Amber Gold. Były szef NBP mówił o "oleju w głowie", syndyk w kasie zastał 600 zł. Oszukani niemal na nic nie mogą liczyć

Po siedmiu latach od upadku Amber Gold, zapadnie wyrok wobec twórców tej piramidy finansowej. Oszukani nadal nie zobaczyli choćby złotówki z ulokowanych środków.

W poniedziałek 20 maja Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi wyrok w procesie przeciwko Marcinowi i Katarzynie P. - twórcom piramidy finansowej Amber Gold. Prokuratura żąda dla P. po 25 lat więzienia, obrona wnosi o ich uniewinnienie. 

Afera Amber Gold to jedna z największym afer finansowych w Polsce. Spółka działała w latach 2009-2012. Przedstawiała się jako "dom składowy". W największym skrócie, jej działalność miała polegać na zakupie fizycznego złota i innych metali szlachetnych za pieniądze wpłacone przez klientów, i przechowywanie w specjalnych skrytkach depozytowych. Wszystko pięknie opakowane w formie "lokaty", która po upływie określonego czasu (od kilku miesięcy do kilku lat) miała dać po 10-14 proc. pewnych zysków w skali roku. Do tego piękne certyfikaty nabycia, gwarancja 100 proc. bezpieczeństwa kapitału m.in. dzięki "Funduszowi Poręczeniowemu AG", dodatkowe indywidualne ubezpieczenie umowy na koszt firmy czy brak 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych. Istne eldorado w sytuacji, gdy średnio banki w tych latach płaciły na lokatach bankowych po ok. 3,5-5 proc.

Po kilku miesiącach działalności, w październiku 2009 r., Amber Gold zostało wpisane na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. Powód? Łamanie art. 171 Prawa bankowego, które mówi, że bez zezwolenia KNF nie można prowadzić działalności polegającą na gromadzeniu pieniędzy od osób fizycznych czy instytucji „w celu udzielania kredytów, pożyczek pieniężnych lub obciążania ryzykiem tych środków w inny sposób". W przypadku Amber Gold było to właśnie "obciążanie ryzykiem środków w innych sposób".

Obecność na liście ostrzeżeń publicznych nadzorcy była jednak wyłącznie alarmem, aby tej spółki się wystrzegać (jeśli same obietnice odsetek znacznie wyższych od tych z lokat w bankach czy 100-procentowa gwarancja zysków w przypadku inwestycji w metale tej czerwonej lampki nie zapalały). Mimo to o usunięcie z listy ostrzeżeń publicznych Amber Gold uparcie walczyło.

Amber Gold było typową piramidą finansową, tzw. wpłaty jednych klientów pokrywały wypłaty dla poprzednich.

Spółka utrzymywała się jedynie z pieniędzy wpływających na jej rachunki od osób zawierających umowy lokat w metale szlachetne. Środki te były następnie przeznaczane na różnorodne cele, ale przede wszystkim niezwiązane z przedmiotem umów zawieranych z klientami. Płynność finansowa spółki była z jednej strony uzależniona od ciągłego napływu środków od nowych klientów. Z drugiej zaś od stosunkowo niewielkiego odpływu pieniędzy tytułem zakończonych i nieprzedłużonych lokat

- mówił w kwietniu prokurator Tomasz Janicki z Prokuratury Okręgowej w Łodzi podczas mów końcowych w procesie Marcina i Katarzyny P.

W końcu nadszedł czas, że wpłat od klientów było za mało i oszukańczy "model biznesowy" upadł. Mleko rozlało się 13 sierpnia 2012 r. To tego dnia Amber Gold ogłosiło likwidację. Klienci zostali z niczym, oszczędności utraciło ok. 19 tys. osób. Ich straty prokuratura wyceniła na ok. 850 mln zł, choć są wątpliwości co do interpretacji tej kwoty. Jak tłumaczył przez sejmową komisją śledczą ds. afery Amber Gold były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak, do tej kwoty prokuratura wliczyła wszystkie wpłaty klientów parabanku, nawet te, które zostały zwrócone. - W przypadku Amber Gold kwota wierzytelności według stanu na sierpień 2012 roku to jest kwota 584,5 mln zł - mówił Jakubiak.

Naiwni czy perfidnie oszukani?

Dziś można oczywiście mówić o jakiejś naiwności czy braku ostrożności ofiar gdańskiej spółki. Były premier i prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka mówił w 2017 r. przed komisją śledczą, że "każdy kto miał trochę oleju w głowie widział, że gwarantowany zysk wynoszący 13 proc. to gruby przekręt".

Niestety, wielu Polaków o istnieniu listy ostrzeżeń publicznych KNF, o tym ile procent na lokacie oznacza podejrzanie dużo, czym jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny czy jakie są inne zasady bezpiecznego lokowania oszczędności uczyło się na błędach osób pokrzywdzonych w aferze.

Warto też mieć na uwadze, że w kontekście Amber Gold nie mówimy o małej "garażowej" spółce. Mówimy o właścicielu linii lotniczych (OLT Express), o dużej grupie kapitałowej z pięknymi oddziałami rozsianymi po całej Polsce, z bardzo rozbudowanym marketingiem. Jej komunikaty reklamowe publikowały gazety, jej ofertę komunikowały duże serwisy internetowe. Wręcz za złośliwość można uznać fakt, że baner Amber Gold jakiś czas wisiał w bezpośrednim sąsiedztwie siedzib Komisji Nadzoru Finansowego i Narodowego Banku Polskiego.

Amber Gold robiło wiele, żeby się "uwierzytelnić", żeby uchodzić za przekonującą, wiarygodną spółkę. Poza tym, o ile do firm "ze słupa ogłoszeniowego" można mieć bardzo ograniczone zaufanie, o tyle właśnie ze względu na skalę działalności spółki, jej obecność w mediach i przestrzeni publicznej nieco trudniej było podejrzewać, że mogłaby działać "obok prawa".

Marcin P. wpisał się także w "modę" na inwestowanie w szybko drożejące w tamtym czasie złoto. Wiele osób zwracało też uwagę na pewne podobieństwo do Alior Banku, który akurat wchodził z przytupem na rynek. Podobne bordowe barwy, dosyć podobne nazwy itd. 

Bardzo długo byłem przekonany o tym iż Amber Gold to jakiś oddział, ekspozytura czy inna forma Alior Banku

- mówiła jedna z ofiar parabanku, cytowana przez portal wpolityce.pl.

Wassermann "miażdży" Tuska

Przez trzy lata organy i instytucje publiczne nie przystopowały działań spółki (a w zasadzie grupy spółek) zarządzanej przez Marcina i Katarzynę P. Dlaczego? Dlaczego gdy KNF złożyła doniesienie do prokuratury, ta po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności Amber Gold znamion przestępstwa? Dlaczego Marcin P. przez kilka lat prowadził parabank, mimo że wcześniej był już skazany za wyłudzenia finansowe?

Ten i inne wątki w latach 2016-2019 badała sejmowa komisja śledcza. Jej prace zakończyły się w zeszłym tygodniu publikacją raportu opiewającego na blisko 700 stron. Szefowa komisji Małgorzata Wassermann mówiła wówczas m.in., że ustalenia są "miażdżące" dla premiera Donalda Tuska i jego ministrów, "skrajnie źle" oceniła też działania prokuratury, policji i służb specjalnych. Nie miała też wątpliwości, że Marcin P., szef Amber Gold, był tzw. słupem i na pewno nie był osobą, która wymyśliła działalność i podejmowała w niej ważne decyzje.

Prokuratura pracuje pod pełną kontrolą ministra Ziobry. Gdy okazało się, że tak zorientowana prokuratura i służby nie są w stanie nawet nie są w stanie nic zasugerować pod moim adresem, pozostało miękkie insynuowanie, że nie do końca panowałem nad państwem

- mówił Tusk po jednym z przesłuchań przed komisją.

Czytaj więcej: Wassermann godzinę mówiła o raporcie ws. Amber Gold. Brejzie wystarczyły cztery minuty

Jak odzyskać pieniądze?

Amber Gold pieniędzy swoich klientów po prostu nie miała. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego znalazła tylko kilkadziesiąt kilogramów złota i srebra, wartych maksymalnie kilkanaście milionów złotych. W zeszłym roku przed komisją śledczą syndyk masy upadłościowej Amber Gold Józef Dębiński oznajmił, że gdy przyszedł do spółki, w jej kasie było 600 zł.

Syndyk od kilka lat spienięża majątek Amber Gold i państwa P. - nieruchomości, majątek ruchomy, samochody, a nawet logo spółki, odzyskuje pożyczki udzielone przez Amber Gold. Obecnie jest mowa, iż w masie upadłościowej jest ok. 70 - 80 mln zł. Nawet w tym najbardziej optymistycznym założeniu, to nadal ułamek tego, ile stracili klienci parabanku. Tym bardziej, że w międzyczasie syndyk ponosi także koszty działalności związane choćby z utrzymaniem biura, korespondencją czy windykacją pożyczkobiorców Amber Gold.

Należności po Amber Gold, które zostały zgłoszone do syndyka, to prawie 600 mln zł. Zdecydowana większość to oczekiwania 12 tys. osób, które ulokowały swoje oszczędności w Amber Gold. Ale w kolejce po pieniądze czekają także np. ZUS, skarbówka, byli pracownicy grupy czy jej kontrahenci. Nie trzeba więc komentować tego, jak wyglądają szanse na odzyskanie środków tą drogą. Realnie można mówić o kilkunastu procentach ulokowanych pieniędzy. 

W 2018 r. przelewy od syndyka dostało ok. 20 osób, które swoje wierzytelności wobec Amber Gold zabezpieczyli hipotekami na nieruchomościach spółki. Możliwe, że wypłaty na szerszą skalę ruszą jeszcze w 2019 r.

Dla wielu osób pozostaje po prostu walka w sądach. Tę drogę wybrało część klientów, trwa m.in. sprawa przeciwko Skarbowi Państwa (ok. 250 osób, oczekują ok. 26,7 mln zł) oraz przeciwko bankowi BNP Paribas, który prowadził konta Amber Gold (ok. 70 osób, ok. 7 mln zł).

Więcej o:
Komentarze (72)
Amber Gold. Były szef NBP mówił o 'oleju w głowie', syndyk w kasie zastał 600 zł. Oszukani niemal na nic nie mogą liczyć
Zaloguj się
  • kemor234

    Oceniono 24 razy 22

    Było (jest?) powiedzenie "chytry dwa razy traci".
    Ale teraz z innej bajki. Czekam na film o SKOK-ach.

  • luki.wawa

    Oceniono 15 razy 11

    Reasumując rożne ugrupowania rządzą i się na nawzajem ścigają - tropią. A w drugim rzędzie ktoś - jakieś służby - sobie robi co chce i to bez żadnej konsekwencji. Niby powstała jakaś komisja z sieroto z nazwiskiem po swoim ojcu. Miała tropić i ścigać. I nic się nie dowiedzieliśmy. Potem następna piramida która w nazwie miała cofanie . Tu nawet banki sprzedawały te super zyskowne inwestycje tu też mimo groźnych zapowiedzi małego Zbyszka nitu widu, nitu słychu. Ale to wszystko pikuś przy naszych kasach które jak sama nazwa mówi wyskoczyły z kasy - i my wszyscy musieliśmy wypłacić blisko 5 mld Dla porównania sławetne 500+ to 20 mld PLN. I znowu nic główny herszt chodzi sobie po salonach, zasiada w komisach , poucza nas jak mamy żyć. Można, można

  • oko2009

    Oceniono 8 razy 8

    I bardzo dobrze. Tylko głupek albo niezwykle pazerny człowiek mógł sądzić, że nie jest to oszustwo.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 8 razy 6

    Skarbówka też pragnie pieniędzy...To się należy uszczelnianie systemu podatkowego.
    Tylko że to ich należało by ukarać, za to że nie wiedzieli że taka firma istnieje...

  • 1852m

    Oceniono 7 razy 5

    Państwo Plichtowie za chwilę pozwą Polskę w Strasburgu za "opieszałość postępowania" i wygrają! Ile lat trwa ten areszt tymczasowy?

  • myczyoni

    Oceniono 4 razy 4

    I co? I nic. Ci którzy stali za AG , wcześniej za innymi przekretami są bezkarni.
    Czyżby mieli mocne plecy ?
    I to w kręgach obecnej władzy?
    Warto zlizycy w całość "przypadki" które dały im władzę. A te wiodą na wschód i do służb.

  • wichura

    Oceniono 3 razy 3

    Ja bym prześwietlił tych, co się zabezpieczyli hipotecznie - musieli mieć "cynk".
    PS: w sumie Amber Gold słowa dotrzymała - miało być 13% zwrotu, to będzie ;)

  • sigizm

    Oceniono 2 razy 2

    były takie biznesy, choćby bezpieczna kasa Grobelnego, ten to o tyle miał zdrowy rozsądek, że tylko dolary kupował i sprzedawał, ale pamiętam te tłumy, reklamy w gazetach i TVP, ludzie się o miejsca w kolejce kłócili, a zaraz trochę później bankrutował

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX