Wielka licytacja na programy i rozdawnictwo. Dziesiątki miliardów złotych w obietnicach partii

Kampania wyborcza dobiega końca, ale dla jednej lub kilku partii (w razie koalicji rządzącej) oznacza to także początek. Początek realizowania obietnic złożonych wyborcom. Właściwie niezależnie od ugrupowania, chodzi o dziesiątki miliardów złotych.

Niezależnie od tego, kto i w jakiej konfiguracji będzie rządził po wyborach 13 października, na zaciskanie pasa się nie zanosi. Choć prognozy jednoznacznie wskazują, że gospodarka nie będzie już rosnąć tak szybko jak w ostatnich latach (gdy wzrost PKB przekraczał nawet 5 proc. rocznie), a więc zapewne np. słabsza będzie dynamika wzrostu wpływów z podatków, to program najważniejszych partii i koalicji skupia się m.in. na napychaniu pieniędzmi kieszeni Polaków. Dla budżetu realizacja obietnic każdego z ugrupowań oznaczałaby dodatkowy koszt rzędu przynajmniej ponad 20-30 mld zł.

Poniżej prezentujemy najważniejsze punkty programów partii wraz z szacunkami ich kosztów. Od razu jednak zastrzegamy, że - jak to bywa w kampanii - wiele obietnic jest mocno niekonkretnych, to często same hasła. A to utrudnia szacunki.

Przykład? Choćby zapowiedziany przez PiS nowy "mały ZUS" dla przedsiębiorców. Ponad dwa tygodnie temu premier Mateusz Morawiecki mówił o składkach średnio 500 zł niższych niż obecnie. W materiale wyborczym PiS zaprezentowano wyliczenia oszczędności przy przykładowych kwotach miesięcznego dochodu firmy. To oznacza, że jakiś pomysł, sposób wyliczania tych nowych składek ZUS już jest. Gdy jednak poprosiliśmy o szczegóły nowego algorytmu czy wzoru, od ponad dwóch tygodni ich nie otrzymaliśmy. Mamy tylko obietnicę, że dostaniemy je za jakiś czas.

Zresztą podobnie jest ze sztandarowym programem Koalicji Obywatelskiej "Niższe podatki, wyższa płaca". Zakłada on m.in. niższe oskładkowanie i opodatkowanie wynagrodzeń. Już w grudniu 2018 r. KO pokazywała pierwsze wyliczenia, ile Polacy zyskają - przy przykładowych wynagrodzeniach. Znów jednak problem jest podobny jak w przypadku PiS-owskiego "małego ZUS-u". Które składki konkretnie i o ile spadną? Czy i jak zmienią się stawki PIT? To tylko przykładowe pytania, na które odpowiedzi nie ma. W grudniu ub.r. pojawiały się informacje o nowych stawkach PIT 10 i 24 proc., ale potem ten temat ucichł.

Prawo i Sprawiedliwość

Bodaj najhojniejszą obietnicą wyborczą PiS są trzynaste i czternaste emerytury co roku. Te pierwsze dla każdego już od 2020 r. Drugie - od 2021 r. dla osób, których świadczenie nie przekracza 120 proc. przeciętnej emerytury (ok. 2900 zł brutto w 2021 r.). W przypadku czternastek, program PiS zakłada także mechanizm "złotówka za złotówkę". To oznacza, że osoby, które przekroczyłyby poziom 120 proc. przeciętnej emerytury, także dostawałyby świadczenie, ale w proporcjonalnie niższej kwocie. PiS szacuje, że czternastki otrzyma ok. 90-95 proc. emerytów i rencistów.

W 2019 r. trzynastki dla emerytów kosztowały budżet 10,8 mld zł. W przyszłym, po podwyżce minimalnej emerytury z 1100 do 1200 zł, koszt może wynieść ok. 11,7 mld zł. Koszt trzynastek i czternastek tylko w 2021 r. bardzo wstępnie można szacować na ok. 23-24 mld zł.

Jeśli chodzi o czyste "rozdawanie" pieniędzy, to na tym program PiS właściwie się kończy. Mamy oczywiście inne propozycje, ale idą one bardziej w kierunku zmniejszania obciążeń Polaków (np. nowy "mały ZUS" - PiS zapowiada, że małe firmy oszczędzą 1,2 mld zł rocznie) albo zwiększania naszych dochodów kosztem przede wszystkim pracodawców, patrz: spektakularny wzrost płacy minimalnej do 4 tys. zł w 2024 r. 

Koalicja Obywatelska

Jeśli chodzi o emerytów, to KO obiecuje trzynastki co roku, zatem już sam ten punkt oznacza dobrze ponad 11 mld zł co roku.

Do tego dochodzi wspomniany już program "Niższe podatki, wyższa płaca", zakładający dopłaty rządowe dla osób zarabiających do 4,5 tys. zł brutto, a także obniżenie oskładkowania i opodatkowania dochodów. To wszystko miałoby kosztować budżet państwa około 30 mld zł rocznie.

Wstępnie około 1,5 mld zł mogłaby kosztować budżet państwa obniżka składek ZUS dla przedsiębiorców (wyliczana od płacy minimalnej, a nie prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia). Około 4 mld zł kosztowałoby zwolnienie wszystkich młodych przedsiębiorców z opłacania składek ZUS oraz NFZ
do ukończenia 25. roku życia.

Miliony i miliardy złotych kosztowałby budżet też np. powrót programu Mieszkanie dla Młodych (dopłaty do wkładu własnego do kredytu), zwolnienie z PIT emerytury będącej dodatkiem do pensji czy "premie emerytalne" w postaci pakietów akcji spółek Skarbu Państwa o wartości 10-20 tys. zł dla osób pracujących kolejno 40-50 lat.

Lewica

Łączny koszt swoich obietnic Lewica wycenia na ok. 62,7 mld zł. Najwięcej, bo blisko 13 mld zł, miałaby kosztować podwyżka emerytury minimalnej do poziomu 1600 zł netto. Co więcej, według programu Lewicy przynajmniej tyle miałby otrzymywać każdy emeryt bez wyjątku. Dzisiaj prawo do emerytury minimalnej przysługuje po przepracowaniu 20-25 lat (kolejno przez kobiety i mężczyzn).

Ponad 8 mld zł (5,5 mld zł netto - czyli po uwzględnieniu m.in. wzrostu wpływów podatkowych) miałoby kosztować wprowadzenie płacy minimalnej na poziomie 3,5 tys. zł brutto w sektorze publicznym. Lewica proponuje też płacę minimalną w 2020 r. na poziomie 2,7 tys. zł dla osób spoza "budżetówki".

Po kilka miliardów złotych rocznie kosztowałyby inne programy, m.in. leki na receptę za maks. 5 zł, 100 proc. wynagrodzenia na chorobowym (dziś 80 proc.), tanie mieszkania pod wynajem czy zniesienie ryczałtowego ZUS-u dla przedsiębiorców.

Koalicja Polska

Bodaj najdroższą obietnicą koalicji PSL i Kukiz'15 jest likwidacja podatku dochodowego od emerytur. Można szacować, że rocznie oznaczałoby to ubytek wpływów budżetowych państwa na poziomie ok. 27 mld zł. 

Ale obietnic, które mogą kosztować kolejne miliardy złotych, jest znacznie więcej. Koalicja Polska zapowiada np. dopłaty rządowe 1 tys. zł miesięcznie dla jednego z pracujących rodziców przez rok po urlopie rodzicielskim. Tylko ta obietnica mogłaby oznaczać koszt przekraczający 4 mld zł rocznie.

Inne kosztowne obietnice to, przykładowo, możliwość wykupu za 1 zł działki budowlanej z zasobów państwowych lub samorządowych, darmowe leki, szczepienia i opieka dentystyczna dla dzieci, zniesienie limitu dochodowego przy 500 zł dla niepełnosprawnych i podwyżka świadczenia do 1000 zł dla dzieci, czy wzrost dotacji dla firm na start o 150 proc.

Konfederacja

Zapowiedzi Konfederacji należy rozpatrywać w trochę innych kategoriach niż obietnice pozostałych partii, bo w tym przypadku jest mowa o prawdziwej rewolucji. Likwidacja podatku PIT, dobrowolność składek ZUS czy dodatkowy tysiąc złotych miesięcznie dla wszystkich pracujących to obietnica kosztujące setki miliardów złotych.

Służba zdrowia, drogi, edukacja

W programach poszczególnych partii oczywiście zapowiedzi jest więcej. Każda obiecuje więcej pieniędzy na ochronę zdrowia, edukację, ekologię itd. Właściwie zawsze rozwijana ma być sieć dróg, sieć kolejowa, komunikacja publiczna, zwiększane ma być bezpieczeństwo Polaków, a rolnicy czy osoby niesamodzielne mają być wspierane. Siłą rzeczy wymieniliśmy tylko kilka głównych obietnic wyborczych.

Skąd brać pieniądze?

Pomysły na finansowanie swoich wyborczych obietnic partie polityczne mają oczywiście różne - mniej lub bardziej możliwe do spełnienia. Koalicja Obywatelska wymienia m.in. ograniczenia budżetowe w aparacie władzy, wyższe dochody z dywidend ze spółek skarbu państwa, uszczelnienie systemu podatkowo-składkowego i po prostu napędzanie wzrostu gospodarczego, co przynosiłoby dodatkowe wpływy podatkowe. Te cztery punkty miałyby według KO zapewnić dodatkowe 30 mld zł na program "Niższe podatki, wyższa płaca".

Lewica ma pomysły na oszczędności ponad 40 mld zł, a także na dodatkowe przychody budżetu na poziomie kolejnych ponad 20 mld zł. Chodzi np. o rezygnację z zakupu F-35, budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego czy z rozbudowy elektrowni Ostrołęka, wykorzystanie rezerwy celowej budżetu państwa, likwidację zbędnych instytucji (m.in. IPN czy Polskiej Fundacji Narodowej), wzrost przychodów z akcyzy czy wprowadzenie kas fiskalnych dla księży, likwidację Funduszu Kościelnego i wyprowadzenie religii ze szkół.  

Wśród pomysłów PiS na wyższe dochody budżetowe jest m.in. likwidacja OFE (co da przynajmniej kilkanaście miliardów złotych tzw. opłaty przekształceniowej) czy zniesienie tzw. 30-krotności składek na ZUS. To drugie rozwiązanie da budżetowi netto ok. 5 mld zł rocznie, natomiast jednocześnie sprawi, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat osobom, które osiągały w pracy wysokie dochody, trzeba będzie wypłacać wysokie emerytury.

Więcej o:
Komentarze (6)
Wielka licytacja na programy i rozdawnictwo. Dziesiątki miliardów złotych w obietnicach partii
Zaloguj się
  • Megalodon akwaryjny

    Oceniono 4 razy 4

    No cóż nazwę to jednym zdaniem po prostu nadszedł czas" obiecanek sadzonek i radości dla głupiego".

  • ellis25pl

    0

    A że wyborców PIS jest znacznie więcej to znaczy ze wiekszość Polaków tak uważa. Zdanie mniejszości się nie liczy . Dziękuję

  • marekt15

    0

    ja glosuje na konfederacje - gorzej nie bedzie, oni jeszcze nie rzadzili, nic tak nie oslabi pisu jak 5 partia przy podziale mandatow. zwlaszcza to ostatnie.

  • barrt21

    0

    nie ma się co spinać, za parę lat i tak nas zmiecie tsunami, odejdziemy godnie, z gołą życią ale w ostrogach

  • ellis25pl

    Oceniono 2 razy -2

    Jest tylko jedna opcja do wyboru bo tylko jedna partia z wymienionych dotrzymuje obietnic , proste

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX