'głodowych' emerytur. Czkawką odbija się bezrobocie i śmieciówki
Zaloguj się
  • wlkp88

    Oceniono 46 razy 36

    A co na to 40 letni emeryci strazacy wojskowi i inni tego typu zero odkladania składek najdłużej pobieraja emerytury najdłużej żyja no chyba że AA z lenistwa co nie jest rzadkościa ich pochłonie .Co powiecie reszcie spoleczeństwa że trzeba było byc leniem i iśc do służb wiecie nie każdy tak umie całe życie sciemniac i byc na utrzymaniu reszty

  • kamuimac

    Oceniono 39 razy 27

    to nie umowy śmieciowe sie odbijaja . to sie odbija 30 lat pracy na czarno bo "tylko naiwniaki płacą na ZUS" . zobaczycie co bedzie za 10 lat jak na emerytury zacznie przechodzic pokolenie ludzie którzy w ltach 90tych byli 30latkami . to miliony które robiły na czarno na zachodzie nie odprowadzajac składek . to dopiero bedzie zgrzytanie zębów

  • yayebye

    Oceniono 27 razy 25

    Niedługo zaczną wchodzić w wiek emerytalny samozatrudnieni w latach 90/00.
    Tez będzie wesoło.

  • jaleros

    Oceniono 33 razy 23

    Ktoś nie zapłacił żadnej składki? To się nie dokładał do tego worka bez dna jakim jest ZUS i był liberałem w stylu Korwina, nikogo nie obrażając.
    Nic nie odłożył na starość? Zostaje więc teraz socjalistą i żąda od społeczeństwa socjalu.
    Właśnie to czytam tu w komentarzach.

  • muppetshow1982

    Oceniono 22 razy 22

    co to będzie, jak na emeryturę będą przechodzić te wszystkie instagramerki, influeserki czy jutuberki?

  • dante_waw

    Oceniono 30 razy 20

    Ojej czyzby pierwsi emeryci z elastycznego rynku pracy lat 90 tych i 2000...

    Dlaczego za namowa naszych ekspertow nie oszczedzali na swoja emeryture... przeciez z nieoskladkowanych umow z 4 PLN/h.. mozna bylo sporo odlozyc.. zamiast bezmyslnie konsumowac.....

    Najwazniejsze ze kler, mundurowi, agenci Tomki, resortowi szatniarze, prokuratorzy, sedziowie i rolnicy sie nie skarza.....

  • cozabadziew

    Oceniono 20 razy 16

    Czkawką to się odbija przestarzały system emerytalny nieadekwatny do obecnej sytuacji demograficznej, oraz rządy socjalistów, którzy zamiast odkładać nadwyżki budżetu do funduszu rezerwy demograficznej wolą kupować za nie głosy pospólstwa...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX