Nie tylko Polacy ruszyli tłumnie do urn. Rumuni czekali w kolejkach po kilka godzin. Mieli dobry powód

W kilkugodzinnych kolejkach do lokali wyborczych musieli czekać Rumuni w wielu miastach Europy. Niektórych nie udało się oddać głosów. W niedzielę Rumuni głosowali nie tylko w wyborach do europarlamentu, ale także w referendum dotyczącym prawa antykorupcyjnego.

Londyn, Leicester, Birmingham, Amsterdam, Rzym, Karslruhe, Bruksela - to tylko niektóre miasta zachodniej Europy, w których przed lokalami wyborczymi dla obywateli Rumunii tworzyły się w niedzielę gigantyczne kolejki. Czas oczekiwania na możliwość zagłosowania w ambasadach i konsulatach wynosił nawet po 4-5 godzin, część oczekujących nie zdążyła oddać głosów. 

Przyczyny? Po pierwsze, w pewnej mierze Rumuni ruszyli do urn dając wyraz gniewowi na działania rządzącej partii PSD. Chodzi m.in. o krytykowaną także przez Komisję Europejską reformę sądownictwa. Wstępne wyniki wyborów wskazują, że PSD otrzymała ok. 25 proc. głosów, wobec 45,5 proc. trzy lata temu w wyborach parlamentarnych. 

Ten efekt "pokazania rządowi swojego zdania" był wzmocniony faktem, że jednocześnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego odbywało się także referendum zarządzone przez przeciwnego rządowi prezydenta Klausa Iohannisa. W referendum Rumuni odpowiadali na dwa pytania - czy popierają zakaz amnestii i ułaskawień za przestępstwa korupcyjne oraz czy popierają zakaz dokonywania zmian w sądownictwie nadzwyczajnymi rozporządzeniami oraz możliwość zaskarżania takich dekretów od razu do Trybunału Konstytucyjnego? Wstępne dane wskazują, że na oba pytania zdecydowana większość Rumunów (ponad 80 proc.) odpowiedziała "tak". 

W końcu po trzecie, zapewne najważniejsze - głosujący narzekali na fatalną organizację pracy w lokalach wyborczych. Pojawiały się wręcz opinie, że rząd chciał w ten sposób "zdemotywować" i "stłumić" wyborców, tym bardziej, że do podobnych sytuacji dochodziło już w 2014 r. podczas wyborów prezydenckich. To między innymi dlatego rozsierdzeni obywatele Rumunii wznosili w kolejkach antyrządowe okrzyki np. "PSD, nie odejdziemy" czy "złodzieje". W Holandii protestujących musiała rozganiać policja z psami, w innych miastach zamykano całe ulice, na których zbierały się tłumy osób chcących oddać głosy. 

Minister spraw zagranicznych Teodor Melescanu, cytowany w "Politico", mówił, że rząd nie spodziewał się aż takiego zainteresowania wyborami i referendum. Z kolei lider PSD Liviu Dragnea o brak organizacji i informacji o innych lokalach wyborczych oskarżała ambasadorów.  

Więcej o:
Komentarze (1)
Olbrzymie kolejki do lokali wyborczych dla Rumunów za granicą. Czekali po kilka godzin
Zaloguj się
  • dar61

    Oceniono 1 raz -1

    Obstrukcja to nie jest wynalazek tylko rumuńskiej demokracji.
    Nie chować takich wieści w next.pl, Redakcjo.

    ****
    '...otrzymała ok. 25 proc. głosów, wobec 45,5 proc. trzy lata...'
    >>> ...głosów wobec 45,5... [BEZ PRZECINKA]

    '...tym bardziej, że do podobnych...'
    >>> tym bardziej że... [BEZ PRZECINKA - zasada COFANIA PRZECINKA]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX