Wszyscy jesteśmy jak "Dobry Amerykanin" - czy z państwem da się wygrać walkę o prywatność?

Dokument "Dobry Amerykanin" uzmysławia, że w walce o prywatność najgroźniejszym wrogiem jest nie korporacja, a rządowe służby i agencje.

Przy oglądaniu "Dobrego Amerykanina” można mieć mieszane odczucia. Z jednej strony dokument, który zobaczyć można w ramach festiwalu Docs Against Gravity, przeraża. Główny bohater, William Binney, stworzył system, który według niego mógł uchronić świat przed terrorystycznym atakiem z 11 września 2001 roku. Zrezygnowano z niego, bo się nie opłacał. - Program miał prowadzić analizę metadanych w czasie rzeczywistym, więc w ogóle nie gromadzilibyśmy tych terabajtów danych, do których przechowywania i przetwarzania potrzeba coraz więcej pieniędzy - wyjaśniał twórca w rozmowie z Wyborczą. W filmie "Dobry Amerykanin” widzimy kulisy działań NSA, którym zależy na jednym - na pieniądzach, a nie na obywatelach.

Ich system gromadzi dane, ale nikt nie jest ich w stanie przeanalizować i wykryć zagrożenia. Nie chodzi więc o bezpieczeństwo, a o zwykły biznes. Biznes polegający np. na przechowywaniu danych (związanych z naszą prywatnością) i wydawaniu pieniędzy, które pozwalają to zrobić. Kasa trafia do prywatnych firm, ale też do pracowników, którzy muszą się tym zajmować i są za system odpowiedzialni. Utrzymują się więc na państwowych posadach, za publiczne pieniądze. Co z tego, że system jest nieefektywny i nie działa? Kogo to obchodzi. Przecież wszyscy się z tym pogodzili. Wszyscy o tym wiedzą.

No właśnie. Z drugiej strony, w trakcie seansu w głowie siedzi myśl: ale przecież my o tym wiemy. A nawet jeśli nie mamy faktów i potwierdzeń, to się tego domyślamy. Tak jest i już, nie tylko w Stanach, ale pewnie w każdym innym państwie. Czy ktoś wierzy w to, że rejestracja kart SIM, która będzie obowiązkowa po wprowadzeniu ustawy antyterrorystycznej, pozwoli namierzyć terrorystów albo utrudni im życie? Specjaliści, w tym rzecznik praw obywatelskich, podkreślają, że ewentualne wejście ustawy daje służbom pole do ogromnych nadużyć. Ograniczenie swobody komunikacji, ograniczenie wolności zgromadzeń - wymienia portal panoptykon.org, zachęcając do protestu przeciwko ustawie. Chodzi o prywatne interesy rządzących, a nie o nasze bezpieczeństwo. 

Protesty są, ale pytanie, czy osoby, którym zależy, nie są jak Bill Binney - świadome zagrożenia i świadome nieuchronnej klęski. Wojny o prywatność wygrać się nie da, szczególnie gdy przeciwnikiem jest państwo.

"Dobry Amerykanin” przypominając, jakie możliwości ma państwo i jak wiele danych gromadzi, pokazuje, jak ludzie dali się oszukać. Dziś wrogiem numer jeden jest przecież Facebook, Amazon czy Google. W końcu oni wpychają się w nasze rozmowy - nowy komunikator Google - albo wprowadzają do naszych domów narzędzia, które umożliwiają podsłuch. To oni są ci źli, czytamy w Internecie lub słyszymy w rozmowach, bo pod płaszczykiem pięknych haseł chcą dobrać się do naszych intymnych rozmów i prywatnych spraw. A wszystko to dla pieniędzy!

Z Facebookiem chce walczyć każdy. Niemal wszystkie grupy społeczne mają coś Facebookowi do zarzucenia. Robią z siebie bohaterów pokazując hipokryzję serwisu, choć tak naprawdę to burza w szklance wody. Ale wróg jest, więc w tym samym czasie państwo i jego służby mogą zajmować się tym samym, podczas gdy większość walczy ze "złymi, chciwymi korporacjami". Idealna sytuacja. Zgoda, wielkie firmy mają swoje za uszami, ale zagrożenie kryje się gdzieś indziej. 

Jest fundamentalna różnica pomiędzy inwigilacją przez prywatne firmy do celów biznesowych a inwigilacją przez państwo, które dysponuje aparatem przymusu. Prywatna firma nie przyjdzie cię aresztować, nie przystawi ci lufy pistoletu do głowy, nie wytoczy procesu na podstawie sfingowanych zarzutów - mówił w wywiadzie Bill Binney

Nie chcesz, żeby Facebook miał dostęp do zdjęć twojej twarzy? To ich nie wrzucaj. Nie chcesz, żeby Google trzymało nagie zdjęcia? To takich nie wysyłaj. Nie chcesz, żeby Amazon lub Google mieli możliwość podsłuchiwania cię? To nie kupuj Amazon Echo albo Google Home. Ale co zrobisz, gdy nie będziesz mógł mieć niezarejestrowanej karty SIM? Albo będziesz miał świadomość, że rząd może przejąć i zdjąć stronę internetową, którą prowadzisz? Przed korporacją bardzo łatwo uciec, ale przed własnym krajem - niekoniecznie. Tym bardziej że problem jest nie tylko w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych.

Czy walka o prywatność jest już przegrana? Pewnie nie. Ale żeby coś zrobić, najpierw trzeba zlokalizować prawdziwego wroga. Wroga, którym nie jest (na razie) Facebook czy inna wielka korporacja, chcąca wyłącznie pieniędzy. Patrząc jednak na internetowy bunt, łatwiej walczyć z chciwymi korporacjami, bo przynajmniej ma się wrażenie, że coś można zrobić. Z prawdziwą urzędniczą, biurokratyczną, żądną władzy machiną wygrać dużo trudniej. I niestety "Dobry Amerykanin” to pokazuje.

Komentarze (10)
Wszyscy jesteśmy jak "Dobry Amerykanin" - czy z państwem da się wygrać walkę o prywatność?
Zaloguj się
  • piotr.grd

    Oceniono 12 razy 12

    Wspomnianego filmu nie widziałem. Ale w każdym swoim komentarzu traktującym o wolności i prywatności wymieniam w jednym zdaniu tak korporacje, jak i szeroko rozumiane państwa i ich służby.

    Ostatnio dochodzę do wniosku, że chyba najpoważniejszy problem leży w tym, że ogromna część ludzi zupełnie nie zdaje sobie sprawy z potencjalnych zagrożeń idących za ograniczaniem wolności, swobód i prywatności przez aparat państwowy. Ba! Wielu świadomie godzi się na to, że ich prawa i wolności są ograniczane, o ile dzieje się to powoli, stopniowo, a o prywatności niejedna osoba w ogóle nie myśli: "przecież nie mam nic do ukrycia". Chcąc wygody życia oddają swoją prywatność korporacjom, a domagając się bezpieczeństwa (fizycznego przed przestępcami, prawnego przed oszustami lub socjalnego) oddają siebie całych organom państwa.

    A przecież jak tak dalej pójdzie, to nasze wnuki i prawnuki żyć będą w okropnym świecie, niemalże pozbawionym wolności i zupełnie pozbawionym prywatności. Mam nadzieję, że nie, ale jest to wysoce prawdopodobne.

    Wspomina autor artykułu o udostępnianiu zdjęć itp. Facebookowi mogę zdjęcie udostępnić albo i nie. Ale czy mam taki wybór względem organów państwowych? Czy mam prawo powiedzieć, że poproszę dowód osobisty bez zdjęcia? Wiele osób uzna, że przesadzam, ale... dane biometryczne? Jeśli chciałbym paszport, musiałbym państwu udostępnić nie tylko swoje zdjęcie, ale i odciski palców. A i to samo (i więcej) planowane jest też dla dowodów osobistych. Dlaczego? Moim zdaniem to idzie za daleko. Kiedyś odciski palców pobierało się tylko od przestępców i osób, wobec których istniały uzasadnione podejrzenia, że przestępcami są. A dziś lub jutro - od wszystkich obywateli po kolei jak leci? Dlaczego? Bo każdy potencjalnie przestępcą może się okazać? Bo w ten sposób łatwiej będzie przestępców wykryć? Bo zwiększy się bezpieczeństwo? O nie, ja protestuję.

    Wielu powie jak mantrę: "uczciwy nie ma nic do ukrycia, nie ma czego się bać". Owszem, nawet uczciwy ma się czego bać. Jeśli nawet nie liczy się dla niego wolność i prywatność jako wartości same w sobie, wartości moim zdaniem ważniejsze niż bezpieczeństwo, to niech pomyśli o... nadużyciach. Dla pieniędzy i władzy (niektórzy) ludzie czynią najgorsze rzeczy. Prędzej czy później znajdzie się jakiś premier, prezydent, szef służb, który to wykorzysta te wszystkie narzędzia inwigilacyjne dla swoich własnych celów, chociażby by wyeliminować w zalążku opozycję polityczną i jak najdłużej utrzymać się przy władzy. I jeśli oddamy organom państwowym zbyt dużo kontroli nad sobą, to wówczas zagrożenie nie dotknie ani setek, ani tysięcy ludzi - jak to ma miejsce w przypadku "zwyczajnych" przestępców czy choćby terrorystów - ale milionów lub nawet miliardów, jeśli będzie to nadużywający władzy odpowiednio "ambitny" polityk.

    Bójcie się tego właśnie, nawet jeśli nie w perspektywie Waszego życia, to z myślą o wnukach i prawnukach. Z myślą o kolejnych pokoleniach NIE oddawajcie organom państwowym krok po kroku coraz to więcej ze swej wolności i prywatności, nawet jeśli wmawiać Wam będą, że to tylko dla Waszego bezpieczeństwa i dla Waszego dobra. Częściowo tak, częściowo to dla bezpieczeństwa, ale nie można oddawać zbyt wiele. Bo co nam po bezpieczeństwie, jeśli mielibyśmy być tylko pozbawionymi prywatności "półniewolnikami" podległymi prawnym nakazom, zakazom, odgórnym regulacjom, inwigilowanymi i kontrolowanymi na każdym kroku.

  • maxthebrindle

    Oceniono 8 razy 8

    Kilka 'ale'...
    Państwo 'jakoś' mogę kontrolować, mogę co 4 lata wybierać ludzi tworzących aparat władzy albo mogę sam ubiegać sie o udział we władzy. Skromna to i często iluzoryczna kontrola, ale jest. Międzynarodowe korporacje wpływają na moje życie, na tworzenie prawa w moim kraju a ja nie mam na nie najmniejszego wpływu.
    Moje zrzeczenie się części wolności na rzecz państwa jest częściowo bilansowane przez benefity, jakie przynależność do państwa mi daje. Ograniczanie mojej wolności przez korporacje, które - na przykład - kreują pośrednio prawo mnie obowiazujące, albo manipulują nastrojami społecznymi nie jest w najmniejszym stopniu rekompensowane, bo JEDYNYM powodem istnienia korporacji jest zysk jej właścicieli, nie zaś moje dobro.
    Nie jest prawdą, że wielka korporacja nie może mi wytoczyć sfigowanego procesu albo przejąć mojej strony internetowej. Mogą to robić i robią, bo mają zasoby, pozwalajace im na wygranie z obywatelem - z ich punktu widzenia konsumentem w najlepszym wypadku - w zasadzie zawsze. I o ile w wypadku opresyjnego państwa mam do dyspozycji kilka linii obrony, od opozycji począwszy a na prawie do szukania azylu skończywszy, o tyle w starciu z korporacją moje pole manewru jest bardzo małe.
    O ile zatem zgadzam się z zastrzeżeniami autora co do wzrastajacej opresyjności państwa, o tyle wybielanie przez niego korporacji mogę li tylko wytłumaczyć zabieganiem redaktora o stypendium. W praktyce bowiem władza, jaką posiada nad znaczną częścią populacji świata firma taka jak FB jest przerażajaca i nie podlaga żadnej kontroli przeze mnie, jako obywatela.

  • hubert454

    0

    niedługo opłaty za roaming mają zostać całkowicie zlikwidowane w UE. w UK karty sim rozdają za darmo. proszę połączyć :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX