Nieudany 'krzyż Korolowa'. To przyśpieszy nadejście 'ciemnych wieków' dla dumy Rosjan

Rosyjska rakieta Sojuz zawiodła w trakcie lotu z dwuosobową załogą na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Choć na szczęście kosmonautom nic się nie stało, to wypadek ma bardzo poważne konsekwencje. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna znalazła się w kryzysie i może zostać czasowo opuszczona. Natomiast rosyjski program kosmiczny otrzymał mocny cios. Przedmiot dumy Rosjan stacza się w "ciemne wieki".

Od 17 lat i na przestrzeni 64 lotów z rakietą Sojuz-FG nie było żadnych problemów. Oparta o solidną, prostą i sprawdzoną konstrukcję sięgającą korzeniami lat 50., regularnie woziła załogi na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Była uznawana za bezpieczną i niezawodną.

W czwartek ta reputacja otrzymała mocny cios. W drugiej minucie lotu doszło do awarii. Dwuosobową załogę, Amerykanina Nicka Hague i Rosjanina Aleksieja Owczinina, uratował automatyczny system, który odciągnął ich kapsułę od rakiety rozpadającej się na wysokości 50 kilometrów i posłał z powrotem ku Ziemi. Choć powrót w atmosferę był gwałtowny i z dużymi przeciążeniami, to obaj przetrwali go w dobrym stanie.

Pierwsi do rozbitków dotarli ratownicy wojskowi, którzy wyskoczyli na spadochronach z samolotuPierwsi do rozbitków dotarli ratownicy wojskowi, którzy wyskoczyli na spadochronach z samolotu AP / AP

Zawieść miał jeden zawór 

Oficjalnie przyczyny wypadku zbada państwowa komisja powołana już przez agencję Roskosmos. Wyniki jej prac będą znane najpewniej za kilka miesięcy. Jednak na forum Nowinki Kosmonautyki, gdzie trafia bardzo dużo nieoficjalnych wieści z rosyjskiego przemysłu kosmicznego, już można przeczytać co najpewniej zawiodło. Do katastrofy miało dojść podczas spektakularnego manewru nazywanego "krzyżem Korolowa" od imienia słynnego ojca radzieckiego programu kosmicznego i samych rakiet Sojuz, Siergieja Korolowa.

Niemal dokładnie dwie minuty po starcie z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie, zgodnie z planem lotu, rozpoczął się proces oddzielania od rakiety czterech silników pomocniczych, nazywanych po angielsku boosters (w języku polskim brak utartej nazwy). To duże pionowe elementy widoczne po bokach dolnej części całego pojazdu. Zapewniają dodatkową moc podczas pierwszej fazy lotu. Po zużycia paliwa są odrzucane, aby nie stanowić bezużytecznej dodatkowej masy.

Rakieta Sojuz transportowana na stanowisko startowe na kosmodromie Bajkonur. W centrum silnik pierwszego stopnia. Dookoła cztery boosteryRakieta Sojuz transportowana na stanowisko startowe na kosmodromie Bajkonur. W centrum silnik pierwszego stopnia. Dookoła cztery boostery NASA

Zazwyczaj przebiega to w spektakularny sposób. Najpierw mikroładunki wybuchowe odcinają dolne zaczepy, a pracujące jeszcze chwilę silniki zaczynają obracać boostery, odsuwając ich dolną część od rakiety. Następnie wysadzane są górne zaczepy i przez specjalne zawory wypuszczana jest pod ciśnieniem resztka paliwa, co odrzuca całe boostery na bok. Wszystkie cztery zaczynają w tym samym momencie koziołkować i opadać ku ziemi, tworząc na niebie wyraźny krzyż. Stąd nazwa "krzyż Korolowa".

Około drugiej minuty nagrania widać prawidłowy "krzyż Korolowa".

 

Podczas nieudanego lotu, według anonimowych "pracowników przemysłu kosmicznego" piszących na forum Nowinki Kosmonautyki, zawiódł zawór mający wypuścić resztkę paliwa z jednego boostera. W efekcie jego górna część nie została odepchnięta od rakiety, ale uderzyła w nią i przebiła jeden z głównych zbiorników paliwa oraz wytrąciła całość pojazdu z kursu. Taką wersję podała też agencja Interfax, powołując się na anonimowe źródła. 

Po wykryciu ruchów rakiety znacznie wykraczających poza normy uruchomił się system ratunkowy. Awaryjne silniki rakietowe odepchnęły kapsułę z kosmonautami od rakiety rozpadającej się pod wpływem niestandardowych naprężeń. Cały system ratunkowy zadziałał perfekcyjnie i załoga zawdzięcza mu życie.

Awaria podczas misji Sojuz MS-10. Zamiast 'krzyża Korolowa' widać chmurę szczątkówAwaria podczas misji Sojuz MS-10. Zamiast 'krzyża Korolowa' widać chmurę szczątków Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

Bezcenna stacja kosmiczna w kryzysie

Choć ostatecznie ludzie nie ucierpieli, to Rosjanie nie mają wiele powodów do zadowolenia. Agencja Roskosmos (rosyjski odpowiednik NASA) natychmiast ogłosiła powołanie komisji i zbadanie wypadku. Jej szef Dmitrij Rogozin zapewnił, że dochodzenie będzie transparentne. Na szali leży wiarygodność rosyjskiego przemysłu kosmicznego. Do wypadku doszło w ramach prestiżowego i dochodowego programu załogowych lotów na ISS. Zawiodła rakieta często nazywana "niezawodną" i będąca obiektem dumy Rosjan.

Dochodzenie będzie musiało być bardzo szczegółowe. Chodzi bowiem o rakietę wożącą ludzi, która podlega bardzo rygorystycznym wymogom. Nikt nie zaryzykuje ponownego lotu bez absolutnej pewności, że awaria się nie powtórzy. Dochodzenie i usuwanie ewentualnych usterek może zająć wiele miesięcy. Na ten okres wszystkie loty rakiet Sojuz-FG zostały zawieszone. Jest więc bardzo prawdopodobne, że nie odbędzie się kolejny lot planowany na grudzień*.

Oznacza to poważny problem dla ISS. Na pokładzie stacji znajduje się obecnie trzech astronautów. Razem z dwoma, którzy nie dolecieli, stanowią "Ekspedycję 57". Zgodnie z dotychczasowymi planami mieli wrócić na Ziemię w grudniu na pokładzie statku Sojuz MS-09. Tego samego, których ich dostarczył na ISS w czerwcu. Na cały okres ich pobytu pozostaje zadokowany do ISS jako szalupa ratunkowa. Ma jednak ograniczony do 200 dni czas pobytu w kosmosie. Chodzi o wytrzymałość zbiorników paliwa i baterii. Po tym okresie nie ma gwarancji, iż będą działać tak, jak powinny. Nie ma więc opcji, aby zaryzykowano pozostawienie trójki na orbicie dłużej niż do końca grudnia. Później nie mieliby jak bezpiecznie wrócić na Ziemię w wypadku poważnej awarii ISS.

Statek Sojuz MS-09 zadokowany obecnie do ISSStatek Sojuz MS-09 zadokowany obecnie do ISS NASA

Na konferencji prasowej po wypadku kierownictwo NASA nie przesądziło jeszcze, co się dalej stanie. Opuszczenie ISS zostało określone jako coś, czego trzeba absolutnie uniknąć. Nie powiedziano jednak jak. Ryzyko opuszczenia stacji w grudniu jest więc wykluczone. Byłoby to bezprecedensowe wydarzenie niosące ze sobą poważne konsekwencje. Załoga jest konieczna do dokonywania ciągłych napraw i prac serwisowych, co zajmuje jej połowę czasu pracy. Bez nich jakaś awaria mogłaby przeistoczyć się w poważny kryzys skutkujący utratą stacji, a to byłoby katastrofą. Dodatkowo pod znakiem zapytania stanąłby cały szereg długotrwałych eksperymentów wymagających nadzoru ludzi.

ISS jest bezcenna jako placówka badawcza, a do tego jest najdroższym obiektem w historii ludzkości. Jej budowa kosztowała około 150 miliardów dolarów.

Międzynarodowa Stacja KosmicznaMiędzynarodowa Stacja Kosmiczna Fot. NASA

Roskosmos nad przepaścią  

Nawet jeśli najczarniejsze scenariusze w odniesieniu do ISS się nie spełnią i zostanie znalezione jakieś rozwiązanie, to niezależnie od tego właśnie przyśpieszyło nadejście czarnej przyszłości rosyjskiego przemysłu kosmicznego. Loty rakiet Sojuz-FG na stację są źródłem istotnych dochodów. NASA płaci Rosjanom w tym roku po 80 milionów dolarów za każde miejsce dla swoich astronautów w sojuzach. W całym roku 2018 z tego tytułu USA miały zapłacić Rosji 560 milionów dolarów. Tymczasem cały budżet Roskosmos na ten rok to 2,16 miliarda dolarów (NASA - 20 miliardów). Pieniądze z USA są więc niezwykle ważne, zwłaszcza że chodzi o dolary. Rosjanie muszą za nie kupować za granicą wiele części elektronicznych do swoich rakiet i pojazdów. Nawet 80-90 procent.

Utrata choć części płatności z USA oznacza więc poważne problemy. Im dłuższa będzie przerwa w lotach spowodowana dochodzeniem, tym więcej pieniędzy może przepaść. Zwłaszcza że jest już blisko końca misji zachodnich astronautów w sojuzach. Amerykanie są w fazie certyfikowania dwóch swoich statków kosmicznych – Dragon 2 firmy SpaceX i Starliner firmy Boeing, które mają w przyszłym roku zacząć wozić ludzi na ISS. Być może NASA postara się teraz przyśpieszyć procedury, choć nie należy się spodziewać radykalnych zmian w harmonogramach, bo agencja ma bardzo wyśrubowane wymogi, jeśli chodzi o bezpieczeństwo ludzi. Została tego boleśnie nauczona katastrofami.

Pierwsza grupa astronautów NASA mających polecieć w kosmos w latach 2019-2020 na statkach Starliner (L) firmy Boeing oraz Dragon-2 (P) firmy SpaceXPierwsza grupa astronautów NASA mających polecieć w kosmos w latach 2019-2020 na statkach Starliner (L) firmy Boeing oraz Dragon-2 (P) firmy SpaceX Fot. NASA

Tak czy inaczej Roskosmos będzie musiał sobie radzić od przyszłego roku bez istotnej części dochodów. Tymczasem już znajduje się w stanie zapaści finansowej. Kiedy w 2014 roku zaczęto planować budżet państwa na lata 2016-2025, Roskosmos chciał dostać 64 miliardy dolarów. Potem Kreml zdecydował się jednak na agresję na Ukrainie, Zachód ustanowił sankcje, ceny ropy spadły, a rosyjska gospodarka mocno ucierpiała. Ostatecznie zaplanowano przeznaczyć na Roskosmos jedynie 21 miliardów dolarów. Nawet uwzględniając znaczny spadek wartości rubla, jest to znacznie mniej, niż uznano początkowo za potrzebne. 

Realna sytuacja jest jednak jeszcze gorsza. Jak donosiły w maju 2018 roku rosyjskie media, Roskosmos nie otrzymuje z budżetu nawet tego, co formalnie powinien. Do 2020 roku zaległości mają wynieść około 2,4 miliarda dolarów.

Zostanie tylko miniona chwała

Wszystko razem oznacza to jedno: zapaść. We wrześniu, po wyznaczeniu na szefa Roskosmos dotychczasowego wicepremiera Dmitrija Rogozina (już wcześniej od lat odpowiadał między innymi za sektor kosmiczny), na popularnym portalu lenta.ru pojawił się długi artykuł analizujący, jak wygląda przyszłość rosyjskiego przemysłu kosmicznego. Obraz wyłania się ponury. Dziennikarz naukowy Andriej Borisow stwierdził, że "nadchodzą czarne wieki". Jego zdaniem w najbliższej przyszłości Roskosmos może tylko próbować przetrwać.

Nie ma mowy o rozwoju czy konkurencji z resztą świata. Program budowy całej rodziny nowych rakiet Angara idzie w żółwim tempie po dwóch lotach próbnych w 2014 roku. Borisow nazywa je przy tym "od początku przestarzałymi" wobec ostatnich osiągnięć USA. Start jednej rakiety Angara-5 ma kosztować sto milionów dolarów, podczas gdy amerykańskiego odpowiednika Falcon-9 tylko 62 miliony. Program nowego Sojuza-5 został zamrożony, zanim się zaczął. Dotychczasowy koń roboczy w postaci rakiety Proton-M, zarabiającej wynoszeniem ciężkich satelitów, został skierowany do wycofania z powodu problemów z kontrolą jakości i coraz mniejszą opłacalnością. Prace nad nowymi statkami kosmicznymi postępują w żółwim tempie. Nowy rosyjski moduł ISS o nazwie "Nauka" jest już opóźniony o 11 lat i nie ma pewności, czy kiedykolwiek będzie gotowy.

Nowa rosyjska rakieta Angara-5 gotowa do swojego dotychczas jedynego lotu próbnego w 2014 rokuNowa rosyjska rakieta Angara-5 gotowa do swojego dotychczas jedynego lotu próbnego w 2014 roku Fot. MO Rosji

Tymczasem w najlepsze trwa kontrowersyjna budowa kosmodromu Wostocznyj na Dalekim Wschodzie Rosji. Plany były wielkie – futurystyczne miasto w środku tajgi, które pozwoli uniezależnić się od Bajkonuru w Kazachstanie. Kosmodrom teoretycznie zaczął działać na początku 2016 roku, ale do dzisiaj odbyły się z niego dwa starty, przy tym jeden nieudany. O całym rozległym mieście wokół nie ma już mowy. Wobec żółwiego tempa programu Angara nie jest pewne, czy w ogóle jest sens kosmodrom budować. Pomimo tego prace pochłaniają miliardy dolarów (początkowo była mowa o łącznie 13,5 miliarda) i są dużym obciążeniem dla budżetu. Problemy potęguje endemiczna korupcja. Według rosyjskich mediów ukradziono już 250 milionów dolarów, czyli około 13 procent wszystkich pieniędzy przeznaczonych dotychczas na budowę.

Wypadek rakiety Sojuz-FG tylko pogłębi wszystkie te problemy. I choć Rosjanie mają niezaprzeczalnie wielki wkład w podbój kosmosu, to przyszłość w tej dziedzinie nie należy do nich. Możliwość funkcjonowania w oparciu o gigantyczne inwestycje z czasów radzieckich właśnie definitywnie się kończy. Rosja będzie coraz bardziej zostawać w tyle i pozostanie jedynie duma z osiągnięć w czasach ZSRR.

* W sobotę Interfax poinformował, że kolejny lot rakiety Sojuz na Międzynarodową Stację Kosmiczną może odbyć się już 28 listopada. Agencja podając informację do mediów powołała się na źródło w rosyjskim przemyśle rakietowym i kosmicznym. 

Więcej o:
Komentarze (302)
Nieudany 'krzyż Korolowa'. To przyśpieszy nadejście 'ciemnych wieków' dla dumy Rosjan
Zaloguj się
  • wookiee.chewbacca

    Oceniono 75 razy 57

    Chciałem pochwalić autora za artykuł, który jest ciekawy, napisany ładnym i poprawnym językiem, nie zawiera oczywistych błędów merytorycznych i wyraźnie wybija się ze standardowej, gazecianej szmatławiny. Gdyby takie artykuły zdarzały się chociaż raz na miesiąc, to nawet możnaby "cenić dobre dziennikarstwo." Dziękuję i pozdrawiam.

  • zygmund

    Oceniono 50 razy 36

    Jednak, co by tu nie mówić, fakt , że system ratunkowy zadział dobrze świadczy o konstrukcji. W końcu nie testuje się go za często, a jednak okazał się sprawny.

  • tajemniczy_don_pedro

    Oceniono 43 razy 35

    Ludzie odpowiedzialni za ten system ratunkowy pewnie od paru dni nie trzeźwieją. Też bym im postawił.

  • tytus.k

    Oceniono 38 razy 30

    Kryzys był widoczny już wcześniej - częściowo wspomniano o tym w artykule. Rosja musiała zrezygnować ze swojego kosmicznego "konia pociągowego" - rakiety nośnej Proton. Rakieta Sojuz (dużo mniejsza) ma dziś bardzo ograniczone zastosowanie i licba startów Sojuza jest ostatnio niewielka. Przykładowo - w roku 2018 Chiny przeprowadziły 27 udanych startów, USA 25, zaś Rosja 10. Co gorsza, program budowy nowej rosyjskiej rakiety nośnej Angara stanął w miejscu - po dwóch udanych startach... Rakiety produkcji rosyjskiej stały się po prostu zbyt przestarzałe i zbyt drogie, by był sens dalszego ich używania. Wynajmowanie Sojuzów przez NASA było właściwie ostatnim już powodem do dumy. Co teraz? Nowe konstrukcje (jak choćby amerykańskie Falcon 9, Falcon Heavy) czy wchodzace do użytku lub projektowane (jak chińskie Długi Marsz 5B i Długi Marsz 9, amerykańskie SLS, Vulcan czy New Glenn) po prostu zdominują rynek, na którym znajdzie sie miejsce jedynie jeszcze dla francuskiej Ariane. Mamy w astronautyce czas wielkich zmian.

  • js08836

    Oceniono 42 razy 16

    Jak to dobrze, że nam w kosmonautyce kryzysie grozi. Jak na razie nie potrafimy przyśpieszyć Pendolino do średniej 70 km/godz.

  • hal_gravity

    Oceniono 23 razy 15

    Niestety ale tolerancja w budowie rakiet to nie to co tolerancja w zbrojeniówce. Tutaj nie ma miejsca na partyzantkę.

  • dodatkowo_zwracam

    Oceniono 45 razy 13

    poljaki mogom wam sprzedać konfesjonały do wymodlenia wyższego budżetu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX