Pendolino są szybkie? Chińczycy dawno je wyprzedzili, resztę świata też. "Już im spowszedniały"

Chiny i chińskie produkty stereotypowo kojarzą się z masową tandetą. Jednak to, co w ciągu kilkunastu lat stało się z chińską koleją, udowadnia, że taki stereotyp ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością. Chińczycy w ekspresowym tempie stworzyli gigantyczną sieć supernowoczesnych pociągów mknących po 350 km/h, które przewiozły w ubiegłym roku 1,7 miliarda ludzi.

- Standardem te pociągi nie różnią się od tych, które jeżdżą po państwach Europy Zachodniej. Nasze pendolino są podobne, ale wolniejsze. W Chinach należałyby do grupy najwolniejszych - mówi Gazeta.pl Jan Raczyński ekspert w zakresie kolei dużych prędkości w organizacjach międzynarodowych, który wielokrotnie odwiedzał Chiny i zapoznawał się z chińskimi osiągnięciami w tej dziedzinie.

Czytaj też: Jechał wypchanym pociągiem po Wszystkich Świętych. To, co tam zastał, nazywa "poniżeniem"

- Pociągi są bardzo komfortowe, punktualne, niesamowicie wyciszone, szybkie, z dobrym serwisem i zaawansowane technologicznie - mówi Gazeta.pl mieszkający w Chinach Mateusz Dawidowski, który śmieje się, że z chińskimi szybkimi pociągami ma osobisty związek. W jednym z nich poznał swoją przyszłą żonę. - Ona często podkreśla, że PKP powinno się uczyć od Chińczyków - dodaje.

Wielka budowa

Liczby pokazują, że przedsięwzięcie ma iście chiński rozmach. Pierwsze szybkie pociągi, co oznacza dla Chińczyków te jeżdżące z prędkością ponad 200 km/h, ruszyły po specjalnie zbudowanych dla nich trasach w 2008 roku.

Po dziesięciu latach w Chinach jest ich już łącznie 27 tysięcy kilometrów, a jeżdżące po nich niemal dwa tysiące składów przewozi ponad cztery miliony pasażerów dziennie. W całym 2018 roku będą to niemal dwa miliardy. Liczba pasażerów co roku przyrasta o kilkanaście procent.

Dziesięć lat temu Chiny nie liczyły się jeśli chodzi o koleje dużych prędkości. Dzisiaj dominują nad resztą świata. Na ich terytorium jest 2/3 całej światowej sieci kolei dużych prędkości. Do 2025 roku ma ich być 35 tys. kilometrów.

Od 2014 roku chińskie szybkie pociągi wykonują większą pracę niż wszystkie pozostałe na całym świecie. W 2016 roku osiągnęły wynik 464 miliardów pasażerokilometrów (liczba pasażerów przemnożona przez dystans, na jaki zostali przewiezieni) a reszta świata 251 miliardów.

- Chińczycy dokonali gigantycznego przeskoku w krótkim czasie - mówi Raczyński.

Chińskie szybkie koleje na tle świataChińskie szybkie koleje na tle świata Fot. gazeta.pl, UIC

Rewolucja dzięki zagranicznej technologii

Wizja budowy wielkiej sieci kolei dużych prędkości miała wyjść od Deng Xiaopinga, przywódcy Chin, pod którego rządami w latach 80. kraj otworzył się na świat i rozpoczęła się w nim rewolucja gospodarcza. Na samym początku swoich rządów w 1978 roku odwiedził Japonię, gdzie miał okazje zobaczyć na własne oczy pionierskie szybkie pociągi Shinkansen. Wywarły one na nim wielkie wrażenie i stał się orędownikiem tej technologii.

Nie zmieniło to faktu, że pod koniec jego rządów na przełomie lat 80. i 90. chińskie koleje nadal były bardzo zacofane. Miejscami dalej jeździły parowozy. Pociągi pasażerskie osiągały średnio około 50 km/h i były strasznie zatłoczone. Podróże przez rozległe państwo trwały często po kilkanaście godzin i więcej. Partyjne przywództwo postanowiło to zmienić. W latach 90. pojawiły się pierwsze plany budowy kolei wielkich prędkości. Początkowo Chińczycy chcieli je stworzyć sami, jednak szybko okazało się to nierealne i zdecydowano się na import technologii.

Kilka lat zajęła debata o tym czy inwestować w standardowe pociągi jeżdżące po szynach, czy takie poruszające się na poduszce magnetycznej. Ostatecznie w 2004 roku zapadła decyzja, że lepiej wybrać tańsze i sprawdzone, choć wolniejsze, tradycyjne szyny. Tego samego roku podpisano warte łącznie miliardy dolarów kontrakty z francuskim Alstomem, kanadyjsko-niemieckim Bombardierem oraz japońskim Kawasaki. Dodatkowo rok później z niemieckim Siemensem. Wszystkie firmy zgodziły się na szeroki transfer technologii i produkcję swoich najnowocześniejszych pociągów na licencji w Chinach. Zamówienia początkowo opiewały na po kilkadziesiąt sztuk. Szybko zaczęto jednak zwiększać produkcję i wprowadzać modyfikację do oryginalnych konstrukcji. Dotychczas wszystkich pociągów zbudowanych w oparciu o zachodnie technologie, nazywanych Hexie (Harmonia), powstało ponad półtora tysiąca i produkcja trwa nadal.

Dwa pociągi CRH2 z serii Hexie. Licencyjny japoński Shinkansen E2 firmy KawasakiDwa pociągi CRH2 z serii Hexie. Licencyjny japoński Shinkansen E2 firmy Kawasaki Fot. MNXANL/Wikipedia CC BY-SA 2.0

- Te bliźniaczo podobne do zachodnich pociągi przez lata eksploatacji służył do zbierania doświadczeń. Równolegle zaczęli projektować swoje i choć zajęło im to dużo czasu, to od razu stworzyli składy zdolne jeździć 350 km/h. To było możliwe tylko przy chińskiej, wielkiej, skali przedsięwzięcia - mówi Raczyński. Teraz Chińczycy przestawiają się na produkcję swoich pociągów Fuxing (Odnowa), do których mają pełne prawa intelektualne. - W efekcie Chiny stają się teraz eksporterem netto technologii kolejowej - mówi ekspert i zaznacza, że nie ma w tym przypadku mowy o kradzieży technologii. Chińczycy za wszystko zapłacili.

Łącznie pociągów Hexie i Fuxing jeździ już po Chinach około 1,9 tysiąca. W 13 lat po rozpoczęciu produkcji. W całej Europie jest około 1,1 tysiąca szybkich pociągów, w tym większość starsza i mniej zaawansowana technicznie niż te chińskie. W Polsce pendolino jest 20 sztuk.

Jednocześnie chińskie firmy opanowały technologię szybkiej budowy nowoczesnych torowisk. Też głównie w oparciu o europejskie rozwiązania torów beztłuczniowych, czyli takich, w których szyny i podkłady są przymocowanej do betonowej płyty a nie położone tradycyjnie na ubitych kamieniach. Dodatkowo opanowano szybką budowę ciągnących się nawet setkami kilometrów wiaduktów. Na najważniejszej linii Szanghaj-Pekin, pociągi jadą po nich przez ponad tysiąc kilometrów. - Budowa na słupach jest owszem znacznie droższa, ale Chińczycy nie mają wyboru ze względu na często występujące u nich trudne warunki geologiczne oraz brak miejsca na terenach zabudowanych. Kiedy ich delegacja odwiedzała Polskę, to byli bardzo zaskoczeni tym, jakie mamy dobre warunki do budowy - mówi Raczyński.

Tysiące kilometrów linii dla szybkich pociągów buduje się w Chinach na estakadachTysiące kilometrów linii dla szybkich pociągów buduje się w Chinach na estakadach Fot. MAXNL/Wikipedia CC BY-SA 4.0

Kryzys po uderzeniu pioruna 

Choć wielki postęp jest wyraźny, to nie obywa się bez problemów i kontrowersji. Najpoważniejsze kwestie to koszty gigantycznego przedsięwzięcia i bezpieczeństwo. Koleje dużych prędkości podlegają państwowemu molochowi China Railway, w ramach wydzielonej spółki China Railway High-Speed. Ich finanse nie są przejrzyste, ale według ekonomistów chińskie koleje mają gigantyczne długi. Wielki program kolei dużych prędkości spowodował równie wielki przyrost zadłużenia. Tylko w 2017 roku China Railway miały wydać na inwestycje około stu miliardów dolarów. Obecnie dług chińskich kolei ma wynosić już ponad bilion dolarów, z czego większość to kredyty od państwowych banków. Roczne odsetki są wyższe niż przychody. To jednak nie jest w Chinach tematem. Piszą o tym głównie zagraniczne media.

- Dla zwykłych Chińczyków, sprawy związane z kondycją państwowych koncernów są zupełnie nieznane i nie komentują ich - zaznacza Dawidowski.

Jeśli przeciętny obywatel miał wątpliwości co do szybkich pociągów, to było to w 2011 roku. Doszło wówczas do bardzo nagłośnionej katastrofy w pobliżu Wenzhou. Szybki pociąg zatrzymał się w trasie przez uderzenie pioruna. Automatyczny system bezpieczeństwa okazał się być nic nie warty i nie zatrzymał kolejnego nadjeżdżającego pociągu. Doszło do katastrofy, w której oficjalnie zginęło 40 osób. Władze próbowały sprawę wyciszyć i zatuszować, ale wybuchła fala społecznego niezadowolenia, której nie udało się stłumić. Ratując wizerunek programu szybkiej kolei, zdecydowano się na aresztowania urzędników, pokazowe procesy, zatrzymano na pewien czas budowę nowych linii i obniżono na kilka lat prędkość maksymalną pociągów z 350 km/h na 300 km/h. Równocześnie zadeklarowano wielkie inwestycje w poprawę bezpieczeństwa i rygorystyczne przestrzeganie standardów.

Niektóre chińskie pociągi są nieco szersze i zmieszczono w nich dodatkowy rząd foteli. Poza tym wnętrze jest bardzo podobne do tego w polskich pendolinoNiektóre chińskie pociągi są nieco szersze i zmieszczono w nich dodatkowy rząd foteli. Poza tym wnętrze jest bardzo podobne do tego w polskich pendolino Fot. N509FZ/Wikipedia CC BY-SA 4.0

Katastrofa obniżyła zaufanie do szybkich pociągów i znacznie spowolniła wzrost liczby przewożonych przez nie pasażerów. Było to jednak krótkotrwałe. Katastrofa pod Wuhan szybko poszła w niepamięć. Do dzisiaj nie doszło do kolejnej, co czyni chińskie szybkie pociągi statystycznie wyjątkowo bezpieczne. 40 ofiar wobec około ośmiu miliardów pasażerów na przestrzeni 10 lat. Na chińskich drogach rokrocznie ginie ćwierć miliona osób.

Zwolennicy gigantycznych inwestycji w szybką kolej są zdania, że owszem teraz generuje to wielkie długi, ale opłaci się w perspektywie kilkudziesięciu lat. - Kolej dużych prędkości jest bardzo produktywna. Pozwala szybko przemieszczać duże ilości ludzi. Jednocześnie ma najniższą energochłonność ze wszystkich głównych środków transportu - mówi dr Raczyński. Jak wylicza Międzynarodowy Związek Kolei, przejechanie 600 kilometrów szybkim pociągiem oznacza emisję 8,1 kilograma dwutlenku węgla. Samochodem 67,4 kilograma. Przelecenie samolotem to już 93 kilogramów.

- Koszty owszem są wielkie, ale to inwestycja, która się zwróci. Sieci kolei wielkich prędkości wszędzie na świecie są dochodowe. Chińczycy traktują to też jako istotny element stymulowania rozwoju gospodarczego - uważa Raczyński.

 

Rewolucja komunikacyjna 

Niezależnie od wątpliwości, przeciwnicy szybkiej kolei i tak nie mają w Chinach wiele do powiedzenia. Partia podjęła decyzję już w latach 90. i jest ona realizowana. Dawidowski mówi, że szybkie pociągi faktycznie już zmieniły oblicze Chin i tego jak podróżują Chińczycy. - Każdy to może odczuć na własnej skórze przyjeżdżając tu na początku lutego 2019. W tym roku wypada wówczas ruchome święto wiosny, znane w Polsce jako chiński Nowy Rok. Bilety rozchodzą się w tym okresie jak gorące bułeczki a ilość podróżnych bije rokrocznie rekordy wewnętrznej migracji w Chinach - opisuje.

- Mając do wyboru pięć godzin w pociągu z Szanghaju do Pekinu lub dwie godziny w samolocie, zawsze wybieram pociąg. Stacje są zlokalizowane w centrum, nie trzeba tracić czasu na odprawy, można dzwonić i korzystać z internetu - wylicza Dawidowski. Dodaje, że szybkie pociągi są też dużym ułatwieniem dla mieszkańców wielkich metropolii, bo mogą dojeżdżać do nich do pracy z mniejszych okolicznych miast, gdzie koszty życia są znacznie niższe.

Jak mówi dr Raczyński, ceny biletów są porównywalne do tych w zwykłych polskich pociągach. - Trasa Pekin-Tianjin liczy 120 kilometrów, podobnie jak trasa Warszawa-Łódź. Pociągi pokonują ją w pół godziny osiągając maksymalnie 350 km/h. Najtańszy bilet w II klasie to osiem dolarów, czyli obecnie niecałe 30 złotych - wylicza.

Na liczącej 1200 kilometrów trasie Pekin-Szanghaj, którą pociągi pokonują w najmniej 4 godziny 28 minut z prędkością 350 km/h, cena za bilet w drugiej klasie to 83 dolary, czyli 310 złotych. Dla porównania podróż z Krakowa do Gdyni polskim pendolino, to około 600 kilometrów i rozkładowo 5 godzin 49 minut. Standardowy bilet to 199 złotych (obie ceny sprawdzone na następny dzień).

- Dla ciągle powiększającej się klasy średniej te ceny nie są problemem. Jednak dla najbiedniejszych, szybkie pociągi nie są pierwszym wyborem. Oni korzystają z autobusów lub normalnych pociągów nocnych - mówi Dawidowski.

Chiński i polski szybki pociągChiński i polski szybki pociąg Fot. Marta Kondrusik/gazeta.pl

Można im tego zazdrościć 

- Na początku Chińczycy pokazywali to jako jakiś cud i byli bardzo dumni. Teraz te pociągi już spowszedniały. Stały się normalnym środkiem transportu. Czymś oczywistym, co znacznie ułatwiło im podróżowanie. Czasem tylko media państwowe wbijają szpilę na przykład Amerykanom, stwierdzając z satysfakcją, że są w tej dziedzinie od nich lepsi - mówi Raczyński. Amerykanie mają tylko jedną linię dużych prędkości długą na 700 km, na której pociągi rozwijają maksymalnie 240 km/h.

- Chińskie media państwowe przeszły nad kolejami szybkich prędkości do porządku dziennego. CHR stały się czymś naturalnym, symbolem postępu, wygody i urbanizacji - dodaje Dawidowski. Mówi, że Chińczycy raczej nie określają CRH jako "cudu", ale uśmiechają się szeroko, kiedy słyszą takie określenia w ustach Amerykanów i Europejczyków czy czytają je w zagranicznych mediach. - Dla Chińczyków jest to znak, że w tej dziedzinie prześcignęli świat - stwierdza.

- To jedno z największych przedsięwzięć infrastrukturalnych na świecie. Chińczycy postawili sobie ambitnie wysoko poprzeczkę, ale potem działali konsekwentnie i z determinacją. Tylko im tego zazdrościć - mówi dr Raczyński.

Więcej o:
Komentarze (209)
Chińskie szybkie pociągi. Pendolino jest przy nich wolne
Zaloguj się
  • micross

    Oceniono 27 razy 19

    Nasza partia przewodnia inwestuje w pomniki i martyrologię ....Dzień bez pomnika ,dniem straconym :)

  • baby1

    Oceniono 21 razy 17

    Pendolino jedzie po najlepiej dostosowanej linii kolejowej z W-wy do Krakowa lub Katowic odcinek 300 km w ciągu 2 h 20 min ma średnia prędkość nieco ponad 110 km/h. Trudno to nazwać szybką koleją. Ponad 20 lat temu tę samą trasę pokonywały pociągi w ciągu 2h 30 min. Różnica niewielka.

  • vontomke

    Oceniono 20 razy 14

    Za bardzo ekologiczne, Polacy powiedzą że to się nie może opłacać. U nas najchętniej wróciłoby się do lokomotyw na węgiel - nasze czarne złoto - w końcu to brzmi najbardziej racjonalnie.

  • merkury-3

    Oceniono 16 razy 12

    Jezdzilem tymi pociagami po Chinach , to technologiczny szok sa szybsze od japonskich shinkansenow . Kazdy wagon ma obsluge serwisowa i punkt restauracyjny , toaleta jest sprzatana po kazdej wizycie pasazera . POlska to przy nich 3 swiat , USA zreszta tez , tylko USA jeszcze chyba ma przewage militarna ale do konca nie jestem pewny bo chinczycy wylewni nie sa

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 16 razy 12

    "nasze pendolino"... Pendolino jest takie samo nasze jak Ople z Gliwic czy VW z Poznania
    A pociągi francuskiego Alstomu jeżdżą już 350 km na godzinę od ćwierć wieku w Europie, a mogą osiągnąć prędkość niemal 500 km /godz i nie jest to żaden cud...
    A to że nad Wisłą prędkość 120 km dla pociągu to szczyt technologiczny nie oznacza że wszyscy na świecie mają jeździć tak samo wolno

  • lukask73

    Oceniono 15 razy 9

    Czyżby zaczęło się urabianie Polaków aby wywołać chcicę na KDP? Po co w kieszonkowym państwie, gdzie większość podróży odbywa się na trasie nie większej niż 300 km, kolej dużych prędkości? O ile minut skróci się czas przejazdu, jeżeli zwiększymy prędkość maksymalną z 200 do 250 albo nawet 300 km/h. A ilukrotnie to wszystko stanie się droższe? Kilka lat temu mamiono nas koleją Y, tzn. konkretnie jedną linią z Warszawy na zachód przez Poznań, z odnogą w środku, lecącą na zachód południowy przez Wrocław. To wszystko miało kosztować jedyne 20 miliardów. Patrząc na koszty budowy zwykłych dróg, można mieć pewność, że ta kwota to zaledwie ułamek kosztów. Za astronomiczną kwotę będziemy mieli skrócenie czasu podróży o 15, może 25 minut. Tymczasem dokładnie tyle samo, a może więcej, zaoszczędzimy budując obwodnice miast i modernizując infrastrukturę tak aby pociąg mógł niemal na całej długości jechać te 160 albo 200 km/h. Przykładowo trasa Warszawa Poznań, 300 km, przed rozpoczęciem remontu linii najszybsze połączenie trwało 2:25. To daje prędkość średnią ok. 124 km/h. A dlaczego? Dlatego, że pociąg przejeżdża przez Konin, Kutno itp., gdzie na parukilometrowych odcinkach ma ograniczenie do 100 albo 60 km/h. To są straty czasu nie do odrobienia. Podróż wydłuża się bez sensu. Gdyby udało się zachować 160 km/h na całym tym odcinku, przejazd trwałby może koło dwóch godzin (1:52 + po parę minut na rozpędzenie i wyhamowanie na końcu).

    KDP to wynalazek rzeczywiście dobry dla Chin, gdzie są trasy po 2 tys. km) a nawet Francji, która ma trasy po 700 km. A nie Polski, która dopiero jest na dorobku, a z Warszawy w najdalszy kraniec kraju jest 450 km.

  • rycerz_mowiacy_ni_ni

    Oceniono 13 razy 9

    Taaa,radzę doczytać ,Pendolino jeżdżące w Polce mogą jechać 250km/h,tylko nie mają gdzie... ;)

  • ochujek

    Oceniono 8 razy 8

    Polska za to przoduje w budowie kościołów i pomników nieudanym bohaterom. Jak pedofile i ich patron, czy najmarniejszy prezydent.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX