Koniec zabytkowych dyskietek w silosach jądrowych USA. Komputery kontrolujące rakiety doczekały się dysków

Amerykańskie wojsko zakończyło modernizację części elektroniki kontrolującej silosy z rakietami międzykontynentalnymi. Jeszcze do niedawna standardowym nośnikiem danych były dyskietki ośmiocalowe, które w świecie cywilnym od dawna można spotkać tylko w muzeach. Teraz zostały zastąpione przez współczesne dyski, zawierające dane niezbędne do wycelowania i odpalenia rakiet.

Modernizacja trwała półtora roku i zakończyła się latem. Nie informowano jednak o tym oficjalnie. Dopiero teraz przyznał to w rozmowie z portalem C4isrnet podpułkownik Jason Rossi, dowódca 595. Dywizjonu Komunikacji Strategicznej. - Pozbyliśmy się dyskietek i przeszliśmy na nowoczesny oraz bezpieczny system oparty o dyski półprzewodnikowe (SSD) - stwierdził wojskowy.

Dobry, bo stary?

Dyskietki ośmiocalowe były używane od samego początku programu rakiet Minuteman III. Silosy dla tych pocisków i kontrolujące je centra dowodzenia budowano głównie w latach 70. Wówczas dyskietki ośmiocalowe były najnowocześniejszą technologią. Cały system komunikacji i kontroli SACCS był jak na swoje czasy bardzo nowoczesny. Umożliwiał i nadal umożliwia wysoce zautomatyzowany proces przekazania rozkazu odpalenia rakiet i danych koniecznych do ich wycelowania. Wszystko w sposób maksymalnie bezpieczny, niezawodny i odporny na zakłócenia. Przynajmniej w teorii.

Problem w tym, że cały system nie przechodził gruntownej modernizacji od lat 70. Rakiety Minuteman III planowano zastąpić nowocześniejszymi pociskami Peackeeper MX, ale ich program skasowano na fali oszczędności po zakończeniu zimnej wojny. W efekcie Amerykanie zostali z tym, co mieli. Do dzisiaj lądowa część triady jądrowej USA składa się z 400 silosów z rakietami Minuteman III.

Same pociski kilka razy unowocześniono, wymieniając ich elektronikę i silniki. Jednak w podziemnych centrach dowodzenia większość sprzętu służącego do łączności "została, jak była". Nie było wielkiej presji na jego unowocześnienie, bo zakładano, że skoro działa, to niech zostanie taki, jaki jest. W myśl zasady "lepsze wrogiem dobrego".

- Teraz sobie żartuję w rozmowach, że to najstarszy system teleinformatyczny w lotnictwie, ale to właśnie jego wiek czyni go bezpiecznym. Nie da się zhakować czegoś, co powstało w czasach przed internetem i nie jest do niego podpięte. To unikalny system, stary i dobry - twierdził w rozmowie z portalem "C4isrnet" podpułkownik Rossi.

Praca na zabytku

Zacofanie systemu SACCS zaczęło być jednak w końcu problemem. W porównaniu ze współczesnymi standardami działa powoli, przekazuje niewielkie ilości danych, a utrzymanie go stało się problematyczne. Choćby wspomniane dyskietki ośmiocalowe. Wojsko USA już lata temu wykupiło wszystkie, które były dostępne na rynku. Ostały się tylko te w muzeach.

W pionie dyskietka ośmiocalowa i jej napęd. Obok leży najmniejsza z dyskietek, trzy i pół calowa, które w Polsce powszechnie używano w latach 90.W pionie dyskietka ośmiocalowa i jej napęd. Obok leży najmniejsza z dyskietek, trzy i pół calowa, które w Polsce powszechnie używano w latach 90. Fot. domena publiczna

Podobnie z samą elektroniką. System jest oparty o komputery IBM serii 1, czyli technologię początku lat 70. To zupełnie inny sprzęt i o zupełnie innej konstrukcji niż obecna elektronika. Dzielą je lata świetlne. Umiejętności jego obsługiwania i naprawiania nikt już dzisiaj nie uczy.

- Każda naprawa elektroniki oznacza mnóstwo roboty. Może nie jest to trudne, ale o ile w nowoczesnym sprzęcie wszystko jest na zasadzie "podłącz i używaj", czyli jeśli jakaś płyta główna czy procesor się zepsują, to je odłączasz, wyrzucasz i zastępujesz nowymi. W naszym systemie to tak nie działa. Trzeba wszystko naprawić, co oznacza wiele godzin spędzonych na lutowaniu pod mikroskopem czy powolnym i metodycznym wymienianiu jednego drutu biegnącego po płycie - opowiadał portalowi "C4isrnet" cywilny technik zatrudniony przez wojsko, Robert Norman.

Wojsko zrezygnowało z uczenia żołnierzy takich umiejętności, ponieważ za krótko służą w jednym miejscu i nie ma to sensu, bo zanim na dobre opanują ten unikalnych fach, to pójdą dalej. W zamian stworzono system, w którym wojskowi jedynie ustalają co się zepsuło, wymontowują to i przekazują cywilom takim jak Norman.

Lekkie unowocześnienie

Teraz ludzie zajmujący się SACCS mają przynajmniej nieco łatwiej. Nie wiadomo jednak, co dokładnie w nim unowocześniono w ostatnich latach. Wojskowi wspominają jedynie o zrezygnowaniu ze wspomnianych dyskietek i zastąpieniu ich dyskami półprzewodnikowymi, które miały przyśpieszyć działanie systemu, uczynić go stabilniejszym, bezpieczniejszym i rozszerzyć jego możliwości. Dodatkowo wspomniano o wymianie sieci łączności telefonicznej. Stare telefony z analogowymi klawiaturami, których słuchawki miały być tak zużyte, iż często ledwo można było usłyszeć rozmówcę, wymieniono na nowy system telefonii cyfrowej.

Jednak pomimo tego SACCS jest nadal systemem rodem z wczesnych lat 70. Wiek widać na zdjęciach z wnętrza podziemnych centrów kontroli. Część z nich unowocześniono, ale część to nadal klasyka mająca prawie pół wieku. Każde podziemne centrum kontroluje zdalnie dziesięć silosów z rakietami. Pięć takich centrów tworzy razem dywizjon rakietowy. Kilka dywizjonów tworzy skrzydło. W USA są obecnie trzy skrzydła.

Cały system ma w ciekawy sposób wmontowane zabezpieczenia przed odpaleniem rakiet wbrew rozkazom lub w wyniku pomyłki. W każdym dywizjonie jest jedno podziemne centrum wyznaczone na dowódcze, które może zdalnie odpalić rakiety ze wszystkich silosów albo zatrzymać ich odpalenie. To zabezpieczenie na wypadek, gdyby obsady pozostałych centrów zawahały się w kluczowej chwili i nie chciały "dołożyć się" do zagłady ludzkości, albo wręcz przeciwnie, gdyby z jakiegoś powodu chciały ją zacząć bez rozkazu lub w wyniku pomyłki. Podobne rozwiązania jest wyżej na poziomie skrzydła rakietowego.

Dodatkowo w każdym centrum zawsze muszą czuwać dwie osoby. Do odpalenia rakiet obie muszą działać zgodnie, weryfikując otrzymane rozkazy i kody startowe, wprowadzając odpowiednie komendy do komputerów, przekręcając klucze i naciskając guziki.

Zapaść w lądowej triadzie

Teoretycznie wszystko działa profesjonalnie i bezpiecznie. W rzeczywistości ten system ma poważne słabości. Nie chodzi tylko o wiek części sprzętu, ale też jakość ludzi. W ostatnich latach jednostkami odpowiadającymi za kontrolę rakiet Minuteman III wstrząsnął szereg afer. Okazało się, że dowódcy przymykali oko na oblewanie przed podwładnych obowiązkowych okresowych egzaminów i oszukiwanie na nich. W jednym ze skrzydeł rakietowych niemal wszyscy żołnierze kontrolujący rakiety, łącznie sto osób, zostało objętych śledztwem. Zwolniono dziewięciu wysokich rangą oficerów, w tym generałów.

Raporty napisane po szeroko zakrojonych dochodzeniach w skrzydłach rakietowych wykazały jednoznacznie, że służący w nich żołnierze mają niskie morale. Nie zależy im na służbie, nie czerpią z niej satysfakcji i nie przykładają się do niej. Był to głównie efekt tego, że siły strategiczne po zakończeniu zimnej wojny drastycznie spadły w rankingu znaczenia. Z bycia na pierwszej linii obrony przed ZSRR, stały się nieco zapomnianym i niedoinwestowanym fragmentem wojska USA. Do tego stopnia brakowało pieniędzy, że na całe jedno skrzydło był tylko jeden specjalny klucz pozwalający serwisować rakiety, który traktowano z nabożną czcią, ponieważ nie było skąd wziąć kolejnego. Kariera w siłach strategicznych kiedyś otwierała drogę do najwyższych stanowisk, teraz jest ślepym zaułkiem i obiektem docinków ze strony reszty żołnierzy służących w lotnictwie (lądowe rakiety strategiczne podlegają USAF). Wszystko to w połączeniu z faktem, że służba w podziemnych bunkrach dowodzenia jest nużąca i polega na spędzaniu mnóstwa czasu na nic nierobieniu w klaustrofobicznym pomieszczeniu bez okien, doprowadziło do zapaści morale.

Oficjalnie najwyższe dowództwo USAF i Pentagonu zajęło się sprawą. Wymieniono prawie całą kadrę dowódczą, wzmocniono kontrole i szkolenia. Do tego trwa obecnie wielki program GBSD, który ma zaowocować następcami rakiet Minuteman III. Jego koszt jest szacowany na nawet sto miliardów dolarów. Pierwsze nowe rakiety miałyby się pojawić w połowie przyszłej dekady. Część wojskowych, ekspertów i polityków w USA jest jednak przeciwna programowi GBSD, określając go jako zbyt drogi i mało przydatny. Padają wezwania do rezygnacji z lądowej części triady jądrowej i pozostawienia w służbie jedynie atomowych okrętów podwodnych z rakietami oraz bombowców. To jednak niezwykle rewolucyjny pomysł, który większości wojskowych i polityków nie mieści się w głowie. Póki co program GBSD idzie więc naprzód.

Więcej o:
Komentarze (44)
Broń jądrowa USA już bez dyskietek. Zamontowano dyski w centrach kontroli rakiet
Zaloguj się
  • sztucznypolak

    Oceniono 10 razy 4

    Dyskietki 8-calowe?
    Uzywalem ich 40 lat temu. Mialem stacje z dwoma kieszeniami do dyskietek dual-side, dual-density. Razem cale 2 MB! Mozna bylo robic cuda, np. sort-and-merge :)

  • cacadux

    Oceniono 9 razy 3

    Amerykanie maja problemy, ale zdaja sobie z nich sprawę i je likwidują, a my mamy pancernego
    Mariana i kurdupla na kaczych łapkach, politycznego łapówkarza.

  • typowynazista

    Oceniono 7 razy 3

    O proszę jaka perełka! Porządnie napisany, dość ciekawy i wydaje się, że rzetelny artykuł. Brawo panie Macieju Kucharczyku - aż żal, że jesteś pan rodzynkiem pośród miernoty "redaktorów" gazeta.pI.

  • wawa_marek

    Oceniono 1 raz 1

    W takich instalacjach o znaczeniu strategicznym zmiany mogą bardzo zaszkodzić. Żeby wymienić cokolwiek trzeba byłoby to skrupulatnie testować przez długi czas. W elektrowniach atomowych, stacjach kosmicznych i takich właśnie bazach działają archaiczne komputery. Nie liczy się liczba rdzeni procesora i ilość pamięci. Oprogramowanie, które tym steruje nie ma dużych wymagań. Stacja dyskietek to urządzenie mechaniczne i dobrze, że to wymieniono.

  • smurfmadrala

    0

    Los ludzkości, świata, cywilizacji zależy od komputerów ...
    Zero-jedynkowo to widzę.

  • 1977weryfikator

    0

    Znam Paula Nakasone. Od niedawna szefa NSA. Ma inicjatywę chociaż jest dopiero na dorobku.
    Natomiast Karol Molenda. Nie ma inicjatywy. Czy zasługuje tylko na pułkownika.

  • rasta-mw

    Oceniono 2 razy 0

    Ale zaraz, ja na filmie widziałem jak "silosy atomowe" zostały zhakowane przez internet. A jak pokazywali dowodzenie tych silosów to były totalny hightech, 3d, 4k, duży biust. A teraz dowiaduje się, że faktycznie mieli sprzęt zabytkowy :) Wot propaganda

  • marywil2012

    0

    haleluj@ & haleluj@

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX