Jak ma wyglądać reaktor, który może powstać pod Oświęcimiem? Mniej betonu, mniej zabezpieczeń, ale bezpieczny i jak bunkier

Małe i proste jest lepsze - to podstawowa koncepcja stojąca za projektem reaktora jądrowego, który być może zostanie wybudowany w Polsce przy współpracy z firmą Synthos należącą do Michała Sołowowa. BWRX-300 ma być według jego twórców przyszłością energetyki jądrowej, bo będzie na tyle tani, że jego budowa nie będzie gigantycznym przedsięwzięciem, na które mogą sobie pozwolić jedynie bogate państwa. Jak ma wyglądać i działać?

Co do zasady BWRX-300 to standardowy reaktor wodny wrzący. Paliwo jądrowe podgrzewa w nim wodę, doprowadza ją do wrzenia i zamienienia w parę. Ta napędza turbinę generującą elektryczność. Następnie jest schładzana, znów staje się wodą i wraca do rdzenia. Koncern GE-Hitachi twierdzi jednak, że wymyślił zupełnie nowy i bardzo atrakcyjny ekonomicznie sposób jego użycia.

Redukcja skali

Podstawą filozofii stojącej za BWRX-300 jest przekonanie, że małe jest lepsze. Standardowe współczesne elektrownie jądrowe to gigantyczne przedsięwzięcia. Wymagają ogromnych ilości betonu, rozbudowanych zabezpieczeń i precyzji budowy. Wszystko to przekłada się na wysokie koszty, sięgające zazwyczaj po kilkanaście miliardów dolarów. Postawienie jednej elektrowni potrafi zająć ponad dekadę. Dodatkowo po zbudowaniu potrzebują wielkich ilości wody do chłodzenia, co istotnie ogranicza liczbę miejsc, w których mogą stanąć.

Największą barierą według GE-Hitachi ma być jednak bardzo wysoka cena początkowa. Wydatek rzędu kilkunastu miliardów dolarów to duży wysiłek nawet dla zamożnych państw. BWRX-300 ma być odpowiedzią na ten problem. Koncern deklaruje, że koszt jego postawienia będzie nie wyższy niż miliard dolarów, co przełoży się na drastyczne zwiększenie liczby potencjalnych klientów.

Zmniejszenie kosztów jest osiągane głównie zmniejszeniem skali. BWRX-300 ma mieć moc 300 megawatów, podczas gdy większość obecnie standardowych reaktorów ma około czterech razy większą. Pomimo tego elektrownia proponowana przez GE-Hitachi ma dawać energię o cenie konkurencyjnej wobec nowoczesnych elektrowni gazowych. Wszystko to wyliczono w oparciu o warunki panujące obecnie w USA.

Redukcja kosztów

Jak twierdzą projektanci BWRX-300, cała elektrownia oparta o ten reaktor ma mieć o 90 procent mniejszą kubaturę niż tradycyjna elektrownia jądrowa. Zamiast wielkiego betonowego kompleksu ma być przeciętnych rozmiarów budynek. Oznacza to drastyczną redukcję ilości potrzebnego do budowy betonu. To ma być jedno z głównych źródeł oszczędności. Beton o wysokiej jakości, odpowiedniej do budowy elektrowni jądrowej, jest drogi. Dodatkowo stawiane z niego konstrukcje muszą być precyzyjnie wykonane i są skomplikowane.

Ponadto reaktor BWRX-300 ma być umieszczony w głębokim wykopie, przez co funkcję ochrony w znacznym stopniu będzie po prostu spełniać ziemia, zamiast klasycznej wielkiej betonowej kopuły lub cylindra. Cała obudowa reaktora ma być przez to znacznie mniejsza i łatwiejsza do wykonania. Dodatkowo główna osłona ciśnieniowa ma być zrobiona ze stali, co ma być też tańsze, niż gdyby chciano ja wykonać z betonu.

Według wyliczeń koncernu elektrownia z jednym nowoczesnym reaktorem ESBWR (większy brat BWRX-300 o mocy 1500 megawatów) ma wymagać około 160 tysięcy metrów sześciennych betonu na konstrukcje związane z zapewnianiem bezpieczeństwa. BWRX-300 tylko 15,5 tysiąca metrów sześciennych. Ponad dziesięć razy mniej przy mocy mniejszej pięć razy.

Cała konstrukcja elektrowni ma być też maksymalnie uproszczona, co jeszcze bardziej ograniczy koszty budowy. Wiele elementów reaktora i towarzyszących mu urządzeń ma być prefabrykowanych i przewożonych na miejsce budowy. Obniżenie kosztów jest też zakładane za sprawą budowania większej liczby elektrowni opartych o BWRX-300. Klasyczne korzyści z ekonomii skali. Masowo produkowane elementy będą zawsze tańsze. Dodatkowo nie trzeba będzie zwalniać i zatrudniać ludzi w cyklu wielkich kontraktów na budowę klasycznych elektrowni.

Sama elektrownia z reaktorem BWRX-300 ma być też stosunkowo tania w utrzymaniu za sprawą mniejszego zapotrzebowania na wodę oraz ograniczenia obsługi do "minimalnego" poziomu. W wyliczeniach firmy pojawia się twierdzenie o 80 osobach.

Prezentacja przedstawiciela koncernu GE-Hitachi na temat filozofii stojącej za BWRX-300 (po angielsku)

 

Mniej systemów bezpieczeństwa, ale nadal bezpiecznie

Koszty mają zostać zmniejszone też dzięki temu, że reaktor o znacznie mniejszej mocy niż te klasyczne wymaga mniej rozbudowanych systemów bezpieczeństwa. Choć jak zapewnia koncern, jednocześnie zachowany zostanie jego wysoki poziom. Zadaniem owych systemów jest głównie zapewnienie chłodzenia rdzenia w wyniku awarii podstawowych systemów, co zapobiega jego stopieniu i potencjalnej katastrofie jądrowej.

Koncern twierdzi, że cały system bezpieczeństwa BWRX-300 jest bardzo prosty, oparty o podstawowe prawa fizyki, a co za tym idzie - skuteczny i niezawodny. W przypadku awarii podstawowych systemów woda chłodząca rdzeń ma sama płynąć do wymienników ciepła, schładzać się tam i wracać. System ma utrzymywać bezpieczną temperaturę całego układu przez tydzień bez zasilania czy ingerencji człowieka. Może to robić w nieskończoność, jeśli będzie wymieniana woda odbierająca ciepło w wymienniku. Na przykład do katastrofy w Fukushimie w 2011 roku doszło, ponieważ z braku prądu stanęły pompy wymuszające obieg wody w systemie chłodzącym. W efekcie doszło do przegrzania rdzeni i katastrofy. W BWRX-300 ma to być niemożliwe, ponieważ woda krążyłaby sama z siebie.

Taka przynajmniej jest teoria. GE-Hitachi twierdzi, że cały system będzie bardzo bezpieczny, a jednocześnie kompaktowy i stosunkowo tani. Ma być też prosty w budowie, przynajmniej jak na realia energetyki jądrowej. W swoich materiałach koncern podaje, że pierwszy reaktor BWRX-300 może zostać uruchomiony "już" w 2029 roku. O ile ktoś zdecyduje się naprawdę zainwestować w takie rozwiązanie.

Odległe wizje

Problem w tym, że tak jak napisałem na wstępie, wszystko, co wiadomo na temat BWRX-300, to materiały promocyjne koncernu GE-Hitachi. Nie ma prototypu czy planów jego budowy. Na razie koncern stara się znaleźć pierwszego klienta i prowadzi prace projektowe między innymi za pieniądze rządu USA. Jednocześnie reklamuje swoje rozwiązanie jako sposób na skuteczne ograniczenie emisji dwutlenku węgla i "dekarbonizację" sektora energetycznego.

Dodatkowo GE-Hitachi deklaruje, że proces uzyskiwania zgód i pozwoleń na budowę BWRX-300 ma być ułatwiony, ponieważ wiele rozwiązań wprost skopiowano z projektu elektrowni opartej o reaktor ESBWR. To wspomniany większy brat BWRX-300, który uzyskał wszystkie niezbędne certyfikaty amerykańskich władz w 2014 roku. Plany zbudowania dwóch takich reaktorów w dwóch różnych elektrowniach w USA są jednak obecnie zawieszone z przyczyn ekonomicznych. Po prostu są za drogie w relacji do elektrowni gazowych.

Niezależnie od tego uzyskanie zgody władz europejskich, państwowych i lokalnych na postawienie BWRX-300 w Polsce byłoby na pewno zadaniem monumentalnym i pionierskim. Jak twierdzi "Rzeczpospolita", Sołowow może planować ją postawić w Oświęcimiu, gdzie znajdują się największe polskie zakłady jego firmy. Deklaracja GE-Hitachi i Synthos o możliwej budowie prywatnej elektrowni jądrowej to jednak na razie tylko tyle - deklaracja.

Rozmawiali o tym szerzej eksperci w programie Studio Biznes.

Więcej o:
Komentarze (169)
Michał Sołowow chce zbudować w Polsce reaktor. Jak ma wyglądać BWRX-300
Zaloguj się
  • real.avalanche

    Oceniono 1 raz 1

    "do katastrofy w Fukushimie w 2011 roku doszło, ponieważ z braku prądu stanęły pompy wymuszające obieg wody w systemie chłodzącym"
    Ekhm, no niby tak. Ale ten brak prądu był wynikiem zalania przez tsunami agregatów spalinowych. Jaka jest szansa na tsunami w Polsce?

  • edi54

    0

    Proponuje dokładną lokalizację - działki obok posesji Beaty Szydło w Przeciszowie ...pod Oświęcimiem ......pozostanie w strefie ochronnej do końca życia ku zadowoleniu wiekszości Narodu....

  • gadolinn

    Oceniono 1 raz -1

    To nie jest ten typ reaktora, ktory po wyeksploatowaniu zostawia sie w ziemi i ma on sie w te ziemie zapasc i w ten sposob zniknac na zawsze?

  • koszmarek66

    Oceniono 1 raz 1

    Schodzicie do poziomu tvp. 15 akapitów tekstu i żadnej grafiki poglądowej. Szkicu chociaż.

  • maguniaklikunia

    Oceniono 1 raz 1

    A pracowników to pan miliarder ściągnie z Ukrainy i zatrudni na śmieciówkach. Odpady w beczkach w nocy wywiezie się do lasu.

  • tehdess

    Oceniono 1 raz -1

    Wszystko fajnie, ale jeśli chodzi o kwestie budowlano-finansowe. To w artykule są same bzdury.

  • welarg

    Oceniono 1 raz 1

    "Dodatkowo główna osłona ciśnieniowa ma być zrobiona ze stali, co ma być też tańsze, niż gdyby chciano ja wykonać z betonu." W zwykłych reaktorach pod podwójną powłoką z betonu sprężonego jest powłoka ze stali nierdzewnej tak czy tak. Powinna być, bo w Czernobylu i w Fukushimie w ogóle nie było powłok osłonowych.

  • tomek_pb2

    Oceniono 5 razy -1

    Jedyna prawidłowa lokalizacja atomówki to północ albo pn- wsch Polski. (najlepiej ten Żarnowiec na Pomorzu , a jak nie to Mazury albo północne Podlasie). Oświęcimiem, to najgłupsza lokalizacja i nie powinna mieć zgody. Podłoża tam są gliniaste , sięgają tam wpływy sejsmiczne i szkody górnicze. Rzeki w górnym biegi mają niepewne stany wody. W powietrzu stale unosi się i opada pył z elektrowni węglowych, z hut , zakładów chemicznych itp W razie awarii cały ten pył będzie radioaktywny i opadnie w Polsce i to w najgęściej zabudowanym terenie zamieszkanym przez 10 mln ludzi. Straty doprowadzą do desperacji, która wykończy całą Polskę. Dominują wiatry zachodnie i pd-zachodnie, więc zatruty zostanie Kraków i cała Małopolska. Przy wiatrach wschodnich Śląsk. Przy (mało prawdopodobnych) wiatrach północnych radioaktywnego pyłu nie wywieje z Polski przez Karpaty. Pn i pn-wsch Polska powinna przejąć część ciężaru wytwarzania prądu w Polsce. Nie ma tam sejsmiki, wstrząsów górniczych, podłoża budowlane są piaszczyste i mocne, jeziora polodowcowe mają stały pozom wody dla obiegów chłodzenia. Dzięki temu ryzyko awarii jest tam minimalne.W porównaniu do węglówki, atomówka jest mniej nieawaryjna. Ale nawet jak się zdarzy groźna awaria, to skażenie nie opadnie z pyłem tylko w Polsce , ale głównie na Bałtyku, albo dotrze z zachodnim wiatrem gdzieś pod Królewiec albo na Białoruś. Nad morzem są dość stałe zachodnie wiatry i najwięcej słonecznych dni. Atomówka o tak ograniczonej mocy (400 MW) będzie mogła być tam uzupełnieniem energetyki wiatrowej i słonecznej w bezwietrzne noce. Obecnie prawie 80 % prądu jest wytwarzane na 1/4 powierzchni Polski w części południowo-zachodniej, w elektrowniach węglowych. To przyczyna zarówno dużych kosztów i strat przesyłu jak i fatalnego powietrza nad całą Polską. Nowe bloki węglowe mogą mieć sens, ale tylko przy granicy wschodniej ( Zagłębie Lubelskie i okolice przeładunków taboru, dostaw kolejowych węgla z Rosji i z Donbasu).

  • kretu23

    0

    Jakby nie mogli kupić 10x tańszego solankowego...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX