A gdyby tak atomówką w huragan? Już to planowano. Miały być naprawdę wielkie eksplozje

Czy można zatrzymać huragan przy użyciu broni jądrowej? Amerykańskie media twierdzą, że Donald Trump wiele razy pytał o to wojskowych. Nie wpadł na ten pomysł sam. W latach 50. poważnie proponowano przetestowanie takiego rozwiązania. Próby nie było, ale pomysł jest - jak widać - ciągle żywy.

Na tyle żywy, że na stronie agencji rządu USA zajmującej się między innymi prognozowaniem i monitorowaniem huraganów (NOAA - National Oceanic and Atmospheric Administration) jest tekst mu poświęcony. Współcześni naukowcy wyjaśniają w nim, dlaczego atakowanie niszczycielskiego żywiołu bronią termojądrową to chybiony pomysł.

Trudna do wyobrażenia energia

- Sugestia, żeby użyć ładunków jądrowych do zniszczenia huraganu, pojawia się w każdym sezonie huraganowym. Po pierwsze jest prawdopodobne, że eksplozja w ogóle by nie wpłynęła na żywioł. Po drugie ta koncepcja zupełnie ignoruje fakt, że skażenie radioaktywne szybko zostałoby dostarczone przez wiatry nad lądy i wywołałoby katastrofalne problemy. Ogólnie rzecz biorąc, to naprawdę nie jest dobry pomysł - piszą naukowcy.

Po takim wstępie następują bardziej szczegółowe wyjaśnienia. Główną barierą ma być to, jak potężnym zjawiskiem jest huragan. Szacuje się, że jeden z tych większych gromadzi w sobie więcej energii, niż w danym momencie zużywa cała ludzkość. Huragan ma być czymś odpowiadającym detonowaniu co 20 minut potężnej bomby termojądrowej o mocy 10 megaton, czyli około 660 razy silniejszej niż to, co spadło na Hiroszimę.

Naukowcy stwierdzają, że - w dużym uproszczeniu - chcąc w jakiś sposób wpłynąć na tak wielką koncentrację energii, potrzeba by czegoś o zbliżonym potencjale, a i tak powodzenie byłoby wątpliwe. - Użycie brutalnej siły do wpływania na huragany wydaje się naprawdę kiepskim pomysłem - piszą.

Eksplozje jądrowe w służbie pokoju

Pomimo tego wizja ataku jądrowego na huragan jest w USA nieustannie żywa i - jak widać - tkwi również w głowie prezydenta USA. Jej źródeł można upatrywać w latach 40. i 50. Wówczas energia jądrowa była traktowana z wielkim optymizmem. Nie znano jeszcze dobrze wpływu promieniowania na człowieka i przyrodę, nie przytrafiły się jeszcze głośne katastrofy jak te w Czarnobylu. Przypuszczano, że już niedługo energią atomową napędzana będzie cała ludzkość. Od samochodów, przez samoloty, po statki morskie i kosmiczne.

Rozpatrywano też cały szereg pokojowych zastosowań eksplozji jądrowych. Poważni naukowcy proponowali używanie jej do kopania kanałów, tworzenia sztucznych zatok, jezior czy jaskiń. Myślano też nad używaniem jej do "zasysania" zanieczyszczonego powietrza w rejonach wielkich miast na wybrzeżu i "wyrzucania" go w stratosferę (razem z rosnącym "atomowym grzybem"). Rozważano też wykorzystania eksplozji do badań atmosfery czy ziemskiej skorupy.

Wiele tego rodzaju propozycji przedstawiano w ramach programu "Plowshares" (ang. pług, od zaczerpniętego z Księgi Izajasza powiedzenia o przekuwaniu mieczy na pługi). Część z nich faktycznie przetestowano. W latach 60. Amerykanie w szeregu testów zdetonowali łącznie 37 ładunków jądrowych.

Atomówką w huragan

Jedną ze stale powracających propozycji było użycie broni jądrowej do modyfikowania huraganów. Głównym pomysłodawcą był Jack Reed, naukowiec z Sandia Laboratories, jednego z głównych amerykańskich centrów badania i rozwoju broni jądrowej. Swoją koncepcję przedstawiał na sympozjach w ramach programu Plowshares. Dzisiaj można znaleźć jej szczegóły w dokumentach z 1959 roku.

Reed stwierdzał, że nie da się tak po prostu "zniszczyć" huraganu bronią jądrową, ponieważ są one zdecydowanie zbyt potężnymi zjawiskami. Uważał jednak, że można je uderzyć w "czuły punkt" i zakłócić ich naturalne działanie, osłabiając lub wytrącając z kursu ku lądowi. Proponował dwie opcje.

Po pierwsze pisał o równoczesnej detonacji dwóch ładunków po obu stronach oka huraganu, w środku jego ścian. Po drugie o detonacji w samym centrum oka. W obu wypadkach eksplozja miała zakłócić cyrkulację mas powietrza i zmienić rozkład temperatur, wpływając na cały system huraganu. Reed sugerował, aby "ataku" na żywioł dokonać z pokładu okrętu podwodnego. Miał się wynurzać w spokojnym oku, przeprowadzać podstawowe badania meteorologiczne, a potem odpalać rakiety z głowicami i obserwować efekty.

Fragment prezentacji Reeda z 1959 roku. Porównanie rozmiaru chmur po eksplozjach jądrowych z okiem huraganuFragment prezentacji Reeda z 1959 roku. Porównanie rozmiaru chmur po eksplozjach jądrowych z okiem huraganu Fot. domena publiczna

Reed nie podawał, jakie konkretne moce powinny mieć eksplozje. Sugerował co najmniej jedną megatonę a dla lepszego efektu 10 megaton, albo wręcz 20. Generalnie rzecz biorąc oznaczałoby to jedne z najpotężniejszych detonacji jądrowych w historii. Amerykanie w swoich testach tylko cztery razy przekroczyli 10 megaton, na początku lat 50., kiedy dopracowywali koncepcję broni termojądrowej. Potem zaprzestali podobnych eksplozji, ponieważ były bardzo kosztowne i wywoływały za duże skażenie. Nawet jak na odludne atole na Pacyfiku.

Reed tej ostatniej kwestii nie poświęcał wiele miejsca, bagatelizując ją. W jego ocenie, ponieważ eksplozje miałyby miejsce w powietrzu nad morzem, to wywołałyby niewielkie skażenie, które zostałoby rozproszone przez wiatry.

Warto przy tym pamiętać, że pisał to entuzjasta energii jądrowej z lat 50. To były czasy, kiedy wojsko USA bez oporów detonowało kilka razy w roku ładunki jądrowe nieco ponad sto kilometrów od Las Vegas, a oglądanie rosnących na horyzoncie grzybów atomowych było lokalną atrakcją turystyczną.

Nieśmiertelna koncepcja

Niewielu kolegów Reeda podzielało jego entuzjazm. Choć on przekonywał, że koszty eksperymentu będą znacznie mniejsze niż koszty usuwania szkód po choćby jednym huraganie, to nigdy się nie zdecydowano na realizację jego pomysłu.

Reed propagował swoją koncepcję jeszcze wiele lat. Jeszcze w 2004 roku, trzy lata przed śmiercią, przekonywał do jądrowego ataku na huragany w lokalnej gazecie w mieście Albuquerque, gdzie mieszczą się Sandia Laboratories. - Nikt nigdy nie podważył tej teorii z punktu widzenia fizyki - twierdził. - Nie spróbowano tej metody po prostu z przyczyn poprawności politycznej - dodał.

Reed zmarł w 2007 roku, jednak jego pomysł żyje już od dawna swoim życiem. Pomimo upływu lat, pytanie o to, "dlaczego nie użyć broni jądrowej przeciw huraganom", jest zadawane w USA systematycznie.

Więcej o:
Komentarze (35)
Zniszczyć huragan bronią atomową? W latach 50. były takie pomysły
Zaloguj się
  • wiceherszt

    Oceniono 17 razy 9

    Rozumowanie przeciwników takiego rozwiązania jest błędne. Moim zdaniem należałoby Trumpowi pozwolić na próbę rozproszenia huraganu 20 megatonami. Powód jest banalny. Huragan nawet nie zauważyłby tego wybuchu, za to bardzo szybko przyniósłby jego skutki wprost nad gęsto zamieszkałą Florydę i duże miasto Miami. W ten sposób "zainteresowani" na własnej skórze przekonaliby się, co to skażenie radioaktywne po takiej eksplozji, co być może raz na zawsze oduczyłoby tych półgłówków igraszek z bojowym atomem :)

  • tomekm1804

    Oceniono 10 razy 6

    Amerykanie chyba po prostu nie rozumieją, że nie każdy problem da się rozwiązać strzelając do kogoś/czegoś.

  • czonek22

    Oceniono 10 razy 6

    W latach 80 XX wieku, w Rosji Sowieckiej powstał projekt przywrócenia wyschniętego Morza Aralskiego do stanu pierwotnego, przewidywał on na wysadzenie bombami atomowymi lodowców gór Tienszan i spłynięciu ich do Arala. Niedługo potem ZSRR upadł.

  • ochujek

    Oceniono 3 razy 3

    Nie próbowali sztucznej mgły, bomby helowej czy termobarycznej? Albo po prostu parówek i puszek? Antoni ma lepszą kiepełę.

  • jml13060

    Oceniono 7 razy 3

    Pomysł Donalda Trampa można przetestować rzuceniem gówna na szybko obracające się śmigło wentylatora.

  • mr_gm

    Oceniono 9 razy 3

    Tak najlepiej od razu walnąć jakąś atomówką prosto we Florydę, ale pomysłodawcy muszą być w epicentrum.

  • adam.2x

    Oceniono 6 razy 2

    Naukę i technikę można używać do postępu ludzkości jak i do jej zniszczenia. Było wielu naukowców dla których nauka były wartością samą w sobie a ludzie i środowisko były narzędziem służącym do takiego "postępu". Nic dziwnego że idiotyczne pomysły atomowych ataków na huragany powracają w administracji która jest nawet bez tego największym zagrożeniem dla naszej planety.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX