Apple jest dziś wart ponad 1 bilion dolarów, a jeszcze 20 lat temu firma była bliska bankructwa

Historia Apple nie zawsze była pasmem sukcesów. 20 lat temu gigant otarł się nawet o bankructwo. Wówczas na ratunek podążył mu Microsoft.

sierpnia 2018 r. Apple stał się pierwszą amerykańską giełdową w historii, której kapitalizacja rynkowa przekroczyła barierę 1 bln dolarów. Ta wiadomość wywołała prawdziwą rynkową euforię. Tylko od początku roku akcje firmy zdrożały o 20 procent.

Apple nie zawsze był „maszynką do robienia pieniędzy”. 20 lat temu amerykański gigant stanął w obliczu rychłego bankructwa. Wówczas firma została uratowana przez dwie osoby. Pierwszą z nich był Steve Jobs, a drugą… jego wielki rywal Bill Gates.

Apple w odwrocie

Lata 90-te były bez wątpienia najtrudniejszym okresem w historii Apple.  Po odejściu Steve’a Jobsa i kilku nieudanych eksperymentach jego następcy Johna Sculley’a (niesławny Apple Newton), firma zmagała z licznymi problemami wewnętrznymi, jak również z coraz silniejszą konkurencją ze strony takich firm jak IBM i Microsoft.

W 1992 roku swoją premierę miał system Windows 3.1, który garściami czerpał z rozwiązań znanych ze stworzonego przez Apple systemu MacOS. Z kolei już dwa lata później Microsoft wypuścił na rynek legendarnego już Windows 95, który w krótkim czasie uczynił z firmy z Redmond prawdziwego hegemona w świecie IT.

Apple próbował bronić swojej rynkowej pozycji, wypuszczając na rynek kolejne wersje swoich Macintoshy. Modele Quadra, Centris oraz Performa nie odniosły jednak rynkowego sukcesu, a firma z Cupertino była krytykowana za kiepską strategię marketingową i brak wizji rozwoju.

W 1995 roku swoją premierę miał przenośny komputer PowerBook 5300, w którym Apple upatrywał szansę na powrót do dawnych dni chwały. Kierowana wówczas przez Michaela Spindlera firma wydała duże pieniądze na ulokowanie tego produktu w dwóch wielkich hollywoodzkich hitach – „Mission: Impossible” oraz „Dzień Niepodległości”.

Te działania na niewiele się jednak zdały. PowerBook okazał się bowiem urządzeniem skrajnie niedopracowanym. Wielu klientów otrzymało uszkodzone komputery, a dodatkowo pojawił się problem z bateriami Sony, które ulegały samozapłonowi. Nowy komputer Apple został pogrążony przez fatalne i mało wydajne oprogramowanie.

Aby uratować topniejące udziały w rynku komputerów osobistych, Spindler zdecydował się na ruch, który dziś wydawałby się absolutnie nie do pomyślenia. Postanowił udzielić licencji na system Mac OS firmom trzecim. W efekcie na rynku pojawiło się mnóstwo „klonów” Macintoshy. Ten pomysł nie tylko nie uratował Apple, ale wpakował firmę z Cupertino w większe tarapaty. Spindler opuścił firmę, a jego miejsce zajął Gil Amelio.

90 dni od bankructwa

Amelio nie okazał się cudotwórcą. Pod jego rządami Apple wciąż tracił pieniądze, a udział w rynku komputerów osobistych stopniał z 15 proc. w 1992 roku do zaledwie 5 proc. w roku 1997. Amelio podjął jednak jedną decyzję, która zaważyła na przyszłości Apple. W 1996 r. za kwotę 402 mln dol. nabył należącą do Jobsa firmę NeXT oraz stworzony przez nią system operacyjny NeXTstep, który był podwaliną dla MacOS X. 

W efekcie, po trwającej 12 lat banicji, założyciel i współtwórca potęgi Apple powrócił, aby dokonać niemożliwego: uratować firmę przed katastrofą. W lipcu 1997 roku Jobs zastąpił Gila Amelio na stanowisku prezesa. Był daleki od entuzjazmu. Firma w niczym nie przypominała prężnie rozwijającego się Apple lat 70 i 80-tych. „Od bankructwa dzieliło nas zaledwie 90 dni” – przyznał po latach Jobs w jednym z wywiadów.

Plan ratunkowy był prosty: zmniejszyć zatrudnienie, zamknąć nierentowne projekty i utrzymać przy życiu system operacyjny Mac OS, a następnie odbudować markę Apple. Pierwszą „ofiarą” Jobsa okazał się projekt Apple Newton. Jobs nigdy nie pałał do Newtona sympatią, choćby dlatego, że był on pomysłem Johna Sculley’a, który doprowadził do jego rozstania z Apple. Zresztą, Newton był również projektem nierentownym i przez lata przynosił firmie straty.

Szalony Microsoft

Jobs zdawał sobie jednak sprawę, że cięcia kosztów nie wystarczą. Apple potrzebował zastrzyku gotówki, który pomógłby firmie stanąć na nogi. Potrzebowała jednak czegoś jeszcze: odzyskania wiarygodności w oczach rynku i partnerów biznesowych. Nikt nie spodziewał się, że wybawcą firmy z Cupertino może okazać się jej wieloletni konkurent.

„Szokujące” partnerstwo pomiędzy Apple i Microsoftem zostało ogłoszone przez Jobsa podczas konferencji Macworld 1997 w Bostonie.

Jeśli chcemy pójść naprzód i zobaczyć zdrowy i dobrze prosperujący Apple, to musimy zrezygnować z kilku rzeczy. Musimy zrezygnować z przekonania, że zwycięstwo Apple powinno być równoznaczne z porażką Microsoftu. Jeśli chodzi o mnie, to era rywalizacji pomiędzy Apple i Microsoftem właśnie dobiegła końca

przekonywał Jobs.

Chwilę wcześniej na wielkim ekranie ukazała się twarz Gatesa, który wyjaśnił pokrótce szczegóły partnerstwa pomiędzy obydwoma firmami. Symboliczne pojawienie się Gatesa w „świątyni Apple” wywołało wielką konsternację wśród uczestników konferencji. Niektórzy otwierali usta ze zdumienia, inni gwizdali z dezaprobatą.

Na mocy zawartego porozumienia Microsoft zobowiązał się przez okres co najmniej 5 lat dostarczać wersję swojego pakietu Microsoft Office dla komputerów Macintosh. Oprócz tego gigant z Redmond miał zainwestować 150 mln dolarów w akcje Apple.

W pewnym sensie można powiedzieć, że to jedna z najbardziej szalonych rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy

wspominał po latach Steve Ballmer, były prezes Microsoftu.

Porozumienie z Apple było dobrym interesem także dla Microsoftu. Po pierwsze gigant otrzymał gwarancję, że Internet Explorer będzie domyślną przeglądarką internetową na komputerach Macintosh. Po drugie, „zakopanie topora wojennego” oznaczało, że Apple nie będzie kontynuować toczącej się latami batalii sądowej, która miała rozstrzygnąć, czy Microsoft wykorzystał elementy systemu MacOS w swoim Windowsie.

Microsoft miał jeszcze co najmniej jeden dobry powód, aby pomóc Apple. W drugiej połowie lat 90-tych firma z Redmond toczyła spór z Departamentem Sprawiedliwości USA, który oskarżał ją o stosowanie praktyk monopolistycznych. Wyciągnięcie pomocnej dłoni do tonącego Apple miało być dowodem na to, że Microsoft nie boi się zdrowej konkurencji.

Naiwnością byłoby stwierdzenie, że to jedynie 150 mln dolarów od Microsoftu uratowało Apple przed bankructwem. Warto pamiętać, że w chwili podpisania porozumienia kapitalizacja rynkowa firmy Jobsa wynosiła 2,46 mld dol, a jej rezerwy gotówkowe opiewały na ponad 1,2 mld dol. Partnerstwo z Microsoftem dało jednak Apple coś więcej. Przywróciło firmie rynkową wiarygodność, o którą tak bardzo zabiegała. 

W poszukiwaniu seksu

Teraz Steve Jobs potrzebował jeszcze jednego: urządzenia, który sprawi, że świat znów przypomni sobie o „magii” Apple.  

Wiecie, jaki jest problem z tą firmą? Nasze produkty są BEZNADZIEJNE – nie ma w nich seksu

– miał powiedzieć Jobs na jednym ze spotkań z pracownikami firmy.

Zadanie przywrócenia „seksu” zostało powierzone Jonathanowi Ive, który stworzył dla Jobsa futurystyczny projekt komputera. W późniejszym czasie Ive stanie się jedną z kluczowych postaci w Cupertino i zaprojektuje najbardziej kultowe produkty Apple.

W 1998 roku odbyła się premiera iMaca. Urządzenie szybko stało się hitem. Wystarczy wspomnieć, że w ciągu 5 miesięcy od premiery Apple sprzedał 800 tys. komputerów. 

Siłą iMaca był jego unikalny design. Ive zdecydował się na zastosowanie przeźroczystej obudowy, co sprawiło, że użytkownicy mogli podziwiać wnętrze komputera. Dzięki Apple, komputer przestał być już „nudną beżową skrzynką”.

Sukces iMaca sprawił, że po raz pierwszy od 1995 r. Apple odzyskał rentowność. Firma zakończyła 1998 rok z zyskiem na poziomie 309 mln dolarów.

iMac był dopiero początkiem drogi Apple na szczyt. Tu rozpoczyna się jednak zupełnie nowa historia. Historia iPoda, MacBooka, iTunes, iPada i iPhone’a i wielu innych urządzeń, które uczyniły Apple najdroższą firmą na świecie. 

Więcej o:
Komentarze (53)
Apple jest dziś wart ponad 1 bilion dolarów, a jeszcze 20 lat temu firma była bliska bankructwa
Zaloguj się
  • czternascie87plus1

    Oceniono 8 razy 6

    Jobs owszem byl geniuszem ale Apple to Jobs i Mighty Woz, nie zapominajmy o tym.

  • kontra.punkt

    Oceniono 21 razy 5

    Ciekawe, na ile wyceniłby tą firmę "miszcz' prywatyzacji Balcerowicz, bo dla niego liczyła się tylko wartość księgowa.

  • sigizm

    Oceniono 22 razy 4

    ech, macintosh, to skok cywilizacyjny, co w pececie teraz, w maku było 20 lat temu

  • obserwatoriumpolityczne.pl

    Oceniono 17 razy 3

    Jobs zrobił jedną z rzeczy, na którą niewielu właścicieli firm się decyduje - zabronił managerom mieszać się w sprawy designerów. Managerem może być nawet idiota, co ma znajomości, ale nie każdy może być designerem, który projektuje rzeczy, które ładnie wyglądają i dobrze się sprzedają.

  • cojamamwymyslic2

    Oceniono 2 razy -2

    Po co zawracajcie dupę artykułami, których się nie da przeczytać (wyborcza)?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX