Śledztwo w sprawie Bitmarket. Z giełdy mogło wyparować 100 mln zł. Wspólnik: "Czuję się zaszczuty"

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie wszczęła śledztwo w sprawie zakończenia działalności przez giełdę kryptowalut Bitmarket. Na rachunkach jej klientów mogło znajdować się nawet 2,3 tys. bitcoinów, wartych 100 mln złotych. Dziś nie mogą oni odzyskać swoich pieniędzy.

Olsztyńska prokuratura zbada, czy londyńska spółka Kvadratco Services Limited, będąca operatorem giełdy Bitmarket, nie wyłudziła od jej klientów 2,3 tys. bitcoinów. Kilka dni temu na stronie internetowej giełdy pojawił się zdawkowy komunikat o zakończeniu jej działalności "w skutek utraty płynności".

Informacja ta wzburzyła klientów Bitmarketu. Od momentu zakończenia działalności prze giełdę, żadnemu z nich nie udało się skontaktować z zarządzającymi Bitmarketem, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej chętnie kontaktowali się ze swoimi klientami i składali im propozycje "nie do odrzucenia".

Zleciłem wypłatę około 60 BTC (bitcoinów - red.). Wypłata nie przychodziła przez dłuższy czas. Skontaktowałem się z działem pomocy. Odpisano mi, że chce ze mną porozmawiać sam prezes giełdy - pan Marcin Aszkiełowicz. Opowiedział mi o wielkich planach Bitmarketu i o tym, że potrzebują bitcoinów na wdrożenie nowego produktu. Obiecywał, że jeśli zostawię pieniądze, to będzie mi co miesiąc księgował 2,5 proc. No to się zgodziłem. Razem z doksięgowanymi odsetkami za pożyczkę, miałem w Bitmarkecie ponad 121 BTC. Dziś Aszkiełowicz nie odbiera telefonu i nie odpisuje na wiadomości

- napisał jeden z użytkowników forum o kryptowalutach.

Wspólnicy Bitmarketu przerywają milczenie. "Czuję się zaszczuty"

Giełda Bitmarket ukryta jest za szeregiem spółek i dość tajemniczych powiązań. Powstała w 2014 r. i była zarządzana przez zarejestrowaną na Seszelach spółkę Bitmarket Limited Global. Jej operatorem była jednak wspomniana wcześniej londyńska spółka Kvadratco Services Limited.

W tle pojawia się również kilka innych nazw - estońska spółka Gyptrade OU (właściciel domeny), a także fundusz IQ Partners, który miał przejąc kontrolę nad Bitmarketem. Jest jeszcze spółka Global1.  W całej aferze na pierwszy plan wysuwają się jednak dwa nazwiska.

Chodzi o Marcina Aszkiełowicza, dyrektora Kvadratco oraz Tobiasza Niemiro, wspólnika w Global1. Z relacji wielu klientów Bitmarket wynika, że to właśnie oni byli głównymi "mózgami" giełdy kryptowalut. Aszkiełowicz wydał oświadczenie, w którym stanowczo odcina się od zarzutów o defraudację bitcoinów.

Żadna z osób, które zarządzały na przestrzeni lat giełdą Bitmarket, nigdy nie defraudowała środków Klientów. Jestem przekonany o swojej uczciwości i dobrej woli i będę jej bronił w trakcie postępowania sądowego

- napisał.

Aszkiełowicz stwierdził również, że informował zarząd IQ Partners o "ogromnej dziurze", która "jest wynikiem sytuacji nadzwyczajnych i błędów w zarządzaniu, popełnionych przez osoby faktycznie zarządzające wówczas giełdą, które miały miejsce w pierwszych dwóch latach działalności giełdy".

Dodał, że do ostatnich dni żył nadzieją, że "uda się uniknąć tej katastrofy", a dziś znajduje się "na skraju wytrzymałości fizycznej i emocjonalnej. Zaszczuty i ścigany przez poszkodowanych Klientów".

"Byłem inwestorem finansowym, nigdy nie prowadziłem giełdy Bitmarket"

Milczenie w sprawie Bitmarketu przerwał również Tobiasz Niemiro. W rozmowie z serwisem money.pl stwierdził on, że nie ma nic wspólnego z jej kłopotami. "Byłem inwestorem finansowym, nigdy nie prowadziłem giełdy Bitmarket, nigdy nią nie zarządzałem. Traktowałem to przedsięwzięcie jako cel inwestycyjny, którym będą zarządzały i rozwiną go kompetentne osoby, następnie uda się z zyskiem cały holding sprzedać. Cel ten nie został osiągnięty. Nie odzyskałem zainwestowanych środków - tłumaczy.

Tobiasz Niemiro twierdzi, że na upadku Bitmarketu sam stracił ok. 1,2 mln złotych, a o zamknięciu giełdy dowiedział się tak, jak inni klienci - ze zdawkowego komunikatu na stronie internetowej.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawie upadku Bitmarket złożył w poniedziałek Wojciech Przyłęcki, wiceprezes funduszu IQ Partners. To on miał przejąć giełdę kryptowalut. W ubiegłym roku IQ Partners przejął kontrolę nad spółką Gyptrade (właścicielem domeny i znaku towarowego).

Więcej o:
Komentarze (48)
Ruszyło śledztwo w sprawie Bitmarket. Z giełdy mogło wyparować 100 mln zł
Zaloguj się
  • dupazbita

    Oceniono 10 razy -2

    Zaraz przeczytamy, że to wyłącznie wina inwestorów bo zaufali mało wiarygodnym instytucjom finansowym. A tak naprawdę to każdy poszukuje źródeł zysku wybijających się ponad przeciętną np. lokat bankowych.

  • igor666

    0

    W pewien sposób ludzie są sami sobie winni, dla mnie od dawna ta giełda była nieco podejrzana, dużo lepszą alternatywą były giełdy takie jak Kraken, Bitbay czy Coindeal

  • P L

    0

    A jak tam wszyscy wyjebani na getbacku? Inwestycje wiążą się z ryzykiem co?:)

  • pigeon_shit_dust

    0

    121 bitcoinow? Hm. Facet ma 5,33 miliona zlotych w bitcoinach a jest az taki naiwny?

  • P L

    Oceniono 2 razy 0

    Komentujacych debili chciałem uświadomić, że banki gwarantują depozyty do 100k euro, to co powyżej przepada w razie wyjebki banku.

  • masakramasakra

    Oceniono 2 razy 0

    ale na chwilę byli milionerami...przynajmniej wirtualnymi. Można sobie BTC odkupić na Wish-u 4zł szt plus parę zł przesyłka z Chin.

  • satur13

    Oceniono 1 raz 1

    Łomatko, panienko pszenajświentsza, łolaboga! To ona - ta giełda - poczuła w was piniondz i was wyruchała?! Cóż za niespodzianka, nigdy nic takiego na świecie nie było!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX