Zmiany w prawie autorskim to koniec internetu jaki znamy? Nie wszyscy są tak krytyczni

Robert Kędzierski
W ubiegłym tygodniu w Brukseli odbyło się głosowanie, które w znaczący sposób może zmienić przyszłość internetu.Przedstawiliśmy stanowisko zdecydowanych przeciwników nowych regulacji. A co sądzą ci, którzy są mniej sceptyczni?

Jak informowaliśmy w Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie nad zmianami w prawie autorskim. Rekomendowane rozwiązania mogą w znaczący sposób wpłynąć na kształt internetu. Dwa artykuły w rezolucji budzą bowiem spore kontrowersje i obawy.

Artykuł 11 i 13 nakładają bowiem na twórców serwisów konieczność filtrowania tego, co internauci chcą w sieci napisać. Zanim wypowiedź pojawi się na forum czy w innym serwisie, musi zostać zbadana pod kątem łamania prawa. Jeśli prawo łamie, to wydawca serwisu może być pociągnięty do odpowiedzialności. 

Kolejna zmiana to tzw. "podatek od linków". Może on sprawić, że właściciel danej treści będzie mógł żądać opłat za to, że pojawi się ona gdzieś w sieci. 

Co sądzą krytycy?

Stanowisko przeciwników nowych regulacji już przedstawiliśmy. Przypomnijmy - Michał Białek, szef serwisu Wykop, największego polskiego portalu social news, przepisy te określa wywracaniem internetu do góry nogami. Twierdzi, że ich wprowadzenie będzie oznaczać cenzurę i kłopoty wielu serwisów. Według krytyków użytkownicy internetu są zagrożeni zmianami, ich wolność wypowiedzi ma być ograniczona, podobnie jak dostęp do informacji, bo treść nie będzie mogła być linkowana w obawie o łamanie prawa. 

Nie wszyscy są tak sceptyczni

Postanowiliśmy sprawdzić, jaki pogląd na nowe przepisy mają inni przedstawiciele świata mediów i biznesu, którzy niekoniecznie zgadzają się z głosami krytyki.

Tomasz Jażdżyński, prezes Gremi Media

Tomasz Jażdżyński jest prezesem spółki Gremi Media (właściciel "Rzeczpospolitej", "Parkietu", portalu rp.pl). Stworzył serwis Interia, był dyrektorem finansowym w Wirtualnej Polsce, prezesem zarządu GG Network (Gadu- Gadu), Bankier.pl, segmentu Media i Komunikacja Grupy Allegro.

TOMASZ JAŻDŻYŃSKI Prezes Zarządu Gremi Media SATOMASZ JAŻDŻYŃSKI Prezes Zarządu Gremi Media SA Źródło: Gremi Media (https://gremimedia.pl/o-nas.html)

Czy zmiany, nad którymi głosowano w zeszłym tygodniu w PE są groźne dla internautów

Zacznijmy od tego, że zapisy związane z prawem autorskim od wielu lat nie są adekwatne do obecnego stanu rynku mediów i rewolucji technologicznej, która na nim zaszła. Dlatego modyfikacja przepisów jest wręcz konieczna. Przyniesie ona oczywiście zmiany, ale nie mają one, wbrew kolportowanym opiniom, dotknąć użytkowników sieci.

Kogo zatem w największym stopniu dotknie zmiana przepisów?

Zmiany dotkną podmioty, które z czerpania korzyści z efektów pracy innych uczyniły swój model biznesowy. Proponowane zapisy wyłączają z podległości nowym przepisom m. in. uzasadniony użytek prywatny, encyklopedie i platformy edukacyjne non-profit. Procesowi ucywilizowania ma podlegać działalność komercyjna.

Skąd zatem głosy krytyczne wobec zmian? Takich jak "podatek od linków".

Niestety w obiegu publicznym pojawiło się na temat procedowanych zmian wiele nieścisłości i przekłamań. Jedną z nich jest teza o rzekomym zabronieniu linkowania, podczas gdy nic takiego nie będzie miało miejsca. Zabronione będzie wykorzystywanie istotnego fragmentu utworu bez przeniesienia na stronę źródłową - to coś zupełnie innego.

A co z cenzurą? Jest się czego obawiać?

Moim zdaniem kwestia "filtrowania treści" ma dotyczyć wyłącznie kwestii związanych z prawami twórców i wydawców. Nikt nie będzie mógł wykorzystać nowych przepisów do ograniczania swobody wypowiedzi i głoszenia swoich poglądów - nie będzie więc żadnej cenzury. Już dzisiaj największe platformy internetowe monitorują i filtrują treści swoich użytkowników aby przeciwdziałać naruszaniu praw choćby producentów materiałów video czy gier komputerowych. Teraz ochroną zostaną objęte również analogiczne prawa wydawców.

Michał Białek, szef Wykopu, w wywiadzie, którego nam udzielił określił nadchodzące zmiany jako "wywrócenie internetu". Czy można się z tym zgodzić?

To nie jest "wywrócenie Internetu do góry nogami" tylko objęcie twórców i wydawców prasowych należytą ochroną, którą twórcy i wydawcy muzyki, filmów czy gier komputerowych cieszą się już od dawna.

Zbigniew BenbenekZbigniew Benbenek Fot. Murator

Zbigniew Benbenek, przewodniczący rad nadzorczych TIME SA i ZPR Media

Zbigniew Benbenek to przewodniczący rad nadzorczych spółek TIME SA i ZPR Media SA. Ma więc spore doświadczenie związane z działalnością chociażby Radia Eska, dziennika "Super Expressu", stacji telewizyjnych Nowa TV, Fokus TV. 

Czy zmiany zaproponowane przez Parlament Europejskim "naprawią" internet czy też doprowadzą do chaosu?

Dla użytkownika końcowego – przeciętnego internauty nie zmieni się właściwie nic. Dzięki projektowanym rozwiązaniom może on co najwyżej otrzymywać więcej wiadomości z wiarygodnych źródeł (praca dziennikarzy podlega przecież regulacjom ustawy – Prawo prasowe), a także łatwiej korzystać z legalnych materiałów. Dla owego internauty zatem zmiany są na pewno korzystne. Jeśli jednak terminem „użytkownik” nazywamy także podmiot, który w swojej działalności wykorzystuje materiały prasowe i w oparciu o to wykorzystywanie prowadzi swoje działania biznesowe, to proponowane rozwiązania przyjęte w art. 11 sprawozdania Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego będą miały znaczenie.

Użytkownicy, według pana, skorzystają. A kto jeszcze?

Dziennikarze. Usługodawcy świadczący usługi społeczeństwa informacyjnego będą mieli obowiązek wypłaty uczciwej rekompensaty dziennikarzom i wydawcom prasy, za wykorzystywanie materiałów prasowych. Trzeba przy tym wyjaśnić, iż prawo pokrewne ma za zadanie chronić nakłady, jakie ponieśli wydawcy – producenci materiałów prasowych na powstanie treści – nakłady, bez których w gazetach, czasopismach i na prasowych portalach informacyjnych w ogóle nic by się nie ukazało. Chodzi tutaj zarówno o honoraria wypłacane dziennikarzom, fotografom, grafikom, itd., ale także o normalne koszty utrzymania redakcji, inwestycje w sprzęt i nowe technologie itp.

W Polsce, Izba Wydawców Prasy oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców zadeklarowali już na początku prac nad dyrektywą, iż będzie to równy podział, czyli pół na pół (50 proc. dla dziennikarzy i 50 proc. dla wydawców). 

Czyli według pana nowe przepisy są konieczne. 

Tak, bo dodatkowo prawo pokrewne dla wydawców prasy ma naprawić zachwianą obecnie równowagę rynkową – wielcy giganci technologiczni narzucają obecnie niekorzystne dla wydawców warunki, wykorzystując materiały prasowe i nie ponosząc kosztów ich wytworzenia, sprzedają reklamę i zbierają dane o użytkownikach, które później też komercjalizują. Art. 11 nadaje wydawcom prasowym takie same prawa, jakie już posiadają producenci muzyki, filmów, gier i programów komputerowych oraz nadawcy radiowi i telewizyjni. Naprawia się zatem istniejącą lukę. Nie chodzi przy tym o to, by portale internetowe zostały zamknięte lub żeby zakazać im prowadzenia działalności – chodzi tylko o to, by podzieliły się one zyskiem wygenerowanym dzięki korzystaniu z materiałów prasowych z ich producentami i twórcami – czyli wydawcami i dziennikarzami. Jest to rozwiązanie korzystne dla całej branży, w szczególności zaś dla małych i średnich wydawców, których nie stać na prowadzenie walki z gigantami technologicznymi i innymi podmiotami przed sądem, domagając się należytej ochrony swoich praw.

Czy w kogoś zmiany uderzą szczególnie? 

Komisja Prawna dostrzegła także problem rosnącego zjawiska dystrybucji nielegalnych, pirackich treści i uznała, iż platformy internetowe powinny odgrywać aktywną rolę w zwalczaniu tego negatywnego zjawiska. Warto przy tym zauważyć, iż YouTube czy też – patrząc na rynek polski – portal Chomikuj.pl już od dawna monitorują materiały zamieszczane przez użytkowników i blokują dostęp do treści zamieszczanych z naruszeniem prawa. W przypadku Chomikuj.pl, po wygranym przez filmowców procesie, serwis musi automatycznie usuwać kilka konkretnych filmów, o które toczył się proces, których kopie były dostępne na serwisie przed wydaniem wyroku. I nie jest to żaden rodzaj cenzury, tylko ograniczenie rozwijającego się piractwa. Technicznie nie jest to trudne, ani też specjalnie kosztowne, a z pewnością korzystne dla całej branży kreatywnej i dla twórców, którzy często pozbawiani są należnej ochrony a tym samym i należnych przychodów.

Czy zmiany, które proponuję PE można określić jako próba cenzury internetu?

Na pewno nie jest to cenzura. Chodzi jedynie o zwalczanie piractwa a także o wzmocnienie twórców. Jest to technicznie możliwe i już stosowane (YouTube, Chomikuj.pl – o tym wyżej; we Francji wydawcy prasowi muszą moderować podpisy i komentarze czytelników, by nie pojawiały się w nich treści nielegalne; Niemcy też wprowadzili pewne rozwiązania…) Brak jednoznacznego określenia statusu niektórych platform cyfrowych umożliwił ich właścicielom zbudowanie przynoszących olbrzymie zyski modeli biznesowych bazujących na treściach generowanych przez użytkowników tych platform i opartych np. na eksploatacji nagrań muzycznych przy jednoczesnym pogwałceniu prawa do stosownego wynagrodzenia należnego twórcom, producentom i innym właścicielom praw. Skala naruszeń praw autorskich jest olbrzymia, dlatego tak ważne jest stworzenie mechanizmów ochrony, które z jednej strony będą chronić twórców, a z drugiej zapewnią swobody użytkownikom platform.

W jaki sposób powinniśmy zatem zmieniać internet?

Mówi się często, iż Internet rządzi się swoimi prawami i nie wolno ograniczać jego wolności. Zapomina się jednak, że internet jest niewinny i wesoły tylko powierzchownie! Pod spodem czyhają zagrożenia dla młodych ludzi: pornografia, narkotyki, dezinformacja i działania (cyber-)terrorystyczne. Pozwolenie na sterowanie informacjami przez zagraniczne platformy pozbawiłoby nas możliwości wpływu na bezpieczeństwo użytkowników i całego państwa. Wolność w internecie to pozory!
Wracając jednak do stanowiska Komisji Prawnej PE, to zaproponowane tam rozwiązania niczego nie wywrócą. Projekt dyrektywy wprowadza też nowe wyjątki od prawa autorskiego i porządkuje kwestie związane m.in. z utworami audiowizualnymi, możliwościami wykorzystywania utworów w nauczaniu na odległość… W sposób rozważny zatem wprowadza regulacje, mogące usprawnić funkcjonowanie Internetu i obrotu różnorodnymi treściami, w taki sposób, by twórcy, producenci i posiadacze praw otrzymywali odpowiednie wynagrodzenie za swoją pracę a użytkownicy i internauci mieli pewność, iż działają zgodnie z prawem.

Z powyższych wypowiedzi wynika więc, że zmiany, które mogą zacząć obowiązywać już w ciągu kilkunastu miesięcy, są oceniane rożnie. Regulacja przestrzeni internetowej wcale nie musi oznaczać jej ocenzurowania. 

Czytaj też: Cenzura internetu? Jak wygląda naprawdę można przekonać się odwiedzając Chiny. 

Na ostateczny kształt przepisów musimy jeszcze poczekać. Głosowanie w Parlamencie Europejskim niczego nie przesądza, teraz poszczególne kraje będą negocjować, zgłaszać swoje uwagi. Gdyby jednak przepisy weszły w życie w obecnym brzmieniu internet może czekać rewolucja. Nie wszyscy sądzą, że to źle. 

***

Veit Stutz: Zamiast wciąż szukać nowych wyzwań, lepiej dłużej zostać na danym stanowisku i wgryźć się w temat [NEXT TIME]

Komentarze (22)
Zmiany w prawie autorskim to koniec internetu jaki znamy? Nie wszyscy są tak krytyczni
Zaloguj się
  • junk92508

    Oceniono 20 razy 8

    Ci panowie albo zupełnie nie rozumieją konsekwencji tej ustawy albo bezczelnie kłamią.

    Już samo narzucenie odpowiedzialności za prawa autorskie firmie hostującej radykalnie zmienia internet.

    Ściśle trzymając się takich przepisów większość serwisów internetowych by nigdy nie powstała bo w zarodku zostałaby zaszczuta przez prawników Disneya i podobnych.

    Zobaczcie jak Hachette przejmuje komiksy w różnych krajach - u nas Kajka i Kokosza albo niszczy w sądach małe firmy bo ich nazwa konczy się na lix i przypomina Obelixa.

    Na początku pewnie tego nie poczujemy bo prawo nie będzie egzekwowane ale krok po kroku wielkie korporacje będą zamykać i przejmować wszystko co nie jest pod ich kontrolą.

    Ta ustawa to jedno z najlepszych broni jakie dostają do ręki.

  • excorporate

    Oceniono 6 razy 6

    Internet przestaje być miejscem wolnej wymiany informacji a staje się medium reklamowo-propagandowym korporacji i rządów..

  • woytek xaxaxa

    Oceniono 18 razy 6

    internet jaki znamy umarl. Zostal zawlaszczony przez korporacje ,wielkie koncerny medialne, przemysł muzyczny i filmowy, zostal ocenzurowany i postawiony pod sciana przez spec słuzby i światowe rządy. Nalezy zbudowac od podstaw internet-siec wolny od cenzury i ingerencji rządowych. Sieć wolna od nakazów i zakazów wymyslanych przez polityków i pazerne na kase korporacje. Sieć zapewniajaca calkowita anonimowosc i pozwalajaca na głoszenie dowolnych pogladów bez obawy o to ze za swoje przemyslenia przelane na cyfrowy zapis znajdziemy sie nagle przed sądem sądzeni za niepoprawność polityczna . Internet byl jeszcze 15 lat temu kraina swobodnej wymiany mysli i pogladów .Obecnie staje sie czyms na podobienstwo korei płn.

  • danuel

    Oceniono 8 razy 4

    hahaha no kto jest "mniej" krytyczny? Właściciele molochów medialnych. No nie wiem czemu są "mniej" krytyczni :D
    To tak jakby tłuste koty były mniej krytyczne względem zmniejszenia praw myszy.

  • strachus.mortus

    Oceniono 9 razy 3

    Powyżsi panowie są przedstawicielami "starych mediów", którym zależy na ograniczeniu konkurencji dla ich zwijających się interesów. Nie dziwi więc, że są mniej sceptyczni, oni na tym zarobią.

  • kudu1995

    Oceniono 2 razy 2

    Proste pytanie: dlaczego w dyrektywie nie ma jednego słowa na temat odpowiedzialności koncernu za FAŁSZYWE zgłoszenie praw do jakiegoś wyrazu, zdania czy utworu? Nic nie muszą udowadniać i nic im nie grozi za podanie się za właścicieli czegokolwiek. A dostawca za puszczenie tekstu zawierającego tą _ukradzioną_przez_koncern_ "własność" może odpowiadać nawet karnie.

  • tumaxer

    Oceniono 3 razy -1

    "Wolność w internecie to pozory, bo to nie ja określam co ludzie mogą robić a co nie." - Benbenek

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX