David Cameron nawarzył piwa, Theresa May musiała je wypić. Tragiczna postać brexitu odchodzi w niesławie

Theresa May ogłosiła, że 7 czerwca zrezygnuje z funkcji lidera Partii Konserwatywnej. Jej następca zostanie nowym premierem Wielkiej Brytanii. Choć May będzie jednym z najkrócej urzędujących premierów na Wyspach po wojnie, historia długo o niej nie zapomni.

David Cameron nawarzył piwa, Theresa May musiała je wypić - mniej więcej to stało się niespełna trzy lata temu, gdy 24 czerwca ówczesny premier Wielkiej Brytanii zobaczył wyniki referendum brexitowego. Natychmiast ustąpił ze stanowiska, w lipcu na stanowisku lidera Partii Konserwatywnej i premiera Wielkiej Brytanii zastąpiła go ówczesna minister spraw wewnętrznych Theresa May. 

May, zresztą podobnie jak Cameron, była przeciwnikiem brexitu. Na każdym kroku przez niemal trzy lata premierowania podkreślała jednak, że chce zrealizować wolę większości Brytyjczyków i zrobi wszystko, aby Wielka Brytania opuściła Unię Europejską. 

Już gdy obejmowała stanowisko pojawiały się opinie, że May będzie ofiarą tzw. "szklanego klifu". To sytuacja, gdy do projektu obarczonego bardzo dużym ryzykiem porażki czy wiążącego się z bardzo trudnymi zadaniami nominuje się kobietę. Ma to potwierdzić, że kobiety nie nadają się na strategiczne funkcje. Przed May tylko jedna kobieta była premierem Wielkiej Brytanii - "Żelazna Dama" Margaret Thatcher.

Pasmo niepowodzeń

Ostatecznie, jak dobrze wiemy, May nie udało się doprowadzić do brexitu. Po drodze miała natomiast nie tylko wiele trudów, ale i upokorzeń. Przez półtora roku negocjowała w pocie czoła porozumienie brexitowe z Brukselą. Kiedy wreszcie blisko 600-stronicowa umowa została zaakceptowana, okazało się, że łatwiej porozumieć się 27 różnymi państwami niż z politykami we własnym kraju, partii, a nawet rządzie.

Wynegocjowana przez nią umowa rozmowa z Brukselą w głosowaniu w Izbie Gmin 15 stycznia br. przepadła różnicą aż 230 głosów. Była to największa porażka rządu w historii brytyjskiego parlamentaryzmu.

Zresztą nie był to jedyny "rekord" Theresy May, bo 1,5 miesiąca wcześniej jej rząd pierwszy raz w historii został uznany przez Izbę Gmin winnym "obrazy parlamentu" - za to, że nie chciał ujawnić analiz prawnych dotyczących wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Prawdopodobnie trudno byłoby znaleźć też premiera, z którego rządu uciekałoby tak wielu członków. Między innymi z powodu różnych wizji brexitu May opuściło ponad 40 ministrów i wiceministrów.

W dwóch kolejnych głosowaniach nad umową brexitową porażki May były już mniejsze niż w styczniu, nadal jednak do poparcia umowy z Unią było piekielnie daleko. Ostatnie głosowanie 29 marca brytyjska premier przegrała 58 głosami. Odpowiedniego poparcia nie udawało jej się znaleźć nie tylko wśród partii opozycyjnym, ale także w szeregach własnej Partii Konserwatywnej. Nie pomagały nawet obietnice, że zrezygnuje ze stanowiska, jeśli tylko posłowie z jej ugrupowania poprą umowę brexitową. 

Na forum europejskim Theresa May też otrzymywała od unijnych przywódców różne "prztyczki". Od pewnego momentu w zasadzie musiała już grać pod dyktando Brukseli. Gdy prosiła w marcu o czas na przyjęcie umowy najpóźniej do końca czerwca, dostała dwa tygodnie. Gdy 11 kwietnia podczas unijnego szczytu May dalej podtrzymywała termin 30 czerwca, usłyszała: "31 października".  

 

Spektakularną porażką May okazały się także przedterminowe wybory parlamentarne w 2017 r. Gdy w kwietniu 2017 r. ogłaszała ten pomysł, jej partia miała 23 punkty procentowe przewagi nad konkurentami z Partii Pracy. Wybory miały wzmocnić jej rząd. Ostatecznie 8 czerwca Partia Konserwatywna wygrała z Laburzystami tylko o 2,4 p.proc., tracąc część miejsc w parlamencie i bezwzględną większość.

To już koniec

Brexitowa misja May w ostatnim czasie polegała na przemian na przekonywaniu posłów do poparcia jej umowy oraz do kupowania czasu w Unii. Choć wykazywała się sporą wiarą w powodzenie swojej misji, ostatecznie powiedziała "pas".

Zrobiłam wszystko, aby przekonać parlamentarzystów do poparcia tej umowy. Ale nie byłam w stanie tego zrobić

- mówiła ustępująca premier Wielkiej Brytanii. Łamiącym głosem i ze łzami w oczach kończyła swoje piątkowe wystąpienie słowami, że "bycie premierem Wielkiej Brytanii było zaszczytem jej życia" i że jest "ogromnie wdzięczna, że mogła służyć krajowi, który kocha".

Theresa May będzie jednym z najkrócej urzędujących premierów Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej. Krócej to stanowisko piastowali wyłącznie Anthony Edena (1955-1957) i Alec Douglasa-Home (1963-1964), choć do czerwca - gdy May opuści Downing Street 10 - prześcignie w liczbie dni premierowania Gordona Browna (2007-2010). 

Wybory do Europarlamentu też będą porażką?

Choć May broniła się przed tym zaciekle, ostatecznie zmuszona została także do organizacji w Wielkiej Brytanii wyborów do Europarlamentu. Choć nie wiadomo, jak długo brytyjscy deputowani będą tam w ogóle zasiadać.

Głosowanie na Wyspach odbyło się w czwartek 23 maja. Wyników, nawet exit polls, nie ma. Jednak według ostatnich sondaży przed wyborami, Partia Konserwatywna Theresy May może liczyć na kilkanaście procent głosów. Wybory powinna z dużą przewagą wygrać Brexit Party Nigela Farage'a.

Więcej o: