Po Skierniewicach pojawił się strach. Czy w Polsce zabraknie wody? Jeśli nie zadziałamy, będzie gorzej

Maria Mazurek
W kranach zaczyna brakować wody, statki osiadają w wyschniętych rzekach, rolnicy liczą straty. Przy okazji tegorocznej suszy pojawiają się alarmistyczne doniesienia i porównania Polski do Egiptu. Czy czekają nas masowe problemy z wodą? Polska nie jest afrykańską pustynią i tak katastroficzna wizja nam nie grozi - ale przez między innymi zmiany klimatu duża część kraju już zaczyna przekształcać się w suchy step. Skutki odczujemy wszyscy, nie tylko rolnicy spod Łodzi.

Dziś Piątek dla klimatu - jak co tydzień piszemy na temat związany z trwającym kryzysem klimatycznym.

Problem z wodą. Skierniewice i nie tylko

Wodny niepokój w Polsce narastał od kilku tygodni, kiedy w czerwcu na poważnie podsyciły go Skierniewice. W upały w części mieszkań woda z kranów nie płynęła wcale, w innych wprawdzie płynęła, ale pod bardzo niskim ciśnieniem. Trzeba było zwołać sztab kryzysowy, pojawiły się beczkowozy i apele o rezygnację z na przykład podlewania ogródków.

Sytuację po kilku dniach opanowano, ale Skierniewice to nie jest jedyne miasto z takim problemem. Ograniczenia w korzystaniu z wody wodociągowej albo wezwania do jej oszczędzania pojawiły się w wielu miejscach Polski. Mapę takich punktów tworzy dr Sebastian Szklarek na swoim blogu Świat Wody. Wszystkich miejscowości według stanu na 4 lipca było około 150.

Gdzie występują problemy z wodą?Gdzie występują problemy z wodą? Gazeta.pl

Rzeki wysychają, statki na mieliźnie

Do tego pojawiły się niepokojące doniesienia z rzek. Bardzo obrazowym jest przykład Noteci, na której utknął statek "Łokietek". To jednostka szkolna i być może jej przymusowy postój, który opisała bydgoska "Gazeta Wyborcza", pozostałby niezauważony, gdyby nie to, że Noteć jest fragmentem międzynarodowej drogi wodnej, którą Polska powinna utrzymywać. Po doniesieniach na ten temat Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, zarządzające tym szlakiem, postanowiło ten odcinek Noteci pogłębić w trybie awaryjnym. 

Statek szkolny  'Łokietek' utknął w błocie na Noteci. To fragment Międzynarodowej Drogi Wodnej E70. Efekt suszy, braku gospodarki wodnej i działania kopalni węgla brunatnego w Koninie.Statek szkolny 'Łokietek' utknął w błocie na Noteci. To fragment Międzynarodowej Drogi Wodnej E70. Efekt suszy, braku gospodarki wodnej i działania kopalni węgla brunatnego w Koninie. Maciej Kulesza

W tym przypadku - ale to problem pojawiający się w Polsce i w innych miejscach - do suszy dokładają się odwodnienia górnicze, z pobliskich kopalni, rolnictwo i urbanizacja.

O tym, że sytuacja na Noteci miejscami jest bardzo zła, pisze kapitan "Łokietka" Grzegorz Nadolny i podaje, że są punkty, gdzie woda w najniższym miejscu ma zaledwie 20, a nawet 11 centymetrów głębokości. - Tak skrajnie niskiego poziomu wody na Noteci nie widziałem w swojej dwudziestopięcioletniej karierze - mówił bydgoskiej "Wyborczej".

To samo przyznają eksperci. - Jeżeli chodzi o rzeki, to od 2015 roku jest źle, choć cztery lata temu było jeszcze gorzej, bo niżówki hydrologiczne były na większym obszarze niż teraz - mówi Grzegorz Walijewski, synoptyk hydrolog IMGW-PIB. Ale zaraz dodaje: Teraz jest trochę lepiej, ale nadal źle. My, hydrolodzy, używamy dwóch różnych wskaźników: stanu wody i przepływu. Przy niżówkach stan wody nie jest tak istotny jak przepływ. Jeśli ten przepływ spada poniżej poziomu średniego niskiego (tzw. SNQ), to jest to susza hydrologiczna. I teraz już na 115 stacjach wodowskazowych na około 500 wszystkich taką suszę obserwujemy.

Ile Polska ma wody

Czy to oznacza, że w Polsce zaczyna brakować wody? Przy okazji ostatnich wydarzeń i suszy pojawiają się odniesienia do Egiptu i wyliczenia, że mamy nawet kilka razy razy mniej wody dostępnej dla mieszkańca niż niektóre kraje Europy Zachodniej. Tymczasem to złożony problem - przy ocenie zasobności Polski w wodę trzeba pamiętać, że są różne jej źródła.

- Ja nie lubię porównania do Egiptu, bo to zupełnie inne kraj, inne warunki. Mówi ono tylko o zasobach wód powierzchniowych, czyli nie tych, które mamy pod ziemią - bo tych mamy sporo - mówi dr Sebastian Szklarek, autor wspomnianego bloga Świat Wody i adiunkt w Europejskim Regionalnym Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk w Łodzi. 

Bo trzeba rozróżnić dwie kwestie: wody powierzchniowe i wody podziemne. Wodami podziemnymi w Polsce zajmuje się Państwowy Instytut Geologiczny (powierzchniowe śledzi IMGW). I także on uspokaja, że nie jest tak, że nagle znikną - a to właśnie one są w większości źródłem kranówki, którą dostarczają nam lokalne wodociągi.

- Generalnie wody nam nie zabraknie - zapewnia dr Małgorzata Woźnicka z Programu Hydrogeologia i Środowisko w Państwowym Instytucie Geologicznym (PIG). - Rezerwy zasobów wód podziemnych są duże. W skali kraju zużywamy jedynie 20 proc. dostępnych do zagospodarowania zasobów.

To skąd pojawiają się w takim razie problemy takie jak te w Skierniewicach?

- PIG ma rację: tych zasobów podziemnych mamy sporo. Ale w przypadku mniejszych miejscowości wydajność ujęć wód w wodociągach przygotowana jest z niewielkim zapasem albo na granicy średniego zapotrzebowania. A kiedy pojawiają się upały, ludzie zaczynają podlewać ogródki przydomowe i napełniać baseny, w krótkim czasie pobór wody może wzrosnąć nawet o 100 proc. Ujęcia nie są w stanie sprostać oczekiwaniom, ale to nie znaczy, że wody zabrakło. To właśnie zdarzyło się w Skierniewicach - tłumaczy dr Sebastian Szklarek.

Do tego dochodzi jeszcze aspekty prawny. Zgodnie z nowelizacją ustawy Prawo wodne z 2017 roku wprowadzono opłaty stałe za zadeklarowaną wielkość poboru wody, co ujmowane jest w pozwoleniach wodno-prawnych na ujęcia. Przekroczenie tej wielkości może wiązać się ze znacznymi karami - mówi Szklarek.

Wody podziemnej, tej wykorzystywanej przez zakłady wodociągowe, mogłoby zabraknąć dopiero wtedy, gdyby przez kilka lat opady były bardzo niskie. Występuje ona na głębokości od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Żeby pojawił się z nimi problem, susza musiałaby być bardzo poważna. Ostatnio miało to miejsce w 1992 roku. Ale już teraz pojawiają się - i będą się pojawiać - problemy z wysychaniem płytkich studni prywatnych, tak zwanych gospodarskich.

Z wodą powierzchniową rzeczywiście jest gorzej. Polska, a także inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, z racji m.in. położenia geograficznego nie mają jej tyle, ile na przykład Niemcy. Jeśli podzielić to, ile słodkiej wody z rzek odpływa do morza przez liczbę mieszkańców, to ten wskaźnik dla Polski rzeczywiście wypada wyraźnie gorzej w porównaniu z europejską średnią. Ta jest około dwa i pół raza większa. Tyle że ciągle należy pamiętać, że my wodę pitną pobieramy głównie spod ziemi, nie z rzek czy innych powierzchniowych zbiorników.

Na poniższej mapie opracowanej przez zespół Joint Research Centre (dział naukowy Komisji Europejskiej) widać, że pod tym względem jesteśmy podobni do Hiszpanii. Dane KE odzwierciedlają opady deszczu i śniegu pomniejszone przez ubytki wody powstałe w wyniku wyparowywania i utraty wód podziemnych.

Dostępność słodkiej wody w krajach UEDostępność słodkiej wody w krajach UE źródło: Joint Research Centre

- Hiszpania, do której się nas czasem porównuje, też nie ma dużo wody, ale ponieważ ma z nią problem od dawna, nauczyła się z nim sobie radzić. Dużo się tam retencjonuje wody, i nie to nie tylko w postaci rzek czy zbiorników. Deszcz powinien być zatrzymywany, retencjonowany, najbliżej miejsca, w którym dotknie ziemi. A u nas przez wiele lat gospodarka wodna była nastawiona na to, by odprowadzić wodę i w ten sposób minimalizować ryzyko powodziowe. A i tak to nie do końca działa - zauważa Sebastian Szklarek.

Skąd wzięła się susza?

Susze to zjawiska naturalne, pojawiają się regularnie i w zasadzie jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Ale w ostatnich latach występują częściej i są dłuższe. W minionych pięciu latach były ich aż trzy. Przez zmiany klimatu opadów mamy coraz mniej, a jednocześnie temperatury rosną. To powoduje, że wysychamy.

Żeby wyjaśnić, skąd wzięły się tegoroczne problemy, trzeba się cofnąć do roku 2015. Wtedy mieliśmy głębokie tzw. niżówki, czyli obniżenia zwierciadła wody poniżej stanu niskiego z wielolecia, a także susze hydrologiczne i hydrogeologiczne. Potem były gorące lata i zimy z niewielką ilością śniegu. A ostatnio, po ciepłej i suchej jesieni, najpierw przyszedł mróz, a dopiero potem śnieg, który kiedy się topił, to raczej spływał po powierzchni zmrożonego gruntu, zamiast w niego wsiąkać.

Do tego deszcz, nawet jeśli już pada, to nie taki, który mógłby poprawić sytuację.

- Problem w tym, że coraz częściej mamy opady punktowe, intensywne i krótkotrwałe. Takie opady nie mają wpływu na polepszenie się sytuacji, zarówno hydrogeologicznej, jak i hydrologicznej. Potrzebny byłby deszcz na dużym obszarze, nawet nie ulewny, ale trwający dłużej, czyli powiedzmy miesięczna norma w 10-15 dni. Wówczas taki opad byłby bardziej sprzyjający i niwelujący suszę. Aktualnie notujemy opady deszczu głównie na południu kraju. Jest to opad burzowy i on podnosi stan rzek na krótko - mówi Grzegorz Walijewski, synoptyk hydrolog IMGW-PIB.

W pierwszej kolejności odczuwają to rolnicy. Różnice między wyschniętą a nawodnioną ziemią dobrze widać na zdjęciach satelitarnych z ogólnodostępnej platformy CREODIAS, zbierającej fotografie z europejskich satelitów. Ten sam obszar z okolic Babiegomostu w województwie lubuskim na zdjęciu pierwszym, z czerwca 2015 roku, jest znacznie bardziej zielony niż na drugim, z czerwca tego roku.

Zdjęcie satelitarne okolic Babiegomostu w woj. lubuskim,  20/06/2015Zdjęcie satelitarne okolic Babiegomostu w woj. lubuskim, 20/06/2015 źródło: CREODIAS / CloudFerro

Zdjęcie satelitarne okolic Babiegomostu w woj. lubuskim, 25/06/2019Zdjęcie satelitarne okolic Babiegomostu w woj. lubuskim, 25/06/2019 źródło: CREODIAS / CloudFerro

- Powódź jest zjawiskiem gwałtownym i z łatwo dostrzegalnymi skutkami, natomiast susza - jej powstawanie, przebieg i skutki -  jest rozciągnięta w czasie. I to może być jedna z przyczyn małego zainteresowania tym tematem zarówno społeczeństwa, jak i władz. Niestety działania prowadzone do ograniczenia w przyszłości skutków suszy - bo suszy nie da się zapobiec, to zjawisko naturalne - też wymagają czasu.Teraz tego nie widzimy, bo jeszcze nie jest tak źle, problem mają przede wszystkim rolnicy. Ale jeśli nie będziemy podejmować działań, to będzie gorzej i skutki będą odczuwane też przez inne grupy. A jest dużo do zrobienia - ostrzega dr Sebastian Szklarek.

Ponure prognozy dla wody

Jak na razie więc nie ma dramatu, ale to wcale nie znaczy, że nie powinniśmy się przejmować. Bo może być gorzej. I to znacznie.

- Od dłuższego czasu stan wód podziemnych nie jest odbudowywany. Cały czas jest na średnim i niskim poziomie i w ostatnich paru latach sukcesywnie się obniża. Wprawdzie okresowo, w niektórych rejonach, pojawiają się wzrosty, ale w przypadku wód podziemnych nie jest tak, że jak spadnie deszcz, to od razu widać wzrost poziomu, opóźnienie w reakcji może wynosić do półtora miesiąca. Ostatnio było to widać na południu Polski - wyjaśnia Grzegorz Walijewski.

Najgorzej jest w województwach dolnośląskim, lubuskim, łódzkim, śląskim i części wielkopolskiego. W innych województwach sytuacja hydrologiczna też nie jest dobra. I w najbliższym czasie nie ma co spodziewać się wyraźnej poprawy. - Jeżeli chodzi o całą resztę Polski, to zarówno wody podziemne, jak i powierzchniowe układają się w strefie niskiego poziomu. Według prognoz Państwowego Instytutu Geologicznego w niekorzystnym scenariuszu meteorologicznym, a jest duże prawdopodobieństwo, że taki scenariusz właśnie się spełni, w wielu obszarach kraju opad będzie poniżej normy - ostrzega hydrolog IMGW. - Prognoza sezonowa wskazuje, że w lipcu temperatura powietrza będzie powyżej normy, a opady poniżej. W sierpniu tych opadów będzie trochę więcej, ale przynajmniej jeszcze przez miesiąc sytuacja hydrologiczna będzie zła.

Temperatura powierzchni gruntu w dniu, kiedy padł rekord ciepła czerwca w PolsceTemperatura powierzchni gruntu w dniu, kiedy padł rekord ciepła czerwca w Polsce Dane satelity Sentinel, źródło: CREODIAS, CloudFerro

Co robić, żeby mieć wodę w kranie?

Czyli wodę niby mamy, ale wcale nie tak dużo, by czuć się z tym zupełnie komfortowo - przynajmniej jeśli chodzi o wody powierzchniowe. Do tego jeśli długotrwałe susze będą się powtarzać przez lata z rzędu, a zmiany klimatu wskazują, że jest to scenariusz prawdopodobny, to i z wodami podziemnymi - a w konsekwencji z wodą pitną - może być problem. Zwłaszcza jeśli zaczną być realizowane pomysły, które już się pojawiają, by wykorzystywać je do nawadniania w rolnictwie. Co należałoby zrobić, żeby uniknąć takich sytuacji jak w Skierniewicach?

- Można rozbudowywać infrastrukturę, robić głębsze, wydajniejsze ujęcia czy zbiorniki magazynujące wodę, ale to się wiąże z kosztami, czyli podwyżkami, a na to nie ma teraz społecznej zgody. Dlatego musimy nauczyć się korzystać z wody deszczowej lub tak zwanej wody szarej [na przykład tej z umywalki do spłukiwania toalety - red.], zarówno do prywatnego użytku, jak i do prowadzonej działalności przemysłowej, rolniczej i innych - mówi Sebastian Szklarek. Ekonomiści już teraz ostrzegają przed sporymi wydatkami - nie tylko władz.

Musimy nauczyć się lepiej "łapać" wodę i ją zatrzymywać - zarówno na poziomie władz, jak i indywidualnych osób. To, że mamy spore rezerwy wody podziemnej, nie znaczy, że możemy ją bez konsekwencji marnować. O tym, że problem jest poważny, mówią nie tylko ekolodzy czy eksperci. W ubiegłym roku Ministerstwo Środowiska opublikowało raport pod nazwą "Polityka ekologiczna państwa 2030". Wynika z niego, że okolice Łodzi będą zagrożone silnym pustynnieniem. Już teraz na około 90 proc. obszaru województwa łódzkiego jest ryzyko, że opady będą wynosić poniżej 400 mm rocznie - czyli będą porównywalne do tych na ciepłym południu Europy, na przykład w niektórych rejonach Grecji.

Zgodnie z prognozami duża część centralnej Polski, od Poznania poprzez Łódź do Skierniewic, będzie stepowieć, bo pada tam niewiele, a temperatury rosną, przez co wody ubywa więcej.

- Pustyni jeszcze nie mamy, ale jeśli nie będziemy nic robić, to w najbliższych latach może nie pustynia, ale step na pewno do nas przyjdzie - podsumowuje dr Sebastian Szklarek.

Jeśli chcesz działać na rzecz klimatu, ale nie wiesz od czego zacząć lub jak to zrobić, możesz wesprzeć Greenpeace, które w Polsce prowadzi szereg działań na rzecz rozwoju czystych źródeł energii i sukcesywnie walczy z opieszałością polityków w tej kwestii. Nawet niewielka wpłata wzmacnia skuteczność tych działań. Możesz jej dokonać TUTAJ >>

Klimatyczne newsy 

W cyklu Piątki dla klimatu co tydzień poruszamy jeden temat związany z kryzysem klimatycznym. Jednak w każdym tygodniu dzieje się wiele mniejszych i większych wydarzeń mających znaczenie dla walki ze zmianami klimatu. Niektóre z nich wspominamy w sekcji "Klimatyczne newsy".

  • Gorąco jest nie tylko w Polsce czy Europie. Fala upałów dotyka też mieszkańców Azji. W Indiach temperatura przekracza 50 stopni. Według ekspertów z Massachusetts Institute of Technology (MIT), jeżeli ludzkość nie poradzi sobie z problemem emisji gazów cieplarnianych, na skutek wzrostu temperatury część Indii stanie się zbyt gorąca, by ludzie mogli tam mieszkać.

  • W Chennai, szóstym największym mieście Indii, zamieszkanym przez ponad 4 miliony ludzi, wreszcie spadł deszcz. To ważne o tyle, że kilkanaście dni wcześniej zabrakło wody. Cztery wielkie zbiorniki, które zapewniały ją dla miasta, niemal wyschły. Tłumy walczyły o wodę w  gigantycznych kolejkach do beczkowozów. Chennai (dawny Madras) to przykład, jak ekstremalne zjawiska pogodowe mogą sprawić, że części świata staną się niezdatne do zamieszkania. Kilka lat temu miasto zmagało się z ogromnymi powodziami.

  • Minister Henryk Kowalczyk przekazał, że jego resort od 1 lipca uruchomił program przeznaczony dla gmin, które mają problemy z niedoborami wody. Na pożyczki przeznaczono około 6 mld zł. Mają być one przeznaczane na modernizacje ujęć wody i stacji jej uzdatniania. Minister zapewnił, że gminy nie będą musiały zwracać całości pożyczanych pieniędzy. Umorzenia wyniosą 30 proc., a dla ubogich gmin - 50 proc.

  • Finlandia, która 1 lipca przejęła przewodnictwo w Radzie UE, wśród priorytetów swojej prezydencji wymienia kwestie klimatyczne - i chce do nich przekonać Polsce. Finowie liczą, że do końca tego roku uda się zobowiązać kraje UE do zatwierdzenia celu osiągnięcia neutralności klimatycznej najpóźniej w roku 2050.
  • Jak najbardziej efektywnie i najtaniej walczyć z globalnym ociepleniem? Posadzić mnóstwo drzew - przynajmniej bilion. Tak twierdzą szwajcarscy naukowcy, którzy opublikowali na ten temat artykuł w czasopiśmie "Science". Ich zdaniem, te nowe drzewa zajęłyby łącznie obszar porównywalny do Stanów Zjednoczonych - ale da się go znaleźć.
Więcej o:
Komentarze (142)
Po Skierniewicach pojawił się strach. Czy w Polsce zabraknie wody? Jeśli nie zadziałamy, będzie gorzej
Zaloguj się
  • pandzik

    Oceniono 26 razy 14

    Elektrownie węglowe zużywają lub zatruwają 70% wód słodkowodnych Polsce.

    Malo kto o tym piszę bo to kolejny krok do ich wyłączania. A to jest niezgoda e z linią partii, milicji i weglarzy.

  • justas32

    Oceniono 18 razy 12

    Trzeba wycinać więcej drzew w Polsce - to na pewno nie zaszkodzi ...

  • pistolet_prezesa

    Oceniono 13 razy 11

    Kiedy jest powódź, należy modlić się, aby przestało padać. A gdy susza - aby padało. W katolskim kraju to zupełnie wystarczająca polityka gospodarki wodnej.

  • frogman

    Oceniono 15 razy 9

    pi$owski rząd wytnie jeszcze więcej drzew, spali jeszcze więcej węgla z Rosji, zrobi ministrami ochrony środowiska jakichś głupków partyjnych, motłochowi rzuci kartki na wodę i wygra wybory

  • ps11111ps

    Oceniono 13 razy 9

    Był program Orlik w każdej gminie. Strzelnica w każdej gminie. Czas na program budowy przydomowych zbiorników do łapania deszczówki przy każdym domu

  • franclajn

    Oceniono 8 razy 6

    W normalnym, cywilizowany, demokratycznym państwie mocno ograniczonoby lub zlikwidowano natychmiast wszystkie niepotrzebne programy socjalne, zmniejszono wydatki na administrację publiczną i partie polityczne i zajętoby się pilnie budową zbiorników retencyjnych, odnawialnych źródeł energii i masowym sadzeniem drzew, szczególnie wokół i poprzez pola uprawne. Nadchodzi klimatyczna apokalipsa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX