Sedlak: Obietnice, że w ciągu kilkunastu lat dogonimy UE należy włożyć miedzy bajki

Co musiałoby się wydarzyć, żeby pensje w Polsce dogoniły te na Zachodzie? Wyjaśnia to dr Kazimierz Sedlak, ekspert z dziedziny HR, w rozmowie z Next Gazeta.pl. Pensję minimalną otrzymuje w Polsce ok. 10 proc. pracowników. Jej gwałtowne podwyższenie będzie oznaczać podniesienie pensji również dla 90 proc. pozostałych. Ale i inflację.

Ogłaszamy Piątkę Gazeta.pl. Dziennikarze portalu będą codziennie opisywać inne zagadnienia – ważne dla Polaków, ale jednocześnie takie, o których politycy niekoniecznie chcą mówić przed październikowymi wyborami do Sejmu i Senatu. W poniedziałek służba zdrowia, we wtorek edukacja, w środę pieniądze, w czwartek Kościół i w piątek oczywiście ekologia – to tematy, którymi na co dzień żyją Polacy. Pokażemy ludzką stronę każdego tematu, damy głos ekspertom, przedstawimy liczbowy aspekt rozwiązywania problemów, a także sprawdzimy, co najważniejsze ugrupowania mają do zaproponowania wyborcom.

Przeczytaj wszystkie teksty z Piątki Gazeta.pl >>

Płaca minimalna rozpoczęła właśnie prawdziwy galop. W przyszłym roku osiągnie poziom 2600 zł brutto, o 350 zł wyższy niż dziś. Po roku ma wynosić już 3 tys. zł brutto, a w 2024 roku 4 tys. zł brutto. Polityczne obietnice złożone przez PiS wywołały dyskusję.

Czy polskich przedsiębiorców będzie stać na tak wysoki poziom płac? Uwzględniając wszystkie koszty pracodawcy, takie jak podatki czy składki na ZUS, wynosić on będzie przecież co najmniej 4,8 tys. zł na pracownika. Czy tak szybka pogoń za zachodnimi pensjami nie wywoła czasem inflacji? Co zrobić, by w Polsce pensje były takie jak w Niemczech?

Na ten temat rozmawialiśmy z dr. Kazimierzem Sedlakiem, założycielem doradczej firmy Sedlak&Sedlak, jednej z najstarszych i największych w kraju spółek specjalizujących się w HR.

Robert Kędzierski, Next Gazeta.pl: Rząd PiS zapowiedział wielkie przyspieszenie wzrostu płacy minimalnej. W cztery lata mamy przeskoczyć z 2,6 do 4 tys. zł brutto. Czy nas ten skok czasem nie zaboli?

dr Kazimierz Sedlak, Sedlak & Sedlak: Z punktu widzenia społecznego wzrost płacy minimalnej zawsze jest bardzo pożądany, bo poprawia sytuację życiową ludzi najgorzej sytuowanych. Nieco inaczej wygląda to z ekonomicznego punktu widzenia, bo płaca minimalna dotyczy głownie osób o niskich umiejętnościach zawodowych. W tej chwili w Polsce osób takich jest nie więcej niż 10-12 proc. Wraz z podniesieniem ich wynagrodzenia do 4 tys. zł automatycznie powinny znacząco wzrosnąć stawki pozostałych 90 proc. pracowników.

Czyli w zasadzie dla wszystkich? A dlaczego?

Bo mają oni zdecydowanie wyższe kompetencje, są lepiej wykształceni i zajmują bardziej odpowiedzialne stanowiska.

A zaboli nas tek skok czy nie?

Czy jakąkolwiek gospodarkę stać na to aby w tak krótkim czasie podnieść wynagrodzenia o 60-70 proc.  bez znaczącego wzrostu inflacji? Pytanie raczej retoryczne. W wysoko rozwiniętych krajach płaca minimalna to około 40-50 proc. średniego wynagrodzenia. Oznacza to średnią krajową powyżej 8 tys. zł. Jeżeli nie wydarzy się cud gospodarczy, to jedynym sposobem osiągnięcia tak imponującego wzrostu jest tylko bardzo wysoka inflacja. Czy na pewno to jest dobry cel?

Płaca minimalna w UE (2018)Płaca minimalna w UE (2018) Ilustracja: Marta Kondrusik. Dane: Eurostat/Sedlak&Sedlak

Czytaj też: Santorski: Połowa Polaków chce łagodnej dyktatury. Woli narzekać, odrabiać lekcje, a czasem stracić pracę

No dobrze, to w takim razie jak ocenić dotychczasowe tempo wzrostu płac w Polsce?

Wbrew potocznym opiniom i hasłom typu "Polska w ruinie" jesteśmy jednym z największych beneficjentów przemian społeczno-gospodarczych zachodzących w Europie. To co się wydarzyło w ciągu ostatnich 30 lat, najlepiej zobrazować opisując nasze dochody w walutach wymienialnych. Przed wdrożeniem reformy Balcerowicza zarabialiśmy nie więcej niż 20-30 dolarów miesięcznie, dzisiaj jest to ponad 1100 dolarów. W latach 70. i 80. byliśmy pariasami Europy, dzisiaj jesteśmy jednym z krajów o najszybszym tempie wzrostu wynagrodzeń. Czego chcieć więcej?

Są politycy, którzy mówią coś o kolonializmie Polski w kontekście taniej siły roboczej.

Oczywiście, malkontenci i politycy powiedzą, że mogło być lepiej. Można im przyznać rację, ale tylko do pewnego stopnia. Bo w historii gospodarczej świata trudno będzie znaleźć przykłady to potwierdzające. Moim zdaniem osiągnęliśmy bardzo dużo, a sytuacja finansowa Polaków zdecydowanie się poprawiła, wzrosły nasze dochody i znacząco poprawił się komfort życia codziennego.

Czy Polska może przestać być "taśmą montażową Europy". W jaki sposób można to zmienić, oddziałując na rynek pracy?

Wszystko można zmienić, ale nie wszystko da się zrobić w ciągu roku czy dwóch. Jeżeli weźmiemy pod uwagę realia rynku pracy, to aby przestać pracować przy taśmie montażowej, trzeba spełnić dwa warunki. Po pierwsze, jako społeczeństwo musimy się uczyć, rozwijać i doskonalić swoje umiejętności zawodowe szybciej niż w kraje, które zlecają nam ten montaż, co w dzisiejszych realiach będzie raczej trudne.

A po drugie?

A po drugie, nasza gospodarki musi być bardziej innowacyjna i rozwijać się szybciej niż w innych krajach, a - jak wynika z dynamiki wzrostu nakładów na inwestycje - będzie to trudne do osiągnięcia. Tak więc recepta jest stosunkowa prosta, dużo gorzej będzie z jej realizacją bo przyspieszenie rozwoju gospodarczego wymaga dużych nakładów.

No dobrze, ale czy możemy uznać, że Polacy po prostu za mało zarabiają?

Jeżeli komukolwiek zadamy pytanie, czy chce zarabiać więcej, to praktycznie każdy stwierdzi, że tak. Taka już jest natura człowieka i na tym polega rozwój ludzkości, że chcemy się rozwijać, żyć coraz lepiej i mieć coraz więcej. Tak więc z punktu widzenia jednostki prawie zawsze zarabiamy za mało i powinno to być więcej. Niestety zupełnie inaczej kwestia ta wygląda z punktu widzenia ekonomicznego. W pewnym uproszczeniu płaca, to cena jaką pracodawca płaci za towar, którym jest ludzka praca. Pracodawca będzie za ten towar mógł zapłacić tylko wtedy, gdy wartość pracy przewyższy koszty jej wykonania.

Czyli płaca, w tym tam minimalna, nie może rosnąć w oderwaniu od ekonomicznych realiów?

Napotykamy tu na poważne ograniczenie, bo możemy zarabiać więcej tylko wtedy, gdy będzie rosła nasza wydajność. W przeciwnym wypadku pracodawca zbankrutuje.

W jakich warunkach to realne?

Załóżmy, że prowadzimy własną jednoosobową firmę i mamy stałych klientów, dzięki którym zarabiamy 4 tys. zł  netto miesięcznie. Wpadamy na pomysł, że chcemy więcej, ale bez zwiększania liczby godzin pracy. Mamy dwa wyjścia: albo zwiększyć wydajność np. poprzez automatyzację, a to kosztuje i wymaga czasu. Drugie, prostsze rozwiązanie, to podnieść ceny. Niestety, podnoszenie cen na rynku tylko dlatego, że wszyscy chcą zarabiać więcej, jest bardzo ryzykowne i zwykle kończy się wzrostem inflacji.

Czytaj też: Płaca minimalna. Prof. Mączyńska: Nie ma powodu, żeby mała firma była skazana na kiepskie opłacanie pracowników

Politycy, szczególnie partii obecnie rządzącej, roztaczają przed Polakami wizję szybkiego dogonienia Zachodu. Kiedy Polak będzie zarabiał tyle co Niemiec?

Na pewno nie w najbliższej przyszłości. Obietnice polityków, że w ciągu kilku czy kilkunastu lat dogonimy UE, należy traktować z bardzo dużym przymrużeniem oka, a najlepiej włożyć je miedzy bajki. W ostatnich latach na pewno mamy szybsze tempo wzrostu wynagrodzeń, ale mało kto zwraca uwagę, że samo liczenie procentów nie mówi zbyt wiele o wzroście wartości wynagrodzenia. Przykładowo przyjmijmy, że średnie wynagrodzenie w Niemczech wynosi około 12 tys zł i rośnie co roku o 2 proc. a w Polsce 4,5 tys. PLN i rośnie o 5 proc. Jeżeli policzymy wartości nominalne, to okaże się, że niemiecka średnia wzrosła o 240 zł, a polska tylko o 225 złotych. Tak więc mimo założonej 2,5-krotnie większej dynamiki wzrostu, wynagrodzenie nominalne rośnie w Polsce wolniej niż w Niemczech.

Jak zatem dogonić Zachód?

Ten prosty przykład pokazuje, że nawet przy tak super optymistycznych założeniach nasze wynagrodzenia na pewno nie dorównają sąsiadom w najbliższych dekadach, o ile kiedykolwiek. Oczywiście nie oznacza to, że będzie nam gorzej, bo z roku na rok poprawia się nasza sytuacja życiowa i jest nam coraz lepiej. Dorównanie zachodniej Europie wymaga jednak znacznie większego tempa wzrostu gospodarczego niż obserwowany po kryzysie.

Więcej o:
Komentarze (254)
Sedlak: Obietnice, że w ciągu kilkunastu lat dogonimy UE należy włożyć miedzy bajki
Zaloguj się
  • wookiee.chewbacca

    Oceniono 35 razy 35

    Polak będzie zarabiać tyle ile Niemiec, kiedy w Polsce będzie się produkować opracowane przez Polaków elektrownie wiatrowe, atomowe, luksusowe samochody, nowe leki, satelity, pociągi. Na razie musimy się zadowolić rolą producenta buraków, ziemniaków i rzepaku i odpowiednią do tego płacą.

  • silthor

    Oceniono 24 razy 20

    Gdyby dekretami/ustawami można było uczynić wszystkich ludzi dobrze zarabiającymi, to dawno temu zrobiono by to we wszystkich krajach. Cudów nie ma. Nieuzasadniony wzrost przekuje się w paskudną inflację (zwłaszcza usług, żywności, mieszkań), która zje cały wzrost i będziemy w punkcie wyjścia, tylko z rozchwianą gospodarką.

    PiS jedzie na wzrost minimalnej, bo to w krótkiej perspektywie jest super dla budżetu - większe wpływy z podatków, większe wpływy ze składek na ZUS/NFZ .itp, w dodatku można wszystkim mówić, jak to się dobrze ludziom zrobiło, a wszystko kosztem prywatnych firm. Tania obietnica do dawania. Tyle tylko, że jak na stworzenie etatu z minimalną pensją pracodawca będzie musiał wyłożyć 5 tysięcy złotych, to staje się oczywiste, że chęć do tworzenia tych etatów będzie bardzo mała. W efekcie będzie eksplozja śmieciówek, samozatrudnień, szarej strefy i półetatów z niepłaconymi nadgodzinami, a o etat będzie bardzo trudno.

    Rzeczywistość ma bowiem to do siebie, że ustaw i dekretów nie słucha.

  • banan125

    Oceniono 22 razy 14

    czyli od 4 lat jesteśmy karmieni BAJKAMI przez PiS i wszystkie przekazy aktualnego rządu tak właśnie teraz wyglądają i dlatego trzymają prawdziwych ekspertów daleko od siebie ...tak jest z sądownictwem, edukacją, ochroną zdrowia, autami elektrycznymi, rzekomą ruina w Polsce, rozwojem, imigracją, historią, a nawet stanina koni w Janowie Podlaskim .. itd. itp.
    miłego dnia !

  • zigzaur

    Oceniono 14 razy 12

    Jak dogonić zachód Europy?
    Robić to samo co oni tylko szybciej i lepiej.
    Zrobić Reformację i nie zmarnować 500 lat.

  • ajg62

    Oceniono 13 razy 11

    Dochody w kraju zalezą od posiadanych wartości niematerialnych - licencji , marek , patentów oraz rodzaju produkcji . Najmniejsze zyski uzyskuje się przy montażu części i budowaniu produktów - tu zysk może być 5-7% a największe w przemyśle farmaceutycznym i produkcji zaawansowanych układów elektronicznych - tu zysk może być od 30% do 90% . W Polsce dominuje montaż i wytwórczość - żadnych znanych marek nie ma , licencji czy patentów a wiec nigdy nie dogonimy krajów jak Niemcy , Japonia ale również będą nam uciekać kraje jak Korea Poludniowa , Chiny .

  • 11krzych

    Oceniono 19 razy 11

    Da się dogonić UE w kilka lat, tylko trzeba pogonić w pisdu katolickiego okupanta.

  • kroliklesny

    Oceniono 13 razy 9

    Laskawie prosze zwrocic uwage na fakt, ze nikt tu nie wspominal o milionach dotacji z EU!

  • pierwszychamrp

    Oceniono 8 razy 8

    Warto pamiętać, że przy szacowaniu zamożności społeczeństwa drugorzędne znaczenie ma wysokość zarobków, tylko stan posiadania. A majątek akumuluje się przez dziesięciolecia, generacje. Nawet jeśli zaczniemy np. w 2040 zarabiać jak Niemcy, to pewnie do 2100 nie będziemy bogaci jak Niemcy. Wpiszcie sobie w guglach "median wealth by country", a zobaczycie jaka przepaść nas dzieli od Zachodu.

  • grpo30

    Oceniono 12 razy 8

    Widzę, że pisowskie trole dziś ostro próbują zarobić, ale nie wiem czy za głupie komentarze też wam płacą? Bo próbujecie kombinować przy prostych i oczywistych prawach ekonomii. Wcześniej te same pomysły i zapowiedzi mieli Stalin, Mołotow, Chruszczow, a u nas Kania, Gierek, Jaroszewicz. "Za 5 lat dogonimy zachód i RFN w zarobkach i dobrobycie, za 10 lat przegonimy". Jak to się skończyło, wiemy. I teraz powtarzając to samo, i ponownie, jak w 1945 nacjonalizując przemysł mają być inne efekty? Nawet bez zastanawiania widze parę wątpliwości. W każdym kraju są ludzie na płacy minimalnej i wszędzie są biedakami. W Anglii, USA, Niemczech, są chociażby bohaterami setek hollywoodzkich filmów i widać że zarabiając 2-4 razy więcej od naszych minimalsów często są od naszych w gorszej sytuacji. I oni zawsze będą chcieć więcej, chociaż, mówiąc wprost, nie zasługują (niepoprawne politycznie ale prawdziwe). Poza tym jeśli na pola do zrywania truskawek, buraków, zboża, jabłek itd przyjdą ludzie za 4000/mc (zakładam że pracodawca będzie uczciwie płacił) to od razu mamy jabłka po 20 zł, truskawki po 40 zł, chleb po 7-8 zł. A państwo? W ZUS, usługach miejskich, wodociągach, pielęgniarkach, nauczycielach, Poczcie już dziś władza kombinuje z samozatrudnieniem i obchodzeniem własnych przepisów !!!!!! Jeśli każdy na usługach państwa ma zarabiać minimum to w budżecie kilka miliardów trzeba przygotować. I powstanie sytuacja, ze wszyscy w całym urzędzie, w tym świeżak przychodzacy po szkole mają tą samą pensję, w tym kierownik nad którym wisi cuchnący oddech czyhajacych na najmniejszą wątpliwośc CBA, prokuratora, 10 różnych inspekcji (wiem, że państwo, a raczej aparat urzędniczo-polityczny nie identyfikuje się z resztą społeczeństwa i bez mrugnięcia okiem wydoją swoich podwładnych i pracowników w sposób który tylko najgorsze mędy sektora prywatnego sobie pozwolą)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX