Wynoszenie spinaczy jest już passe. Nie uwierzysz, jak teraz "dorabia" się w pracy

Dawno temu pracownicy oszczędzali na zakupach dzięki pracodawcom. Okazuje się, że w tej kwestii niewiele się nie zmienia

Przeciętny pracownik spędza w biurze znaczną część swojego życia. Tu zarabia pieniądze, tu oddaje się ploteczkom i tutaj zbiera też dodatkowe, niezaplanowane przez pracodawcę, benefity. W każdej firmie można znaleźć historie o tych, którzy z „oszczędzania” uczynili drugi zawód. A z firm wynosimy (nie zawsze dosłownie) najdziwniejsze rzeczy – wszystko w imię oszczędności i dodatkowego zarobku.

Co więcej, wynoszący z biura różne rzeczy najczęściej nie widzą w tym nic złego. Owszem, nie zabiorą drukarki „bo to kradzież”, ale nie mają oporu przed zabieraniem innych, drobniejszych rzeczy i robieniem „oszczędności”. Sprawdźcie sami.

Nieśmiertelny papier toaletowy (plus ręczniki i mydło)

W zamierzchłych już czasach w sklepach ciężko było dostać papier toaletowy, więc specjalnie nie dziwią opowieści o tym, że nasi ojcowie i matki, przymuszeni, hmm, potrzebą, wynosili niewielkie ilości do domów. Wydawałoby się jednak, że te czasy mamy już za sobą, szczególnie że w większości firm papier umieszczany jest w zamykanych na kluczyk pojemnikach. Nic z tego.

Zastanawiało nas zawsze – opowiada Dorota pracująca w jednym z lepszych warszawskich biurowców – dlaczego papier i ręczniki papierowe tak szybko się kończą, choć są w zamkniętych pojemnikach. Przestałam się nad tym zastanawiać, gdy zobaczyłam koleżankę, jak wychodzi z kabiny wkładając do torebki starannie złożoną połowę rolki papieru. Byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie się nawet odezwać.

Z biur powszechnie znika nie tylko papier, ale także ręczniki papierowe, a nawet mydło w płynie.

Wszedłem do łazienki i zdębiałem - kolega stał przy umywalce i pracowicie wyciskał mydło w płynie do nadstawionego pojemniczka. Kiedy mnie zauważył, zaczerwienił się, mruknął coś o zbyt małych zarobkach i uciekł. Przypadkiem wiem, że zarabia więcej ode mnie, a do tego ciągle się chwali na Facebooku weekendowymi wypadami. Chyba wiem, skąd ma na to pieniądze – ironizuje Marek pracujący w jednej z łódzkich firm.

A to nie wszystkie sposoby na „oszczędność”.

Prąd w pracy wliczony jest w pensję?

Wszędzie otaczają nas teraz elektroniczne gadżety pochłaniające olbrzymie ilości energii. Wiele osób liczy każdą złotówkę (ale tylko swoją) i korzysta z biurowych gniazdek nie tylko wtedy, gdy smartfon nagle się rozładuje.

Mamy w pracy kolegę, który do biura przynosi praktycznie cały swój sprzęt elektroniczny. Ładuje przy biurku nie tylko telefon, ale i prywatnego laptopa i tablet. Chwali się przy tym, że dzięki temu nie musi w ogóle podłączać ich w domu, bo to mu w zupełności wystarcza. Myślę, że gdyby mógł, to przynosiłby do pracy wszystko, co tylko da się naładować – opowiada Marysia z jednej z dużych warszawskich firm.

Wydawałoby się, że to nic złego – w końcu każdy z nas ładował kiedyś w pracy telefon czy tablet. Ale ładowanie tylko i wyłącznie w pracy w celu zaoszczędzenia najwyżej kilkunastu złotych rocznie, to chyba lekka przesada? Niby firma bardzo od tego nie zbiednieje, ale ceny energii dla przedsiębiorstw są wyższe niż te dla osób prywatnych.

Woda jest droga, więc prysznic biorę tylko w pracy

To dość ekstremalny przypadek (bo też niczego złego w tym, by w pracy wziąć prysznic nie ma, szczególnie jeżeli dojeżdżamy na rowerze), ale wcale nie taki rzadki. Może być ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę zdarzają się takie osoby.

Zawsze dziwiło nas, że kolega przyjeżdża do pracy wcześniej niż wszyscy, a nigdy nie ma nic rano zrobione. Tajemnica wyjaśniła się, gdy pochwalił się na wyjeździe firmowym, że dzięki temu, że kąpie się tylko w pracy sporo oszczędza na wodzie w domu i może sobie pozwolić nawet na godzinne posiedzenie pod strumieniem gorącej wody. Sugerował nam, byśmy robili tak samo! – mówi Marcin, pracownik jednego z biur na Mordorze.

Fakt, ceny wody (szczególnie ciepłej) bywają brane z kosmosu, ale i tak nie uzasadnia to nadużywania udogodnień, jakie daje pracodawca na wypadek czy to dojeżdżania rowerem czy docierania do pracy w dużym upale.

Kradzione nie tuczy i nie szkodzi

Jeżeli w Waszym biurze kilogram kawy znika zaraz po pojawieniu się, choć w ekspresie są pustki, to zapewne zniknął w przepastnej torbie osoby, która nigdy nie kupuje kawy czy herbaty. A gdy może, to i nie kupuje żadnych przekąsek.

Dość często mamy w firmie gości, więc na ich powitanie zawsze mamy jakieś ciastka, paluszki i inne przekąski które dobrze wyglądają w sali konferencyjnej. Do tego oczywiście kawa, herbata i inne napoje, a wszystko to idzie też do naszej firmowej kuchni dla wszystkich. Od niedawna do mnie należy zamawianie ich, gdy się skończą i okazało się, że w biurze zużywamy ilości wręcz hurtowe. Gdy zaczęłam pytać, wydało się, że jest parę osób, które po prostu zabierają sobie z szafki po słoiczku, pudełku czy paczce – opowiada Asia z jednej z krakowskich firm. – Gdy zaczęłam zamykać szafkę na klucz, nagle przestało wszystko znikać.

Wydawałoby się, że to drobiazgi, ale jak poszpera się na forach, to okazuje się, że są ludzie, którzy potrafią w ten sposób „zaoszczędzić” po kilkadziesiąt złotych miesięcznie na kawie, herbacie czy paluszkach. I jeszcze się chwalą, jacy są zaradni.

ryzy papieruryzy papieru Sage Ross (WMF) / Wikimedia Commons

 „Tylko frajerzy to kupują” – czyli jak zmywać i nie płacić

W firmie, w której długo było tak, że ostatni wychodzący z biura wrzucał tabletkę i puszczał zmywarkę w ruch. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że zmywamy chyba kilkanaście razy dziennie, bo pudełko tabletek starczało najwyżej na kilka dni. Tajemnica szybko się wyjaśniła, gdy przyłapałem świeżo zatrudnioną dziewczynę na wybieraniu tabletek z pudełka. Na pytanie, co robi – odpowiedziała, że „trzeba być frajerem, by płacić za tabletki, skoro można je sobie wziąć z pracy”. Dziewczyna już u nas nie pracuje, choć powód zwolnienia był akurat inny – opowiada Karol z Łodzi.

Okazuje się, że z biurowych kuchni nie znikają tylko tabletki. Co sprytniejsi zabierają też płyn do zmywania, ręczniki i inne kuchenne utensylia. Ba, z szafek potrafią znikać nawet kubki, łyżeczki czy talerze. Jak to wszystko wynieść? Proste:

Nie wypada oczywiście chodzić z tymi rzeczami po całym biurze albo wychodzić z pracy z wielką reklamówką, więc mam inny sposób. Noszę ze sobą dużą torebkę, do której, jakbym się uparła, to chyba nawet mała drukarka by weszła. To by była kradzież, nie mam takich zamiarów – chwali się na jednym z forów anonimowa internautka.

Wspólną cechą wszystkich „oszczędzających” w ten sposób jest przekonanie o tym, że nie kradną, tylko są zaradni. W końcu to wszystko jest za darmo. Wiele osób, tradycyjnie już, korzysta też z biurowego sprzętu, w celu drukowania prac licencjackich czy magisterskich, książek czy też, po prostu, wynosi ryzy papieru do domu. W wielu wypadkach uzasadnia to sobie tym, że pracodawca mało płaci albo źle traktuje pracowników. Ale żadne uzasadnienie nie zmienia tego, że takie zachowania da się nazwać jednym prostym słowem.

Komentarze (5)
Wynoszenie spinaczy jest już passe. Nie uwierzysz, jak teraz "dorabia" się w pracy
Zaloguj się
  • murwlod

    Oceniono 1 raz 1

    gdy pracowałem a było to dawno temu,to ja do pracy przynosiłem papier maszynowy,długopisy,o spinaczach nie wspomnę,po prostu moja siostra jako sekretarka miała dostęp do tych deficytowych dóbr,ona była złodziejką bo okradała swój socjalistyczny zakład,ja jeleniem który ratował swój socjalistyczny zakład,nie wiem jaki to miało wpływ na makro ekonomię naszego socjalistycznego kraju,oba zakłady mają się dobrze do dziś,choć zatrudniają 1/10 dawnej załogi,po 89 "rozkradziono" w zgodnie z prawem prawie wszystko,nawet wiedzę

  • uthark

    0

    Z całym szacunkiem, ale branie prysznica przy dojeżdżaniu rowerem nie jest koniecznie. Normalny zdrowy człowiek nie spoci się jadąc spokojnym tempem (15-20km/h) te 5km do pracy, jeśli nie ubierze się zbyt grubo. Pracuję z wieloma osobami, które dojeżdżają rowerem i nikt nie pachnie brzydko w pracy, chociaż nie biorą prysznica, bo ich nie ma w firmie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX