Bankierzy nie uratują świata przed kryzysem. Ważne spotkanie w Jackson Hole

Teraz głównie polityka, a nie ekonomia rządzi światem - to jedna z najważniejszych myśli, jaka pojawiła się na dwudniowym spotkaniu ekonomistów i szefów najważniejszych banków centralnych świata w Jakcson Hole, ośrodku wypoczynkowym położonym w pobliżu parku Yellowstone.

Świat boi się kryzysu i ma ku temu podstawy. Dość wymienić choćby ostatnie informacje o niewielkich, ale jednak spadkach PKB w Niemczech i w Wielkiej Brytanii - ich gospodarki skurczyły się w drugim kwartale odpowiednio o 0,1 i 0,2 proc. w porównaniu do danych sprzed roku.

Strach przed kryzysem

Wielu zaniepokoiło odwrócenie krzywej rentowności na amerykańskich obligacjach 2- i 10-letnich (rentowność to stopa zwrotu z inwestycji w obligacje). Zazwyczaj rentowność obligacji 10-letnich jest wyraźnie większa niż 2-letnich. Czasami jednak ta relacja się odwraca. Taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko i zwykle zapowiada recesję gospodarczą w USA - poprzednio można ja było zaobserwować w 2007 roku, tuż przed wybuchem ostatniego dużego kryzysu.

>>>Recesja, wojna handlowa Donalda Trumpa - Polski to na razie zbyt mocno nie dotyka, ale w wielu krajach spowolnienie jest już bardzo widoczne:

Obserwowane już negatywne tendencje w światowej gospodarce korelują z poważnymi politycznymi zagrożeniami - przede wszystkim chińsko-amerykańską wojną handlową i w drugiej kolejności problemami związanymi z brexitem.

Wypowiedzi ekonomistów i szefów banków centralnych na corocznym spotkaniu w Jakcson Hole były więc uważnie śledzone, szczególnie przez inwestorów. Wielu z nich spodziewało się, że bankierzy przyznają, że w światowej gospodarce nie jest najlepiej i trzeba coś zrobić, aby nie dopuścić do kolejnego dużego kryzysu. Coś, czyli najlepiej zapowiedzieć kolejne obniżki stóp procentowych, a jeżeli to nie pomoże, to pakiet działań ukrywających się pod terminem luzowania ilościowego, co w praktyce oznacza masowy druk pieniędzy. Takie działania prowadzone w trakcie ostatniego kryzysu doprowadziły do jego znacznego skrócenia i złagodzenia.

Szef FED uspokaja

Jerome Powell, szef amerykańskiego banku centralnego (Fed), nie ma wątpliwości, że wyzwań we współczesnym świecie nie brakuje. Niepokoją go takie rzeczy jak wprowadzenie nowych taryf na import z Chin, dalsze oznaki globalnego spowolnienia, zwłaszcza w Niemczech i w Chinach, coraz większe prawdopodobieństwo twardego brexitu, wzrost napięć w Hongkongu oraz rozpad koalicji rządowej we Włoszech. Mówił o tym w Jakcson Hole w trakcie swojego wystąpienia w piątek.

Zwrócił też uwagę na wspomniane gwałtowne obniżenie rentowności długoterminowych obligacji na całym świecie do poziomów zbliżonych do tych po ostatnim kryzysie.

Jednak mimo tego, jak mówił, że "amerykańska gospodarka, ogólnie rzecz biorąc, nadal zachowuje się dobrze, napędzana przez wydatki konsumpcyjne". Tempo tworzenia miejsc pracy, "choć wolniejsze niż w zeszłym roku, jest nadal powyżej ogólnego wzrostu siły roboczej", a inflacja wydaje się zbliżać się do pożądanych 2 proc.

Dramatu więc w USA, jednym słowem, nie ma. Ale Fed oczywiście nie będzie bezczynny. - Na podstawie naszej oceny implikacji tych wydarzeń będziemy podejmować właściwe działania, aby podtrzymać wzrost, wraz z silnym rynkiem pracy i inflacją blisko symetrycznego celu 2 procent - powiedział Jerome Powell.

W sumie byłą to wypowiedź uspokajająca, ale zabrakło w niej jasnego potwierdzenia, że Fed obniży stopy procentowe lub wróci do programów luzowania ilościowego.

To bardzo zirytowało Donalda Trumpa, który od dłuższego czasu krytykuje Fed za zbyt późne łagodzenie polityki pieniężnej. Amerykański bank centralny, zdaniem prezydenta, powinien dużo wcześniej i mocniej obniżać stopy procentowe.

- Jak zwykle, Fed nie zrobił NIC! To niesamowite, że mogą mówić, nie wiedząc, ani nie pytając, co ja zamierzam zrobić, co zostanie ogłoszone wkrótce. Mamy bardzo silnego dolara i bardzo słaby Fed - napisał Trump na Twitterze.

- Moje jedyne pytanie to: kto jest naszym większym wrogiem? Jay Powell czy przewodniczący Xi? - dodał.

Świata nie uratują tylko banki centralne

Wiara Donalda Trumpa w to, że wystarczy tylko obniżka stóp procentowych lub kilka innych działań banków centralnych, by globalna gospodarka dalej dynamicznie rosła, jest, delikatnie mówiąc, dużą naiwnością. W tym duchu mówił w Jakcson Hole Philip Lowe, szef australijskiego banku centralnego.

- Doświadczamy okresu, w którym musimy się zmierzyć z szeregiem poważnych politycznych wstrząsów - mówił i następnie je wymienił. To między innymi wojna handlowa z Chinami, brexit, protesty w Hongkongu i upadek rządu we Włoszech.

Zdaniem Lowe'a polityczne wstrząsy bardzo szybko i mocno uderzają w gospodarkę. Bez rozwiązania politycznych problemów skuteczność działań banków centralnych będzie ograniczona.

Podobnie, dodał Lowe, jest z reformami strukturalnymi i inwestycjami w infrastrukturę - one zależą od polityków i więcej ważą niż manipulowanie stopami procentowymi.

Tak więc, podsumowując, największe banki świata nie uratują. By zmniejszyć ryzyko kryzysu lub jego rozmiar, niezbędne są również wysiłki polityków.

Więcej o:
Komentarze (67)
Bankierzy nie uratują świata przed kryzysem. Ważne spotkanie w Jackson Hole
Zaloguj się
  • ziggybam

    Oceniono 28 razy 14

    Bankierzy nie uratują przed kryzysem? Coś podobnego! A kiedyś uratowali?

  • morgenroth

    Oceniono 23 razy 11

    Zaledwie dekadę temu to świat ratował bankowców. Ciekawe, kto uratuje nas przed bankowcami...

  • stronzo_bestiale

    Oceniono 27 razy 11

    Dlaczego bankierzy mają ratować przed kryzysem? Dzięki kryzysom zarabiają najwięcej.

  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 15 razy 7

    Politycy na calym świecie wydają więcej niż moga, bo tego domaga się lud. Dlatego teraz wchodzimy w fazę wojny i biedy, bo trzeba wyczyścić sytuację i zresetować system.
    To się zdarza raz na jakiś czas. Przykro mi, że trafiło na ciebie.

  • mark6

    Oceniono 17 razy 5

    ŚWIR Trump -" największy przyjaciel Narodu polskiego", chce obniżki stóp? Historia go nic nie nauczyła ? W pewnych okolicznóściach obniżanie stóp ma bardzo niewieli wpływ na pobudzenie gospodarki.

  • czesiekkk

    Oceniono 10 razy 4

    A ile zarobili na kryzysie z lat 2007 i 2008, i ile zarobią na kryzysie 2020 r.? To tło polityczne to świetny scenariusz na dobrze wyreżyserowany kryzys. Od 1998 r. Hongkong jest przejmowany i wchłaniany do Chin Ludowych, teraz ludowa władza pozbawia mieszkańców HK praw czlowieka, co było oczywistą oczywistością. Chiny nie potrzebują już HK jako okna na świat, bo same prowadzą mocarstwową globalną politykę. Starcie z Amerykanami na razie na podłożu handlowym, też było oczywiste. Po nic nie robiącym Obamie i Bushach, którzy lubili zawiadywać w różnych izbach handlowych, Trump zobaczył, że nie da się być mocarstwem mając przemysł w konkurencyjnym globalnym mocarstwie. We Włoszech rządy zawsze upadały, a Wielka Brytania nigdy nie pasowała do Unii Europejskiej. W przyszłości zjednoczona Irlandia i Szkocja i tak będą w UE. To tyle o niespodziewanych wydarzeniach ze świata. Bo spokojny świat miała dać słaba Ameryka z Bushem jr i Obamą. Ja wolę tą z Trumpem, bo on nie unika wyzwań.

  • heureuse_beauty

    Oceniono 3 razy 3

    Bankierzy po to kreują kryzysy, żeby na nich zarabiać.

  • makabrrr

    Oceniono 5 razy 3

    80% globalnego PKB trafia w ręce 1% mieszkańców Ziemi - to oficjalne statystyki za zeszły rok można sprawdzić. Zatem tzw. kryzys finansowy czy problemy ekonomiczne to po prostu problem ze sprawiedliwą dystrybucją dóbr. Pieniądze to tylko wytwór człowieka, środek wymiany. Prawdziwe dobra to surowce Ziemi. Dopóty dopóki oligarchia trzyma na tym łapę i opływa w luksusy - prywatne wyspy, kilkanaście samolotów, kilkadziesiąt jachtów, setki samochodów itd. itp. - dopóty będzie trwał permanentny kryzys i protesty.

  • melamed

    Oceniono 5 razy 3

    No,zdziwilbym sie,gdyby uratowali.Bylby to pierwszy w historii przypadek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX