Polonio, chwyć za telefon i sprawdź, czy twój sąsiad nie ma zagrabionego dzieła. Czy po to powstała aplikacja ArtSherlock?

ArtSherlock to aplikacja na smartfony i tablety, pozwalająca zidentyfikować dzieła sztuki pochodzące z grabieży wojennych. Pytanie, czy jej powstanie nie przyniesie więcej szkód niż pożytku.

Zrabowane w trakcie II wojny światowej dzieła to olbrzymi problem. W ich odnalezieniu pomóc ma aplikacja ArtSherlock, za pomocą której niemal każdy będzie mógł sprawdzić obraz i rozwiać lub potwierdzić swoje wątpliwości. Na podstawie fotografii aplikacja zweryfikuje, czy dzieło sztuki należy do polskich strat wojennych. Prostota i przystępność programu jest dla Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które współpracowało z Fundacją Communi Hereditate przy tworzeniu aplikacji, najprawdopodobniej największą zaletą, o czym świadczą słowa profesora Glińskiego:

Mam nadzieję, że (...) aplikacja ArtSherlock, przyczyni się przede wszystkim do odzyskiwania kolejnych zaginionych dzieł, że będzie także edukować w tym zakresie, (...) rozpropaguje kulturę. (...) Chcielibyśmy także, żeby ta aplikacja była propagowana przez polskie placówki dyplomatyczne, żeby była popularna wśród Polonii.

"Popularność wśród Polonii” trochę niepokoi. Ekspertom, którzy zajmują się sztuką i biorą udział w licytacjach aplikacja może pomóc, ale warto się zastanowić, czy "przeciętny użytkownik”, który na aukcje nie chodzi, będzie mógł coś z nią robić. Odpowiedź nasuwa się sama: raczej nie.

Ale aplikacja i tak odegra ważną rolę, bo wpisuje się w narrację, w której Polska jest wielką ofiarą, a wyrządzonych szkód wciąż nie spłacono.

Co gorsza, krzywdy widać na każdym kroku, czego przykładem są zrabowane dzieła sztuki. Mogą być wszędzie, w każdym miejscu na ziemi. Może mieć je twój sąsiad, twój szef, kolega z pracy lub nauczyciel dziecka w szkole. Warto to sprawdzić i dowiedzieć się, czy obraz, którym tak się chwali, przez przypadek (lub niekoniecznie) nie dotarł do niego z Polski. Polonia ma okazję się wykazać.

Jeśli aplikacja ma być popularna wśród Polonii, to musi być używana właśnie podczas spotkań towarzyskich, wizyt u znajomych i tym podobnych okazji. Nawet jeśli wyobrazimy sobie sytuację, w której nagle ktoś rzuca: "nie mam pojęcia skąd jest ten obraz i jak się w mojej rodzinie znalazł”, to mimo wszystko trudno uwierzyć w to, że ktoś wówczas rzuci: "w takim razie sprawdźmy, czy czasami nie jest to zrabowane dzieło z Polski!”. Od razu przypomina się dowcip o gospodarzu, który podejrzewał jednego z gości o kradzież pieniędzy. Gdy te się znalazły, właściciel mieszkania stwierdził: "no wiesz, niesmak pozostał”.

I tak będzie z tą aplikacją. Obrazy będą sprawdzone, a niesmak pozostanie.

Nowe technologie? Tak, ale nie w taki sposób

Pomysł, by wykorzystać nowe technologie i idące za tym możliwości do uświadamiania ludzi na całym świecie o zrabowanym majątku, jest właściwy. Niewłaściwe jest wykorzystywanie do tego Polaków, którzy mieliby przeczesywać kolekcje zagranicznych znajomych, bo przecież nigdy nic nie wiadomo.

AplikacjaAplikacja fot. mkidn.gov.pl

To bardzo przykre, bo umacnia się poczucie krzywdy. Trudno nie zgadzać się ze słowami poprzedniej minister, która stwierdziła, że "Polska nigdy swoich strat wojennych nie zaprzestanie szukać i będzie się o nie upominać”. Tylko nie wykorzystujmy do tego Polaków żyjących za granicami kraju, którzy mieliby traktować swoich sąsiadów i znajomych jako oprawców, którzy przetrzymują skradzione nam dzieła, lub tych, którzy na tych krzywdach się wzbogacili. Nie tędy droga.

Tym bardziej że możliwe jest pomysłowe i kreatywne zwrócenie uwagi na problem. Gra mobilna, internetowy komiks, przystępna baza, informująca o zaginionych dziełach. Aplikacja, która sprawia, że Polak podejrzliwie patrzy na obrazy zagranicznego znajomego, jest kompletnie nietrafiona.

Historia nie jest czarno-biała i tak łatwa, jakbyśmy tego chcieli. Może się okazać, że inni stworzą aplikację, by sprawdzić, czy w polskich miastach ktoś nie skorzystał na krzywdzie innych. Jakbyśmy się czuli?

Komentarze (2)
Polonio, chwyć za telefon i sprawdź, czy twój sąsiad nie ma zagrabionego dzieła. Czy po to powstała aplikacja ArtSherlock?
Zaloguj się
  • antykwarium

    Oceniono 1 raz 1

    pan jest naiwny, myslac ze "polonia" rzuci sie na ta aplikacje i zacznie masowo odwiedzac swoich znajomych, a nie daj Boze, szacowne instytucje w Europie i gdzie indziej, gdzie te zrabowane w Polsce przedmioty sie znajduja. Podac przyklad? Prosze bardzo, British Library. Jeszcze jakis? Nie ma sprawy: Staatsbibliothek zu Berlin. I wiele innych. Mam podac? Tylko po co? Pies z kulawa noga sie tym nie zainteresuje, a poza tym - Grecy od lat uzeraja sie z Brytolami i Niemcami o zwrot ukradzionych z Akropolu fragmentow i calych rzezb. Tak samo Egipt. I co? I nic.
    np. jako pesymista stawiam na to, ze aplikacja, ktorej koszt byl, przypuszczam, znaczny, miala byc sposobem na przejedzenie jakiegos dofinansowania.

  • aplikant15

    0

    Nie wiem, skąd u autora artykułu taki sarkastyczny ton i szukanie dziury w całym. Dodam, że szukanie na siłę. Szanowny autorze! A dlaczego to niepokoi Cię ewentualna popularność wśród Polonii? I dlaczego chcesz od razu szukać utraconych przez Polskę dzieł sztuki u sąsiada? Po co budować wokół godnego uwagi i społecznie pożytecznego projektu taką aurę? Od razu sensacyjną i pełną podejrzeń? Chyba mamy ich już dość w otaczającej nas rzeczywistości.

    Ktoś zrobił coś wyjątkowego, co ma się przysłużyć nam wszystkim. W końcu utraciliśmy setki tysięcy dzieł sztuki. Mamy prawo, ba, mamy obowiązek robić wszystko aby do nas powróciły. Kogo, jak nie Polaków, którym właśnie zależy, mamy wykorzystywać w poszukiwaniu zagrabionych nam dzieł sztuki. Czy szanowny Autor sądzi, że zrobią to za nas inne nacje i na tacy przyniosą nam to co nam zagrabiono? Gratuluję naiwności.

    Może warto się zastanowić, zanim napisze się tekst na temat o którym nie ma się zielonego pojęcia, po to tylko aby odbębnić kolejną wierszówkę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX