Jak PiS wycofywało się z pomocy frankowiczom. Z ryku lwa pozostało ciche miauknięcie

W czwartek Sejm przyjął projekt ustawy frankowej, z którego 24 godziny wcześniej na wniosek posłów PiS usunięto najważniejszy przepis. Można by napisać, że frankowicze stracili nadzieję, że politycy rozwiążą ich problem. Tyle, że tej nadziei zostali w zasadzie pozbawieni już bardzo dawno temu. Teraz są już wyłącznie pogrążani.

Z pierwotnego projektu ustawy frankowej zniknęły nagle przepisy o utworzeniu tzw. Funduszu Konwersji. Zgodnie z nimi banki najpierw byłyby zmuszone wpłacać pieniądze do Funduszu, a potem mogłyby je odzyskać, gdyby "odwalutowały" kredyty "frankowe". Miałoby to zachęcać banki do podejmowania rozmów z klientami, tym bardziej, że gdyby jakiś bank nie kwapił się do tego, jego wpłaty mogłaby sobie podbierać konkurencja. 

Problem w tym, że wobec pomysłu pojawiły się poważne zarzuty. Konfederacja Lewiatan napisała do Komisji Europejskiej i "uprzejmie donosiła", że projekt oznacza tzw. niedozwoloną pomoc publiczną i wymaga wobec tego notyfikacji KE. Z kolei ambasady Niemiec, Austrii, Hiszpanii i Portugalii (skąd pochodzą właściciele kolejno mBanku, Raiffeisen Banku, Santander Banku i Banku Millennium) ostrzegały, że projekt może naruszać m.in. unijne zasady swobody zawierania umów i że Polska musiałaby liczyć się z ryzykiem roszczeń właścicieli banków wobec niej.

Tadeusz Cymański, przewodniczący sejmowej podkomisji ds. kredytów frankowych, w rozmowie z wPolityce.pl zwracał też uwagę, że o Funduszu Konwersji pozytywnego zdania nie mieli sami frankowicze.

To wszystko zadecydowało zapewne, że ustawę frankową "wypatroszono". Co w niej pozostało? Właściwie wyłącznie zmiany w tzw. Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Dadzą one większą niż obecnie możliwość otrzymania przez kredytobiorcę nieoprocentowanej pożyczki (pożyczki, nie bezzwrotnej pomocy!) w przypadku problemów finansowych albo na spłatę kredytu walutowego po sprzedaży mieszkania. To problem wielu frankowiczów - ich zadłużenie w przeliczeniu na złote bywa nadal znacznie wyższe od wartości mieszkania, a to uniemożliwia jego sprzedaż bez straty.

Czytaj też: Nocny zwrot w ustawie o frankowiczach. Posłowie usunęli kluczowy przepis. "Zostaną tylko sądy"

A miało być tak pięknie (dla frankowiczów)

Nie wiadomo, czy bardziej to już śmieszne czy straszne, co pozostało z obietnic i planów pomocy frankowiczom. Najdalej w nich w kampanii prezydenckiej zapędzał się Andrzej Duda.

Państwo polskie od dawna powinno dbać o ich interesy [frankowiczów - red.]. Nie jest tak, że instytucje bankowe będą królowały. Trzeba powrócić do rozliczenia złotówkowego tych kredytów, tak jakby nigdy nie były we frankach zawarte

- mówił podczas debaty z ówczesnym prezydentem Bronisławem Komorowskim.

Trzeba ulżyć tym ludziom i powrócić do rozliczenia złotówkowego tych kredytów tak, jakby nigdy nie były we frankach szwajcarskich. Te kredyty powinny być spłacane po kursie, po którym były brane. To powinno być ryzyko bankowe

- to inna wypowiedź Dudy z kampanii.

Prezydentowi nie można zarzucić jednego - że nie próbował. Jego kancelaria była niezwykle płodna w projekty ustaw frankowych.styczniu 2016 r. zaproponowała przewalutowanie kredytów "frankowych" po tzw. kursie sprawiedliwym. Rakiem wycofała się jednak po kilku miesiącach z tej idei, gdy KNF jej koszty dla banków podliczyła na 67 mld zł.

Kolejny projekt Kancelaria Prezydenta pokazała na początku sierpnia 2016 r. Polegał on wyłącznie na zwrocie dużej części tzw. spreadów walutowych, czyli kwot, które banki zarobiły stosując do przeliczania wartości kredytu oraz kolejnych rat nie kursy rynkowe, ale własne, wygórowane stawki. O tej ustawie także słuch zaginął. 

Potem, w 2017 r., padł w końcu pomysł utworzenia Funduszu Restrukturyzacyjnego (potem Funduszu Konwersji) oraz zmian w Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Projekt trafił do Sejmu, i w zasadzie przeleżał tam półtora roku. W tym czasie podkomisja frankowa zorganizowała raptem kilka spotkań, które raczej były przepychankami słownymi między bankowcami a frankowiczami. Po jednym z nich poseł Cymański mówił, że "nie chce trafić do wariatkowa". Ostatecznie na początku 2019 r. komisji w końcu udało się przyjąć projekt ustawy i skierować do czytań sejmowych.

Przed wyborami PiS nie wiedziało

Ustawy ustawami, ale PiS po prostu nie miało zapału, żeby za wszelką cenę (czytaj: za cenę bardzo wysokich kosztów dla sektora bankowego) wspierać frankowiczów. Sygnały pozbawiające kredytobiorców frankowych nadziei było bardzo wiele. To choćby słynne już słowa prezesa Kaczyńskiego z lutego 2017 r., który stwierdził, że działania, które mogłyby doprowadzić do zachwiania systemu bankowego, byłyby "strasznym ciosem we wszystkich obywateli". Frankowiczom radził walczyć w sądach.

Nigdy też na poważnie nie zajęto się projektem złożonym przez posłów Kukiz'15, zakładającym po prostu "odwalutowanie" kredytów frankowych po kursie z dnia zaciągnięcia.

We wrześniu 2018 r. poprzedni przewodniczący sejmowej komisji "frankowej", Jacek Sasin (dziś wicepremier) stwierdził wprost, że "obietnica w takiej wersji, jak została złożona, nie zostanie wypełniona".

Efekt [przewalutowania - red.] byłby taki, że każdy z obywateli - nawet ci, którzy nie brali tych kredytów - ostatecznie by za tę decyzję rządu zapłacił 

- dodawał Sasin mówiąc, że o tym efekcie PiS przed wyborami "nie wiedziało", bo m.in. nie miało "wglądu do wszystkich dokumentów państwa".

Nie ma interesu wyborczego

PiS nie chce ryzykować nadwyrężaniem kondycji systemu bankowego w Polsce daleko idącym wsparciem dla frankowiczów także z innego powodu - nie ma w tym szczególnego interesu. Badanie z 2016 r. wskazywało m.in., że wśród kredytobiorców frankowych PiS nie ma szczególnie wielu zwolenników, a gdyby nawet im pomógł, i tak nie mógłby liczyć na odwzajemnienie się przy urnach. 

Z kolei z badania Ośrodka Kantar Public na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego sprzed kilku miesięcy wynika, że aż 68 proc. Polaków jest przeciwnych ustawowej pomocy frankowiczom. Wśród najczęściej powtarzanych argumentów są te, iż "należy dotrzymywać umów", że "Państwo nie powinno zmieniać warunków umów, które ludzie zawierali" oraz że "jak frank był tani to nie narzekali".

Inna sprawa, że część pytań z tego badania było o tyle niefortunnych, że sugerowały wysokie koszty budżetowe wsparcia frankowiczów, nie podnosiły z kolei w ogóle argumentów frankowiczów (że niektóre zapisy w umowach były po prostu nieprawne). 

Czytaj też: Na frankowiczach ciężko zbić kapitał polityczny. Pomagać im? Polacy są podobno na nie

Sprawa franków rozwiąże się sama?

Tysiące frankowiczów walczy z bankami w sądach, ale orzecznictwo jest tutaj niejednoznaczne. Jeśli już sądy orzekają po myśli klientów, to efekty tych zwycięstw są różne. 

Wiele może tu zmienić wyrok Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który może zapaść jeszcze w lipcu. W największym skrócie, TSUE ma rozstrzygnąć, co sądy powinny robić w przypadku uznania klauzuli indeksacyjnej w umowie kredytowej za abuzywną (niedozwoloną). Klauzula indeksacyjna wskazuje, jak określany jest kurs walutowy, przy którym dochodziło do przeliczenia kwoty kredytu i poszczególnych rat z franków na złote i na odwrót.

Banki obawiają się, że wyrok TSUE będzie zbieżny z majową opinią rzecznika generalnego tej instytucji. A ten uznał, że niedozwoloną klauzulę indeksacyjną należałoby po prostu ignorować w umowie, natomiast cały kontrakt w pozostałej części jest ważny. To oznaczałoby, że kredyt "frankowy" należałoby traktować tak, jak gdyby od początku był "zwykłym" kredytem w złotych, bez żadnego przewalutowania rat czy zadłużenia. Banki musiałyby więc przeliczyć wszystkie raty wstecz. Dodatkowo, oprocentowanie takiego przewalutowanego zobowiązania w kolejnych latach byłoby takie samo, jak gdyby kredyt nadal był "frankowy" - co jest o tyle ważne, że oprocentowanie kredytów "frankowych" zwykle jest niższe niż standardowych kredytów w złotych.

Dla banków takie rozstrzygnięcie byłoby najgorszym z możliwych. Gdyby się ziściło, mogłoby zachwiać całym sektorem i kosztować go ok. 60 mld zł. Koszty mogłyby pójść w górę, gdyby z roszczeniami zaczęli występować także klienci, którzy już spłacili swoje kredyty "frankowe".

Więcej o:
Komentarze (228)
Jak PiS wycofywał się z pomocy frankowiczom. Z ryku lwa pozostało ciche miauknięcie
Zaloguj się
  • wagadudu

    Oceniono 9 razy -3

    Wziąłeś, ekonomiczny analfabeto, kredyt we frankach, to sprzedaj nerkę i go spłacaj... Banki powinny wam jeszcze dojebać specjalny spread za głupotę...

  • ernst-lemingway

    Oceniono 3 razy -3

    Ech, chcialoby sie dowalic pisowi za wszelka cene, a tu nie bardzo mozna, bo przepisy unijne. No szkoda, szkoda, ale probujcie dalej.

  • chynek

    Oceniono 6 razy -2

    Branie kredytów w obcych walutach to jest tylko dla idiotów. A przekręty niemieckich i francuskich banków są na miarę Amber Gold. PiS to wreszcie zrozumiał i kapnął się, że idąc drogą pomocy dla bezmózgowców wkrótce by musiał płacić za każdą finansową głupotę Polaków. Lepiej inwestować w Rodzinę, dzieci, chorych i biednych, a nie głupich.

  • bolek_i_jego_ozorek

    Oceniono 8 razy -2

    500+ nie powinno być dla bogatych, ale pomoc w spłacie kredytu powinna być. Typowo debilna logika lemingów.

  • zagadkowy_komandos

    Oceniono 1 raz -1

    Dobrze wam tak, wy pazerne, bezmyślne świnie!

  • misiek12321

    Oceniono 7 razy -1

    I bardzo dobrze dlaczego społeczeństwo ma płacić za czyjeś niezbyt rozwazne decyzję a mówiąc wprost dlaczego podatnicy maja fundowac spłatę kredytu komukolwiek.

  • ja_prostak

    Oceniono 5 razy -1

    czyli co? gdyby lewiatan nie pod.pier.doli.ł byłoby ok.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX